Ludzie i style

To będzie kraj dla starych ludzi

Robot dla emeryta

90-letnia pensjonariuszka hospicjum pod Tokio z robotem Parlo. Do połowy przyszłej dekady w Japonii będzie brakować prawie 400 tys. opiekunów. Lukę tę mają wypełnić inteligentne maszyny. 90-letnia pensjonariuszka hospicjum pod Tokio z robotem Parlo. Do połowy przyszłej dekady w Japonii będzie brakować prawie 400 tys. opiekunów. Lukę tę mają wypełnić inteligentne maszyny. Alberto Giuliani / EAST NEWS
Roboty w restauracjach, na drogach, a nawet w domach opieki – oto japońska odpowiedź na starzejące się społeczeństwo. Tylko co na to ludzie?
Humanoidalny robot firmy Kokoro na międzynarodowej wystawie w Tokio. Takie maszyny wkrótce będą masowo pracować w recepcjach medycznych, hotelach i kawiarniach.Andia/UIG/Getty Images Humanoidalny robot firmy Kokoro na międzynarodowej wystawie w Tokio. Takie maszyny wkrótce będą masowo pracować w recepcjach medycznych, hotelach i kawiarniach.
Japoński rząd szuka rozwiązania problemu najbardziej palącego, jakim jest kwestia osobistej opieki nad seniorami – nie tylko w więzieniach.imtmphoto/PantherMedia Japoński rząd szuka rozwiązania problemu najbardziej palącego, jakim jest kwestia osobistej opieki nad seniorami – nie tylko w więzieniach.

Artykuł w wersji audio

Pani T. po raz pierwszy wylądowała w więzieniu dziesięć lat temu, gdy miała 70 lat. Początkowo kradła po to, aby zachować trochę pieniędzy w portfelu. „Potem zaczęłam się jednak zastanawiać nad swoim życiem – wspomina. – I zdałam sobie sprawę z tego, że nie lubię wracać do pustego domu. A innego miejsca nie miałam. Pozostało mi szukać ucieczki od samotności w więzieniu”.

Dziesiątki wyznań tego rodzaju dziennikarka Shiho Fukada usłyszała w więzieniu dla kobiet w mieście w Iwakuni i zawarła w reportażu o sędziwych Japonkach, które za kratki trafiły na własne życzenie. Już jedna piąta kobiet w więzieniach w tym kraju to emerytki. Prawie wszystkie skazano za drobne kradzieże. „Liczba skarg na starszych ludzi, w szczególności na kobiety, jest obecnie wyższa niż w przypadku jakiejkolwiek innej grupy wiekowej” – dziwi się Fukada.

Jej więzienne rozmowy potwierdzają karkołomną, zdawałoby się, teorię, że osoby starsze szukają w zamkniętych ośrodkach tego, czego niegdyś oczekiwałyby od rodziny: opieki. Obecnie na swoich bliskich albo nie mogą liczyć, albo ich w ogóle nie mają. W ciągu ostatnich 30 lat liczba japońskich emerytów żyjących w pojedynkę wzrosła aż sześciokrotnie. Wśród seniorów przyłapanych na kradzieży połowa przyznaje, że mieszka samotnie. Niewiele mniej – że nie ma dzieci i innych bliskich krewnych, rodziny bądź nie utrzymuje z nimi kontaktu. „W więzieniu moje życie jest znacznie łatwiejsze. Mój syn uważa, że powinni mnie raczej wysłać do psychiatryka, ale nie wydaje mi się, abym chorowała. Po prostu martwiłam się o siebie i to skłoniło mnie do kradzieży” – mówiła Fukadzie jedna z więźniarek.

Osoby po 65. roku życia stanowią w Japonii już 12 proc. wszystkich osadzonych. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych odsetek ten jest czterokrotnie niższy. W ubiegłym roku do połowy spośród 84 zakładów penitencjarnych w kraju rząd wysłał specjalnych opiekunów, którzy w ciągu dnia pomagają osadzonym wziąć kąpiel czy skorzystać z toalety. Ale nocą obowiązki te spadają na strażników. „Wielu z nich czuje się, jakby zatrudnili się w domu opieki. Więźniowie przynoszą im na przykład zabrudzoną bieliznę. Albo co gorsza chowają ją gdzieś ze wstydu” – pisze Fukada. W rezultacie w ostatnich latach z pracy zrezygnował co trzeci pracownik więzienny, a nowi przychodzą mniej chętnie niż dotychczas.

Zabierz babci prawko

Inwazja seniorów na system penitencjarny dobrze tłumaczy, dlaczego kwestia opieki nad najstarszymi obywatelami w Japonii jest problemem dnia dzisiejszego – gdy Zachód wciąż traktuje ją jako sprawę nieodległej, ale jednak przyszłości. Jeszcze trudniej ignorować 5 mln kierowców jeżdżących po japońskich drogach, którzy przekroczyli już 75. rok życia. Odpowiadają dziś za co trzeci śmiertelny wypadek, gdy jeszcze dziesięć lat temu była to niespełna jedna piąta. „Co roku kilkuset kierowców skręca w złą stronę, wjeżdżając na autostradę” – zauważa „Economist”. Do końca obecnej dekady takich osób przybędzie kolejny milion.

Władze kraju na różne sposoby próbują przeciwdziałać tej tendencji. Wprowadziły specjalne testy zdolności kognitywnych, rozmawiają też z producentami aut o instalowaniu systemów automatycznego hamowania. A przede wszystkim naciskają na krewnych, by skłonili swoich rodziców czy dziadków do dobrowolnego oddawania prawa jazdy. W ubiegłym roku zgodziło się na to ćwierć miliona weteranów dróg. W zamian państwo gwarantuje im darmowy dostęp do komunikacji publicznej – o ile żyją w mieście. Na wsi osoby takie nie mogą liczyć ani na transport publiczny, ani nawet na taksówki – a od sklepu, apteki czy banku nierzadko dzieli je wiele kilometrów. Dzieci, które mogłyby poprosić o podwózkę, albo nie mają, albo wyjechały do którejś z metropolii. „Małe miejscowości w Japonii starzeją się jeszcze szybciej niż miasta. A nie ma wystarczającej liczby pracowników, by uruchomić busy czy taksówki” – mówił Reutersowi jeden z badaczy zajmujących się tematem.

Właśnie z myślą o prowincji rząd uruchomił jesienią pilotaż samobieżnych busów wiejskich w miejscowości Nishikata nieopodal stolicy. Jeśli zostanie uznany za sukces, małe (do sześciu pasażerów) autonomiczne pojazdy już w 2020 r. miałyby zacząć regularne kursy pomiędzy skupiskami domów i głównymi punktami usługowymi. Pierwsi pasażerowie w Nishikacie zachwycali się pomysłem, narzekając co najwyżej na czas jazdy – busiki kursują na razie z prędkością 10 km/h.

Japoński rząd szuka też rozwiązania problemu najbardziej palącego, jakim jest kwestia osobistej opieki nad seniorami – nie tylko w więzieniach. Przewiduje się, że do połowy przyszłej dekady w kraju będzie brakować prawie 400 tys. opiekunów. Lukę tę mają wypełnić również inteligentne maszyny. Naukowcy i inżynierowie doskonalą już proste roboty, które pomagają niedołężnym osobom przenieść się z łóżka na wózek inwalidzki czy bezpiecznie wejść do wanny i z niej wyjść. A tych zdolnych do chodzenia asekurować na nierównym chodniku, delikatnie popychając podczas spaceru pod górkę i hamując przy schodzeniu w dół.

W ostatnich latach rząd wsparł blisko 100 projektów tego rodzaju, a kilkanaście firm zdołało już przekuć swoje eksperymenty w gotowe, dostępne na rynku produkty. Niemal co dziesiąty dom opieki wyposażył się już w przynajmniej jednego elektrycznego pomocnika. „Ten odsetek byłby wyższy, ale ludzie pracujący na samym froncie wciąż są przekonani, że tego rodzaju opieką powinien zajmować się żywy człowiek” – mówił „Guardianowi” dr Hirohisa Hirukawa z AIST, największej publicznej organizacji badawczej w kraju. „Oczywiście istnieje też pewien opór psychologiczny po stronie tych, którzy otrzymują opiekę”.

Pod koniec ubiegłego roku resort gospodarki opublikował dokument „Rewizja priorytetowych obszarów, w których technologia robotyczna ma zostać wprowadzona w dziedzinie opieki pielęgniarskiej”. Zgodnie z tymi wytycznymi elektryczni asystenci będą bardziej mobilni i inteligentni. Mają więc towarzyszyć seniorom w każdym miejscu i przewidywać ich potrzeby. Jako przykład Hirukawa podaje urządzenie, które potrafiłoby odgadnąć, kiedy jego podopieczny powinien udać się do toalety, i następnie zaprowadziło go do niej. Do 2020 r. towarzysza robota miałoby otrzymać osiem na dziesięć osób, którym obecnie pomagają żywi opiekunowie.

Są też inne pomysły na ułatwienie życia starszym: spowolnienie wind czy wyposażenie wózków w marketach w szkła powiększające. Rynkową sensacją okazała się przeznaczona dla seniorów żywność engay (od słowa „połykać”). To rozmaite produkty spożywcze, które najpierw rozdrobniono do stanu purée, a później na powrót uformowano w pierwotne kształty. Od łososia, przez pierożki, aż po ciasteczka ryżowe mochi. Tutejsze ministerstwo zdrowia liczy, że żywność engay ograniczy coraz częstsze przypadki śmiertelnych zadławień i zachłyśnięć. Tym bardziej że obrosła już w swego rodzaju modę: specjalne blogi, książki kucharskie i konkursy.

Robot nie chce wakacji

Bez rządowych zachęt naprzeciw wyzwaniom starzejącego się społeczeństwa wychodzą już branże hotelarska i restauracyjna. Jedną z największych atrakcji miasta Sasebo na południu Japonii jest Henna Hotel – Dziwny Hotel – którego obsługę stanowią wyłącznie roboty. I który chwali się tym, że jest „najbardziej efektywnym” hotelem na świecie. 90 proc. codziennych prac wykonują automaty. Gościa przechodzącego przez automatycznie otwierane drzwi wita welociraptor w czapce boya hotelowego i w krawacie. Zameldowania obsługuje mechaniczna recepcjonistka. Ogromne mechaniczne ramię przyjmuje i wydaje bagaż z przechowalni, a taszczeniem walizek do pokoju zajmują się samobieżne wózki. Automaty sprzątają, dbają o ogród, zapewniają gościom muzykę i budzenie, informują o prognozie pogody i zamawiają taksówki. W sumie w hotelu pracuje około 250 robotów i zaledwie kilku żywych operatorów, czuwających za kulisami nad całą tą maszynerią.

„Korzystanie z robotów ma wielki sens w takim kraju, jak Japonia, gdzie coraz trudniej znaleźć pracowników” – tłumaczył na łamach „The Atlantic” Hideo Sawada, dyrektor odpowiedzialnej za robohotel sieci H.I.S. Od dziesięciu lat gospodarka kraju rozwija się może w mało imponującym, ale stałym tempie. Bezrobocie spadło w tym roku do najniższego w historii poziomu 2,5 proc. Nawet kandydaci na mało wymagające stanowiska bywają więc wymagający. „Tymczasem robot pracuje 24 godziny na dobę. Nie potrzebuje wakacji i nie bierze zwolnień lekarskich. Taka inwestycja zwraca się w ciągu 1–2 lat” – przekonuje Sawada. Według niego do połowy przyszłej dekady nawet zwykłe hotele powierzą maszynom większość codziennych obowiązków. Identyczne przybytki firma uruchomiła już w dwóch innych miejscach w Japonii. Dziesięć kolejnych powstanie jeszcze w tym roku – głównie w Tokio. A za pięć lat będzie ich cała setka.

Podobnego trendu Sawada spodziewa się w branży restauracyjnej, dlatego zawczasu się do niego przyłączył. W lutym jego firma uruchomiła w tokijskiej dzielnicy biznesowej Shibuya lokal o nazwie (a jakże) Henna Cafe, czyli Dziwna Kawiarnia. Zatrudnia w niej robota o imieniu Sawyer, który potrafi samodzielnie obsługiwać nawet pięciu klientów jednocześnie. Wita ich, przyjmuje zamówienia, miele ziarna, parzy i podaje kawę, cały czas przekonując, że robi to lepiej niż jakikolwiek barista z krwi i kości. „Jest szybki i wydajny, a do tego zapewnia gościom rozrywkę” – mówi właściciel. To ostatnie potwierdza jedna z pierwszych recenzji na portalu TripAdvisor: „Gdy robot stawiał na ladzie moją kawę, odpadła pokrywka od kubka i spadła na podłogę. Tak jak sądziłem, robot nie potrafi się schylać, bo jest przytwierdzony do lady. Z zaplecza wyszedł więc ekspedient, aby to sprzątnąć. Kawa jest OK. A sama kawiarnia zabawna, czyż nie?”.

Łazik z ręcznikiem

Firma H.I.S. uruchomiła także Dziwną Restaurację przy swoim Dziwnym Hotelu. Posiłki przygotowuje w niej sztab robotów wyspecjalizowanych w poszczególnych daniach. Szef kuchni o imieniu Andrew przygotowuje np. japońskie placki okonomiyaki: wyrabia ciasto, a potem wylewa je na rozgrzaną blachę. „Gdy czekał, aż placek się zarumieni, opowiadał mi radośnie po japońsku, jak bardzo uwielbia swoją pracę” – wspominała dziennikarka „The Atlantic”, którą zaproszono na wizytację restauracji. „Jego koledzy w tym czasie smażyli pączki, nakładli lody do wafelków, mieszali drinki. Jeden podał mi gin z tonikiem”.

Eksperci McKinsey Global Institute, cytowani przez ten sam magazyn, przekonują, że boom na roboty nie jest – a na pewno nie będzie – ograniczony tylko do Japonii. Według nich już teraz ponad połowę obowiązków w restauracjach czy hotelach na Zachodzie mogłyby przejąć automaty, korzystając z obecnie dostępnych technologii. Poza Japonią w tego rodzaju nowinkach przoduje oczywiście Dolina Krzemowa. W pierwszych kalifornijskich hotelach ręczniki czy kosmetyki dostarczają do pokojów elektryczne łaziki, a w pierwszych knajpach roboty przygotowują sałatki i pizzę. W marcu sieć CaliBurger przedstawiła robota Flippy, który samodzielnie smaży hamburgery. „Nawet 150 na godzinę, mimo że dysponuje tylko jednym ramieniem!” – chwali się producent.

Zwolennicy roborewolucji przekonują tych zlęknionych o miejsca pracy, że gdy najbardziej uciążliwe i powtarzalne zajęcia powierzymy mechanicznym pracownikom, to ci prawdziwi będą mieli więcej czasu na interakcje z klientami i dbanie o ich satysfakcję. Choć w przypadku fast foodów klienci i tak niespecjalnie zwracają uwagę na obsługę, liczy się czas i cena. Podobnego nastawienia można spodziewać się od szukających niedrogiego noclegu. (Japończycy wynajmujący pokoje poprzez serwis Airbnb często automatyzują cały proces w taki sposób, aby uniknąć dyskomfortu, jakim jest spotkanie i próba dogadania się z obcokrajowcami). A pasażerowie transportu publicznego zwykli rozmawiać ze sobą – jeśli w ogóle – raczej niż z kierowcą. Trudno sobie tylko wyobrazić, by seniorzy tak ochoczo wybierali się za kratki, skoro nawet tam nie będzie im dane spotkać żywego człowieka.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Bajki dla suwerena. Dlaczego filmy Patryka Vegi są tak popularne?

Rozmowa z dr. hab. Jackiem Wasilewskim o tym, co takiego wie o Polakach Patryk Vega, czego nie wiedzą inni.

Joanna Cieśla
20.03.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną