Nauka

Najwięksi truciciele wciąż nie spełniają zobowiązań klimatycznych

Strajk klimatyczny, Nowy Jork, 15 marca 2019 r. Strajk klimatyczny, Nowy Jork, 15 marca 2019 r. Forum
Raport przedstawicieli nauk o klimacie przynosi ponure wnioski. Wyjście USA z porozumienia paryskiego to tylko jeden, choć istotny, element większej układanki.

Nie ucichły jeszcze komentarze na temat decyzji o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego dla klimatu – sekretarz stanu Mike Pompeo zapowiedział 4 listopada rozpoczęcie procesu wyjścia – a trzeba zmierzyć się z kolejnym ponurym doniesieniem. Universal Ecological Fund opublikował raport „The Truth Behind the Climate Pledges” przygotowany przez wybitnych przedstawicieli nauk o klimacie, który podsumowuje stan zobowiązań stron porozumienia na lata 2020–30.

Sama dyplomacja nie zatrzyma zmian klimatu

Przypomnijmy, porozumienie paryskie zostało przyjęte w 2015 r. podczas Szczytu Klimatycznego ONZ COP21 w Paryżu. Zastępuje ono protokół z Kioto, który dotychczas określał sposób walki z kryzysem klimatycznym. Protokół dzielił kraje pod względem poziomu rozwoju gospodarczego i wynikających stąd zobowiązań klimatycznych. Porozumienie paryskie obowiązuje wszystkie strony, nie narzuca jednak redukcji emisji gazów cieplarnianych, tylko polega na dobrowolnych zobowiązaniach.

Dzięki takiemu podejściu było w ogóle możliwe przyjęcie wspólnego stanowiska przez praktycznie wszystkie kraje świata. Krytycy od początku zwracali jednak uwagę, że sukces dyplomatyczny nie przełoży się na skutek klimatyczny. Rzeczywiście, raport „The Truth Behind Climate Pledges” pokazuje, że spośród 184 zobowiązań tylko 36 (18 proc.) wyraża wystarczające ambicje, 12 (6 proc.) częściowo wystarczające, 8 (10 proc.) – częściowo niewystarczające i 128 (65 proc.) – niewystarczające.

Czytaj także: Jak nasza dieta wpływa na globalne ocieplenie

Najwięksi truciciele planety pozostają bezczynni

W szczegółach obraz jest jeszcze bardziej ponury. Rosja, piąty pod względem wielkości emitent gazów cieplarnianych, nie podjęła żadnych zobowiązań. Chiny, największy producent gazów cieplarnianych (26,8 proc. światowej emisji), mimo coraz większych inwestycji w rozwój energetyki opartej na czystych źródłach jeszcze przez dekadę będzie zwiększać emisje – to prosta konsekwencja wzrostu gospodarczego tego kraju. Podobnie rzecz ma się z Indiami.

Jak widać, wyjście USA z porozumienia paryskiego to istotny, ale tylko jeden element znacznie większej układanki. Jej stawka jest prosta – żeby zatrzymać wzrost temperatury na poziomie 1,5 st. C w stosunku do okresu przedprzemysłowego, trzeba do 2030 r. zmniejszyć globalne emisje o połowę. 130 państw, w tym czterech z pięciu największych „trucicieli”, nawet nie zbliża się do tak postawionego celu. Jedynie Unia Europejska i kilka mniejszych organizmów gospodarczych daje szansę wykonania zobowiązań.

Czytaj także: Oto jak niszczymy świat

Jak zatrzymać katastrofę klimatyczną

Przybliża się więc negatywny scenariusz, w którym proces wzrostu temperatury wymyka się spod kontroli. Jak wskazują autorzy raportu, przy obecnym trendzie i stanie zobowiązań już w 2030 r. dziennie będziemy tracić przeciętnie 2 mld dol. na skutek konsekwencji zmian klimatycznych (susze, huragany, powodzie i podobne ekstremalne zjawiska). Co więc powinniśmy robić?

Po pierwsze, przełączyć system energetyczny na niskoemisyjny. Oznacza to konieczność zamknięcia 2,4 tys. działających na świecie elektrowni węglowych w ciągu najbliższej dekady, by zmniejszyć zużycie węgla o 70 proc. do 2030 r. Czy to realne, skoro 250 elektrowni jest w budowie?

Po drugie, zwiększenie efektywności energetycznej – w ten sposób można zmniejszyć emisje o 40 proc. do 2040 r. i jednocześnie zmniejszyć rachunki za energię o 500 mld dol. rocznie.

Po trzecie, należy powstrzymać wylesianie, zmniejszyć emisję z hodowli zwierząt i upraw ziemi.

Teoretycznie do zrobienia i nawet się opłaci, co najmniej w podwójnym sensie: mniejszych rachunków za energię i za straty powodowane przez ekstremalne zjawiska pogodowe. Mimo tak prostego rachunku niezwykle trudno wyjść z sytuacji, którą filozofka Ewa Bińczyk nazywa „marazmem antropocenu”. Im dłużej będziemy w nim tkwić, tym większy będzie koszt bezczynności.

Naukowcy alarmują: Sadźmy lasy!

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną