Ludzkość przygnieciona górą danych. Jak sobie radzi?

Bomba zettabajtowa
W ciągu godziny bombarduje nas tyle informacji, ile naszych dziadków przez całe życie. Gromadzimy ogromne ilości danych, ale czy następne pokolenia będą mogły z nich skorzystać?
Serwerownie Wikileaks ukryte w bunkrach.
Jann Lipka / Rex Features/EAST NEWS

Serwerownie Wikileaks ukryte w bunkrach.

Całą infrastrukturę, w tym zwłaszcza serwery i dyski, lokuje się w sieci. Nie ma znaczenia, gdzie one są fizycznie.
The Oregonian /Landov/BEW

Całą infrastrukturę, w tym zwłaszcza serwery i dyski, lokuje się w sieci. Nie ma znaczenia, gdzie one są fizycznie.

Polityka

W cyfrowym świecie najmniejsza porcja informacji to bajt. Sam tekst tego artykułu zajmuje (potocznie – waży) około 10 kilobajtów, czyli ma 10 tys. znaków ze spacjami. W rzeczywistości zajmuje zwykle więcej pamięci – zależnie od formatu, w którym jest zapisany. 20 lat temu na dyskietce 3,5-calowej o pojemności 1,44 megabajta (wówczas powszechny nośnik danych) zmieściłoby się ok. 140 takich artykułów. Wydawało się wtedy, że to zupełnie wystarczy. Dziś nosimy przy sobie na kartach pamięci telefonów komórkowych i aparatów fotograficznych, w odtwarzaczach muzycznych, pendrive'ach, nie mówiąc już o twardych dyskach naszych laptopów czy też iPadów gigabajty danych. Podręczną pamięcią staje się Internet, gdzie przechowujemy zdjęcia, listy, dokumenty, filmy i ulubione piosenki. Google oferuje za darmo przestrzeń dyskową o pojemności 10 gigabajtów, zaś za niewielką dopłatą uzyskamy cyfrowy schowek mogący pomieścić 80 gigabajtów.

Tu zaczynają się już ilości danych równie niewyobrażalne jak odległości astronomiczne wyrażane w latach świetlnych. Obecnie pamięć kont wszystkich użytkowników Gmail – jednej z usług firmy Google – to równoważność pojemności 1,74 mld płyt CD audio. Ułożone na sobie osiągnęłyby wysokość 2088 km – 236 razy więcej niż Mount Everest. W ciągu roku pojemność Google może osiągnąć 1 eksabajt – tyle samo co nagranie 50 tys. lat wideo w najlepszej jakości. Na dodatek Google planuje zindeksować wkrótce około 100 petabajtów danych, co jest równoważne połowie wszystkich materiałów wydrukowanych w historii ludzkości.

Nic dziwnego, że zebraliśmy łącznie 1,2 zettabajta danych. Jeśli przyjąć, że jeden bajt to ziarnko piasku, to ta wielkość wielokrotnie przewyższa liczbę ziaren piasku na całej kuli ziemskiej. W ocenie firmy EMC, światowego potentata w zarządzaniu danymi, do końca 2011 r. na świecie będzie istniało ponad 300 bld plików cyfrowych. – Od dziś do 2020 r. ilość danych, którymi zarządza ludzkość, zwiększy się z 1,2 do 35 zettabajtów. Ponad 90 proc. z nich będą stanowiły dane nieuporządkowane – twierdzi Joe Tucci, szef EMC.

Jak zbudować arkę?

Stanisław Lem w wydanym w 2007 r. zbiorze „Bomba megabitowa” porównał zjawisko Internetu do biblijnego potopu, „w którym można ze wszystkim utonąć, jeżeli nie zdołamy dla ratunku, jak Noe, zbudować sobie Arki. Ale jak by miała wyglądać »Arka Noego Internetu«, łatwo rzec, ale nie sposób myśl taką zrealizować”. Przypomniał również opowiastkę ze swojej „Cyberiady” o tym, jak zbuntowane Mądro musiało ulec Siemianom, którzy zalali je masą bezużytecznych danych. Mistrz miał rację – dzisiejsze wojny wygrywa ten, kto potrafi przetworzyć dane w użyteczne informacje i panuje nad cyberprzestrzenią.

Dotychczasowy model zarządzania danymi sprowadza się zazwyczaj do upychania ich na wszelkiej maści nośnikach pamięci masowych w domu lub firmie. Dość szybko zapominamy, jaką one mają dla nas wartość. Nadzieję na zmianę daje przetwarzanie w tzw. chmurze (cloud computing), czyli w Internecie. To sposób prostszy, tańszy i skuteczniejszy. Całą infrastrukturę, w tym zwłaszcza serwery i dyski, lokuje się w sieci. Nie ma znaczenia, gdzie one są fizycznie – mając dostęp do Internetu, możemy zajrzeć do swoich danych z każdego podłączonego do sieci komputera. W takim modelu nie trzeba kupować dużych dysków do naszych komputerów osobistych ani programów do ich przetwarzania – wystarczy niedrogi zresztą abonament na takie sieciowe usługi.

Pierwszym komputerem osobistym, polegającym w pełni na możliwościach „chmury”, jest zapowiadany chromebook firmy Google. Po zalogowaniu się przez konto Google do dyspozycji użytkownika będzie przeglądarka internetowa Chrome – i aplikacje dostępne wyłącznie przez Internet. Nowością jest, że taki komputer – i dostęp do potrzebnych programów – można będzie (na razie tylko w USA) wydzierżawić: firmy za 28 dol., placówki edukacyjne zaś za 20 dol. miesięcznie. W ramach opłaty jest też możliwość zdalnego zarządzania, kto i do czego ma dostęp, oraz wsparcie, serwis i części zamienne, a także regularne „odświeżanie sprzętu”.

Nie na darmo Scott McNealy, założyciel i wieloletni prezes firmy Sun Microsystems, dzisiaj wchłoniętej przez Oracle, głosił hasło: „Dopiero sieć to komputer”. W rezultacie musimy sobie poradzić z przesyłaniem ogromu danych. Według szacunków Cisco, czołowej firmy zajmującej się infrastrukturą sieciową, w ciągu najbliższych trzech lat ruch w Internecie wzrośnie do 767 eksabajtów.

Miesięcznie będziemy przesyłać ok. 63,9 eksabajtów i nie jest to jeszcze ostatnie słowo. Ta masa danych odpowiada 16 mld płyt DVD lub 21 bln plików MP3. Dominuje przekaz wideo, zwłaszcza gdy upowszechnia się telewizja wysokiej rozdzielczości i obraz trójwymiarowy. Następnie wymiana plików, przeglądanie stron www, wreszcie rozmowy w sieci. Byśmy mogli obejrzeć Euro 2012 w jakości HD, Telekomunikacja Polska (jako partner technologiczny mistrzostw) musi zapewnić prędkość transmisji rzędu 2x70 Gbps ze stadionów do Międzynarodowego Centrum Nadawczego oraz 2x140 Gbps pomiędzy Polską i Ukrainą (uwaga! Gbps to gigabit na sekundę, czyli osiem razy mniej niż gigabajt na sekundę).

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną