Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

CPK, czyli kolej na nową „piątkę Kaczyńskiego”

Mateusz Morawiecki Mateusz Morawiecki Tomasz Hamrat / Agencja Gazeta
Rząd obiecuje widoczne z kosmosu metropolitalne centrum między Łodzią i Warszawą oraz 1600 km nowych tras kolejowych. Sęk w tym, że to raczej niewykonalne, a już na pewno w zapowiadanym terminie.

Jarosław Kaczyński dobrze wie, że jesienna kampania będzie wyjątkowo zażarta, a kwestie transportu odegrają w niej swoją rolę. Najważniejsze partie już zaczęły się prześcigać w obietnicach uzdrowienia łączności między Polską A a tą znaną z innych liter alfabetu. Czy zatem czeka nas bitwa o transport? Jeśli tak, to już dziś można być pewnym, że PiS wyciągnie swoją kartę: 1600 km połączeń okalających Centralny Port Komunikacyjny.

Czy to drwina? Trochę tak. Plan był już znany i ogłaszany podczas zeszłorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy, teraz poznaliśmy pierwsze szczegóły, w świetle których wszystkie drogi prowadzą do Baranowa. A ściśle: właśnie z tej niewielkiej wsi w województwie mazowieckim ma odchodzić dziesięć odnóg (nazywanych w oficjalnych komunikatach „szprychami”), czyniących z CPK największy węzeł komunikacyjny w Polsce i dający gwarancję, że niemal z każdego miejsca w kraju dojedziemy tam w dwie i pół godziny. Mowa bowiem o kolei dużych prędkości, a więc takiej, dla której szybkość 250 km/h jest jedynie wyjściowa.

Dziś w Polsce żaden pociąg się tak nie rozpędza. Pendolino potrafi jechać na trasie z Warszawy do Katowic 200 km/h, i to na odcinku wynoszącym 89 km.

Czytaj także: Wszystkie wątpliwości wokół lotniska centralnego w Baranowie

Koleje i PKS, priorytety PiS

Kilka miesięcy temu rozmawiałem z Jackiem Bartosiakiem, wówczas szefem specspółki powołanej do budowy lotniska; pytałem, czy tak ogromna inwestycja ma sens w kontekście budowy berlińskiego portu Berlin–Brandenburg, który obsłuży 40 mln pasażerów rocznie, w tym z pewnością wielu Polaków. Bartosiak zapewnił, że CPK to nie tylko lotnisko, ale przede wszystkim „komunikacyjna rewolucja”. Wspomniał także o kasowanych przez lata połączeniach PKS, których przywrócenie kilka tygodni potem stało się nowym punktem programu wyborczego PiS.

Dziś prezesem specspółki jest Piotr Malepszak, który wcześniej wchodził w skład zarządu Kolei Dolnośląskich. To człowiek obeznany ze światem wielkich inwestycji. Bartosiak podobno zrezygnował z funkcji z powodów osobistych. Niemniej wymiana geopolityka i stratega na praktyka to wyraźna wskazówka, gdzie tak naprawdę leżą priorytety rządu.

Czytaj także: Mieszkańcy Baranowa chcą referendum ws. CPK. Rząd o nich zapomniał?

Kiedy powstanie CPK? Plany zbyt optymistyczne

Otwarcie CPK ma nastąpić dopiero w 2027 r. Teraz spółka została dokapitalizowana, trwają prace przygotowawcze. Port ma na początku swojej działalności obsługiwać 45 mln pasażerów rocznie, a docelowo nawet 100 mln.

Oczywiście stoi to w jawnym konflikcie z interesami Niemców, którzy Berlin–Brandenburg (wraz z niezwykle ważnym z polskiej perspektywy terminalem obsługującym tanie linie lotnicze) mają oficjalnie otworzyć w przyszłym roku, choć jest to raczej termin niemożliwy do dotrzymania. Zresztą budowa niemieckiego lotniska miała zakończyć się już w... 2012 r., co uczy ostrożności w wyznaczaniu dat realizacji tak gigantycznych projektów infrastrukturalnych.

A co z innymi odcinkami kolejowymi?

Gdy stratedzy i planiści śnią o kolejowym imperium, wciąż nie została zakończona np. trwająca od dziewięciu lat modernizacja odcinka łączącego Katowice i Kraków. Oficjalnie mówi się, że inwestycje powinno się sfinalizować do trzeciego kwartału 2020 r., ale to niejedyna taka sytuacja w Polsce. Inny trudny dla PKP odcinek to trasa z Lublina do Warszawy. Dziś pociągi mają tam kilkugodzinne opóźnienia – głównie dlatego, że włoski podwykonawca okazał się nierzetelny, nie płacił pracownikom, miał przestoje, aż wreszcie zupełnie się wycofał. Teraz budowę chce przejąć polski Budimex, a potrwa jeszcze co najmniej rok.

Problemy z podwykonawcami, podziemne zbiorniki wodne niezaznaczone na żadnych mapach albo rosnące koszty to nie tylko polskie problemy. Zdarzają się wszędzie, ale ich częstotliwość sprawia, że radziłbym zachować ostrożność w wyznaczaniu terminów. Te obecnie zaprezentowane wydają się kompletnie nierealne. Mogą za to okazać się pożyteczne w kontekście zbliżającej się kampanii parlamentarnej. Nie byłoby niczym dziwnym, gdyby zapowiedź „kolejowej rewolucji” wkrótce dołączyła do tzw. piątki Kaczyńskiego – stając się kolejnym wagonem wyborczych obietnic. A że to obietnice bez pokrycia – to już zupełnie inna sprawa.

Czytaj także: Drugim lotniskiem stolicy ma być odległy Radom, a nie Modlin

Reklama

Czytaj także

Rynek

Mieszkania: ani kupić, ani wynająć. Prawdziwy dramat, fałszywe recepty władzy

Załamanie na rynku nieruchomości to społeczny dramat. Idealny temat na kampanię wyborczą. Po klęsce Mieszkania Plus rząd obiecuje tańsze kredyty, zapowiada walkę z patodeweloperami i zagranicznymi funduszami, które wykupują całe bloki. I diagnozy są tu fałszywe, i recepty.

Cezary Kowanda
04.02.2023
Reklama