Całkiem fałszywy profesor

Profesor doktor kserowany
Brylował na czterech wyższych uczelniach, zdobywając uznanie władz oraz sympatię studentów. Aż zaczęto sprawdzać, kim jest.
Nowe przepisy dadzą władzom uczelni prawo samodzielnego mianowania na profesora uczelnianego osób z doktoratem.
Wojtek Jakubowski/KFP/Reporter

Nowe przepisy dadzą władzom uczelni prawo samodzielnego mianowania na profesora uczelnianego osób z doktoratem.

Wszędzie, gdzie ten biegle i bez akcentu mówiący po polsku cudzoziemiec się pokazał, szybko zyskiwał uznanie i sympatię.
Łukasz Rayski/Polityka

Wszędzie, gdzie ten biegle i bez akcentu mówiący po polsku cudzoziemiec się pokazał, szybko zyskiwał uznanie i sympatię.

Dr n. med. Marek Wroński jest publicystą miesięcznika „Forum Akademickie”.
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Dr n. med. Marek Wroński jest publicystą miesięcznika „Forum Akademickie”.

Sukces ma wielu ojców, a porażka jest zawsze sierotą – stąd trudno ustalić, kto sprowadził w progi Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach niemiecko-izraelskiego naukowca dr. Noaha Rosenkranza. Ten 44-letni prawnik przedstawił kserokopie dyplomów, według których jest po doktoracie z prawa międzynarodowego, obronionym w 1996 r. na Freie Universität Berlin („Prawo państwa członkowskiego w systemie prawa europejskiego po przystąpieniu do Wspólnoty Europejskiej”). Miał też dyplom obronionej w języku niemieckim w 2006 r. w Izraelu habilitacji („Orzeczenia prejudykatowe Trybunału Europejskiego”).

Zagraniczny badacz wzbudził zainteresowanie na uczelni. Z jarmułką na głowie, wysoki, dobrze zbudowany, w świetnie skrojonym garniturze. W zachowaniu był nieśmiały, jednak w rozmowie szybko budził zaufanie i sympatię.

W Siedlcach Rosenkranz pojawił się na początku października 2010 r. Decyzja o jego zatrudnieniu zapadła w kierownictwie uczelni i – jak mi mówiono – polecenie przyszło od samego rektora prof. Antoniego Jówki. Dr Roman Stec, dyrektor Instytutu Administracji, Samorządu i Prawa, przyjął więc nowego profesora prawie z dnia na dzień, znalazł również godziny wykładowe i ćwiczeniowe dla niego, co przy rozpoczętym roku akademickim było dość kłopotliwe. Nowy pracownik nie walczył o pieniądze i zadowolił się uposażeniem, jakie mu zaoferowano (co zdumiało kilka osób). W prywatnych późniejszych rozmowach mimochodem wspominał, że wykłada dla przyjemności, jego żona, stale mieszkająca w Los Angeles, jest bowiem osobą zamożną, więc on nie musi się troszczyć o stałą pracę i pieniądze. Opowiadał także, że szuka odpowiedniego miejsca na założenie izraelsko-niemiecko-polskiej fundacji pojednania, która finansowana byłaby przez kalifornijską diasporę żydowską.

Etaty się sypią

Zainteresowany zagranicznym wykładowcą był także dziekan Wydziału Zarządzania prof. nzw. dr hab. Jarosław Kardas. Zaakceptował powołanie Rosenkranza na stanowisko profesora uczelnianego, mimo że nie pozwalały na to przepisy. Dyplomy: doktorski z Niemiec i habilitacyjny z Izraela, nie były nostryfikowane, a z tymi krajami nie mamy umów o uznawalności dyplomów. Nowy profesor nie dysponował także zaświadczeniem z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o uznawalności wykształcenia, czyli żadna uczelnia nie miała prawa go zatrudnić jako samodzielnego pracownika nauki, w dodatku na pierwszym etacie, co jest niezbędne, aby wliczyć wykładowcę do tzw. minimum kadrowego.

Profesor Rosenkranz nie był jednak nowicjuszem w polskim systemie szkolnictwa wyższego. Trzy uczelnie już zatrudniały go na pierwszym etacie. Od pół roku pracował w prywatnej Wyższej Szkole Businessu, Administracji i Technik Komputerowych w Warszawie, gdzie zatrudnił go rektor Tadeusz Koźluk. Jako kierownik Katedry Prawa Konstytucjonalnego świetnie funkcjonował w tamtejszym Instytucie Prawa (dyrektor: doc. dr Jarosław Sozański), pełniąc też funkcję zastępcy dyrektora. Z uczelnią nawiązał kontakt przez Internet, podając, że jako doktor habilitowany prawa z Izraela ma zaplanowany dłuższy urlop naukowy i chciałby go spędzić wykładając. Kiedy 31 stycznia spotkał się w Warszawie z władzami uczelni, zgadzając się na pensję profesorską w wysokości ok. 2 tys. zł miesięcznie, pisemnie zobowiązał się też w ciągu miesiąca załatwić formalnie w Ministerstwie Nauki sprawę równoważności jego dyplomów.

W życiorysie podał, że urodził się w Niemczech, gdzie otrzymał maturę, ale dyplom magistra prawa miał z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w latach 1989–92 równocześnie studiował dziennikarstwo. Później wrócił do Niemiec i tam się doktoryzował. Ostatnie 10 lat spędził w Izraelu, pracując w kancelarii adwokackiej Meyer&Frenkel. Następnie miał być stypendystą (Polonsky Fellowship) Instytutu Van Leer w Jerozolimie, jak również od 2006 r. jego profesorem. To ostatnie potwierdzała zarówno opinia, jak i zaświadczenie od dyrektora Instytutu, potwierdzające naukowy urlop Rosenkranza od marca 2010 r. i gotowość ponownego zatrudnienia tego „wyróżniającego się” naukowca.

Również Wydział Prawa i Administracji Uczelni im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie, którego dziekanem jest znany kryminolog prof. dr hab. Zbigniew Lasocik, zatrudniał Rosenkranza – w Katedrze Prawa Cywilnego. W semestrze jesiennym 2010/2011 wykładał on tam samodzielnie dla studentów zaocznych prawo zobowiązań oraz zawieranie i wykonywanie umów handlowych. Od początku marca 2010 r. był też opiekunem Studenckiego Koła Naukowego Pamphilum, zajmującego się prawem prywatnym i porównawczym.

Poprzedni rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Nauk Społecznych w Otwocku dr inż. Adam Sowiński zatrudnił Noaha Rosenkranza jako wykładowcę prawa. I choć profesor Rosenkranz był na kolokwiach i egzaminach wymagający, to studenci byli zadowoleni, ponieważ prowadził ciekawe i dobrze przygotowane wykłady, z których można się było wiele nauczyć. Nowy rektor dr Andrzej Pietrych nawet powierzył mu wykład inauguracyjny pod hasłem „Otwock w naszych sercach”.

Google milczy

Wszędzie, gdzie ten biegle i bez akcentu mówiący po polsku cudzoziemiec się pokazał, szybko zyskiwał uznanie i sympatię. Studenci lubili go za spójność i ciekawe wykłady z głowy. Nowo poznani rozmówcy ulegali jego elokwencji, połączonej ze skromną postawą i wspaniałą umiejętnością podzielania w konwersacji poglądów rozmówcy. A jednak Dział Kadr siedleckiego Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego, gdzie profesor Rosenkranz został zatrudniony na polecenie rektora, postanowił – zgodnie z przepisami – zweryfikować dyplomy zagranicznego profesora, zwłaszcza że zatrudniono go na pierwszym etacie i zaliczono do minimum kadrowego.

Jedyna jednostka, która w Polsce centralnie zajmuje się weryfikacją przedstawianych dyplomów doktorskich i habilitacyjnych, to Wydział Uznawalności Wykształcenia w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tak więc, kiedy do ministerstwa trafiły kserokopie dyplomów Noaha Rosenkranza, urzędnicy wydziału skontaktowali się z odpowiednimi instytucjami w Niemczech i Izraelu, które stwierdziły, że osoba o tym nazwisku nie figuruje w żadnym ich rejestrze. W drugiej połowie marca br. zawiadomiono o tym rektora Antoniego Jówkę. Profesor Rosenkranz, poproszony pod koniec marca o wyjaśnienia, szczerze się oburzył i oświadczył, że natychmiast poleci do Izraela, by przywieźć oryginalne dokumenty potwierdzające jego wysokie kwalifikacje naukowe. Jak dotąd nie przywiózł.

Wieści o enigmatycznym profesorze Noahu Rosenkranzu skłoniły mnie, by zainteresować się jego krótkim życiorysem naukowym upublicznionym na stronie internetowej Instytutu Administracji, Samorządu i Prawa UPH w Siedlcach. Podano tam, że jest autorem czterech prac w czasopismach międzynarodowych, ale widniał tylko rok publikacji – bez tomu i stron. Mimo „googlowania” żadnego z tych artykułów nie udało mi się odnaleźć, więc dotarłem bezpośrednio do zawartości trzech czasopism i okazało się, że takich artykułów nie ma! A czwarte czasopismo w ogóle nie istnieje. Pan profesor sfabrykował więc swój zagraniczny dorobek.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną