31 marca. „Wizyta na Kremlu. Mauzoleum Lenina. Cerkiew Wasyla Błogosławionego. Muzeum Lenina. Pokaz filmowy 1912–1922. Sprzedaż biletów do kina. Występy zespołów ludowych. Część I – Operetka. Część II – Pieśni i tańce. Diana”.
Wizyta na Placu Czerwonym stanowiła oczywiście główny punkt programu – wzbudziła u mnie silne emocje i dziwię się, że nie opisałem jej bardziej szczegółowo. Wszystko zaczęło się na końcu bardzo długiej, ciągnącej się przez cały plac kolejki. Nastawiliśmy się na czekanie i wcale nie byliśmy zadowoleni, gdy gospodarze uparli się wprowadzić nas poza kolejnością, przed tysiącami obojętnych rosyjskich uczniów i ich nauczycieli. Nasi opiekunowie wychodzili z założenia, że zagraniczni goście mają pierwszeństwo, i nie znali brytyjskiej zasady, zgodnie z którą wpychanie się na początek kolejki uchodzi za „niekulturne”.
Przez poprzednią dekadę ciała Lenina i Stalina spoczywały w mauzoleum obok siebie. Traf chciał jednak, że przybyliśmy zaledwie półtora roku po tym, jak Stalina przeniesiono do grobu pod murem Kremla. Doskonale zapamiętałem mało subtelną zmianę wykutego w kamieniu napisu nad wejściem, która rzucała się w oczy wszystkim zwiedzającym. Władze sowieckie zamierzały zmienić historię z użyciem dłuta; ci, którzy potępiali fałszowanie dziejów, sami byli gorliwymi fałszerzami.
Po wejściu do mauzoleum zrobiło mi się niedobrze. Widok pomarańczowej brody Lenina i jego zielonkawej twarzy wystarczył, by przewróciło mi się w żołądku. Sądzę jednak, że prawdziwą przyczyną dyskomfortu, jaki poczułem, był szok wywołany uderzeniem we wszystkie zasady mojego protestanckiego wychowania. Wpajano mi, że oddawanie pokłonu rzeźbom i obrazom jest grzechem zakazanym w Dekalogu. Tutaj zaś otaczał mnie cały bezwstydny sztafaż polityki, którą uczyniono religią. Żądano od nas nie tylko pamięci o Leninie, lecz także uwielbienia dla niego i oddawania czci jego zwłokom, a tego już mój układ nerwowy nie był w stanie znieść. Moja reakcja była podobna do tej, jakiej doświadczałem we włoskich kościołach, gdzie widok relikwii świętych przechowywanych w szklanych gablotach obok ołtarza budził we mnie głęboką odrazę.
Tego dnia odczuwałem tak silne emocje, że hasło „Diana” nie pozostawiło żadnego śladu w mojej pamięci.
W 1963 roku, po tym, jak Stalin (przynajmniej częściowo) spadł z piedestału, popularne było przeciwstawianie go nieomylnemu Leninowi. Właśnie wtedy wstąpiłem na długą intelektualną drogę, na końcu której doszedłem do przekonania, że na Leninie spoczywa odpowiedzialność niemniejsza niż na jego następcach.
1 kwietnia. „Stadion im. Lenina. Muzeum Sportu, mecz hokeja na lodzie. Monastyr: nekropolia wybitnych sowieckich osobistości. Uniwersytet Moskiewski – obiad. Widok z 28. piętra. Biblioteka. Basen, sala gimnastyczna, spotkanie na wydziale fizyki. Rozmowa z Jeleną Maksimowną Koczinową – »osoba z kręgów rządowych« wyjaśnia kwestie religijne”.
Nie wydaje mi się, aby Lenin był wybitnym sportowcem, lecz to oczywiście właśnie jego imię nadano wybudowanemu w latach 1955–1956 sowieckiemu stadionowi narodowemu, który miał być główną areną igrzysk olimpijskich w 1980 roku. Obecnie nosi on nazwę Stadionu Łużniki, a my widzieliśmy go krótko po tym, jak powstał.
Na drugim brzegu rzeki Moskwy, naprzeciwko stadionu, stoi wzniesiony w 1591 roku z polecenia cara Fiodora I Iwanowicza wspaniały Monastyr Doński. W czasach sowieckich był on zamknięty i prawdopodobnie się myliłem, twierdząc, że chowano tam „sowieckie osobistości”. Wszystkie groby pochodziły z okresu przedrewolucyjnego. Nie wiedzieliśmy jednak, że w czasach stalinowskiego wielkiego terroru nekropolię tę wykorzystywano jako miejsce masowych pochówków ofiar NKWD, w tym zwłaszcza zamordowanych dzieci.
Rozmowa z Jeleną Koczinową była najprawdopodobniej wynikiem ukartowanego planu, a nie przypadkowego spotkania. Jakim cudem grupa przechadzających się po terenie uniwersytetu studentów spotyka kogoś, kto wyjaśnia jej założenia sowieckiej kampanii przeciwko religii? Moja wzmianka o „osobie z kręgów rządowych” sugeruje, że zachowałem wtedy zdrowy sceptycyzm.
2 kwietnia. „Московский Завод Калибр (Moskowskij Zawod Kalibr) – Moskiewska Fabryka Przyrządów Pomiarowych. Przed rewolucją takiej branży nie było, 90 procent przyrządów importowano. Stworzone w latach dwudziestych XX wieku zrzeszenie zakładów produkujących takie przyrządy nie działało efektywnie. Zbudowane w 1932 roku (pierwsza pięciolatka), cel: trzykrotny wzrost produkcji. W 1940 roku już pełna gama instrumentów, produkcja dwukrotnie przekroczyła plan. Po 1945 roku aparatura kontrolna, normy zawsze przekraczane – współzawodnictwo pracy, co czwarty pracownik kształci się w technikum, praca zmianowa, nocne sanatorium – na przedmieściach ośrodek i hotel pracowniczy prowadzone przez związki zawodowe, też obóz pionierski i przedszkole finansowane z funduszu socjalnego – 4500 pracowników, 50 procent kobiet, 100 rubli miesięcznie (kadra kierownicza 70–200+, kierownicy działów 70–150, dyrekcja 300).
Produkcja. Mierniki, mikrometry, suwmiarki, a teraz także automatyka i elektronika. Dokładność pomiaru: 5 × 10-5 cm. 650 inżynierów.
Finanse. Środki finansowe od państwa i ze sprzedaży produktów, nadwyżka przekazywana państwu/na fundusz socjalny. Cała załoga fabryki w jednej organizacji związkowej. Coroczne zebranie – załoga przedstawia postulaty, które są realizowane, choć czasem z opóźnieniem. Odwoływanie kadry kierowniczej na wniosek komitetu związkowego i na mocy decyzji dyrekcji. Hierarchiczna struktura zapewnia dobór kadry kierowniczej na podstawie doświadczenia. Kandydatury są zgłaszane przez pracowników, ale podlegają zatwierdzeniu przez radę miejską. Żadnych strajków od 30 lat. Związki zawodowe i dyrekcja to te same osoby. Przestrzegania regulaminu pilnują wyznaczeni pracownicy, którzy są karani utratą premii, jeżeli dochodzi do uchybień. Naprawdę.
Proporcje. 4000 pracowników – 500 urzędników. Zmiany norm i udział pracowników w planowaniu – uzgadniane w dyskusji, ale po zatwierdzeniu przez ministerstwo plan musi zostać wykonany. Wynagrodzenia – stawki akordowe częściej niż godzinowe, ale obydwa systemy współistnieją. Dystrybucja: przydział do zamawiających fabryk. Zatrudnienie młodzieży – miejsca pracy gwarantowane w ramach ogólnego planu, ale bezrobocie nie jest problemem. Różnica między rzeczywistą wartością towarów a ich ceną nie może przekraczać 5%. Komsomoł – osobny plan, a ponadto działalność społeczna: należy do niego około 800 na 2800 młodych pracowników: jedyna organizacja młodzieżowa, dyskusje polityczne w wymiarze 2 godzin miesięcznie. To im odpowiada. Przestoje zdarzają się rzadko, np. przy dostawach stali specjalnej do produkcji skomplikowanych przyrządów. Centrum profilaktyki. Przyzakładowy ośrodek dla rekonwalescentów. 3 miesiące zasiłku chorobowego. Lekarze ze związku zawodowego decydują o turnusach w sanatorium nad Morzem Czarnym. W zakładzie pracuje 50 lekarzy i pielęgniarek.
Po południu. Udało się kupić bilety. Teatr Bolszoj. Иван Сусанин (Iwan Susanin) Michaiła Glinki. Большой Зал [Bolszoj Zał] (Sala Wielka) Pałacu Zjazdów na Kremlu: widownia na 5000 miejsc? Wzniesiony w 1956 roku prawdziwy pałac – schody ruchome, telewizja przemysłowa dla spóźnialskich. Polski najazd na Rosję w 1611 roku – rosyjski patriota Susanin. Akt I: rosyjska wieś. Akt II: polski dwór, niesamowite tańce. Akt III: chata Susanina. Akt IV: las, Polacy błądzący w śnieżnej zamieci. Epilog: radość w Moskwie z powodu ocalenia. Dwa konie, dwa dzwony katedralne, dwustuosobowy chór, ikony, sztandary. Scena 30 na 12 metrów: 150 reflektorów, chór na co najmniej 150 głosów + zespół baletowy. Powolny, dźwięczny śpiew”.
Z punktu widzenia naszych sowieckich gospodarzy ten wypełniony po brzegi dzień był prawdopodobnie najważniejszym punktem całego programu. Rano przedstawiciele władzy postawili sobie za cel przekonanie zachodnich gości o wyższości swojego systemu społeczno-gospodarczego, wieczorem zaś zaprezentowali wysoką kulturę Rosji i jej chlubną historię. Z perspektywy czasu te zabiegi propagandowe – choć wówczas ich nie kwestionowałem – pobrzmiewają fałszem, i to z więcej niż jednego powodu.
Moje pospieszne notatki z wizyty w fabryce Kalibr są świadectwem desperackich prób nadążenia za potokiem informacji mających udowodnić, że metody sowieckie są lepsze od zachodnich, a tamtejsi pracownicy są w pełni zadowoleni ze swojego losu. Nawet wtedy wyczuwałem jednak podstęp – trudno było mi uwierzyć, że warunki pracy są aż tak dobre, jak je przedstawiano. W tamtym czasie nie potrafiłem jednak uchwycić, na czym polegało kłamstwo. Teraz wiem, że gospodarze starannie unikali wspominania o organach partyjnych, które w rzeczywistości dyktowały wszystkie ustalenia. Wskazówka tkwi w wykrętnym stwierdzeniu o wspólnocie interesów wynikającej z faktu, że „związki zawodowe i dyrekcja to te same osoby”. Oczywiście, że tak było. Sowieckich związkowców nie wybierali robotnicy, lecz mianowała ich rządząca partia komunistyczna, podobnie jak zwykli pracownicy nie mogli liczyć na awans na stanowisko kierownicze, jeżeli nie przystąpili do partii. Przypuszczam, że gospodarze liczyli na naiwność zachodnich gości, którzy nie byli obeznani z leninowską koncepcją dyktatury proletariatu i mogli po prostu tego nie zauważyć. W rzeczywistości dyktatura proletariatu oznaczała dyktaturę partii komunistycznej, która przyznała sobie wyłączne prawo do reprezentowania robotników.
Wieczorna wizyta w Teatrze Bolszoj była bez wątpienia jednym z najważniejszych punktów naszej wycieczki i zapadła mi głęboko w pamięć. Jak odnotowałem na gorąco, Pałac Zjazdów był olśniewający, taniec „fantastyczny”, scenografia rewelacyjna, a historyczna opowieść o Iwanie Susaninie – fascynująca. Niemniej jednak doskonale pamiętam poczucie niesmaku, jakie wywołał u mnie sposób przedstawienia Polaków w drugim akcie – obrażał on moje angielskie poczucie sprawiedliwości. Wiedziałem, że scena na polskim dworze ma stanowić dramatyczne tło dla uczciwego i heroicznego chłopskiego patrioty, Susanina. Nie byłem jednak w stanie przełknąć przedstawionej w operze stereotypowej karykatury Polaków. Po wizycie w Polsce rok wcześniej zdawałem sobie sprawę, że Polacy, podobnie jak wszystkie inne nacje, różnią się zamożnością, a także charakterem – są wśród nich ludzie dobrzy, źli i nijacy – więc zaprezentowanie ich wyłącznie jako zniewieściałych arystokratów w pudrowanych perukach brzmiało dla mnie fałszywie i obraźliwie. W przedstawieniu był jeszcze jeden niesmaczny element. Jeden z upudrowanych tancerzy, odziany w bardzo obcisłe trykoty, drobił z afektacją po scenie, co miało wyraźnie sugerować jego homoseksualizm. Postać ta miała budzić śmiech, lecz u mnie wywołała reakcję zgoła przeciwną.
Od tamtej chwili bardzo podejrzliwie podchodzę do standardowej rosyjskiej narracji historycznej, która nieodmiennie przedstawia Rosję jako niewinną ofiarę najeźdźców – Polaków w 1611 roku, Napoleona w 1812 roku i Hitlera w 1941 roku – a przemilcza przy tym istotny fakt, że armie rosyjskie wielokrotnie najeżdżały wszystkie sąsiednie kraje. W związku z poszczególnymi epizodami dziejowymi Rosjan uczy się pamiętać wyłącznie o własnym bólu i ignorować ogrom cierpień, jakie sami zadali sąsiadom. Inwazja Putina na Ukrainę w latach 2014 i 2022 jest tylko najnowszym przykładem tego odwiecznego wzorca.
Norman Davies „Historiomachia. Bitwy o historię”
Tłumaczenie Bartłomiej Pietrzyk
Wydawnictwo Znak Horyzont
Kraków, strony 166-172
Materiał przygotowany przez Wydawnictwo Znak Horyzont.