Szpitale w sieci reform

Leczenie leżeniem
Łatwiej się w szpitalu położyć, niż w nim wyleczyć. Najważniejsze w publicznej służbie zdrowia są bowiem łóżka. Nie zmieni tego ustawa PiS o sieci szpitali.
Liczba łóżek nie świadczy o jakości leczenia.
Jean-Paul Chasse/Media for Medical/UIG/EAST NEWS

Liczba łóżek nie świadczy o jakości leczenia.

Rząd PiS z Konstantym Radziwiłłem jako ministrem zdrowia odgrzał pomysł prof. Zbigniewa Religi: trzeba stworzyć sieć szpitali.
Marek Podmokły/Agencja Gazeta

Rząd PiS z Konstantym Radziwiłłem jako ministrem zdrowia odgrzał pomysł prof. Zbigniewa Religi: trzeba stworzyć sieć szpitali.

audio

AudioPolityka Joanna Solska - Leczenie leżeniem

Pacjenci powodów do zadowolenia nie mają, kolejki rosną. Premier, przesłuchując ministra zdrowia, też nie tryskała entuzjazmem. Podobnie jak Konstanty Radziwiłł, który ma wszysko zmienić na lepsze, ale... bez dodatkowych pieniędzy. Polskim szpitalom brakuje wszystkiego: pieniędzy, pielęgniarek, coraz bardziej lekarzy. Ale łóżek od lat mamy za dużo, o wiele więcej niż bogatsi od nas. Według Eurostatu 655 na 100 tys. mieszkańców. Brytyjczykom wystarczają 273, Szwedom 254, Norwegom 384, Szwajcarom 458, Hiszpanom 297. Holendrzy, których publiczne lecznictwo ma opinię najlepszego w Unii, zadowalają się 466 łóżkami. Więcej od nas mają tylko Niemcy – 823.

Wbrew pozorom to wcale nie jest dobra wiadomość dla pacjentów. Liczba łóżek nie świadczy przecież o jakości leczenia. Decyduje jakość i liczba kadry lekarskiej, sprawność systemu i przede wszystkim pieniądze przeznaczane na służbę zdrowia. A od stycznia z pieniędzmi na leczenie jest jeszcze gorzej, niż było.

Zanim bowiem w życie wejdą wielkie reformy, które zapowiedziało PiS: ustawa o sieci szpitali (która ma obowiązywać od połowy tego roku, choć projekt jeszcze nie trafił do Sejmu), a potem likwidacja NFZ, finansowanie szpitali odbywa się po staremu. Po prostu tym, którzy mieli kontrakty z NFZ, przedłużono je na kolejne pół roku.

Szukanie oszczędności

Do tej pory 70 proc., a często więcej, sumy uzyskanej z kontraktu szpitale wydawały na płace. Od stycznia ta pozycja znacznie wzrosła. Podniesienie płacy minimalnej do 2 tys. zł oznacza dla szpitala wyższe koszty ochrony, wyżywienia, sprzątania. Szpital w Jaworze na Dolnym Śląsku tylko z tego tytułu potrzebuje w pierwszym półroczu 2017 r. 200 tys. zł więcej. Szpitale mazowieckie nie przeżyją bez 10-proc. podwyżki budżetu. To nie wszystko. Po 400 zł miesięcznie więcej muszą dostać pielęgniarki. Żeby ich nie okpiono po raz kolejny, zagwarantowały sobie (w wyniku protestu w 2015 r.), że pieniądze na podwyżki dla nich będą „znaczone”. One muszą je dostać.

Szpitale na płace wydają więc od stycznia więcej pieniędzy. Ale od NFZ więcej nie dostaną. Czy mogą zmniejszyć wydatki? Teoretycznie. Likwidacja oddziałów, np. położniczych (są takie, na których w ciągu roku rodzi się zaledwie 150 dzieci), oznaczałaby konieczność likwidacji miejsc pracy, stanowisk, a na to załoga się nie zgodzi. Związki też. Tym bardziej że w konsekwencji groziłoby to zmniejszeniem kontraktu. Więc szuka się oszczędności wszędzie.

Oddziałów widm, na których straszą puste łóżka, jest w kraju sporo. Według Ministerstwa Zdrowia średnie wykorzystanie łóżek na oddziałach okulistycznych wynosi zaledwie 43 proc., na chirurgii szczękowo-twarzowej niecałe 47 proc., ratunkowych zaledwie 22 proc. Skoro same szpitale nie są skłonne do ograniczania stanu posiadania, trzeba pomyśleć o likwidacji niektórych z nich.

Dlatego rząd PiS z Konstantym Radziwiłłem jako ministrem zdrowia odgrzał pomysł prof. Zbigniewa Religi: trzeba stworzyć sieć szpitali. Te, które się w sieci nie znajdą, nie dostaną ryczałtu gwarantującego im przetrwanie. Placówki sieciowe, w pomyśle Religi, miały być finansowane lepiej. Pieniądze miały pochodzić z oszczędności na szpitalach, które się w sieci nie znajdą i – w domyśle – zostaną zlikwidowane.

Pod koniec ubiegłego roku spekulowano, że poza siecią znajdzie się około 400 szpitali. Tak wynikało z pierwszego projektu ustawy. Jest już nieaktualny. W projekcie drugim tak bardzo poluzowano kryteria, że do sieci na dobrą sprawę mogą trafić wszystkie szpitale powiatowe. Projekt Ministerstwa Zdrowia miał zostać szybko przyjęty przez rząd i przesłany do parlamentu. Ciągle tam nie trafił, uwagi zgłaszał wicepremier Morawiecki. Zapał polityków partii rządzącej do tworzenia sieci szpitali gwałtownie ostygł. Wystraszyli się niepokojów społecznych w terenie. Przegląd niepotrzebnych łóżek może zostać wygaszony.

A wydawało się, że pójdzie jak z płatka. Postulat, że do sieci trafią przede wszystkim te placówki, które nie są prywatne ani sprywatyzowane, cieszył się sporym poparciem. Wizja przejęcia pieniędzy NFZ, które dostawali prywatni konkurenci, bardzo się podobała. Co do tego, że w publicznej służbie zdrowia nie ma miejsca dla tych, którzy leczą dla zysku, panować miała powszechna zgoda. Dopóki nie przyjrzano się konkretom. Oto typowe przykłady.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną