Łódź-Warszawa: kolejowa droga przez mękę

Stowarzyszenie zmęczonych pasażerów
Remont linii kolejowej z Łodzi do Warszawy dobiega wreszcie końca, ale podróż wciąż bywa drogą przez mękę. Na szczęście pasażerowie się zorganizowali i zaczęli walczyć o swoje prawa.
Od grudnia być może będzie lepiej, bo z Warszawy do Łodzi ma jeździć więcej nowych pociągów.
Krzysztof Szymczak/Polska Presse/EAST NEWS

Od grudnia być może będzie lepiej, bo z Warszawy do Łodzi ma jeździć więcej nowych pociągów.

Kolejowa Linia Łódzka przygotowała nowy rozkład jazdy między Łodzią i Warszawą, uwzględniający otwarcie dworca Łódź Fabryczna.
Marian Zubrzycki/Forum

Kolejowa Linia Łódzka przygotowała nowy rozkład jazdy między Łodzią i Warszawą, uwzględniający otwarcie dworca Łódź Fabryczna.

Tomasz Gidelski świętuje w tym roku mały jubileusz. Od 10 lat codziennie dojeżdża pociągiem ze stacji Łódź Widzew, koło której mieszka, do Warszawy Centralnej, skąd ma już blisko do pracy. Również od 10 lat trwa remont linii kolejowej łączącej stolicę z trzecim co do wielkości miastem w Polsce. Jego ukoronowaniem ma być otwarcie 11 grudnia nowego podziemnego dworca Łódź Fabryczna, kosztującego 1,7 mld zł.

Wyjątkowo nieudolnie przeprowadzana modernizacja przyniosła jeden pozytywny skutek. Po raz pierwszy w Polsce pasażerowie codziennie korzystający z pociągów, zamiast tylko narzekać, postanowili się zorganizować, by skuteczniej walczyć o swoje prawa. Kilka miesięcy temu zarejestrowali stowarzyszenie o nazwie Kolejowa Linia Łódzka, a Tomasz Gidelski został jego przedstawicielem. Jak do tego doszło?

Nowy rozkład jazdy

Pierwszy etap remontu feralnej trasy, między Skierniewicami a Łodzią, w latach 2006–08 przebiegł w miarę sprawnie. Naprawa 60 km torów kosztowała 900 mln zł. Pociągi potrzebowały co prawda nawet trzech godzin, żeby pokonać zaledwie 130 km między stolicą a Łodzią, ale pasażerowie mieli jeszcze w sobie sporo cierpliwości. Kuszono ich wizją szybkiej podróży trwającej niewiele ponad godzinę. Gdy ten remont wreszcie skończono, czas przejazdu wprawdzie się skrócił, jednak tylko do dwóch godzin. Wciąż długo, ale przecież zaraz miał się zacząć drugi etap modernizacji między Skierniewicami a Warszawą. Kolejny remont jednak się opóźniał, bo Polskie Linie Kolejowe nie potrafiły wybrać wykonawcy. Gdy w 2010 r. wreszcie podpisały umowę, wartą ponad miliard złotych, zaczęła się prawdziwa katastrofa.

– Najgorszy wcale nie był długi czas jazdy, tylko totalna dezorganizacja. Rozkład stał się fikcją i nigdy nie było wiadomo, ile akurat dzisiaj potrwa podróż. Pasażerów oburzał zwłaszcza brak informacji, gdy składy stawały w polu i nie było wiadomo, kiedy ruszą. To wówczas kilku z nas, jeżdżących codziennie tym samym pociągiem, założyło grupę na Facebooku – wspomina Tomasz Gidelski. Dodaje, że sytuacja stała się jeszcze gorsza, gdy jeden z wykonawców remontu zbankrutował. Prace stanęły na wiele miesięcy, a pociągi na tej bardzo ruchliwej trasie jeździły cały czas tylko jednym torem, bo drugi był rozebrany. Na forach internetowych zaczęły pojawiać się coraz bardziej radykalne głosy. Niektórzy nawoływali do wychodzenia na tory i blokowania ruchu, aby zwrócić uwagę mediów i polityków.

Gidelski i jego znajomi byli przeciwni tak drastycznym formom protestu. Postawili na dialog. Zaczęli pisać do kolejowych spółek z prośbą o lepszą informację, dłuższe składy i przyspieszenie remontów. Na Facebooku dzielili się otrzymywanymi informacjami z innymi, i tak grupa Kolejowej Linii Łódzkiej rosła, aż osiągnęła prawie 10 tys. członków. Wszystkim zależało, żeby wreszcie remont się skończył i wróciła normalność.

Tomasz Gidelski miał nadzieję, że również jego działalność stanie się wtedy zbędna. Oficjalnie remont między Skierniewicami a Warszawą zakończył się w grudniu ubiegłego roku. – Jednak szybko się okazało, że problemy wcale nie zniknęły. Owszem, pociągi zaczęły jeździć szybciej, ale wciąż jest wiele awarii, brakuje sprawnych wagonów, a do tego nie ukończono wcale wszystkich prac. Stwierdziliśmy zatem, że nadal musimy być aktywni i upominać się o swoje – przekonuje Gidelski. Nauczeni wieloletnim doświadczeniem działacze Kolejowej Linii Łódzkiej doszli do wniosku, że powinni wreszcie stać się oficjalnym stowarzyszeniem. Wówczas spółki kolejowe i urzędnicy w ministerstwach zaczną ich poważniej traktować.

I mieli rację. Gdy tylko założyli formalnie swoją organizację i dorobili się pieczątek, odpowiedzi na ich pisma zaczęły przychodzić szybciej. Dziś Kolejowa Linia Łódzka próbuje być przede wszystkim pośrednikiem między pasażerami i kolejarzami. Razem z tymi drugimi przygotowała nawet nowy rozkład jazdy między Łodzią i Warszawą, uwzględniający otwarcie dworca Łódź Fabryczna. To efekt kompromisu między tym, czego chcieliby podróżni, i tym, na co ma pieniądze spółka PKP InterCity.

Trwający dekadę remont tej linii kosztował już prawie 2,5 mld zł. Jednak tak naprawdę nikogo nie zadowala. Pasażerowie spędzili w pociągach wiele godzin z powodu awarii i opóźnień, ale teraz wcale nie jeżdżą tak szybko, jak im to obiecywano. Kolejarze 10 lat temu mówili, że podróż z Łodzi do Warszawy potrwa zaledwie 65 minut. Teraz tłumaczą, że chodziło o jazdę nie z centrum jednego miasta do drugiego, ale z peryferyjnej stacji Łódź Widzew do Warszawy Zachodniej. Poza tym to czas dla pociągu kursującego bez żadnych przystanków, a prawie wszystkie składy zatrzymują się w Koluszkach, Skierniewicach i Żyrardowie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną