Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Czarnobyl: wielki rezerwat przyrody? Zwierzęta się odradzają, ludzie nie przeszkadzają

Niemal 40-letnia nieobecność człowieka sprawiła, że strefa czarnobylska stała się jednym z największych w Europie nieplanowanych rezerwatów przyrody. Niemal 40-letnia nieobecność człowieka sprawiła, że strefa czarnobylska stała się jednym z największych w Europie nieplanowanych rezerwatów przyrody. Shutterstock
Na rozległych terenach wokół dawnej elektrowni jądrowej populacje ssaków odradzają się znacznie lepiej niż w tradycyjnych rezerwatach czy parkach narodowych. Przynajmniej tak było przed wojną.

Już kilka dni po tragicznej w skutkach eksplozji reaktora Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej z 26 kwietnia 1986 r. w promieniu 30 km od niej wyznaczono strefę wykluczenia. Objęła miasta Czarnobyl i Prypeć oraz 187 mniejszych miejscowości, z których ewakuowano 91,2 tys. osób (a kolejne 53 tys. wysiedlono w latach 1990–95 z okolicznych skażonych terenów poza strefą). Po rozszerzeniu granic w 1997 r. zona ma powierzchnię ok. 2,6 km kw.

Dostęp do niej jest ściśle regulowany. Wjazd wymaga specjalnego zezwolenia, a odwiedzający przechodzą dwukrotną kontrolę promieniowania. W 2022 r., po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, władze zawiesiły wydawanie przepustek i zona pozostaje dla turystów zamknięta. Co ciekawe, przed wybuchem wojny ich liczba szybko rosła: w 2015 r. odwiedziło ją 16,4 tys. osób, a w 2018 już ok. 71,9 tys. Rekord padł rok później – ponad 124 tys. odwiedzających, co wiązało się z emisją głośnego miniserialu HBO „Czarnobyl”.

Strefa czarnobylska jak rezerwat

Niemal 40-letnia nieobecność człowieka (poza zwiedzającymi, pracownikami zony i kilkuset tzw. samosiołami, czyli tymi, którzy bez zezwolenia powrócili na jej teren) sprawiła, że strefa czarnobylska stała się jednym z największych w Europie nieplanowanych rezerwatów przyrody.

Skala tego fenomenu – i pytanie, czy sam brak ludzi chroni przyrodę skuteczniej niż formalne rezerwaty – stała się przedmiotem badań międzynarodowego zespołu naukowców. Przeanalizowali oni dane z 174 fotopułapek rozmieszczonych w latach 2020–21 na terenie ukraińskiej części zony, w sześciu mniejszych rezerwatach i parkach narodowych oraz na obszarach niechronionych. W sumie zgromadzili materiał z ponad 15 tys. dni obserwacji. Na jego podstawie stworzyli modele prawdopodobieństwa występowania 13 gatunków ssaków na danym terenie.

Wyniki analiz opublikowane w „Proceedings of the Royal Society B” jednoznacznie pokazały, że czarnobylska strefa wykluczenia oraz sąsiadujący z nią Drewliański Rezerwat Przyrody charakteryzują się najwyższą różnorodnością gatunkową. Wynika to z ich dużej powierzchni, jak również tego, że dostęp ludzi jest tam ściśle kontrolowany.

Na przykład prawdopodobieństwo występowania rysia euroazjatyckiego wynosiło w strefie czarnobylskiej aż 74 proc., podczas gdy w mniejszych rezerwatach (Rówieńskim i Czeremskim) tylko 19 proc. Populacja rzadkiego konia Przewalskiego – którego zaledwie 23 osobniki introdukowano na tych terenach pod koniec lat 90. XX w. – liczy osobników 120 i rozprzestrzenia się aż na terytorium Białorusi. (Dla koni, a także jeleni, korzystne okazały się rozległe pożary z wiosny 2020 – odradzająca się na pogorzeliskach roślinność zapewniła im obfite żerowiska). Ponadto gatunki wrażliwe na obecność człowieka, takie jak wilk czy borsuk, były rejestrowane znacznie częściej w głębi obszarów chronionych.

Zaskakujące okazało się również to, że prawdopodobieństwo występowania wielu ssaków na terenach niechronionych było bardzo zbliżone do tego, jakie odnotowano w niewielkich rezerwatach i parkach narodowych. Mogą być one zatem niewystarczające do utrzymania stabilnych populacji zwierząt, a sam status prawny – bez faktycznego egzekwowania ograniczeń dostępu ludzi – nie chroni skutecznie przyrody.

Ludzie, nie skażenie

Autorzy badania zwracają jednak uwagę na pewne ograniczenia swoich analiz. Stworzone modele nie uwzględniały bezpośredniego wpływu promieniowania na zdrowie i rozród zwierząt – opierały się na wcześniejszych obserwacjach z białoruskiej części zamkniętej strefy. Z nich zaś wynikało, że obfitość dzikiej fauny nie koreluje wprost z poziomem skażenia. Dla naukowców jest to dowód, że o odradzaniu się przyrody w czarnobylskiej zonie decyduje właśnie brak ludzi, którzy niszczyliby siedliska i płoszyli zwierzynę. Sam poziom promieniowania schodzi w tym kontekście na dalszy plan.

Naukowcy podkreślają również, że wszystkie badane tereny znajdują się przy granicy z Białorusią, gdzie od lutego 2022 r. toczą się działania zbrojne związane z inwazją Rosji. Konflikt ten drastycznie zmienia warunki ekologiczne – z jednej strony wprowadzono wprawdzie ogólnokrajowy zakaz polowań, ale z drugiej nasiliły się ruchy wojsk, co na ten moment znacząco ogranicza dalsze systematyczne monitorowanie przyrody w regionie.

Reklama

Czytaj także

Świat

Gen. Dan Caine ma najtrudniejsze zadanie na świecie. Kim jest naczelny doradca wojskowy Trumpa?

Generał Dan Caine musi przekładać strumień świadomości prezydenta USA na precyzyjne działania zbrojne.

Marek Świerczyński
15.05.2026
Reklama