Recenzja gry: „Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds”

Pejzaże w HDR
Stary schemat fabularny w nowym sosie.
materiały prasowe

Chyba żadna ubiegłoroczna gra nie prezentowała się równie efektownie – zwłaszcza na ekranach telewizorów obsługujących technologię HDR (zwiększony kontrast, żywsze kolory), z myślą o których ją stworzono – jak „Horizon Zero Dawn”. Wrażenie robiła także egzotyka świata, w którym żyjące w plemionach niedobitki ludzkości polowały na maszyny, wyglądające i zachowujące się jak dzikie zwierzęta. Była to jednak opowieść zamknięta mimo sugestii twórców, że ciąg dalszy nastąpi. Twórcy dodatku „The Frozen Wilds” stanęli więc przed trudnym wyzwaniem dopisania wiarygodnej i angażującej kontynuacji. Niestety, polegli, odgrzewając stary schemat fabularny w nowym sosie. Główna protagonistka wyprawia się na nowe, skute lodem terytorium, odkrywa nowe plemię, walczy z nowymi maszynami, ale tak naprawdę niczego nowego tu nie ma, poza pejzażami.

Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds, Guerilla Games, Sony, PlayStation 4

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną