Jak nie rozwieść się z dzieckiem

Niech znów wybuchnie powstanie
Co się dzieje, gdy odchodzi ojciec.
Jo Christian Oterhals/Flickr CC by 2.0

Zbigniew Z., pedagog, jest przekonany, że gdy rozstał się z żoną, zaczęła go łączyć z synem prawdziwie głęboka więź. Chodzi z Olkiem do kina, na basen, na co poprzednio nie mógł jakoś wykroić wolnego czasu. Teraz zostali kumplami: 9- i 40-letni mężczyzna. Więc wszystko jest w porządku.

Istota takich odwiedzin – pisze Judith Wallerstein w książce „Druga szansa” – jest jednak wieloznaczna. Ojciec dochodzący traci jasną definicję swej roli, kogoś z autorytetem, odpowiedzialnego. Staje się ojcem zewnętrznym, z oddalonego tła.

Istnieje potoczne przekonanie (podzielają je również sędziowie rodzinni), że jeśli ojciec kocha prawdziwie swoje dzieci, będzie je darzył miłością także po rozwodzie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć skutków rozpadu rodziny. Wieloletnie obserwacje kontaktów ojców zewnętrznych z dziećmi dowodzą jednak, że brak wspólnej codzienności osłabia więź emocjonalną niezależnie od tego, jak często ojcowie widują się z dziećmi.

Tylko ta codzienność pozwala na uchwycenie subtelnych zmian rozwojowych w dziecku. Jeśli w zmianach tych uczestniczą i ojciec, i matka, dziecko trwale i blisko związane najpierw z jednym, a potem z drugim rodzicem przejmuje od nich wzory i kompetencje, z których buduje swoje dorastanie. Ojciec zewnętrzny nie jest w stanie w pełni sprostać temu zadaniu. Spotkania stają się dla obojga jak wycieczki uczniów na lekcję biologii do parku, żeby rozpoznawać liście: czymś obowiązkowym, do zaliczenia. I jeśli nawet ojciec w domu ma mało czasu dla swych dzieci, to jednak nawet ów niedobór ma miejsce na żyznej glebie życia codziennego. „Trudno przenieść rodzinne relacje – pisze Judith Wallerstein – na ubogi grunt, oparty tylko na odwiedzinach”.

Rutynę takich spotkań wyczuwają dzieci w każdym wieku.

Dla syna Zbigniewa byłyby one prawdziwą radością, gdyby szli na baseny i do kin ze wspólnego domu, a nie z dwóch. Jego ojciec nie chce przychodzić do mieszkania byłej żony, bo odżywają w nim, jak twierdzi, niemiłe wspomnienia rozwodowe i ma wtedy jedno pragnienie – uciekać.

Olek ukrywa przed tatą, jak bardzo jest dotknięty odejściem ojca do innej kobiety, matki trzyletniej dziewczynki z innego związku. Mniej, widać, dla ojca znaczył niż tamta obca mała. Jest wesołym i rozbrykanym chłopcem, ale jeśli się go ma od niemowlaka, wie się, jak bardzo czuje się zdegradowany. Tata zawsze powtarzał, że syn jest dla niego najważniejszy – on i mama. Nie mówił prawdy. Albo prawdy dorosłych ulegają, jak widać, przedawnieniu. Lecz za nic nie wypomni tego ojcu, bo a nuż zerwie z nim kontakty, jak zerwał z matką na rzecz nowej kobiety.

Matka Olka tłumaczy synowi, że tak się zdarza. Nie chce uczyć go nienawiści. Olek nic z tego nie rozumie. Co to znaczy – zdarza się? Porzucenie osób, które jeszcze niedawno się kochało, może się po prostu któregoś dnia zdarzyć? Boli go nieobecność ojca, który zapewnia, że nadal Olka kocha. Ale woli być z kimś, kogo darzy jeszcze większą miłością, a Olek na tę większą najwidoczniej nie zasłużył.

 KUPIĘ MU ROWEREK

Ojcowie nie zdają sobie najczęściej sprawy z ogromu bólu, które odczuwa opuszczone dziecko. „Byłam głęboko poruszona – pisze Judith Wallerstein – tym, jak bardzo dzieci z badanych przez nas rodzin cierpiały z powodu utraty ojca. I jak ogromny wpływ, również po ich odejściu z domu, mają na nie ojcowie przez to, co robią lub czego nie robią w rzeczywistości i w fantazjach, które dzieci konstruują na ich temat”.

Wielu ojców, jak tata Olka, przekonanych, że wszystko jest w porządku, bo zachowują się bez zarzutu, łożą na utrzymanie dziecka i regularnie gdzieś tam z nim chodzą, nie może uwierzyć, że syn czy córka odczuwa dominujące poczucie odtrącenia, zdrady, odepchnięcia. Z badań cytowanej autorki troje na czworo dzieci tak właśnie przeżywało brak ojca. Wielu ludzi porzucając psa myśli: to tylko pies. Dostanie w schronisku miskę i będzie mu dobrze. Ojcowie podobnie: to tylko dziecko. Kupię mu rowerek i będzie po bólu.

One cierpią na psychiczny głód ojca. Nigdy nie jest zaspokojony, nigdy nie jest po bólu. Rowerek tu niczego trwale nie zmienia. Przeciwnie, mają mniej czy bardziej wyraźne poczucie, że ojciec chce nakarmić je rowerkiem, zabawkami, basenem, duperelami, gdy one nadal pragną go w domu – bez warunków i na wyłączność.

Mało jeszcze refleksyjne przedszkolaki – także. Kiedyś nie zdawano sobie sprawy, że niemowlęta w ochronkach i szpitalach opuszczone przez rodziców zaczynają chorować, wymiotować, przestają rosnąć, a nawet umierają bez powodu, bo niczego jeszcze nie rozumiejąc, czują opuszczenie biologicznie – jak głód, brak snu i pragnienie. Że uszkadza je rozpacz, o której nie wiedzą.

Przedszkolaki cierpią najbardziej. Są jak dzieci z domów dziecka, które otrzymując rodzinę umierają ze strachu za każdym razem, kiedy nowy rodzic wychodzi z domu. Bo może już nie wrócić, jak ciocia – wychowawczyni w sierocińcu, która nagle znikała. Szła na emeryturę, do innej placówki, do szpitala. Bidulowe dzieci wiedzą to od początku. Przedszkolak porozwodowy dopiero się uczy, że tata może zniknąć. Więc może mama także jest w stanie przepaść i tylko przychodzić do dziecka na dyżury. Albo wcale. Jak tata. Jak „ciocia” w bidulu.

Wallerstein odkryła ciekawą zależność: choć z powodu odejścia ojca najbardziej cierpią dzieci w wieku przedszkolnym, to już jako dorastające i dorosłe lepiej sobie radzą w życiu niż opuszczone dzieci starsze. Dla tych drugich trauma wciąż jest żywa i świadomie lub nie wpływa na życiowe wybory.

Dziewczęta, które odejście ojca znoszą lepiej niż chłopcy, kształtując sobie wyobrażenie taty jako pięknego i dobrego królewicza, jako dorosłe wymieniają ten obraz na inny. Teraz dopiero zrozumiały, że ojciec wcale nie jest lepszy niż wszyscy faceci razem wzięci – to egoista i bezduszny zdrajca. Lepiej więc mieć się przed takimi na baczności.

W dzieciństwie również ich bracia starali się ojca jakoś usprawiedliwić, nawet wówczas, gdy matka wieszała na nim psy i gdy on rzeczywiście i ostatecznie je porzucił. W tym także podobne są do dzieci z sierocińców, dla których pijak i damski bokser pozostaną kochanymi tatusiami, bo przecież w godzinach trzeźwości byli dobrzy, troskliwi, i to te godziny pielęgnuje się w obolałej pamięci.

Dzieci tworzą sobie obraz ojca, który je kocha, chroni i nigdy by z premedytacją ich nie opuścił, gdyby na to nie zasługiwały. W ten sposób, twierdzi Wallerstein, dają wyraz swej wiecznej miłości do mężczyzny, który się im sprzeniewierzył. Bez poczucia jakiejkolwiek sprzeczności zdolne są do noszenia podwójnego obrazu – tego, który odszedł, nie dając znaku życia albo pokazując się sporadycznie, jak z łaski, i tego, który wciąż kocha swoje dziecko i jest przez nie wciąż kochany.

 A MY?

Wielu mężczyzn poświęca się „dla dobra dziecka”. Odejdzie do swej drugiej kobiety, gdy dzieci podrosną. Albo będzie znosić mękę fatalnego małżeństwa do czasu, aż staną się większe. Tak jakby rośnięcie miało wyprać je z uczuć.

Dla 9-letniego Olka jego ojciec, dyrektor liceum, mądry, przystojny, był przedmiotem podziwu i fascynacji. Mój tata to, mój stary tamto, mówił z dumą. Porzucenie rodziny dla kobiety, która miała dziecko z innym mężczyzną, było dla chłopca szokiem i zawaleniem się świata, bo ojciec ukrywał swój romans i nic nie zapowiadało katastrofy. Ojciec zakochał się w innej pani – oświadczyła mama. – Jak to się zakochał? A my?

Dzieci w wieku okołogimnazjalnym i starsze potrzebują mocnych struktur rodzinnych, w których role są, na bazie odpowiedzialności, jasno rozpisane. Potrzebują także przekonania, że świat, choć groźny, jest przewidywalny, drogowskazy nie zmieniają się zależnie od pogody, co dobre – jest dobre, co złe, to złe. I że dom jest miejscem niezawodnym, gdzie zawsze można się schować, nabrać siły i pewności siebie.

Odejście ojca, zwłaszcza gdy wybiera on sobie nową kobietę i zakłada drugą rodzinę, rujnuje ten porządek. Nastolatki, owszem, widzą inne rozpadające się rodziny, teraz tego pełno, lecz to nie zmniejsza ich bólu, bo wciąż pozostaje żywe pytanie: dlaczego ja?

Niewielu dorosłych rozumie, jak wiele trzeba pokonać przeszkód przed wejściem w dorosłość. Młody człowiek stopniowo separuje się od rodziny, ale to nie jest ostateczne zerwanie. Wchodzi w dorosłość, nawiązuje zupełnie inne relacje z rówieśnikami, mając w zapleczu stabilną i pełną rodzinę, jej pęknięcie jest zagrożeniem dla tego procesu.

 ROZWÓD Z DZIECKIEM

Jeśli związek dwojga ludzi staje się piekłem, powinien skończyć się rozejściem lub rozwodem (choć wiele kończy się z błahych, aż śmiesznych, powodów). W świetle badań Wallerstein najlepiej, jeśli staje się to, gdy dzieci nie weszły jeszcze w wiek przedszkolny i słabiej odpokutują za błąd rodziców. Czekanie aż podrosną tylko tę pokutę zwielokrotni.

Ale wielu ojców rozwodząc się bierze także rozwód ze swymi dziećmi – nie było, nie jest, nie pisze się w rejestr – jak brzmi porzekadło. Frank Rustenberg, Philip Morgan i Paul Allison podają, że według ich badań 40 proc. zewnętrznych ojców w Ameryce nie ma w ogóle kontaktu ze swymi dziećmi. Wolą tacy siedzieć w kryminale i sądzić się, niż podzielić bodaj tylko forsą z własnym dzieckiem.

Dojrzały mężczyzna – zauważają psychologowie – swego dzieciaka broni do ostatniej kropli krwi i ostatniego grosza przy duszy. Nawet jeśli nie jest już z nim fizycznie na co dzień i słabo wypełnia to, do czego został przez powołanie dziecka do życia zobowiązany. Według najlepszych sił i chęci, jak tylko może i umie, powinien pomagać mu kształtować charakter, budować system wartości, komunikować się z innymi ludźmi.

Rozwodzą się z dziećmi zwłaszcza młodzi ojcowie. Wallerstein podaje, że według jej badań, spośród młodych ojców zewnętrznych 70 proc. płaciło alimenty nieregularnie albo wcale i z upływem czasu coraz rzadziej kontaktowało się z dziećmi.

Amerykański psycholog Daniel Levinson jest zdania, że do 28 roku życia mężczyźni są zajęci szukaniem swojej roli zawodowej, swego miejsca w świecie, co dla mężczyzny jest głównym źródłem tożsamości i pozytywnej samooceny. Jeśli poszukiwania te skończą się sukcesem, powstaje u mężczyzny spójny, mocny obraz siebie, także jako męża i ojca.

Niepowodzenie tego pierwszego elementu (kobiety tak nie reagują) uszkadza drugi. Nic nie jest wówczas stabilne, wszystko rdzewieje z byle powodu.

 Z CIEBIE PRAWIE PANNA

Ale uwaga: to właśnie młodym mężczyznom ich dzieci są bardziej potrzebne niż tym, którzy opuszczają je w starszym wieku. Nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Odwracając się od dzieci, tracą oni ojcowską dumę i radość, poczucie kompetencji i przedłużenia siebie w dziecku, swoistej nieśmiertelności. Bez rodzinnej struktury, na odległość, twierdzi autorka cytowanych już badań, niewielu potrafi te profity rozwinąć i karmić się nimi.

Z upływem czasu coraz mniej rozumieją swoje dzieci. I siebie. To ci biedni zewnętrzni ojcowie, którzy boją się wziąć na kolana i przytulić swoje córki, bo nie mają pojęcia, kiedy to wolno, a kiedy już nie. Gdzie, od kiedy i jaka jest granica wzajemnych czułości? Także z synem: od kiedy czułe tatusiowanie, a od kiedy ma być kumpel, a wreszcie drugi mężczyzna? Z oddali tego się nie czuje. Jak ty wyrosłeś – mówią. Już z ciebie prawie panna – mówią. I odskakują. Albo tulą się jak do przedszkolaków i wtedy to one odskakują. Jak kulą w płot strzela zewnętrzne ojcostwo.

Osobną kategorię ojców stanowią fałszywi wojownicy, wydzieracze dzieci z nienawiści do byłej żony. Która też wydziera. Szkaluje i szpieguje. „Jeśli zauważysz w łazience taty damskie kapcie, od razu mi o tym powiedz. Skoro już głupi sąd każe ci chodzić do tego drania, trudno, idź, ale pamiętaj, że to łotr i zdrajca”. „Twoja matka to psychiczna, no cóż, nie wybiera się matki”.

„Tak, mamo, to drań, ale za to ty jesteś najlepszą mamą na świecie”. „Zgoda, tato, obaj wiemy, jaka ona jest, ty za to jesteś...”.

Dzieci często tak robią. Starają się wesprzeć i ojca, i matkę, których kochają. Podnieść ich samoocenę, niech już widzą to, co chcą zobaczyć. Zwłaszcza jeśli rodzicom nie bardzo się układa po rozwodzie. Dzieci nie czują nienawiści, którą im oni wpajają. Raczej współczucie i żal.

Czasem godzą się na rolę szpiega. W sztamie z mamą, która każe tatę szpiegować, odnajdują poczucie większego bezpieczeństwa. Lub z tatą przeciw mamie. My – brzmi bezpieczniej niż: ja i mama, niż: ja i tata.

Uczą się przy okazji metod manipulacji, fałszywych gier i kłamstwa – fatalny posag dają im rodzice. Matka odcinająca dziecko od ojca daje dziecku posąg tragiczny.

Jeśli chodzi o Zbyszka i Olka, to baseny i kina ostatecznie im się znudziły, potrzebowali odmiany, nastąpiła więc w ich życiu era muzeów. Ostatnio byli w Muzeum Powstania Warszawskiego. „Chciałbym, żeby znów wybuchło powstanie – powiedział Olek. – Żona taty i jej dziecko zginęliby pod gruzami, tata by do nas wrócił i znów pojechalibyśmy razem na wakacje nad morze”.

Barbara Pietkiewicz

• Pamiętaj, że po rozwodzie przestajesz być mężem, ale nie przestajesz być ojcem. Wciąż masz prawa i obowiązki wobec dziecka. To od ciebie zależy, czy pozostaniesz ojcem dla dziecka, czy nie. Masz nadal wpływ na waszą relację, która może być dobra, wspierająca i bliska.

• Zacznij uczyć się kontaktowania w nowej sytuacji i budowania układu z dzieckiem od nowa. Rozwód to przede wszystkim trudne doświadczenie dla dziecka. Nie zniechęcaj się wrogością dziecka. Ono potrzebuje czasu, aby oswoić się i zaakceptować nową sytuację. Bądź cierpliwy, bo potrzeba dużo czasu, wysiłku i uwagi. Oprócz regularnych spotkań zadbaj o kontakt telefoniczny, chodź na wywiadówki, uczestnicz w ważnych momentach (egzamin, przedstawienie szkolne).

• Dowiedz się, czego ono chce, bo żadne plany nam się nie udadzą bez znajomości własnych dzieci. Dopiero kiedy się je zna, można im proponować rzeczy ciekawe. Ciekawe dla nich, choć niekoniecznie dla nas. Nie kupuj miłości dziecka prezentami. Staraj się poznać jego prawdziwe zainteresowania. Zadbaj o to, aby wasz wspólny czas nie był tylko gonitwą od atrakcji do atrakcji. Pytaj o jego uczucia, czego potrzebuje, co je martwi i cieszy.

• Pamiętaj o przewadze robienia nad mówieniem. Poprzez samą rozmowę nie można nawiązać kontaktu z dzieckiem. Z nim trzeba robić coś atrakcyjnego i prawdziwego: wspólnie naprawiać meble, budować płot, piec ciasto, szyć strój karnawałowy. Wtedy jest szansa, że nawiąże się rozmowa, a razem z nią kolejne nitki wzajemnej więzi. A przede wszystkim – co w kontaktach z dziećmi, zwłaszcza po rozwodzie, jest ogromnie ważne – pojawi się też radość i dobry humor, żarty i śmiech.

• Nigdy nie mów źle przy dziecku o jego matce! Nawet jeśli masz ku temu powody. Pokaż, że mimo rozstania nadal się wzajemnie szanujecie. To bardzo ważne, by dziecko nie czuło się pod presją wyboru między wami. Jeśli to możliwe, spędźcie trochę czasu wszyscy razem, na przykład przy wspólnym obiedzie.

Agnieszka Paczkowska

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj