Przez Mongolię wzdłuż i wszerz
Do Mongolii trafiliśmy lata temu i od razu się w niej zakochaliśmy. To był 2008 rok i przejazd Koleją Transsyberyjską z okolic Bajkału. Gdy tylko przekroczyliśmy granicę, nie mogliśmy przestać wpatrywać się w intensywnie zielone pagórki, które układały się w harmonijne linie krajobrazu. Wyróżniające się wśród nich białe kółeczka to były jurty - namioty koczowników. Znak, że ktoś tam właśnie mieszka, że ta przestrzeń jest czyimś domem, a nie totalną pustką rozciągającą się pod błękitem nieba.
Po tej wielkiej krainie jeździliśmy wzdłuż i wszerz, autostopem, lokalnymi busami i pociągami. Byliśmy na północy, gdzie rośnie tajga, i przy chińskiej granicy na Pustyni Gobi. Przemierzaliśmy przestrzenie stepów, trafialiśmy nad przecinające je wstęgi rzek. Zachwycaliśmy się pięknymi miejscami i cieszyliśmy bezkresem mongolskiej przyrody. Uczyliśmy się doświadczać przestrzeni, odczuwać i obcować z nieskończonością.
Koczownicy zapraszali nas do swoich jurt, piliśmy kolejne czarki kumysu i solonej herbaty z mlekiem i coraz uważniej przyglądaliśmy się, jak wygląda życie mongolskich nomadów i jak do przedwiecznych trybów działania przenikają pierwiastki nowoczesności. Nauczyliśmy się poruszać po buddyjskich klasztorach i odnajdować w przyrodzie święte miejsca wyznawców szamanizmu. Nabieraliśmy coraz większego szacunku do natury i jej przejawów.
Jak ułożyć podróż przez krainę przestrzeni?
Teraz tym wszystkim dzielimy się z tymi, którzy chcą przeżyć podróż jedyną w swoim rodzaju - stworzyliśmy autorską trasę podróży po Mongolii. Wyzwanie było spore, bo Mongolia to dla turystyki kraj bardzo nietypowy. Jest wielki i bardzo słabo zaludniony (na 1,5 mln km2 mieszka 3,5 mln ludzi, przy czym większość w Ułan Bator), ma bardzo mało dróg, a największy zachwyt u przybyszy wzbudzają miejsca, widoki czy doświadczenia, które nie są typowymi atrakcjami turystycznymi. Tu nie można zastosować kalki z wycieczek do innych krajów.
Przy pracy nad tą trasą nieocenione okazały się zbierane przez lata doświadczenia z podróży po Mongolii, coraz to nowe kontakty na miejscu i gromadzona wiedza o kraju. Z drugiej strony procentowały też lata pracy z grupami podczas turystycznych wypraw do nietypowych destynacji.
Mieliśmy świadomość, że przez dwa tygodnie nie da się przemierzyć “całej Mongolii”. Z pewnych regionów i miejsc świadomie zrezygnowaliśmy, by te wybrane pokazać spokojniej i dokładniej. Wiedzieliśmy też, że lepiej też nie spędzać całych dni w autach, bo to może zamienić podróż przez mongolskie przestrzenie w koszmar. Skupiliśmy się na tym, by znaleźć należytą równowagę między doświadczaniem pustki, przestrzeni i krajobrazów - to wszak po to się jedzie do Mongolii! - oraz konkretnymi wrażeniami, bez których podróż stałaby się nudna. Te założenia musieliśmy jeszcze nałożyć na możliwości logistyczne, jeśli chodzi o przejazdy i zakwaterowanie w sprawdzonych ośrodkach jurt turystycznych.
Z lotniska prosto na stepy!
Jak to wygląda w praktyce? Spotykamy się na lotnisku w Warszawie (można też wystartować z innych europejskich lotnisk) i lecimy do Mongolii z przesiadką w Stambule. Po wylądowaniu na przedmieściach Ułan Bator i dobrym śniadaniu od razu ruszamy na stepy - bo zakorkowana stolica nie zrobi dobrego wrażenia na początku podróży. Naszym pierwszym celem jest Park Narodowy Hustai. Tam, po zakwaterowaniu w jurtach, prysznicu i obiedzie, ruszamy wgłąb pagórkowatych krajobrazów, by obserwować dzikie konie Przewalskiego, wędrować wśród zieleni i chłonąć intensywne zapachy stepowych ziół.
Kolejnego dnia jedziemy dalej na zachód z przystankiem na zabawę wśród wydm Mongol Els i zadumę przy buddyjskich stupach, które dobrą energią napełniają okolicę. Docieramy nad Jezioro Ugii, którego wody wypełniają kotlinę wśród zielonych wzgórz. Następnego poranka wybieramy się tam na spacer - bez konkretnego celu, ale by cieszyć się otaczającym bezkresem i komfortem dalekiego patrzenia.
Dalej jedziemy do Charchorin. Tu zatrzymamy się na dwie noce, by na spokojnie zwiedzić buddyjski klasztor powstały na ruinach stolicy imprerium Czyngis-chana i zobaczyć fascynujące muzeum archeologiczne. Mamy czas na wizytę w Centrum Mongolskiej Kaligrafii, które jest niezwykłym muzeum sztuki położonym w sercu Wielkiego Stepu. Idziemy też na wędrówkę doliną Rzeki Orchon, by chłonąć spokój i ciszę bijące z otaczających krajobrazów, a wieczorem zapraszamy do naszych jurt zaprzyjaźnionego muzyka, który zaprezentuje brzmienie morin chuur - mongolskiej wiolonczeli - oraz niesamowity śpiew gardłowy.
Pożegnanie z asfaltem i betonem
Kolejny etap naszej podróży to jazda w kierunku Pustyni Gobi. Teraz definitywnie żegnamy się z asfaltem, betonem i siecią osadniczą. Obserwujemy, jak stopniowo krajobrazy robią się coraz bardziej suche, a pełne ziół stepy ustępują miejsca gobijskim żwirom. Jedziemy z przystankami i po drodze odwiedzamy koczowników, by przyjąć tradycyjny poczęstunek w jurcie - na pewno będzie kumys (lekko sfermentowane kobyle mleko) i suszony ser oraz to, co aktualnie gospodarze mają do jedzenia. Taka wizyta pozwala z bliska przyjrzeć się życiu, które toczy się zupełnie inaczej niż u nas, i przez chwilę spojrzeć na świat z perspektywy jurty przycupniętej gdzieś wśród stepowych bezkresów.
Następnego ranka budzimy się nad Rzeką Ongii, której lśniący nurt kontrastuje z suchymi krajobrazami otaczających gór. Idziemy na zwiedzanie ruin buddyjskiego klasztoru, przed wiekami będącego ważnym ośrodkiem naukowym i akademickim. Potem przed nami kolejny odcinek zmagań z przestrzenią - gobijskimi bezdrożami zmierzamy do Bajandzag. To miejsce, które słynie z pustynnego lasu oraz formacji skalnych będących niegdyś prawdziwą kopalnią dinozaurów i rajem dla paleontologów. Te niezwykłe skały wznoszące się ponad pustką pustyni obserwujemy w świetle zachodzącego słońca. A po zmroku wpatrujemy się w mongolski ocean gwiazd.
Pełna wrażeń podróż przez pustkę
Następnie znowu jedziemy w dal. I znowu okazuje się, że droga przez pozorną pustkę pustyni może być urozmaicona, zróżnicowana i dostarczać wielu wrażeń. Tym bardziej, że w Mongolii jesteśmy już na tyle długo, że nasza uważność na przyrodę i jej przejawy jest coraz większa. Naszym celem są największe wydmy na Pustyni Gobi. Wędrujemy na ich szczyt, cieszymy się ogromem i zachwycamy otaczającą nas pustynną nieskończonością.
Kolejnego dnia scenografia otaczającej przyrody wyraźnie się zmienia. Poruszamy się wzdłuż skalistych gór Gurwan Saichan, by dotrzeć do Wąwozu Sępów. Po doznaniach z przebywania wśród otwartych przestrzeni ta wąska dolina ukryta w cieniu potężnych skał zdaje się być bardzo przytulna Wrażenie to wzmaga obecność niezliczonych szczekuszek - gryzoni przypominających chomiki. Na nieboskłonie możemy wypatrywać orłosępów, a na skalnych graniach - koziorożców i dzikich owiec.
Teraz przed nami droga na północ, w stronę Ułan Bator. Po drodze odwiedzamy Dalanzadgad, dynamicznie rozwijający się ośrodek, który dzięki pieniądzom z wydobycia węgla i miedzi, zmienia się z lichej pustynnej osady w coraz bardziej eleganckie miasto.
Dalej odbijamy w nasze ulubione dzikie przestrzenie w poszukiwaniu wyrytych przed wiekami petroglifów i docieramy do Caagan Suwarga. To formacje skalne, które robią wrażenie z bliska, a z daleka i są znakomitym punktem widokowym. Z wysokiej perspektywy wpatrujemy się w otaczające krajobrazy Gobi i odczuwamy ich nieskończoność. Kolejny przystanek to skalny labirynt Baga Gazryn Czulu, gdzie wśród granitowych kopuł można odnaleźć pełne uroku zakątki, naturalne źródła i dawną buddyjską pustelnię.
Kraina nienachalnych krajobrazów
Nasz krąg po środkowej Mongolii domykamy, wjeżdżając do Ułan Bator. Oglądamy niezwykłe miasto, które stało się stolicą narodu koczowników, przez stulecia z miast w ogóle nie korzystających. Kontrastują tam ze sobą reprezentacyjne dzielnice, socrealistyczna architektura, nowoczesne wieżowce, totalny chaos na ulicach oraz dzielnice jurt na przedmieściach. Pobyt w Ułan Bator to okazja, by odwiedzić Muzeum Czyngis-chana i zajrzeć do sklepów z wyrobami z kaszmiru. Ale największe wrażenie na wszystkich robi koncert, podczas którego profesjonalni muzycy i tancerze prezentują najciekawsze utwory i tańce w tradycyjnych i nowoczesnych formach, dobitnie przekonując o sile i bogactwie mongolskiej kultury.
Tak wygląda nasza podróż po Mongolii - krainie pustki, rozległych przestrzeni, bezbrzeżnego suchego oceanu. Krainie, której krajobrazy są nienachalne, lekkie, nie przytłaczają mnogością szczegółów, ale pozwalają zmysłom odpocząć, skłaniają do skupienia się na nielicznych detalach i na sobie. To wyjazd, podczas którego obcujemy z czymś nieokiełznanym i potężnym, a takie przeżycia poruszają do głębi i odmieniają.
Informacje praktyczne:
- 4 terminy od czerwca do końca września.
- Wyjazd trwa 14 dni (z przelotami).
- Przeloty z Warszawy z przesiadką w Stambule (możemy też zorganizować loty z innych europejskich miast).
- Poza Ułan Bator wszystkie noclegi w ośrodkach turystycznych jurt (2-osobowych z opcją “jedynki”), z czystą pościelą i sanitariatami w oddzielnych budynkach oraz zaskakująco zróżnicowanym wyżywieniem.
- Podróżujemy terenowymi busami, które zabierają 5-6 pasażerów, mają szerokie nadwozia, napęd na 4 koła i mocne zawieszenia.
- Na wszystkie wyjazdy jeżdżą polscy piloci z bogatym doświadczeniem i wiedzą o Mongolii.
- Na miejscu oprowadza nas lokalny przewodnik, z którym współpracujemy od lat.
Chcesz poznać szczegóły? Zobacz program wyjazdu.
Dowiedz się więcej o naszym biurze.
Materiał przygotowany przez Biuro Podróży Szerokie Tory.