Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Fragmenty książek

Fragment książki „Aleja Włókniarek”

Okładka książki „Aleja Włókniarek” Okładka książki „Aleja Włókniarek” Wydawnictwo Czarne / mat. pr.
Prawa ekonomiczne i socjalne kobiet należą dziś do najbardziej zagrożonych.

Z Alicją rozmawiam w jej domu w Rzgowie. Smutnieje nagle, kiedy pytam o transformację, wcześniej jej opowieść o pierwszym powojennym pokoleniu była dość pogodna. Lubiła swoją pracę w dziale technologii opracowania produktu.

 – Było to, powiem, bolesne dla nas, pracowników. Liczyłyśmy na to, że kiedy nastąpią te zmiany systemowe, ustrojowe, prywatyzacja będzie polegała na tym, że my, pracownicy danego zakładu, będziemy wykupywać akcje. Tyle, na ile kogo będzie stać, i po prostu my będziemy mieć przedstawicieli w radzie pracowniczej i dyrekcja będzie zarządzała, prowadziła. Że będziemy udziałowcami naszej fabryki. Tak się nie stało. Dostaliśmy niby wcześniejsze emerytury, ale to było pójście na bezrobocie, a potem na zasiłek przedemerytalny. A te maszyny, to wszystko, potem likwidator przyszedł, wszystko...
 – Sprzedał – wtrąca mąż Alicji Janusz, dotąd zupełnie milczący. – Pieniądze w kieszeń wziął i po zakładzie.
 – Sprzedał. Likwidator przyszedł i wszystko zostało wyprzedane, fabryczka została sprowadzona do murów. Wygaszali stopniowo. W pierwszym rzędzie kobiety, które miały trzydzieści lat stażu pracy, mogły przejść na zasiłek przedemerytalny i czekać do czasu emerytalnego, żeby przejść na emeryturę. Ja tak właśnie. Na tym przedemerytalnym to były tak kiepskie pieniądze… to było 600 złotych.
 – 615 złotych – poprawia Janusz.
 – Było bardzo ciężko. Teraz wszyscy ubolewają, że stoczniowcy, że górnicy, rozumiem tych ludzi doskonale. Ale nad włókniarkami, włókniarzami nikt nie zapłakał.
 – Całe miasto padło – mówi mąż.
 – Całe miasto padło – powtarza Alicja. – My byliśmy małżeństwem z jednej branży. U mnie wcześniej, u męża za dwa, trzy lata później to samo się stało. I czekaliśmy do emerytury, to były bardzo ciężkie czasy. Stoczniowcy czy inni dostawali duże odprawy, kiedy były likwidowane ich zakłady. My – nic. Po prostu.

*

Petycja kobiet zgromadzonych 5 września 1991 roku w Zakładach Jedwabniczych „Pierwsza” w Łodzi:

My, kobiety z całej Polski zgromadzone w mieście kobiet – Łodzi, pragniemy wyrazić stanowisko wobec naszej sytuacji społecznej i ekonomicznej w świetle obecnych zmian ustrojowych oraz społecznych. Z wielką nadzieją większość środowisk kobiecych powitała przed dwoma laty zapowiedź demokracji i pluralizacji życia społecznego oraz reformowanie gospodarki narodowej. Kobiety polskie gotowe były do poniesienia wielu wyrzeczeń w imię odbudowującego się wspólnie polskiego domu. Kobiety wyrzeczenia te poniosły i cierpliwie ponoszą je do dzisiaj.

Po dwóch latach konfrontacji nadziei z rzeczywistością mamy dziś tragiczny obraz likwidacji posiadanych od kilkudziesięciu lat świadczeń socjalnych na rzecz rodziny w postaci tanich żłobków, przedszkoli, tanich wczasów i kolonii dla dzieci, bezpłatnej opieki zdrowotnej, zagrożenie funkcjonowania szpitalnictwa i sanatoriów dziecięcych, utrzymywanie się na dramatycznym poziomie umieralności niemowląt, odwrót od bezpłatnej oświaty, tanich mieszkań, ochrony prawnej i ekonomicznej osób samotnie wychowujących dzieci, zamach na wolny wybór w kwestii planowania rodziny.

W zamian za nasze wyrzeczenia otrzymaliśmy tragiczne w wymiarze i skutkach bezrobocie, które było pomyślane jako czynnik dyscyplinujący i wymuszający wyższą wydajność pracy, a okazało się czynnikiem uderzającym w byt rodzin i kobiet polskich. W obecnych przemianach gospodarczych kobieta postawiona została w pozycji gorszej, jeśli nie przegranej. Zwolnienia grupowe dotyczą przede wszystkim kobiet, następują naruszenia ochrony macierzyństwa, likwiduje się oddziały pracy chronionej.

Reprywatyzacja niesie zagrożenie opieki socjalnej, pogorszenie warunków pracy i płacy ze strony zakładów pracy. Likwi­dację funduszy socjalnych, ośrodków wypoczynkowych itd.

Prawa ekonomiczne i socjalne kobiet należą dziś do najbardziej zagrożonych, przestały być prawami z nadania państwa, stają się funkcją możliwości ekonomicznych gospodarki opar­tej na zasadzie zysku. Uważamy, że w związku z powyższym rząd przestał realizować art. 5 i 11 Konwencji ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet z 18 XII 1979 r., który nakłada obowiązek szczególnej opieki w zakresie prawa kobiet do pracy i świadczeń społecznych z uwzględnieniem sytuacji kobiet będących jedynymi żywicielami rodziny.

Kobiety w naszym kraju stanowią połowę społeczeństwa. Ich wytrwałość, praca i aspiracje decydowały w poważnym stopniu o jakości i poziomie życia polskich rodzin.

Dziś w desperackim żalu po utraconych nadziejach i wobec niepewności o dzień jutrzejszy zwracamy się do najwyższych władz naszego państwa o szybkie podjęcie działań nad urealnieniem przyszłości ekonomicznej naszego kraju i zapobieżeniem gwałtownemu ubożeniu większości polskich rodzin.

Uważamy, że stworzenie realnej perspektywy pomoże wzbudzić nadzieję i cierpliwość w dążeniu do lepszego jutra. […]

*

2 czerwca 1992 roku. Z placu Zwycięstwa rusza grupa ludzi z flagami federacji związkowych i transparentami. „Tydzień w Uniontexie” donosił, że na ich twarzach widać było „gniew i nieszczęście”, szli w atmosferze „powagi i odpowiedzialności”. „Władzo, bój się Boga i gniewu prządek” – głosił jeden z transparentów.

*

Zofia: Później, jak zaczęło upadać… Dlatego zabrano nam przecież „szkodliwe” za czasów Suchockiej. Żadna nie ma. A w takim pyle się pracowało. Jak górnicy. Do emerytury był dodatek, do pensji było 20 procent premii. Ale „szkodliwe” nam zabrano. Nawet kiedyś mieliśmy wizytę górników na przędzalni u nas, to powiedzieli, że pod ziemią może mniej bezpiecznie, ale zapylenie to tak samo. Tylko że my mamy biały pył, a oni mieli czarny pył. Ta różnica, między białym a czarnym pyłem. „Szkodliwe” niby zostało pierwszej kategorii. Ale pozostało tylko uznane jako „szkodliwe”, dodatku finansowego nie zostawiono. Wszystkim, którzy mieli pierwszą grupę we włókiennictwie, dodatek zabrano. Górnikom nie zabrano. Nam zabrano.

***

Marta Madejska, Aleja Włókniarek, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, s. 360

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”

Inteligentna, odporna psychicznie i tajemnicza. Ma wpływy w mediach. Decydowała o tym, co się działo w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od niedawna znajduje się pod ochroną węgierskiego rządu. Jaką rolę odgrywa Patrycja Kotecka-Ziobro?

Anna Dąbrowska
29.01.2026
Reklama