Ludzie i style

Tokio 2020, igrzyska inne niż wszystkie. Ile medali przywiezie polska ekipa?

Dominik Czaja i Wiktor Chabel z polskiej czwórki wioślarskiej, która wywalczyła awans do finału. 23 lipca 2021 r. Dominik Czaja i Wiktor Chabel z polskiej czwórki wioślarskiej, która wywalczyła awans do finału. 23 lipca 2021 r. Piroschka van de Wouw / Reuters / Forum
Igrzyska w Tokio z covidowym poślizgiem, bez widzów na trybunach, ale właśnie się rozpoczynają i… oby zgodnie z harmonogramem znicz olimpijski zgasł 8 sierpnia. Polski Komitet Olimpijski liczy ostrożnie: na 15 krążków.

Oficjalnie cesarz Naruhito zrobił to dziś o godz. 13 (naszego czasu). Nieoficjalnie toczą się już rozgrywki softballu i kobiecego futbolu. Wcześniej zaczęli też wioślarze (z powodzeniem) i łucznicy (odpadli). Igrzyska w Tokio z covidowym poślizgiem, co prawda bez widzów na trybunach, ale właśnie się rozpoczynają i… oby zgodnie z harmonogramem znicz olimpijski zgasł 8 sierpnia.

Koronawirus straszył i straszy do tego stopnia, że jeszcze kilka dni temu szef komitetu organizacyjnego Toshino Muto nie chciał jasno zadeklarować, że największa sportowa impreza globu nie jest zagrożona. Pewnie nie dojdzie do najgorszego, ale i tak można mieć obawy o to, żeby medali nie rozdawał covid. Przypadków pozytywnego wyniku testów jest całkiem sporo. Niektórzy sportowcy z tego powodu już pożegnali się z marzeniami. Wśród nich jest nastoletnia tenisistka USA Coco Gauff.

Tokio przyjmuje olimpijczyków drugi raz. W 1964 r. Japończycy byli szczęśliwi z roli gospodarzy. Dzisiaj entuzjazmu nie ma, choćby z obawy przed szerzeniem się pandemii.

Czytaj też: Niechciane igrzyska w Tokio

Polacy kiedyś mocni w boksie

Pierwsze igrzyska były szczęśliwe dla Polaków, a szczególnie w boksie. W finałowych walkach mieliśmy czterech reprezentantów. Najpierw Artur Olech przegrał w wadze muszej, ale później kibice w hali mogli nieźle poznać melodię polskiego hymnu. Sprawili to Józef Grudzień, Jerzy Kulej i Marian Kasprzyk. A dzisiaj? Zakwalifikowała się czteroosobowa ekipa. Trzy bokserki i jeden bokser. Nie wiem, czy w czasach trenera Feliksa Stamma ktoś mógł przypuszczać, że kobiety też będą wchodzić do ringu. Chyba nie. Nawet na przykładzie boksu można prześledzić, jak zmienił się sport w ciągu ponad półwiecza od tamtych czasów.

Swoje znaczenie utrzymała (choć pewnie też można by dyskutować z tą oceną) lekka atletyka. W 1964 r. światu objawiły się dwie osiemnastolatki: Irena Kirszenstein i Ewa Kłobukowska. Ta druga nie z własnej winy niestety na krótko. Ale w Japonii było złoto w sztafecie 4x100 m, a do tego dwa srebra: w skoku w dal i w biegu na 200 m Kirszenstein i brąz Kłobukowskiej na setkę. No i powtórzone zwycięstwo Józefa Szmidta w trójskoku. W tej dyscyplinie porównanie historii ze współczesnością nie wypada źle. Przynajmniej na papierze.

Czytaj też: Pierwsze igrzyska w Tokio

Ile medali dla Polski w Japonii?

Od czasu do czasu, coraz rzadziej, przypomina się ideę Pierre’a de Coubertaina o wadze samego udziału, ale tak naprawdę w dobie sportowego wyścigu zbrojeń liczą się medale. One przyciągają pieniądze do ich zdobywców i uprawianych dyscyplin. Od dawna przecież nikt już nie mówi o olimpiadach dla amatorów.

Ile medali przywiezie polska ekipa z Japonii? W wersji hurraoptymistycznej 22. Co ciekawe, taki wynik jest efektem obliczeń Associated Press. Polski Komitet Olimpijski jest ostrożniejszy. Mamy się cieszyć z 15 miejsc na podium. Byłoby nieźle, zważywszy że od 2008 r. z Pekinu, Londynu i Rio przywoziliśmy po 11 krążków. Mówi się, że z trzech szans przeciętnie wykorzystywana jest jedna. Jak zwykle przed zapaleniem znicza nadziei jest dużo. Niektóre bardzo na wyrost. Wielkie niespodzianki się zdarzają, ale znacznie częściej wielkie wpadki.

Czterokrotny mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek trzeci raz składał olimpijskie ślubowanie. I w Londynie, i w Rio był wielkim faworytem przed konkursami, po nich wielkim przegranym. Trzeba mocno trzymać kciuki, żeby wreszcie się udało. Aż chce się powiedzieć: bo to mu się po prostu należy. W młocie mamy jeszcze Wojciecha Nowickiego, który z Brazylii przywiózł medal.

W tej samej konkurencji wśród kobiet też mamy spore apetyty. Dwukrotna mistrzyni Anita Włodarczyk po bardzo długiej przerwie i zmianie trenera marzy o zwycięstwie. Jednak jak dotychczas w tym sezonie nie zbliżyła się do swoich rekordowych rzutów, a rywalki zrobiły postępy. Na świetny wynik mogą liczyć dwie inne Polki, choć chyba nie na mistrzostwo. Przede wszystkim Ewelina Kopron. Na średnich dystansach mamy Marcina Lewandowskiego i Patryka Dobka, który z płotkarza stał się bardzo szybkim ośmiusetmetrowcem. Są dziewczyny w sztafecie 4x400 m, zwane Aniołkami Matusińskiego, czyli swojego trenera. Nie można zapomnieć o Marii Andrejczyk i Marcinie Krukowskim. Gdyby zbliżyli się do wiosennych rekordów…

Jest jeszcze kilka bardzo utalentowanych osób, ale ich sukces byłby dużą niespodzianką. Tak samo jak medal tyczkarza Piotra Liska, który w tym roku mógł tylko marzyć o skokach powyżej 6 m.

Czytaj też: Samotność Anity Włodarczyk

Siatkarze, wioślarze i covid

Chyba najwięcej oczekiwań wzbudzają siatkarze. Po kolejnych mistrzostwach świata trener Vital Heynen i sami zawodnicy nie kryją, że jadą po tytuł, który jest nieosiągalny od czasów Huberta Wagnera i jego drużyny z Montrealu w 1976 r. Mamy największe gwiazdy i najbardziej wyrównaną dwunastkę. Wielu zawodnikom w życiorysach brakuje tylko jednego – złota igrzysk. Oby ta luka w najbliższym czasie została wypełniona.

Można liczyć na wioślarzy, którzy od 2000 r., czyli od Sydney, nigdy nie wracają z pustymi rękami. Swoje ambicje mają kajakarze. Świetnie byłoby, żeby sprowadzeni do roli superpomocników w peletonie Rafał Majka i Michał Kwiatkowski pokazali, że uwolnieni od drugoplanowych obowiązków znów potrafią walczyć o najwyższe cele. Szkoda tylko, że wyścig ze startu wspólnego rozpoczyna się w sobotę o 4 rano.

Na dobre wieści raczej nie można liczyć z pływalni. Poza Katarzyną Wasick nie ma w tej chwili nikogo, kto mógłby choćby zbliżyć się do dawniejszych osiągnięć. Przykro to mówić, ale gdyby nie skandal z powrotem do kraju pływaczek i pływaków, niewiele byśmy pewnie słyszeli o naszych reprezentantach.

To na pewno będą inne igrzyska niż wszystkie poprzednie. Jednak bez względu na wyniki Polaków dobrze byłoby, gdybyśmy mogli się skupić na sportowym współzawodnictwie, a nie śledzeniu wiadomości o zagrożeniach.

Czytaj też: Igrzyska w Tokio, czyli same kłopoty

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska ma ludzi na sumieniu. A ja? Co z moim sumieniem?

Taktyka stanu wyjątkowego i bezwzględnych pushbacków nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Łukaszenka nadal prowadzi swój sabotaż, a nawet go nasila. Polska ma ludzi na sumieniu. A ja? Co z moim sumieniem?

Renata Lis
23.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną