Ludzie i style

Postrzał w tęczę

Pistorius – to się mogło zdarzyć tylko w RPA

Pistorius biegnie w pierwszej eliminacji w konkursie biegu na 400 m. Olimpiada w Londynie. 2012 r. Pistorius biegnie w pierwszej eliminacji w konkursie biegu na 400 m. Olimpiada w Londynie. 2012 r. Jim Thurston / Wikipedia
Dzięki sportowi stał się milionerem i światową gwiazdą. Cztery strzały, którymi zabił swoją narzeczoną, zmienią nie tylko jego życie, ale może także jego kraj.
Oscar Pistorius w trakcie pierwszego przesłuchania w sądzie.Antoine de Ras/EPA/PAP Oscar Pistorius w trakcie pierwszego przesłuchania w sądzie.

Do walentynkowego popołudnia o zabójstwie modelki Reevy Steenkamp wiedział cały świat. Ruszyło wielodniowe medialne szaleństwo. Telewizje ze wszystkich kontynentów poświęcały wydarzeniom w Pretorii tyle samo uwagi co abdykacji Benedykta XVI. Gazety na pierwszych stronach drukowały biografię Pistoriusa i plan jego łazienki, w której zginęła narzeczona. Za pośrednictwem Twittera korespondenci z sali sądowej donosili o każdym westchnieniu i każdej łzie załamanego sportowca.

Przy okazji przypominano mroczne epizody z życia superszybkiego inwalidy, który zbił fortunę na pokonaniu niepełnosprawności. Ale ma też paskudny charakter. Podobno kłócił się z narzeczoną, bywa wybuchowy i agresywny, często też odgraża się adwersarzom, że „połamie im nogi”. Prokuratura twierdzi, że Pistorius dość nieudolnie tuszuje z góry zaplanowane zabójstwo, bo już pobieżne oględziny miejsca zbrodni wykazały sporo luk w jego wersji wydarzeń. Sędzia pokoju wypuścił jednak biegacza za kaucją miliona randów, czyli równowartość 350 tys. zł, co dla gwiazdy pokroju Pistoriusa jest kwotą raczej niewygórowaną.

Temu niespodziewanemu spektaklowi ze sporym zaskoczeniem przyglądają się mieszkańcy RPA, gdzie sprawa Pistoriusa przyćmiła m.in. oczekiwane od dawna orędzie prezydenta Jacoba Zumy. Może to i dobrze dla prezydenta, bo przemówienie otwierające rok wyborczy dość zgodnie zostało uznane przez komentatorów za rozczarowujące i pełne nietrafionych propozycji.

Rozmiar zainteresowania sprawą Pistoriusa jest zdumiewający – przyznaje pisarz Wojciech Albiński, który wiele lat spędził w południowej Afryce.

Każdy zna tu Pistoriusa, ale bohaterami zbiorowej wyobraźni są przede wszystkim gwiazdy rugby i krykieta. W ich cieniu pozostają także piłkarze i nawet mundial sprzed trzech lat nie podreperował ich pozycji – dodaje Krzysztof Tanewski, publicysta i podróżnik mieszkający w Cape Town. Zdziwienie jest tym większe, że śmierć Reevy Steenkamp nie jest zdarzeniem odosobnionym, ale wpisuje się w bardzo niepokojący trend.

Śmierć co 8 godzin

W RPA średnio co 8 godzin byli i obecni mężowie, narzeczeni albo odrzuceni kochankowie mordują swoje partnerki. – To ponad tysiąc ofiar rocznie, w ten sposób ginie co trzecia zamordowana południowoafrykańska kobieta – mówi dr Shanaaz Mathews z Uniwersytetu Cape Town, która od lat bada podobne przypadki.

Według dr Mathews wytłumaczeniem dla tego zjawiska są przede wszystkim czasy apartheidu – w atmosferze brutalności wychowało się kilka pokoleń. – Dlatego jesteśmy bardziej gwałtowni niż inne społeczeństwa i wręcz przywykliśmy do przemocy. Wynik? W sumie 15 tys. morderstw i ponad 100 tys. rozbojów co roku, co czyni ten turystyczny raj jednym z najbardziej niebezpiecznych państw. Mężowie i narzeczeni nie tylko częściej mordują i biją, ale także gwałcą. Co druga kobieta w RPA padła ofiarą przemocy seksualnej ze strony swojego partnera. Co trzecia była molestowana. Średnio co 4 minuty dochodzi w RPA do gwałtu.

Gdyby nie sprawa Pistoriusa, Afryka Południowa nadal żyłaby tragedią 17-letniej Anene Booysen. Znaleziono ją rankiem 2 lutego na jednej z budów w Prowincji Przylądkowej Zachodniej. Rany, które odniosła w wyniku bardzo brutalnego grupowego gwałtu, okazały się śmiertelne, zdołała jeszcze wskazać jednego z napastników: swojego byłego chłopaka. Bardzo szybko w losie Anene Booysen dostrzeżono podobieństwo do Jyoti Singh Pandey zgwałconej w Indiach w grudniu. Jak w Indiach, także w RPA kroniki policyjne pełne są takich doniesień: 21 lutego w KwaDindi napastnik uzbrojony w nóż zgwałcił starszą kobietę. 22 lutego w Johannesburgu 29-latek zgwałcił dwulatka, syna swojego przyjaciela. 1 marca rusza proces grupy dziewięciu nastolatków (pięciu z nich jest niepełnoletnich), którzy zgwałcili 24-latkę – itd. „Czy brutalny gwałt i morderstwo Anene Booysen wstrząśnie narodem i skłoni do działania?”, pytały dzienniki w RPA.

Skąd miał broń?

Przez podobieństwo z głośnym indyjskim przypadkiem w RPA też podniosła się fala potępienia i społecznego niezadowolenia – ale była to ledwie zmarszczka w porównaniu z tsunami, które przetoczyło się przez indyjskie ulice. Gdy samolot z ciałem Jyoti Singh Pandey (zmarła w szpitalu w Singapurze) lądował w New Delhi, na lotniku obecny był indyjski premier Manmohan Singh i Sonia Gandhi, szefowa partii rządzącej. Tymczasem prezydent RPA, który kilka lat temu sam wił się w sądzie jak piskorz, oskarżony o gwałt, wolał obietnice o zaostrzeniu kar za przestępstwa seksualne i przywróceniu specjalnych sądów, orzekających wyłącznie w sprawach o gwałt.

To tylko część rozwiązania. Owszem, mamy bardzo nowoczesne prawodawstwo, tylko że równouprawnienie płci jest jedynie zapisanym w konstytucji banałem. Brakuje zwłaszcza publicznego wsparcia dla kobiet, które chcą opuścić swoich partnerów. Poziom przemocy – zarówno w związkach, jak i w sferze publicznej – pozostanie wysoki, dopóki równouprawnienie płci nie stanie się faktem – mówi dr Mathews.

O co będzie trudno, skoro prawdziwy południowoafrykański mężczyzna sukcesu, nieważne, czarny czy biały, powinien mieć wiele partnerek. – Dawniej kult macho był znacznie silniejszy, ale nadal mężczyzna musi mieć przewagę nad kobietami – mówi Wojciech Albiński.

Świetnie w ten model wpisuje się np. prezydent Zuma, z pochodzenia Zulus, ma pięć żon i bardzo niewiele do powiedzenia w kwestii równości płci. Prawdziwy południowoafrykański mężczyzna – podobnie jak jego odpowiednik w USA – musi mieć broń, bo tak jak Ameryka, RPA to kraj osadników, którzy walczyli z przyrodą, Anglikami i czarnoskórymi. – Tak wytworzył się kult walki i przekonanie, że walka to coś eleganckiego – stwierdza Albiński.

Oscar Pistorius nie miał pozwolenia na broń. Wielu z jego rodaków też nie zawraca sobie głowy pozwoleniami. Co prawda kilka lat temu rząd zaostrzył przepisy o posiadaniu broni – część, zwłaszcza białych, zalegalizowała wtedy swoje arsenały – jednak według różnych szacunków, w kraju nadal znajduje się od 2 do 4 mln pistoletów, strzelb i karabinów nieujętych w policyjnych rejestrach. I właśnie rozpowszechnienie nielegalnej broni nadyma statystyki zabójstw i nakręca atmosferę zagrożenia. W Johannesburgu i w Pretorii, gdzie mieszka Pistorius, napady są tak częste, że zwyczajowo kierowcy nie zatrzymują się na czerwonym świetle. – Oczekiwanie na zielone może skutkować napaścią, której wynikiem będzie kradzież auta i poważne pokiereszowanie kierowcy, z jego śmiercią włącznie – mówi Krzysztof Tanewski.

W Pretorii przypomniano sobie, że Pistorius bywał na tamtejszych strzelnicach, lubił strzelać i chwalić się swoją bronią. W grudniu 2011 r. na lekcję strzelania zabrał dziennikarza „New York Timesa”, który napisał później, że z Pistoriusem nie można się nudzić, a na punkcie strzelania ma prawdziwego fioła. A jeszcze w walentynki ze strony internetowej sportowca pospiesznie zdjęto reklamę Nike, w której szybkość biegacza porównywano do pocisku opuszczającego komorę pistoletu. Przypadkiem reklama okazała się wybitnie nietrafiona.

Wraz z zabójstwem Reevy Steenkamp runął jeden z największych mitów RPA w epoce po apartheidzie. To tak, jakby przyłapać arcybiskupa Desmonda Tutu na korupcji, pisał jeden z południowoafrykańskich publicystów. Razem z Nelsonem Mandelą, abp Tutu jest legendarnym sumieniem Afryki, ukuł termin „tęczowy naród”, którym mieszkańcy RPA mieli się stać po pierwszych demokratycznych wyborach w 1994 r., politycznym końcu segregacji. Dwie dekady pojednania czarnych z białymi przebiega w miarę bezkonfliktowo, lecz wzajemna niechęć pozostaje. Choć rządzi Afrykański Kongres Narodowy, partia Mandeli i czarnoskórej większości, to wciąż nie udało się zasypać potężnych nierówności majątkowych i jedna trzecia mieszkańców żyje za mniej niż 2 dol. dziennie.

Pojednanie dopełniło się na boisku sportowym w 1995 r., kiedy Afryka Południowa organizowała mistrzostwa świata w rugby, sporcie zarezerwowanym wyłącznie dla białej elity. Zwyciężyli gospodarze, ale białych chłopców w zielonych koszulkach dopingował cały kraj. A moment, kiedy Nelson Mandela, ubrany w trykot ze springbokiem, antylopą będącą symbolem drużyny RPA, przekazywał puchar jasnowłosemu kapitanowi François Pienaarowi, został zapamiętany jako symboliczne podpisanie rozejmu białych z czarnymi.

Choć Pistorius jest bez porównania bardziej popularny od Pienaara – o którym słyszeli głównie fani rugby – to nigdy nie był łącznikiem ras. Biegając, działał raczej na własne konto, dzięki współpracy ze świetnymi specjalistami od reklamy i walce o miejsca na zawodach obok zdrowych zawodników, stał się globalną marką i milionerem. Machina promocyjna uczyniła go twarzą obu zeszłorocznych olimpiad. A przecież nawet na paraolimpiadzie nie wygrał wszystkich swoich konkurencji: na 200 m pokonał go Alan Oliveira z Brazylii. Na 100 m wygrał z nim Brytyjczyk Jonnie Peacock. Zresztą obaj pogromcy Pistoriusa też biegają na hakowato wygiętych protezach z włókna węglowego, bo biegacz RPA wcale nie jest wyjątkiem.

Oskarżony na treningu

Czy to koniec kariery Pistoriusa? Na razie może trenować, ale nie wolno mu opuszczać kraju, więc może zapomnieć o startach. Przypominano także, że w 2002 r. runęła w gruzy inna wielka kariera. Okazało się, że kapitan krykietowej drużyny narodowej Hansi Cronje ustawiał mecze. Ale kilka miesięcy później Cronje zginął w katastrofie lotniczej i już w 2004 r. został wybrany do setki największych obywateli RPA (trafił na 11 pozycję, abp Tutu był 10, zestawienie otwierał oczywiście Mandela).

Śmierć Reevy Steenkamp i Anene Booysen wywołała w RPA wielką debatę o pozycji kobiet, brutalności mężczyzn, powszechności broni i skali zbrodni. Ostatnio ta dyskusja była tak żywa przy okazji mundialu. Wtedy wątpiono, czy południowa Afryka stanie na wysokości zadania i zapewni bezpieczeństwo turystom. Teraz wątpliwości są znacznie poważniejsze, bo może pomysł arcybiskupa Tutu o tęczowym narodzie to tylko barwna i dobrze brzmiąca utopia? Część odpowiedzi da proces Oscara Pistoriusa – mimo nacisków medialnych sąd nie powinien potraktować go pobłażliwie, bo akurat sądy w RPA działają całkiem nieźle. Co prawda prezydent Zuma wywinął się z zarzutów o gwałt i korupcję, ale ostatnio nie upiekło się czarnoskóremu sędziemu sądu najwyższego, który został skazany na więzienie właśnie za łapówkarstwo.

Proces najsłynniejszego paraolimpijczyka zacznie się 4 czerwca.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Dinary, solidy i euro

Euro nie jest pierwszym wspólnym pieniądzem w Europie. Jaka lekcja płynie z historii jego protoplastów?

Krzysztof Iszkowski
14.03.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną