Książki

Rodzinna terapia

Recenzja książki: Mikołaj Łoziński, "Książka"

materiały prasowe
Nie ma tematu ważniejszego niż własna rodzina – z takiego założenia wyszedł Mikołaj Łoziński, autor dobrze przyjętego kilka lat temu „Reisefieber”.

I rzeczywiście, powstała ciekawa opowieść inspirowana losami jego bliskich. Nie wiemy, ile w niej prawdy, ile fikcji, dość, że jest intrygująca i literacko wiarygodna. Łoziński opowiada o rodzinie poprzez przedmioty: ekspres do parzenia kawy, okulary, obrączkę, fifkę. Ta książka też, jak twierdzi autor, stanie się takim przedmiotem rodzinnym. Ciekawym zabiegiem są też dopowiedzenia bliskich, którzy chcą wywrzeć wpływ na tę opowieść i dyktują mu, o czym powinien napisać, a o czym ma milczeć.

Narrator ich nie słucha, choć udziela im głosu. Pokazuje postaci oszczędnie, poprzez dialog czy wspomnienie, często obserwujemy je z punktu widzenia dziecka, które nie rozumie do końca sytuacji. Tak jak wtedy, gdy pijak rzuca w jego ojca butelką. Jednak taki szkic wystarcza, by zobaczyć postać wyraźnie: choćby dziadka ze strony matki, pułkownika w Ministerstwie Bezpieczeństwa, który rozstał się z żoną i zamieszkał w wydzielonej części mieszkania. Zawsze chodził w mundurze, potrafił ganiać rodzinę z pistoletem, a na starość dalej otwierał konserwy bagnetem. Zostają w pamięci też kobiety: obie babcie, matka (ekspres do kawy) czy ojciec w dżinsach, ze skórzaną torbą, papierosem, zawsze w pośpiechu.

Ta wielogłosowa książka jest próbą rozplątania zawikłanego węzła rodzinnego. I opowiada w dużej mierze o opuszczeniu. W każdym pokoleniu powtarza się ten motyw. Opuszczony jest ojciec narratora i jego matka, opuszczony jest sam narrator i jego mama – kiedy ma kilka lat, jego ojciec odchodzi do innej kobiety. A jednocześnie wszyscy są ze sobą silnie związani. Ten węzeł rodzinny jest najsilniejszą więzią czy wręcz sprawą w życiu. W tle mamy rok 1968, część rodziny wyjeżdża, ale o wiele ważniejszy jest dramat rodzinny, w którym powtarza się porzucenie, samotność, tęsknota, czasem powrót (rodzice narratora wracają do siebie po 20 latach).

To nie jest jednak książka pisana z pozycji kogoś zranionego, przeciwnie, każda pojawiająca się w niej postać jest objęta rozumiejącym spojrzeniem. Każda z postaci próbuje uporać się ze swoim bagażem. Ta książka może być wyzwalająca. Nie tylko dla narratora, ale i dla czytelnika.

Mikołaj Łoziński, Książka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 178

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety u władzy w Bizancjum

Zostanie cesarską małżonką, wejście w rolę bazylisy, było zapewne największym marzeniem przynajmniej niektórych mieszkanek Bizancjum, a w pewnych okresach łakomym kąskiem dla wielu dobrze urodzonych niewiast spoza niego.

Mirosław J. Leszka
12.03.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną