Narodowe Udawanie, że Czytamy
Wybór lektur na tegoroczne Narodowe Czytanie nie jest zły. Oczywiście o ile upieramy się, że ma to być tylko ludyczno-patriotyczna impreza, niewiele mająca wspólnego z promocją czytelnictwa.
Para prezydencka ogłasza Narodową Lekturę 2019.
Kancelaria Prezydenta RP

Para prezydencka ogłasza Narodową Lekturę 2019.

Kancelaria prezydenta ogłosiła właśnie, że w tym roku podczas Narodowego Czytania nie sięgniemy po kolejną powieść, lecz po nowele: Orzeszkowej, Konopnickiej, Prusa, Schulza, Reymonta, Żeromskiego, Sienkiewicza i Rzewuskiego. Dla każdego coś dobrego. Czy na pewno? Dobór tytułów sam w sobie nie jest zły – po pierwsze dlatego, że nie trzeba będzie czytanego dzieła skracać jak działo się to uprzednio, a po drugie – to rzeczywiście świetna literatura, perełki polskiej klasyki. Rzecz w tym, że właśnie klasyki.

Gdy w 2012 r. akcję inicjował prezydent Komorowski, przypadała akurat dwusetna rocznica wydarzeń opisanych w „Panu Tadeuszu”, więc wybór lektury wydawał się oczywisty. Potem siłą rozpędu był Fredro i Sienkiewicz, a za prezydenta Dudy – Prus, znowu Sienkiewicz (tym razem z „Quo vadis”), Wyspiański i ostatnio Żeromski.

Czytaj także: Marne efekty Narodowego Czytania

Nie wychodzi promowanie czytelnictwa w Polsce

Przypominanie wszystkich tych dzieł trudno uznać za grzech, ale równie trudno uznać je za choćby śladową próbę promowania w Polsce czytelnictwa, co najwyżej za narodową powtórkę ze szkolnego spisu lektur obowiązkowych. Chyba że uwierzymy w dane z raportu Biblioteki Narodowej, w którym co roku czytamy, że z polskich autorów najchętniej sięgamy po Sienkiewicza.

W rzeczywistości bowiem oznacza to tylko tyle, że jest to pierwsze nazwisko, jakie przychodzi nam do głowy, gdy ze swoimi natarczywymi pytaniami przyciska nas do muru bezwzględny ankieter. A przychodzi, ponieważ dzięki systemowi edukacji jest to pisarz, na którym statystyczny Polak często kończy swoją przygodę ze światem literatury.

Czytaj także: Andrzej Duda nie czytał Wyspiańskiego? Wnioski po opublikowaniu „Antologii Narodowej”

Tylko udajemy, że czytamy

Narodowe Czytanie jest więc tak naprawdę Narodowym Udawaniem, że Czytamy i że znamy polską literaturę – oto raz w roku w parkach i gmachach szacownych instytucji słuchamy pięknej prozy, która jednak ani nas przy tym ziębi, ani parzy.

Może zatem czas na zmianę formuły? Przyznaję, nazwisko Schulza („Mój ojciec wstępuje do strażaków”, ze zbioru: „Sanatorium pod Klepsydrą”) w tegorocznym zestawieniu cieszy. Może zainspiruje kogoś do sięgnięcia po cały zbiór? Narodowe Czytanie jest dziś rodzinnym piknikiem o zabarwieniu patriotycznym. I dobrze, tylko dlaczego musi to być patriotyzm spod znaku „pokrzepienia serc”?

Może uczyńmy z tego wydarzenia istotny element walki z wtórnym analfabetyzmem (bo jak nazwać fakt, że ponad 60 proc. z nas nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki?), może cieszmy się z innych noblistów niż Sienkiewicz? A choćby z Czesława Miłosza, ku czemu świetna okazja byłaby w przyszłym roku, bo minie wszak 20 lat od przyznania mu Nobla? Może czytajmy Olgę Tokarczuk, zdobywczynię Bookera, która po raz kolejny ma w tym roku szansę na te nagrodę? Może czas na Myśliwskiego? Może na laureatów Nike: Masłowską, Stasiuka, Pilcha? Cieszmy się z prozy, która może zachęcić do czytania, choćby z Janusza Głowackiego. Może czytajmy zbiorowo Dukaja? Wichę? Dehnela? Mamy się czym pochwalić w literaturze. Więc nie udawajmy, tylko czytajmy.

Autor prowadzi stronę internetową poświęconą literaturze „Zupełnie inna opowieść”.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj