Kultura

Ekrany ScreenX? Miała być rewolucja w kinie, jest rozczarowanie

Technologia ScreenX Technologia ScreenX mat. pr.
Wraz z premierą filmu „Kapitan Marvel” w Polsce otwarto pierwszą salę wykorzystującą technologię ScreenX z bocznymi ekranami. Wbrew pozorom nie ma się czym zachwycać.

Na pierwszy rzut oka sala ScreenX niczym nie różni się od zwykłej. Wchodzi się, siada w fotelu, patrzy na ekran przed sobą. Ale jeśli przyjrzeć się uważnie bocznym ścianom, dostrzeże się, że są inne, jaśniejsze niż standardowo, pozbawione ozdób czy lamp. Pod sufitem wiszą zaś ogromne projektory, skierowane każdy na przeciwległą ścianę. W momencie uruchomienia film wyświetla się więc na trzech ekranach: środkowym (standardowym) i dwóch bocznych.

Ma znaczenie, gdzie się siedzi w kinie

Od razu wiadomo, że to, gdzie się siedzi, ma znaczenie. Optymalne miejsce: nieco z tyłu, zdecydowanie pośrodku. Jeśli zajmie się miejsce bliżej którejś bocznej ściany (jak wyżej podpisany), to jest się po prostu za blisko. Film ogląda się de facto na dwóch, nie trzech ekranach. Tym bardziej dziwi, że w sali ScreenX w warszawskiej Galerii Mokotów na środku znajdują się schody. Pewnie to kwestia przepisów przeciwpożarowych, ale pamięć podpowiada seanse w salkach ze schodami po bokach, co przy takiej specyfice projekcji wydaje się bardziej logicznym rozwiązaniem.

Ale tak po prawdzie wyłączenie jednego z obrazów niespecjalnie wpływa na kinowe doświadczenie. Bo owe „boczne seanse” niewiele zmieniają. W przypadku „Kapitan Marvel” albo nie wyświetlano na nich nic (przez mniej więcej połowę filmu), albo było widać nieostre tło, albo rozciągano kadr, który zmieściłby się na ekranie podstawowym.

Mało kto kręci pod technologię ScreenX

Wszystkie wady ScreenX biorą się z tego, że nie kręci się (jeszcze?) filmów z myślą o takich salach. Nie ma mowy o dodatkowym materiale, bocznych kamerach czy specjalnie projektowanych ujęciach, bo reżyser i operator po prostu robili swoje, w głowie mając jeden ekran. To trochę jak z filmami 3D, które nie były kręcone w tym formacie, tylko potem konwertowane.

Na swoje nieszczęście (choć intencje były pewnie dobre) organizujące pokaz prasowy „Kapitan Marvel” Cinema City przed wyświetleniem filmu zaprezentowało fragmenty „na rozgrzewkę”, które miały wprowadzić w możliwości nowej technologii. Tak się stało, ale zarazem wszystkie słabości ScreenX dało się od razu wychwycić. Technologia jest świetna, co dało się zobaczyć w krótkometrażowej animacji o ataku Obcych. Ale efekt bywa też kuriozalny. We fragmencie „Bohemian Rapsody” można było np. zauważyć, że ręce grającego na fortepianie Freddy’ego Merkury’ego nie „przechodzą” na boczny ekran, ale ucinają się, mimo że ekran obok jest włączony i pokazuje tło. Podobnie w przypadku „Kapitan Marvel” – niektóre efekty, np. iskry, przy przejściu z ekranu na ekran magicznie znikały.

Na rewolucję w kinie trzeba jeszcze zaczekać

ScreenX nie jest więc zapowiadaną rewolucją, ale raczej nowinką dla tych, którym klasyczne kino już nie wystarcza – coś jak 4DX. Tak jak w przypadku 3D jest tu potencjał, ale trzeba by tworzyć z myślą o nowej technologii, a nie próbować po fakcie wcisnąć klientom zwykły film w „niezwykłej” wersji. Rozsmarowany niczym zbyt mała ilość masła na zbyt wielkiej kromce chleba. Na rewolucję przyjdzie nam chyba jeszcze poczekać.

Czytaj także: Tylko dubbing w polskich kinach? Widzowie tracą wybór

Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama