Nauka

Na chłodno o cieple

Kłopoty klimatyczne dopiero przed nami

Konieczności redukcji emisji gazów cieplarnianych nie sposób pogodzić z polityką wzrostu gospodarczego. Konieczności redukcji emisji gazów cieplarnianych nie sposób pogodzić z polityką wzrostu gospodarczego. Paweł Kopczyński/Reuters / Forum
Pierwsza dekada XXI w. była najcieplejsza od 1850 r. Ziemia się ociepla, a odpowiedzialność człowieka za ten proces nie budzi wątpliwości. To najważniejsza konkluzja najnowszego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatycznych ONZ.
To, że w ciągu ostatnich 15 lat wzrost temperatury spowolnił, nie oznacza spowolnienia zmian klimatycznych.Steven Kazlowski/Alaska Stock/EAST NEWS To, że w ciągu ostatnich 15 lat wzrost temperatury spowolnił, nie oznacza spowolnienia zmian klimatycznych.
Arktyka jest piękna i niezwykła, ale czy w ogóle przetrwa? Scoresby Sound - system fiordów na wschodnim brzegu Grenlandii.Hannes Grobe/Wikipedia Arktyka jest piękna i niezwykła, ale czy w ogóle przetrwa? Scoresby Sound - system fiordów na wschodnim brzegu Grenlandii.

Temperatura atmosfery wzrosła od początku ubiegłego stulecia o 0,89 st. C. Niby niewiele, jednak wystarczająco dużo, by obserwować nasilenie niekorzystnych zjawisk pogodowych: fale upałów i intensywne opady zdarzają się coraz częściej. Nawet mieszkańcy Polski, kraju o klimacie umiarkowanym, odkrywają, że projektowana przed półwieczem kanalizacja w miastach nie wystarcza dziś do odprowadzenia wody, gdy spadnie solidny deszcz.

Ma być jeszcze cieplej – jak bardzo, to zależy od nas samych. Bo autorzy raportu nie mają wątpliwości, że dziś głównym sprawcą globalnego ocieplenia jest działalność człowieka. Naukowe dowody zebrane od ostatniej edycji opracowania Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatycznych IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change), opublikowanego w 2007 r., dały podstawę, by prawdopodobieństwo ludzkiej odpowiedzialności za zmiany klimatu podnieść z 90 do 95 proc.

Spalamy paliwa kopalne: węgiel, ropę i gaz ziemny, emitując przy okazji w powietrze dwutlenek węgla. To jeden z gazów cieplarnianych, czyli substancji powodujących, że atmosfera pełni funkcję szklarni, chroniąc Ziemię przed wychłodzeniem i zbyt gwałtownymi zmianami temperatury, jakie można zaobserwować na innych planetach Układu Słonecznego. Tylko dlatego możliwe jest życie. Gdy jednak rozregulujemy działanie szklarni, stanie się zbyt ciepło. W efekcie, oprócz już wspomnianych niekorzystnych zjawisk pogodowych, zacznie maleć pokrywa lodowa w Arktyce – topnieje ona w tempie 3,8 proc. na dekadę od 1979 r. W dalszej konsekwencji podniesie się poziom mórz – od 26 do 81 cm do końca tego stulecia.

To tylko kilka bezpośrednich konsekwencji globalnego ocieplenia – oddziaływanie dwutlenku węgla na ekosystem jest jednak bardziej złożone, nie jest on bowiem obojętną substancją, pochłaniany przez wody mórz i oceanów zwiększa ich kwasowość. Tym samym modyfikuje warunki do życia morskich organizmów. Na powierzchni Ziemi jest gazem niezbędnym dla życia roślin, wykorzystujących go w procesie fotosyntezy jako substancję odżywczą. Im więcej CO2, tym plony bujniejsze. Do czasu jednak, gdy niekorzystne skutki nadmiernego wzrostu temperatury nie zaczną szkodzić uprawom.

Nie tylko CO2

Z pierwszej części raportu IPCC (kolejne będą publikowane do 2015 r.) wynika, że w atmosferze zgromadziło się już o 40 proc. więcej dwutlenku węgla, niż było w epoce przedprzemysłowej. Od XIX w. dwutlenku węgla stale przybywa, a ma on tę wadę, że raz wpuszczony w atmosferę, jeśli nie zostanie wychwycony przez ekosystem (rośliny, wody oceanu, mikroorganizmy), krąży w niej przez długie lata. Uczeni zwracają jednak uwagę, że choć to najbardziej uciążliwy z gazów cieplarnianych, to jednak nie jedyny.

Uwzględnić należy także metan, emitowany jako produkt uboczny rolnictwa – powstaje on głównie podczas hodowli zwierząt, im więc bardziej rośnie apetyt ludzi na mięso i nabiał, tym więcej metanu w powietrzu. Szacuje się, że rolnictwo odpowiedzialne jest nawet za 30 proc. emisji gazów cieplarnianych. To ciągle nie koniec – niezwykle silnymi substancjami wywołującymi efekt cieplarniany są fluorowęglowodory (HFC) – gazy przemysłowe, które zyskały popularność, gdy świat żył trwogą z powodu rosnącej dziury ozonowej.

Winnymi zanikania ozonu w atmosferze były freony – substancje używane w urządzeniach chłodniczych. Okazało się, że można je zastąpić fluorowęglowodorami, i to zrobiono. Nikt wówczas nie wiedział jednak, że ich masowe zastosowanie wywoła inny niekorzystny efekt. Sprawa stała się na tyle pilna, że dyskutowano o niej podczas ostatniego szczytu państw G20 w Sankt Petersburgu. Wszystko wskazuje na to, że fluorowęglowodory spotka podobny los jak wcześniej freony – zostaną one wyeliminowane. Co je zastąpi i z jakim skutkiem?

Tak czy owak, problem globalnego ocieplenia nie zniknie, bo oprócz gazów cieplarnianych ma nań wpływ wycinka lasów, nieustanne majstrowanie człowieka przy powierzchni Ziemi, które zmienia jej albedo (czyli zdolność do odbijania promieniowania słonecznego). Na dodatek klimat, biosfera, oceany są złożonymi systemami działającymi w sprzężeniu z sobą i pełnej natury tych sprzężeń naukowcy ciągle nie potrafią wyjaśnić.

Raport IPCC zwraca uwagę, że obserwowana zmiana temperatury atmosfery związana jest jedynie z 1 proc. ciepła pochłoniętego przez gazy cieplarniane, po 3 proc. poszło na topnienie pokrywy lodowej i wzrost temperatury powierzchni Ziemi, najwięcej jednak, bo aż 93 proc. ciepła pochłonęły oceany. Dlatego nie należy cieszyć się nadmiernie faktem, że w ciągu ostatnich 15 lat wzrost temperatury atmosfery stał się wolniejszy – nie oznacza to spowolnienia zmian klimatycznych, tylko doskonale ilustruje, że klimat to niezwykle skomplikowany system.

Naukowcy coraz lepiej rozumieją jego działanie. Skalę postępu wiedzy klimatologicznej i nauk szczegółowych, jak fizyka i chemia atmosfery, nauki obliczeniowe, oceanologia, doskonale pokazują kolejne raporty IPCC. Widać też w nich rozwój metod pomiarowych, umożliwiających poprawę jakości analizowanych danych oraz sięganie z pomiarami do miejsc wcześniej niedostępnych, jak oceaniczne głębiny. Samych danych przybywa i układają się w coraz dłuższe ciągi czasowe. Coraz szybsze komputery pozwalają z kolei na tworzenie bardziej zaawansowanych modeli matematycznych i symulacji rzeczywistości (doskonałym źródłem wiedzy o klimacie w języku polskim jest portal naukaoklimacie.pl).

Klimat i polityka

Czy można ufać raportowi międzyrządowego zespołu działającego pod auspicjami ONZ? Wszak pachnie polityką na odległość. Prof. Maciej Sadowski, klimatolog z Instytutu Ochrony Środowiska, przez wiele lat uczestniczący w globalnych negocjacjach klimatycznych, zapewnia: – Raporty IPCC to najlepsze możliwe podsumowanie stanu wiedzy o klimacie. Przygotowują je tysiące uczonych na podstawie już opublikowanych wyników badań z różnych dyscyplin. Owszem, podczas tej pracy zdarzają się pomyłki, kiedy do opracowania trafi materiał niezweryfikowany – w poprzednim, czwartym raporcie z 2007 r. humbugiem okazało się doniesienie o topnieniu lodowców w Himalajach. Te pomyłki są pożywką dla oszołomów kwestionujących wartość raportów, w istocie jednak nie mają większego znaczenia dla jakości syntezy.

Prof. Sadowski wyjaśnia też związki raportu z polityką. – Wnioski z analizy naukowej mają już charakter polityczny – wymagają aprobaty polityków, którzy nie uczestniczą w procesie tej analizy, lecz mają wpływ na redakcję konkluzji. Dyskusje trwają do samego końca i nie sądzę, by nauka na tym procesie coś traciła. Pokazuje to jednak, jak skomplikowane jest uzyskanie wiedzy naukowej o tak złożonym zjawisku jak klimat i przełożenie jej na działanie polityczne.

Kto chce sprawdzić, jak polityka wpływa na ostateczną redakcję wniosków z wiedzy, jaką dostarczają uczeni, może sięgnąć po brudnopis raportu, jaki wyciekł do Internetu pod koniec 2012 r., i porównać go z oficjalnym dokumentem przyjętym przez IPCC. Próżno szukać tam sensacji lub dowodów ekolewackiego spisku, który w 2009 r. wytropili sceptycy nieuznający globalnego ocieplenia, a życzliwe im konserwatywne media ogłosiły Climategate.

Powodem wrzawy stała się korespondencja internetowa pracowników Climatic Research Unit z University of East Anglia (placówki zajmującej się zbieraniem i analizą danych z pomiarów służących do badań klimatologicznych). Hakerzy wykradli e-maile i opublikowali je w Internecie, a ich treść miała dowodzić, że cała klimatologia wspierająca tezę o globalnym ociepleniu to szwindel i manipulacja.

Argumentację tę dodatkowo wzmocniły wspomniane przez prof. Sadowskiego błędy w raporcie IPCC z 2007 r., dotyczące m.in. topnienia lodowców w Himalajach. Poważne zarzuty wywołały poważną reakcję, sprawę badało kilka niezależnych komisji naukowych. Wszystkie dochodziły do podobnych rozstrzygnięć – owszem, doszło do nieprawidłowości w CRU, a IPCC powinno z kolei poprawić koordynację pracy nad swoimi raportami. W żadnym jednak przypadku błędy i wypaczenia nie miały wpływu na zasadnicze wnioski.

Najnowszy raport IPCC wzmacnia wcześniejsze konkluzje. Klimat się zmienia, robi się cieplej, a spowolnienie ocieplania powierzchni Ziemi to tylko chwilowy efekt oddziaływań z innymi systemami naszej planety. Temperatura będzie jednak rosnąć, do 2035 r. zwiększy się o 0,3–0,7 st. C, do końca stulecia o 0,3–4,8 st. Ta olbrzymia rozbieżność zależy od scenariusza rozwoju, jaki się zmaterializuje. Jeżeli nie zmniejszymy uzależnienia cywilizacji od paliw kopalnych i nadal będziemy zwiększać emisję gazów cieplarnianych, to urzeczywistnimy czarny scenariusz przewidujący coraz większe ocieplenie.

To nie oznacza jedynie, że wzrosną rachunki za klimatyzację. Wielu naukowców pyta o możliwość zaistnienia tipping point – gwałtownej zmiany klimatu i jego stabilizacji wokół zupełnie innego zestawu parametrów. Sam klimat to wytrzyma, ale czy wytrzymają ludzie? Stawka, jak widać, jest wysoka, stąd też postulaty, by robić wszystko, żeby docelowo temperatura nie wzrosła o więcej niż o 2 st. C. To oznaczałoby konieczność redukcji emisji gazów cieplarnianych, czego na razie nie sposób pogodzić z polityką wzrostu gospodarczego, który wymaga większego zużycia energii i tym samym rosnącego spalania paliw kopalnych.

To właśnie ta sprzeczność bieżących interesów gospodarczych z długofalową ochroną klimatu powoduje, że dotychczasowe działania nie przynoszą większego skutku. W 1992 r. podczas Szczytu Ziemi ONZ w Rio de Janeiro powstała Ramowa Konwencja ds. Zmian Klimatu, a jednym z jej efektów był przyjęty w 1997 r. w Kioto protokół obligujący państwa rozwinięte do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla. Protokół, który wszedł w życie w 2005 r. i formalnie przestał obowiązywać z końcem 2012 r., nie doprowadził jednak do zaplanowanego skutku – zmniejszenia globalnej emisji dwutlenku węgla o 8 proc. Przeciwnie, wzrosła ona – głównie za sprawą szybkiego rozwoju takich krajów, jak Chiny i Indie.

Próba wypracowania nowego porozumienia, które obowiązywałoby już wszystkich sygnatariuszy konwencji, a więc 194 państwa świata, zakończyła się spektakularnym fiaskiem podczas Szczytu Klimatycznego ONZ w Kopenhadze w 2009 r. Unia Europejska, która chciała grać pierwsze skrzypce podczas kształtowania nowego, zielonego globalnego ładu, została upokorzona; niewiele do powiedzenia miał też nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama – inicjatywę przejęli przedstawiciele krajów rozwijających się. Narzucony przez nich kształt dokumentu końcowego pokazał, że świat nieodwracalnie się zmienił. Kraje rozwijające się coraz bardziej asertywnie domagają się głosu w decyzjach o sprawach przyszłości, mają jednak często odmienne interesy od krajów rozwiniętych.

Nadzieja w Warszawie?

Czy w takim razie globalne porozumienie na rzecz ochrony klimatu jest w ogóle możliwe? Przekonamy się już niebawem. W listopadzie odbędzie się w Warszawie kolejny, już 19 Szczyt Klimatyczny ONZ, który rozpoczyna nową rundę negocjacji mających doprowadzić do przyjęcia w 2015 r. w Paryżu nowego międzynarodowego traktatu. Miałby on wejść w życie w 2020 r. Stratedzy największych mocarstw już jednak zaczynają analizować scenariusze awaryjne, czyli możliwość aktywnego schładzania atmosfery metodami inżynierii ekosystemów. Rozpylanie w stratosferze siarki w postaci aerozolu, floty statków rozpylających sztuczne chmury, zwierciadła umieszczone w kosmosie, by odbijać promienie słoneczne – to już nie science fiction, tylko poważnie rozważane propozycje. Na samą myśl o nich robi się zimno.

Polityka 40.2013 (2927) z dnia 01.10.2013; Nauka; s. 58
Oryginalny tytuł tekstu: "Na chłodno o cieple"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną