USA ograniczają e-papierosy. Za późno?
Chodzi o sprzedaż takich wyrobów nieletnim i o reklamy, których mogą być odbiorcami. To chyba słuszne posunięcie.
Największym problemem są sztuczne aromaty.
Finn Gross Maurer/Unsplash

Największym problemem są sztuczne aromaty.

FDA, czyli amerykańska agencja do spraw żywności i leków, postanowiła zabrać się za elektroniczne papierosy. Od dłuższego czasu prowadziła spór z największym ich producentem w Ameryce – firmą Juul. Agencji nie podobały się kampanie reklamowe, które mogły być odbierane przez osoby niepełnoletnie, oraz aromatyzowanie wyrobów.

Czytaj także: E-papierosy – szkodzą czy nie? 5 kluczowych pytań i wątpliwości

E-papierosy – czy na pewno zdrowsze?

Elektroniczne palenie – czyli wdychanie rozpylonego glikolu propylenowego z nikotyną i aromatami – jest bez wątpienia zdrowsze niż palenie tytoniu. W papierosowym dymie jest kilkaset rakotwórczych związków. Sama nikotyna ma słabe działanie rakotwórcze, główny składnik płynów do e-papierosów, glikol propylenowy, jest raczej obojętny dla zdrowia.

Największym problemem są sztuczne aromaty – i to problemem podwójnym. Z najnowszych badań wynika, że niektóre z nich mogą uszkadzać nabłonek dróg oddechowych. Ale też sprawiają, że elektroniczne palenie zaczyna mieć walor smakowy. O ile tradycyjne papierosy są (nie ukrywajmy tego) ohydne, słodkawa mgiełka o smaku mango, wiśni czy zielonej herbaty jest całkiem kusząca.

Czytaj także: IQOS, czyli rzucamy palenie zwykłych papierosów

Vapowanie zbyt seksowne... w reklamach

Problem w tym, że najwyraźniej kusi to głównie młodzież – i jak wynika z danych, kusi na potęgę. W ubiegłym roku elektronicznie zaciągało się już 75 proc. więcej młodych Amerykanów niż w roku poprzednim. Reklamy elektronicznych papierosów w USA stosują przy tym te same triki, które stosował przemysł tytoniowy pół wieku wcześniej – sugerują, że jest to seksowne, że jest wyrazem buntu.

Tymczasem przybywa badań wskazujących na to, że elektroniczne palenie całkiem obojętne dla zdrowia nie jest. Przede wszystkim zaś nadal jest to forma zażywania nikotyny, która jest silną substancją psychoaktywną (jej potencjał uzależniający oceniany jest na taki sam jak heroiny). FDA powołuje się na dane wskazujące, że młodzież, która wcześniej paliła elektroniczne papierosy, dużo częściej zaczyna potem palić tradycyjne wyroby tytoniowe.

Ugoda w sprawie e-papierosów jednak spóźniona

Agencja zawarła ugodę z firmą Juul, która ma wycofać z rynku aromatyzowane płyny do elektronicznych papierosów (pozostaną tylko mentolowe i o aromacie tytoniu) oraz nie kierować reklam do dzieci i młodzieży. Niezależnie od tego stan Nowy Jork wprowadził surowsze obostrzenia. Tam sprzedaż elektronicznych papierosów będzie możliwa tak jak tradycyjnych – tylko ludziom powyżej 21. roku życia.

Trzeba przyznać, że FDA jest sama sobie winna. W ubiegłym roku zdecydowała, że elektroniczne papierosy będą mogły pozostać na rynku bez ograniczeń do 2022 r. Dopiero po tym czasie ich producenci będą musieli wykazać, że nie są szkodliwe, by móc je sprzedawać.

Polskie przepisy najostrzejsze w UE

Rozwiązanie jest też krytykowane jako zbyt późne i zbyt zachowawcze. Ograniczanie reklamy, zakaz sprzedaży kuszących aromatów i ograniczenia wiekowe z pewnością są krokiem w dobrym kierunku. Ale w USA mleko się już rozlało – młodzi ludzie, którzy palą elektroniczne papierosy, są już uzależnieni od nikotyny, zaś bez problemu zamówią je i kupią w internecie.

W Polsce zakaz sprzedaży e-papierosów nieletnim wprowadzono w maju ubiegłego roku. Płyny do nich mogą zawierać wyłącznie produkty przebadane toksykologicznie i niezawierające związków rakotwórczych. Są to jedne z najostrzejszych przepisów w Unii.

Czytaj także: Co zrobić, żeby nie palić papierosów? Istnieje jakaś alternatywa?

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj