O Polakach, którzy siedzą w więzieniach za granicą

UPADEK.Trzymaj się, mamo
Około 1200 polskich matek dostaje zagraniczne listy z więzień w dalekich krajach, gdzie synowie i córki odsiadują narkotykowe wyroki.
Michał Pauli, absolwent ASP, spędził 6 lat w tajskim więzieniu, gdzie potajemnie rysował.
Krzysztof Lipiński/Materiały prywatne

Michał Pauli, absolwent ASP, spędził 6 lat w tajskim więzieniu, gdzie potajemnie rysował.

Bhumibol ułaskawia dwie osoby w roku. To sen ok. 190 tys. narkotykowych więźniów w Tajlandii.
Michał Pauli/Materiały prywatne

Bhumibol ułaskawia dwie osoby w roku. To sen ok. 190 tys. narkotykowych więźniów w Tajlandii.

W celi starzy więźniowie namawiali, żeby się przyznał, dzięki czemu dostanie tylko dożywocie.
Michał Pauli/Materiały prywatne

W celi starzy więźniowie namawiali, żeby się przyznał, dzięki czemu dostanie tylko dożywocie.

Joanna kocha Karolka ponad życie. Wysyła mu do Peru paczki i pieniądze, za które Karolek wypożycza od strażników nielegalny telefon. Więźniowie mówią do telefonu szeptem. Karolek jeszcze nie ma wyroku, grozi mu 7 lat.

W liście do Michała Pauliego Joanna pyta: jak Szanowny Pan się czuje na wolności, czy ma koszmary więzienne? Chce się przygotować na powrót syna, wiedzieć, czego będzie potrzebował. Synowie i córki siedzą w Peru – 30 Polaków, w Ekwadorze – 8, w Brazylii – 28, w Wenezueli – 14, w Turcji – 12. Najczęściej zrobili drugie dno w walizkach, upchali towar w stelaże plecaków albo okleili nim ciało. Albo przyjęli niezobowiązujące prezenty od dalekich znajomych, na przykład zamkniętą hermetycznie kawę, proszek do prania.

Michał Pauli dla matek jest Szanownym Panem, bo spędził 6 lat w jednym z najcięższych więzień na świecie, tajskim Bang Kwang. Matki piszą w listach, że nie mogą się oderwać od jego wydanej niedawno książki „12 razy śmierć”. Karę śmierci dostał za każdą z wysłanych do Tajlandii 12 płyt kompaktowych, których opakowania faszerował tabletkami ecstasy. Listy do Pauliego matki kończą zwykle tak: znam swoje dziecko i wiem, jak było naprawdę.

Cud

Nie można się oderwać od książki Pauliego, kiedy pisze o smrodzie gnijących ciał w więziennym szpitalu, brzęku czterokilogramowych łańcuchów z kajdanami, które spawają bezpośrednio na kostce, a gdy chodzisz, łagodzisz ciężar, trzymając łańcuchy w ręku. O larwach, które lęgną się w mięśniach łydek i rosną.

Tacy jak Pauli – absolwenci ASP – są bardziej podatni na narkotykowe ryzyko. Po pierwsze, gustują w wycieczkach do kolorowych krajów, po drugie, nikt nie chce odkryć ich talentów.

Po studiach w Łodzi Michał otworzył własną pracownię i poszedł w autorską ceramikę. Z powodu braku sukcesów przebranżowił się na import żab z tajskiego drewna (przesuwa się kijkiem po grzbiecie żaby, co brzmi jak rechot). Żaby nie szły, ale Pauli zawarł w Bangkoku liczne znajomości. Między innymi z Pim, która pewnego razu poprosiła telefonicznie o przysłanie ecstasy. Ceny oferowała śmiesznie niskie – 75 zł od tabletki, 600 zł za przesyłkę, 12 przesyłek. Ale starczyło, żeby w styczniu 2004 r. znów pojechać do Tajlandii odreagować rozwód w otoczeniu ślicznych, łatwych Tajek, hałasu Bangkoku, upalnych nocy, taniego żarcia. Na miejscu okazało się, że Pim jest tajską agentką pracującą dla DEA (amerykańska agencja antynarkotykowa). Tutejsza prasa fotografowała Michała jako kolejny sukces policji. Miał 32 lata.

Konsul poinformował telefonicznie jego matkę o specyfice miejsca: jest przeludnienie, potrzebne są pieniądze na zakup koca i kawałka podłogi do spania, jest brud, musi mieć swoją łyżkę, miskę oraz jedzenie lepszej kategorii. Powinna wiedzieć, że w tutejszych więzieniach odbierają synowi wolność nawet do wypróżniania się. Z dziury w celi można skorzystać za zgodą funkcyjnego. Jeśli poziom smrodu przekroczy normy jego nosa, syn musi czekać do spaceru. Za komfort wypróżniania też trzeba płacić.Matka sprzedała mieszkanie i wszystko, co miała, żeby Michał miał względne wygody i obrońcę. Konsul zarekomendował miejscowego adwokata, pana Sumsaka.

Za radą pana Sumsaka Michał nie przyznał się do winy. Wyrok – 12 razy kara śmierci. Nie zrozumiał. Jak chcą go zabić 12 razy? To jest jak z Monty Pythona. Będą czekać na 12 reinkarnacji?

Drugą rozprawę wyznaczyli na rok później. W celi starzy więźniowie namawiali, żeby się przyznał, dzięki czemu dostanie tylko dożywocie. I niech nie wierzy w pomoc konsulów, bo oni znają realia kraju z przyjęć okolicznościowych.

Raz na trzy miesiące konsul przynosił Michałowi POLITYKĘ. Zawsze przeterminowaną o pół roku. Czytał, że w kraju hula jakiś Giertych, wchodzimy do Unii Europejskiej, umarł papież, jest szał na Naszą Klasę. Po lekturze oddawał makulaturę Pakistańczykom. (Zawijają w gazety pieczone naleśniki nadziewane fasolą. Na handel. Taki McDonald więzienny. Niesprzedane porcje zawieszają na sznurkach, żeby robactwo nie zjadało nocą).

Do drugiej rozprawy przygotowali go więźniowie. Miał podnieść prawą rękę, wymawiając: „Lap salap pha”, co znaczy: przyznaję się do winy. Jak powiedzieli, sąd zmienia wtedy karę na dożywocie.

Mijały lata. Siedział z kumplami w celi, wypluwali resztki twardego ryżu, który został po obiedzie między zębami, i toczyli luźne rozmowy o jedynej szansie, jaką jest ułaskawienie przez króla Bhumibola, zwanego Siłą Ziemi i Nieporównywalną Mocą, panującego od 65 lat.

Bhumibol ułaskawia dwie osoby w roku. To sen ok. 190 tys. narkotykowych więźniów w Tajlandii. Ale trzeba mieć spektakularne poparcie od szefa swojego rodzimego państwa, żeby list do króla przesuwał się po szczeblach urzędów i dotarł do pałacu, zanim papier zjedzą karaluchy. Więźniowie radzili pisać do żon szefów Polski. Niech Michał swoim losem wzruszy kobiety, a one to w sypialni załatwią. Więc Pauli napisał do prezydentowej Marii Kaczyńskiej gorącą prośbę, żeby wstawiła się u męża za nim – skruszonym dilerem. A także do Jolanty Kwaśniewskiej, Danuty Wałęsowej. Dobre kobiety. Namówiły mężów. Tak powstała jedyna w historii petycja, którą spontanicznie podpisali trzej prezydenci. W liście do króla najszczerzej go pozdrawiają, przesyłają uprzejmości i proszą o łaskę dla Polaka.

Z wdzięczności dla Bhumibola Pauli uklęknął przed jego pozłacanym wizerunkiem w więziennej kaplicy. Był 2009 r. Stracił dzieciństwo córki, która wyrosła na pannę, komunalne mieszkanie w Łodzi, a potem występując w śniadaniowym TVN ośmieszył się, bo nie wiedział, kim jest Magda Mołek. Dużo się zmieniło w Polsce.

Pech

„A nawet gdyby było inaczej, kocham córkę” – pisze w liście matka Sabiny. Wychowała samotnie dwoje dzieci z pensji rehabilitantki. Sabina, 21 lat, studentka filologii angielskiej w Zabrzu trzy lata temu na wakacjach w Turcji poznała Nigeryjczyka o imieniu Murchy. Przenieśli znajomość na Facebooka. Kilka razy jeszcze spotkała się z Murchym w tureckim realu. Murchy sponsorował wyjazdy Sabinki, matka nie wie, z czego żył. Sabinka była nawet w Nigerii, przedstawił ją rodzinie. Chciał spotkać się na polskim gruncie, ale ona, matka, musiałaby podpisać dokumenty, że w razie czego poniesie za Murchy’ego odpowiedzialność finansową. Nie wyraziła zgody.

W kwietniu 2010 r. Sabinka pojechała do Turcji i spędziła z Murchym 10 miłych dni na żywo. A ponieważ powrót do Polski opóźniał się z powodu wulkanicznych pyłów nad Europą, więc – żeby nie koczowała na lotnisku – jego tureccy znajomi zaoferowali mieszkanie. Po trzech dniach telefon z lotniska, że za godzinę ma lot. Upchała w biegu ciuchy do torby, ale suwak zepsuty, a rączka urwana. Znajomi Murchy’ego zaproponowali swoją walizkę.

Na lotnisku w Stambule została zatrzymana. W ściankach walizki znaleziono środki odurzające, zaszyte niemal fabrycznie. Więc od 23 kwietnia 2010 r. pisze do matki listy z więzienia w Bakirkoy Kadin Kapali. „Co u ciebie słychać, mamusiu? Niedługo twoje urodziny, namalowałam kwiatuszki. Kochana mamusiu, musisz być silna”.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną