„Miał głos jak Kaszpirowski”. Tak oszuści wciągają ofiary w telefoniczny trans
Telefon zadzwonił koło południa. Rozmówczyni przedstawiła się jako pracowniczka poczty, podała imię i nazwisko pani Zofii i poinformowała o dwóch przesyłkach poleconych. Od razu dodała, że emerytka nie musi się po nie fatygować, bo jeszcze tego samego dnia dostarczy je listonosz. Ani pani Zofia, ani jej mąż nie pamiętają, aby kiedykolwiek wcześniej dzwoniono do nich z poczty, ale skojarzyli, że przecież mówili w telewizji o jakichś zmianach dotyczących właśnie listów poleconych. Nawet się zestresowali, że teraz będą przesyłane na maile, których nie mają.
Listonosz się nie pojawił. Następnego dnia pani Zofia odebrała kolejny telefon. Tym razem dzwonił mężczyzna, który przedstawił się jako komisarz jednego z warszawskich komisariatów. Zapytał, czy przypadkiem nie dzwoniono do nich z poczty w sprawie przesyłki.
– Powiedział, że to byli oszuści, którzy chcieli nas okraść, ale policja już jest na tropie całej szajki – opowiada pani Zofia.
Nie wiem, jak znalazłam się w banku
Rzekomy policjant powiedział pani Zofii, żeby – nie rozłączając się – wystukała na telefonie komórkowym numer 112 i poprosiła o połączenie z prokuratorem, którego dane personalne jej podyktował. Połączenie odebrała kobieta, która najpierw dopytała o powód kontaktu, a następnie „połączyła” z „prokuratorem”.
Mężczyzna poinformował, że właśnie aresztowano jednego z oszustów, ale zostało jeszcze dwoje, którzy lada moment mogą wyczyścić konto pani Zofii i jej męża. Należy je jak najszybciej zabezpieczyć, ale nie jest to łatwe, bo jedna z osób z tej grupy pracuje w banku, w którym emeryci trzymają oszczędności.
– Cały czas gadał i gadał, nie dał mi zadzwonić do córki. W ogóle nie przerywał, choć na pewno nie był nagrany, bo czasem wchodził ze mną w jakiś dialog. Było w nim coś dziwnego. Miał bardzo spokojny głos, ale jakiś taki nierzeczywisty, mówił wolno, dzielił słowa. Dopiero później sobie uprzytomniłam, że on mówił jak Kaszpirowski.
„Prokurator” kazał pani Zofii udać się do oddziału jej banku i wypłacić 30 tys. zł, które policja miała właśnie przelać na jej konto. Ponieważ oszustem może być kasjer, kobieta miała się zachowywać jak gdyby nic, nie wchodzić z nim w żadną dyskusję, tylko poprosić, żeby gotówkę umieścił w kopercie.
– Z tego wszystkiego nie wiem, jak znalazłam się w banku. Pojechałam tramwajem? Naprawdę nie pamiętam – wspomina. Do banku, zgodnie z instrukcją, udała się sama, mąż miał czekać w domu pod telefonem.
W banku na obsłużenie czekało sporo klientów. Pani Zofia nie czuła się komfortowo, rozmawiając z „prokuratorem” w miejscu publicznym, więc się rozłączyła. – Siedzę, patrzę po tej sali, po ludziach i nagle przyszła mi do głowy myśl: „Co ja tu właściwie robię?”.
Zgodnie z poleceniem wypłaciła 30 tys. zł. W trakcie formalności przypomniała sobie, że rano sprawdzali z mężem stan konta – znajdowało się na nim niespełna 35 tys. zł. Gdy kasjer wręczył jej kopertę z pieniędzmi, zapytała o saldo. Zostało niecałe 5 tys. zł, czyli żadne dodatkowe pieniądze od policji nie wpłynęły.
Odeszła od okienka i odebrała telefon, który nie przestawał dzwonić. – Powiedział, że pieniądze mam włożyć do śmietnika po drugiej stronie ulicy, ale żebym się o nic nie martwiła, bo w koszu są specjalne małe kamery, które nagrają złodziei. I to już otrzeźwiło mnie całkowicie.
Pani Zofia bała się po prostu wrócić do domu, bo „prokurator” przecież kazał tam czekać jej mężowi – a jeśli go skrzywdzą? Wyszła więc z banku, a do śmietnika wrzuciła starą kopertę, którą nosiła w torebce.
– I w długą! Stara baba biegiem leciała do tramwaju, a od banku to przecież spory kawał. Dopiero gdy wsiadłam do wagonu, odebrałam znów jego telefon. Zaczął mi grozić, że mam się wrócić, że ukradłam pieniądze policji, że pójdę do więzienia. Najpierw krzyknęłam, że stara jestem i mogę iść do więzienia, mam to w dupie. A potem tak go sklęłam... Cały tramwaj patrzył na mnie jak na wariatkę.
Pojechała na komendę, na której miał pracować policjant. Gdy zapytała, czy jest w pracy, dyżurny powiedział, że nikt taki tam nie pracuje. – A co, poczta dzwoniła? – zapytał.
Czytaj też: Cyfrowe obywatelstwo: jak zapewnić do niego dostęp seniorom?
Hipnoza?
Wydaje się, że nie ma w Polsce osoby, która nie słyszałaby o oszustwach „na wnuczka”, „na policjanta” czy „na pracownika banku”, ale do kradzieży wciąż dochodzi. Dla kogoś, kto nie przeżył takiej rozmowy telefonicznej, zachowanie oszukanych osób jest niezrozumiałe. Może rzeczywiście w pierwszej chwili można spanikować, ale przecież po chwili przychodzi refleksja.
Tylko że oszuści dbają o to, aby ta chwila nie nadeszła. To z tego powodu nie pozwalali pani Zofii się rozłączyć, ciągle ktoś do niej mówił, tłumaczył krok po kroku, co ma dokładnie robić, i podbijał emocje, np. powtarzając, że trzeba szybko działać. To wszystko ma uśpić czujność.
– Co bardzo ważne, nie ma znaczenia nawet nasz poziom inteligencji – podkreśla psychoterapeutka Magdalena Dąbrowska. – Tego typu oszustwami często zajmują się zorganizowane grupy, które dbają o profesjonalne przeszkolenie osób, które potem do nas dzwonią i mówią, że nasz wnuczek spowodował wypadek i może trafić do więzienia, ale możemy go od tego uchronić. Inny wariant to ten z opisywanej historii – ktoś dobry ostrzega nas przed złymi ludźmi, którzy chcą pozbawić nas oszczędności. To są techniki manipulacyjne, które odwołują się do naszych pierwotnych instynktów, a te uruchamiają się szybciej niż logiczne myślenie.
Pani Zofia już wcześniej przeżyła próbę wyłudzenia „na córkę”. Latem zadzwoniła do niej kobieta z prośbą o nieduży przelew, ale kobieta od razu wyczuła fałsz – głos rozmówczyni brzmiał nienaturalnie, jak u osoby pijanej (kobieta wmawiała, że jest przeziębiona). Pani Zofia potem śmiała się z całej sytuacji i ludzi, którzy dają się nabrać takim oszustom.
– Ten prokurator zachowywał się kompletnie inaczej. Mówił tak dziwnie. Tonu nie zmienił nawet wtedy, gdy groził mi więzieniem czy gdy wyzywałam go od najgorszych – wspomina. – Ten głos.... Budzę się i go słyszę. On wprowadzał mnie w jakiś trans, hipnozę. Nieraz człowiek oglądał w telewizji, jak zahipnotyzowani ludzie robią jakieś głupie rzeczy, i go to bawiło. A ja musiałam się tak samo zachowywać.
To, co ją spotkało, hipnozą oczywiście nie było, ale mieszanka technik manipulacyjnych, podbitych emocji i predyspozycji mówiącego mogła wywołać stan, w którym pani Zofia straciła poczucie rzeczywistości do tego stopnia, że nie pamięta, jak dostała się do banku.
Po tylu latach odbierania telefonów od męczących sprzedawców z różnymi superofertami zdążyliśmy się już uodpornić na takie pozytywne wiadomości. Czym innym jest jednak informacja o zagrożeniu. Nasze mózgi są nastawione na wyłapywanie ich z otoczenia. Z jednej strony ten mechanizm sprawił, że jako gatunek przetrwaliśmy, z drugiej – ciągle spodziewamy się, że coś pójdzie źle.
Czytaj też: 5 rzeczy, które musisz pokazać dziadkom na smartfonie
Niszcząca tajemnica
Kilkoro pacjentów Dąbrowskiej przyznało, że w wyniku takich oszustw straciło po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie wszyscy chcieli mówić o dokładnej kwocie. Zresztą często to nie strata pieniędzy okazuje się w tej sytuacji najdotkliwsza.
– Wstyd, utrata bezpieczeństwa i zaufania do samego siebie bywają tak dojmujące, że wiele osób spełnia kryteria diagnostyczne PTSD – mają silne objawy depresyjne, lękowe, poczucie zagubienia. Dla dwojga moich pacjentów byłam pierwszą osobą, której opowiedziały, co ich spotkało. Doszło do tego dopiero wtedy, gdy się już kompletnie rozsypywały, bo nie radziły sobie ze wstydem i samotnym dźwiganiem tajemnicy.
Oszuści nie bez przyczyny uderzają głównie w starsze osoby. Nie oszukujmy się, z upływem lat coraz mniej interesują nas nowinki technologiczne, obniżają się nasze zdolności poznawcze i spada szybkość reakcji, w pewnym momencie mogą dojść choroby demencyjne. – Jeszcze smutniejszym aspektem jest samotność osób starszych, które nie tylko nie mają kogo się poradzić, gdy zadzwoni taki telefon, lecz jeszcze są wdzięczne, że on w ogóle zadzwonił – dodaje Dąbrowska.
Działaj!
Policja na komisariacie niespecjalnie zainteresowała się roztrzęsioną emerytką. Pani Zofia chciała oficjalnie zgłosić sprawę, ale doradzono jej, aby przyszła następnego dnia, bo „dziś funkcjonariusze mają sporo roboty i będzie musiała czekać kilka godzin”. – Machnęłam na to ręką, wolałam o tym wszystkim zapomnieć. Zresztą i tak guzik by zrobili. Kiedyś ukradziono nam samochód i też nic nie zrobili. Człowiek tylko się nalata po tych komisariatach, naczeka, nagada i nasłucha, że mógł być mądrzejszy – podsumowuje pani Zofia.
Rzeczywiście, szanse na to, aby zgłoszenie jednej oszukanej kobiety, która ostatecznie okraść się nie dała, postawiło na nogi całą policję, są małe. Mimo to zgłoszenie sprawy ma sens. Po pierwsze, gdyby wszyscy oszukani to robili, skala zaczęłaby być mocniej widoczna w policyjnych statystykach, co wymusiłoby reakcję. Może przy współpracy z bankami, których pracownicy zaczęliby baczniej przyglądać się poddenerwowanym emerytom, którzy nagle wypłacają bardzo duże kwoty.
Dąbrowska: – Jest jeszcze druga, ważniejsza kwestia. Takie zgłoszenie przywraca nam poczucie sprawczości. Dlatego lepiej działać i – poza powiadomieniem policji i banku – opowiedzieć o historii bliskim, ostrzec innych. Dołożyć cegiełkę do budowania społecznej świadomości tego problemu, aby ludzie zrozumieli, że to nie zdarza się tylko jakimś tam obcym naiwniakom. Nie, tak naprawdę to może spotkać każdego z nas.
Jak się bronić i o siebie zadbać
PRZED:
- Śledź metody oszustów: Czytaj o nowych wybiegach złodziei i zastanów się, co w danej sytuacji powinno wzbudzić twoją czujność.
- Ustal hasło rodzinne: Umów się z bliskimi, że w sytuacjach kryzysowych zawsze potwierdzacie tożsamość ustalonym słowem i dzwonicie do siebie, gdy ktoś obcy mówi wam o niebezpieczeństwie.
- Weryfikuj obawy bliskich: Nie bagatelizuj ich lęków – każdy ma inny poziom wiedzy o technologiach i zagrożeniach.
- Poznaj procedury banku: Dowiedz się w swoim oddziale, jak bank kontaktuje się z klientem w razie zagrożenia i o jakie dane (np. hasła) nigdy nie prosi przez telefon.
W TRAKCIE:
- Rozłącz się: Powiedz, że musisz to przemyśleć/skonsultować z rodziną.
Ważne: Prawdziwy funkcjonariusz czy urzędnik nie będzie zabraniał przerwania połączenia.
- Zasada „czystej linii”: Po rozłączeniu upewnij się, że rozmowa została skutecznie zakończona (najlepiej odczekaj chwilę lub użyj innego telefonu). Dopiero wtedy wybierz numer do banku lub na telefon alarmowy (112), korzystając z oficjalnych stron, a nie danych podanych przez rozmówcę.
PO:
- Zdejmij z siebie winę: To przestępca jest winny, nie ty. Masz prawo do złości i smutku, nawet jeśli nie doszło do kradzieży – twoje poczucie bezpieczeństwa zostało naruszone.
- Nie milcz: Opowiedz o tym bliskim. Ukrywanie takiej historii potęguje wstyd i poczucie izolacji. W razie potrzeby rozważ spotkanie z psychoterapeutą.
- Stawiaj granice: Jeśli ktoś cię poucza lub krytykuje, powiedz wprost: „Potrzebuję wsparcia, a nie oceniania”.
- Zgłoś sprawę: Złóż zawiadomienie w banku i na policji. Zabierz ze sobą bliską osobę – pomoże ci zachować spokój i przypilnuje, by zgłoszenie zostało rzetelnie przyjęte.