W zeszłym roku została laureatką Literackiej Nagrody Nike za tom „Raptularz”. Napisała kiedyś: „W moim domu rodzinnym był zwyczaj czytania przy lampie naftowej Kochanowskiego, Mickiewicza, Słowackiego. Oni zawsze byli dla mnie żywi. I dziś wiem, że jeśli coś po nas zostanie, to właśnie słowa”.
Urodziła się w 1931 r. w Rakówce pod Biłgorajem. Opowiadała: „Rodzice byli piekielnie zajęci, nieustannie pracowali, żeby nas utrzymać. Udzielali korepetycji, mieli mnóstwo zainteresowań, uczyli i uczyli cały dzień w maleńkim mieszkanku, gdzie nie było się gdzie podziać. Starsze rodzeństwo zajmowało się młodszym, nie było miejsca dla siebie. I dlatego ja się nauczyłam pisać na kolanie odwrócona do ściany i aż do dziś nie jestem w stanie usiąść przy biurku. To było naturalne w takich dużych skupiskach rodzinnych, gdzie sobie siadano na głowie. Każdy uważał się za solistę, ja cicho mówię i nie było mnie słychać, więc zaczęłam pisać”.
Wspominała rodzinne czytanie i śpiewanie: „Rodzice łapali inne zajęcia poza szkołą, matka zaczęła robić swetry, siadaliśmy przy stole, jedna osoba cerowała, inna czytała. Ojciec pięknie śpiewał. Prowadził chóry. Ale z biegiem czasu przestało być tak sielankowo, nawet na to nie było nas stać, dom przestał być domem, a stał się szkolną klasą. Miałam nawet uczucie, że pachnie w domu rozlanym atramentem jak w szkole. Było coś takiego zimnego w tych bezosobowych klasach, może dlatego u siebie w mieszkaniu upycham każdy kącik drobiazgami, bo mi tego brakowało”. Tak było do wysiedlenia.
Poetycka podróż Urszuli Kozioł
W poemacie „Ucieczki”, który był częścią