Kultura

Co wyszło, a co nie wyszło w „Krwi Boga” Bartosza Konopki

Kadr z filmu „Krew Boga” Bartosza Konopki Kadr z filmu „Krew Boga” Bartosza Konopki mat. pr.
Outsiderzy nawiązują w filmie kontakt z ludźmi o innym systemie wierzeń i przez to kwestionują zasady działania swojego Kościoła.

Tylko na jednej wyspie na Bałtyku, we wczesnym średniowieczu, ostało się pogańskie plemię. Na wyspę dociera rycerz, biskup Willibrord (Krzysztof Pieczyński), i bezimienny chłopak (Karol Bernacki), którzy mają tylko kilka miesięcy na schrystianizowanie plemienia, zanim dotrze tu król z uzbrojonym po zęby oddziałem.

Kościół i inne systemy wierzeń

„Krew Boga”, którą Bartosz Konopka pokazał na festiwalu w Gdyni, bierze inspirację z filmu „Valhalla Rising” Nicolasa Windinga Refna o podróży Wikingów do Ameryki Północnej i najpewniej innych produkcji, takich jak „Misja”, „Aguirre, gniew boży” czy niedawne „Milczenie”. Konwencja jest podobna: outsiderzy nawiązują kontakt z ludźmi o innym systemie wierzeń i przez to kwestionują zasady działania swojego Kościoła. Przeniesienie tego schematu na polski grunt (zdjęcia były realizowane w okolicach Ustki i Kudowy-Zdroju) to dobry, prosty pomysł Konopki.

Relacja z festiwalu w Gdyni: „Kler” Smarzowskiego nie jest filmem kontrowersyjnym

Plemię Bartosza Konopki

Zarazem reżyser traktuje temat symbolicznie, czyniąc z doświadczenia jednej pogańskiej wioski doświadczenie wielu chrystianizowanych na siłę, nie tylko w Polsce. Dlatego król mówi w tym filmie wymiennie wieloma językami. Ale Konopka nie jest w tym założeniu całkiem konsekwentny. Jego filmowe plemię operuje co prawda prostymi normami, jest szalenie naiwne i łatwo ulega wpływom, zostało więc przedstawione na podobnych zasadach, co ludzie obu Ameryk w wyżej wymienionych zagranicznych produkcjach. Podobnie bałtyccy wyspiarze pozostają w stałym kontakcie z naturą i samymi sobą, bo istotna jest dla nich bliskość fizyczna. Dlatego wtapiają się w tło i pomazani białą glinką, w strojach zrobionych z szarej, pofałdowanej, powybrzuszanej materii, śpią przytuleni w prymitywnych warunkach – w skalnych niszach.

Czytaj także: Modlą się do Słońca, ziemi i piorunów. Neopoganie wracają do Polski

Co było przed chrztem Polski

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie ma wielu pewnych informacji o systemie wartości, sposobach tłumaczenia sobie świata i codzienności przedchrześcijańskiej. Konsekwencje tego „odcięcia od korzeni” opisała zresztą w „Niesamowitej Słowiańszczyźnie” Maria Janion. Ciekawa jestem, jak na ten film spojrzą archeolodzy czy etnolodzy. Ja nadal mam wątpliwości, czy da się pogodzić symboliczne, uniwersalne założenia dla tej plemiennej społeczności z tym, że oni wyraźnie czczą przecież Peruna (w ceremonii zdzieranie przez szamana z twarzy glinianej maski, zaaranżowanej przez francuskiego artystę Oliviera De Sagazana). A mniej schematyczne przedstawienie tematu, pokazanie braku naiwności i większej złożoności, dojrzałości przedstawicieli kultury słowiańskiej, przykładów ich kontaktu z innymi kulturami – uczyniłoby ten film po prostu ciekawszym.

Być może mamy tu też do czynienia z zapowiedzią większego zainteresowania polskiego kina kulturą i mitologią słowiańską. Wojciech Smarzowski też przymierza się do filmu o tym, co tu było przed chrztem Polski.

Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama