Nauka

Czy to są sygnały od obcych?

Czy szybkie błyski radiowe są śladami po podróżach kosmicznych cywilizacji?

Badacze z Harvardu poważnie pytają, czy błyski nie są sygnałami podróżniczej aktywności obcych cywilizacji. Badacze z Harvardu poważnie pytają, czy błyski nie są sygnałami podróżniczej aktywności obcych cywilizacji. Flickr CC by 2.0
Chodzi o szybkie błyski radiowe (fast radio burst), o których już pisaliśmy. Teraz jednak badacze z Harvardu poważnie pytają, czy błyski te nie są sygnałami podróżniczej aktywności obcych cywilizacji.

Pierwszy bardzo krótki – trwający kilka tysięcznych sekundy – ale też bardzo silny (porównywalny z energią wypromieniowaną przez Słońce przez 10 tys. lat) rozbłysk radiowy zarejestrowano w 2007 r. Od tamtego czasu zarejestrowano jeszcze blisko dwadzieścia takich zdarzeń, o których wiadomo było tylko, że pochodzą spoza naszej Galaktyki, ale skąd dokładnie i co je wywołuje – wciąż pozostawało zagadką. Nadano im nazwę fast radio burst (FRB). Te błyski wciąż są wielką tajemnicą, ze względu na swoją siłę i oddalenie, chociaż teraz już wiemy przynajmniej, skąd niektóre pochodzą.

Błysk po błysku

Po pierwsze zespół uczonych, skupionych w Max Planck Institute of Radio Astronomy w Bonn w Niemczech, doniósł w zeszłym roku o odkryciu innego rodzaju błysków radiowych, które charakteryzują się powtarzalnością. Mamy tu więc też rozbłysk typu FRB, ale podwójny. Po pierwszym niemal natychmiast następuje drugi; dzieli je także czas zaledwie kilku tysięcznych sekundy. Te podwójne błyski różnią się od poprzednich także jasnością i widmem. Wiadomo też, że raczej nie są efektem wybuchów gwiazd supernowych, ponieważ wybuchy te są zdarzeniami jednorazowymi, niepowtarzalnymi, a to supernowe właśnie były postrzegane jako ewentualne źródła błysków radiowych.

Natomiast dobrym kandydatem na źródło tego typu rozbłysków, powtarzalnych, są bardzo silnie rotujące gwiazdy neutronowe. Wydaje się więc, że odkryto podklasę tajemniczych sygnałów FRB, które charakteryzują się powtarzalnością. Naukowcy wciąż nie potrafią jednak powiedzieć, co jest źródłem FRB: i tych klasycznych, i tych nowych, a więc powtarzalnych. Na pewno coś nagłego, być może jakaś katastrofa, której towarzyszy też emisja ogromnej energii.

W rzeczy samej pojedyncze błyski mogą pochodzić z supernowych lub centrów galaktyk aktywnych, podwójne być może pochodzą od gwiazd neutronowych. Tego nie wiemy. Przypuszcza się jedynie, że nagłych i silnych rozbłysków radiowych jest znacznie więcej niż tych, które udało się już zarejestrować. Być może na całym niebie dochodzi aż do 10 tys. FRB dziennie.

Nadchodzą z daleka

Po drugie, w okresie sześciu miesięcy 2016 r., wielki szereg radioteleskopów zwany Very Large Array (VLA), umiejscowiony w Nowym Meksyku w USA, wykrył aż 9 błysków pochodzących ze źródła FRB 121102. Ponadto pochodzącą z tego samego lub zbliżonego miejsca stałą emisję słabszego już znacznie sygnału radiowego.

Następnie, znając położenie ustalone przez VLA, uczeni skierowali w to miejsce optyczny teleskop północny Gemini North na Hawajach o średnicy zwierciadła ponad 8 metrów. Ten wykrył, że źródło błysku oraz stały słabszy sygnał radiowy pochodzą z niedużej karłowatej galaktyki, znacznie mniejszej od Mlecznej Drogi, która leży aż 3 miliardy lat świetlnych od nas. To jeszcze bardziej zachęciło astronomów do dokładniejszego zbadania błysku przy użyciu kilku dużych radioteleskopów rozsianych na całym świecie, a więc europejskiego VLBI, działającego w Effelsberg w Niemczech, amerykańskiego Very Long Baseline Array (VLBA) i Arecibo z Puerto Rico.

W ten sposób badacze ustalili, że punktowe źródło błysku i obszar stałej słabszej aktywności radiowej dzieli dystans niecałych 100 lat świetlnych, więc albo oba zjawiska pochodzą z jednego obiektu, albo z dwóch obiektów oddalonych, ale oddziałujących na siebie. Najważniejsze jednak, że błyski z FSB 121102 zostały bardzo dokładnie zlokalizowane. Po raz pierwszy.

Czy to obcy nadają?

Wciąż jednak nie wiadomo, co wywołuje tak silne błyski, ale raczej zawsze w doniesieniach o tym zjawisku ich autorzy podkreślali, że nie są to błyski generowane przez obce cywilizacje. Aż do teraz.

Że właśnie tak może być, uważają dwaj profesorowie – Avi Loeb i Manasvi Lingam – z Harvard Smithsonian Center for Astrophysics, a więc jednego z przodujących ośrodków badań kosmosu na świecie. Twierdzą oni, że wcale nie można wykluczyć sztucznej natury błysków, a więc tego, że są one efektem jakiejś przemyślanej działalności na wielką skalę.

Musiałoby to jednak być rzeczywiście coś bardzo energetycznego. Loeb i Lingam obliczają więc, że tak silne sygnały radiowe  mogłyby być efektem działania słonecznego – gwiezdnego – transmitera energii służącego do napędzania żagla kosmicznego, szybko przemieszczającego się miedzy gwiazdami. By wygenerować tak energetyczny błysk jak rejestrowane przez nas FSB, transmiter ten musiałby mieć wielkość dwóch planet typu Ziemia. Badacze z Harvardu dodają też, że by energia gwiazdy nie spaliła takiego transmitera, musiałby on korzystać z niewiele mniejszego systemu chłodzenia.

Pozostaje jednak pytanie, dlaczego odbieramy pojedyncze, ewentualnie podwójne błyski radiowe, tymczasem transmiter, by napędzać żagiel, musiałby pracować w sposób ciągły. Loeb i Lingam twierdzą, że i nasza galaktyka, i galaktyki, z których pochodzą błyski, wciąż krążą i zmieniają usytuowanie względem siebie.

Jeśli przypuszczenia uczonych z Harvardu są słuszne, błyski są generowane przez transmiter bez przerwy i rozsiewane po całym kosmosie. Tylko w jednym punkcie, na ułamek sekundy, znajdują się w położeniu, w którym możemy je na Ziemi zarejestrować. Stąd ich błyskowa natura.

Oczywiście Loeb i Lingam przyznają, że ich rozważania to tylko spekulacje. A sam profesor Avi Loeb spytany, czy rzeczywiście wierzy w sztuczne pochodzenie błysków, odpowiedział, że nauka nie jest kwestią wiary, lecz faktów, i że jedynie proponuje pewną ideę, którą gdzieś w przyszłości fakty zweryfikują. Może się szybko okazać, że błyski są efektem naturalnych procesów kosmicznych, ale póki tego na pewno nie wiemy, każde wytłumaczenie trzeba brać pod uwagę.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama