Państwo sypnęło górnikom. A przecież węgiel się nie opłaca
Tym samym widmo dwugodzinnego strajku ostrzegawczego zostało zatrzymane w kadrze.
PGG, największa firma górnicza w Europie, ma 5 mld zł długów.
Kris Duda/Flickr CC by 2.0

PGG, największa firma górnicza w Europie, ma 5 mld zł długów.

Do prawie 500 zł netto, a więc na rękę, dla górników dołowych i 300 zł dla administracji dostaną pracownicy Polskiej Grupy Górniczej. Tak będzie co miesiąc przez wszystkie pory roku. Tym samym widmo dwugodzinnego strajku ostrzegawczego zostało zatrzymane w kadrze.

PGG wyda w bieżącym roku na ten ruch 280 mln zł (w przyszłym 300 mln zł), natomiast planowany zysk zmieści się w kwocie bliskiej 200 mln zł. To info dla przesadnie dociekliwych ciekawskich. Poinformowano także, że tym samym średnia płaca pracownika PGG wyniesie w 2019 roku 7223,39 zł (brutto).

Każdego roku dokładaliśmy do górnictwa prawie 6 mld zł

PGG, największa firma górnicza w Europie – co z dumą należy podkreślić – ma wprawdzie 5 mld zł długów, nie ma jednak powodów, żeby przejmować się takimi duperelami. Niedawno prof. Jerzy Hausner w rozmowie z portalem wnp.pl wyliczył, że od początku transformacji państwo oddłużyło przedsiębiorstwa górnicze na co najmniej 150 mld zł. Wychodzi na to, że każdego roku dokładaliśmy do górnictwa blisko 6 mld zł. Prof. Hausner powiedział – na co działacze związkowi groźnie mruknęli – że nie widzi ekonomicznego i długofalowego sensu w wydobywaniu węgla na Śląsku. „Jeżeli porównać tę kwotę z nakładami przeznaczonymi na edukację i naukę, to ekonomiczny bezsens staje się oczywisty” – dodał były wicepremier.

Czytaj także: Jeśli górnictwo zyskuje, to nie dzięki rządom PiS

500 zł górnikowi na rękę

Szczodre, choć ciut bezmyślne sypnięcie przez właściciela pieniędzmi w kolokwialny wór bez dna skomentował Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia ’80: „Górnicy pokazali, że potrafią walczyć o swoje. Bez strajków, bez protestów i narażania firm na straty wywalczyli podwyżki, jakich inni mogą tylko pozazdrościć”.

Faktycznie, 500 zł na rękę piechotą nie chodzi. Uważam, że górnikom należą się podwyżki jak psu buda z kością w środku. Tylko ile? I w jakich realiach?

Na początku tego roku cena węgla w Europie oscylowała w okolicach 90 dol. za tonę – obecnie 82 dol. Może pójść w górę, ale raczej należy się spodziewać spadku wobec nadpodaży węgla energetycznego na światowych rynkach. Planowany zysk to tylko planowany zysk – do końca roku na papierze.

Czytaj także: Co władza robi dla górników

Władza sypie przed wyborami

W umowach płacowo-społecznych z górnikami brakuje mi nowej jakości, swoistego zdroworozsądkowego cyrografu: owszem, podwyższamy, jak mamy z czego, ale jak znajdziemy się pod kreską – to solidarnie, bez zgrzytów zębami, równo wszystkim tniemy. Dla firmowego strategicznego dobra, rzecz jasna.

Tymczasem w porozumieniu powiało „nową ekonomią”. Dotyczy ona „czternastki” – dodatkowej pensji, pomyślanej lata temu jako nagroda z zysku. Zysku nie było – „czternastka” jak najbardziej, tak się porobiło. Stała się stałym elementem wynagrodzenia. Trzy lata temu sytuacja była już tak beznadziejna, że część owej pensji odważono się zawiesić. Teraz dla świętego spokoju uzgodniono, że w bieżącym roku wypłacona zostanie „czternastka” w pełnym wymiarze, ale już w przyszłym tak łatwo nie będzie, oj, nie będzie… W 2019 roku wszyscy dostaną 85 proc. nadzwyczajnej pensji (czytaj: bez względu na wynik), a jeżeli wydobycie będzie szło dobrze, a nawet bardzo dobrze – to dodatkowa nagroda (już z prawdziwego zysku) może wynieść 15–30 proc. Faktycznie, tylko pozazdrościć.

Tym samym w górnictwie bez zmian, jak powiedziałby Erich Maria Remarque. I jak tu nie kochać władzy przed wyborami!

Czytaj także: Nierentowne kopalnie w Polsce będą zamykane

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj