Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Rynek

Z dużej chmury mały deszcz?

Nowa ustawa o supermarketach – będzie więcej okazji łapówkarskich.
Od wtorku każdy przedsiębiorca, który planuje otworzyć sklep o powierzchni przekraczającej 400 metrów kwadratowych musi uzyskać na to pozwolenie wójta lub burmistrza, do czego jednak potrzebna jest zgoda rady gminy. Czyżby politycy, którzy od ponad 10 lat wzywali do walki z hiper- i supermarketami o to, by chronić interesy tysięcy drobnych sklepikarzy, dopięli wreszcie swego?

Niekoniecznie. Wprawdzie zdarzało się, że samorządy wchodziły z inwestorami na wojenną ścieżkę (np. długoletni konflikty rady miejskiej w Łodzi o w sprawie budowy centrum handlowego Manufaktura), ale per saldo ta współpraca układała się poprawnie. Do tego stopnia, że NIK wielokrotnie zarzucał samorządowym urzędnikom lekceważenie prawa: zatwierdzali projekty budowlane i wydawali pozwolenia na budowę dla dużych obiektów handlowych, pomimo że inwestor nie przedstawił wymaganych uzgodnień i opinii. Zdarzało się nawet, że wielkie hale budowano tam, gdzie było to sprzeczne z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Podobne przypadki budzą uzasadnione podejrzenia o korupcję. Teraz – za sprawą nowej ustawy – okazji do brania i dawania łapówek będzie znacznie więcej!

Może się jednak niebawem okazać, że restrykcyjna ustawa jest po prostu o ładnych parę lat spóźniona – wszak duży supersam jest już na niemal każdym większym osiedlu, a tam gdzie ich jeszcze nie ma, inwestorzy, kupili grunty i rozpoczęli budowlane procedury, co oznacza, że minie co najmniej rok, zanim nowa restrykcyjna ustawa zacznie przynosić jakieś owoce. O ile wcześniej, rzecz jasna, nie zostanie uchylona – pracodawcy zaskarżyli ją bowiem do Trybunału Konstytucyjnego, argumentując, że jest sprzeczna z zasadą swobody działalności gospodarczej.

Nie da się też wykluczyć, że „kłody”, które politycy rzucają wielkim sieciom pod nogi paradoksalnie mogą przynieść skutek odwrotny od zamierzonego i przyczynić się do plajty tysięcy rodzinnych sklepików. Duże zagraniczne i krajowe sieci chcąc utrzymać dynamikę rozwoju, mogą przeznaczyć wielkie pieniądze na budowę sklepów mniejszych formatów (o pow. 399 metrów). Mimo burzliwego rozwoju centrów handlowych – wszak osiedlowy detal wciąż pozostaje dla nich łakomym kąskiem – ponad połowę pieniędzy Polacy wydają w małych i średnich sklepach położonych w ich bezpośrednim sąsiedztwie.
Reklama

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną