Jak podzielić dziecko po rozwodzie

Tata tu, mama tam
Rozwody często przebiegają w sposób daleki od ideału, a walka o dziecko lub, co gorsza, dzieckiem może trwać jeszcze długo po zakończeniu sprawy rozwodowej w sądzie
Robert Llewellyn/BEW

Rozwody często przebiegają w sposób daleki od ideału, a walka o dziecko lub, co gorsza, dzieckiem może trwać jeszcze długo po zakończeniu sprawy rozwodowej w sądzie

Rozwodzącym się rodzicom często pieniądze odbierają hamulce. Opłacają mediatorów, ale wyłącznie, by mieć podkładkę, że próbowali się dogadać
BEW

Rozwodzącym się rodzicom często pieniądze odbierają hamulce. Opłacają mediatorów, ale wyłącznie, by mieć podkładkę, że próbowali się dogadać

Powszechnie dostępnym orężem w rozwodowej bitwie stało się oskarżenie małżonka o wykorzystywanie seksualne dziecka
Ulrica (@Ullie)/Flickr CC by SA

Powszechnie dostępnym orężem w rozwodowej bitwie stało się oskarżenie małżonka o wykorzystywanie seksualne dziecka

Ojcowie walczący

Jeśli porozumienie rodziców w sprawie opieki nad dzieckiem jest niemożliwe, sąd ogranicza władzę rodzicielską jednemu z nich. W 2009 r. tak się stało w większości z 39 tys. spraw rozwodowych par z niepełnoletnimi dziećmi. W 20,5 tys. spraw sędziowie powierzyli władzę rodzicielską tylko matce, w 1,5 tys. tylko ojcu. Nie ma tu rewolucji, bo w 1998 r. władza przypadła tysiącu mężczyzn i prawie 20 tys. kobiet. Agnieszka Swaczyna, krakowska adwokat, ocenia jednak, że matki mają wciąż taką przewagę, bo ojciec się tej władzy nie domaga. Mecenas przytacza dane z krakowskiego Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego z 2009 r.: na 225 opiniowanych spraw w 86 ojcowie ubiegali się o powierzenie im władzy rodzicielskiej. W 48 ją uzyskali. Gdy więc ojciec zaczyna się starać, bynajmniej nie jest bez szans.

Jak widać w skali kraju, stara się coraz częściej. Przez 20 lat liczba samotnych ojców (rozwodników i wdowców) prawie się podwoiła: ze 180 tys. zrobiło się ok. 300 tys. Już co piąty rozwodzący się mężczyzna deklaruje, że chce być tym, z którym dziecko zamieszka. Jerzy Witczak, autor książki „Ojcostwo bez tajemnic”, twierdzi, że współcześni mężczyźni bardziej niż kobiety pragną potomstwa: 10 proc. więcej mężczyzn niż kobiet pragnie mieć w przyszłości dziecko.

Joanna Kaczorowska, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Płocku: – Jeszcze kilkanaście lat temu ojciec wiedział, że bez względu na powody rozpadu małżeństwa nie ma szansy, by to jemu przypadła opieka nad dzieckiem. Dziś stara się o nią walczyć. To ogromna zmiana. Potwierdza to Andrzej Martuszewicz z Krajowej Rady Kuratorów, biorący udział w zebraniach stowarzyszeń rodziców, którzy uznają się za pokrzywdzonych: – Oni się wściekają, że żyją w jedynym kraju na świecie, w którym od lat nie ma determinacji do egzekwowania prawa rodzicielskiego. Różnica jest taka, że kiedyś rodzic pozbawiony kontaktu z dzieckiem rezygnował z walki: synu, kiedyś zrozumiesz, dlaczego nie mogłem cię widywać – wzdychał. Teraz zwykle walczy na śmierć i życie.

Mama czy tata

Czasem sąd nie jest w stanie rozstrzygnąć, kto z rodziców ma lepsze predyspozycje, by dziecko z nim zamieszkało. Akta jadą wtedy do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego. Gdy i ośrodek nie daje jednoznacznej odpowiedzi, od niedawna ostatnią instancją jest dziecko. Sędzia może przesłuchać nawet 8-latka. Nie na sali sądowej – w gabinecie. Pyta dziecko, jak wyobraża sobie dalsze życie, czy chciałoby się przeprowadzić, czy nie. Ma się pilnować, by dziecko nie poczuło, że stawia je przed wyborem, czy bardziej kocha mamę czy tatę.

Sąd może też ograniczyć obojgu rodzicom kontakty z dzieckiem lub wręcz ich zakazać. Beata Bukowska, sędzia rodzinna z Poznania: – Kolega z wydziału miał problem z rodziną, która walczyła brutalnie o swojego syna. Mama wszelkimi sposobami uniemożliwiała dziecku kontakt z tatą. Chłopiec był znerwicowany, zmęczony rolą bufora. Sąd zgodnie z opinią biegłej orzekł umieszczenie chłopaka na krótko w grupie interwencyjnej domu dziecka. Żeby od nich odpoczął. Gazety pisały, że jest nieludzki, ale w rezultacie jego decyzji wystraszona matka zrozumiała, że źle czyni, i chłopiec zaczął widywać się z ojcem.

Niezależnie od tego, jaki jest podział władzy rodzicielskiej, rodzice i dziecko mają prawo i obowiązek utrzymywać ze sobą kontakty. – Skoro tak, to jeden rodzic nie może tłumaczyć, że nie puści syna na spotkanie z drugim rodzicem, bo dziecko się boi. Sędziowie odpowiadają wtedy: proszę coś z tym zrobić – nawet jeśli dziecko boi się szkoły, ma obowiązek do niej chodzić – wyjaśnia Ewa Milewska-Celińska. Ale izolowanie dziecka od drugiego rodzica to świetne narzędzie zemsty w wojnie między byłymi małżonkami.

Jeśli rodzic przychodzi do dziecka w wyznaczonym dniu i regułą jest, że całuje klamkę – może się zwrócić do sądu rodzinnego, który pod karą grzywny nakazuje drugiemu rodzicowi wydać dziecko. Zaleca się mediacje i terapię. Beata Bukowska: – Rodzic niewydający zwykle mówi: nieprawda, że mnie nie było w domu, druga strona to perfidny kłamca. Albo: druga strona niedobrze opiekuje się dzieckiem. Dziecko nie chce spotykać się z ojcem.

Jeśli zarzuty się nie potwierdzają, a dziecko wciąż nie ma kontaktu z rodzicem, sąd może nałożyć grzywnę, a potem zamienić ją na areszt. Sędzia Bukowska przyznaje, że nie pamięta, żeby jakiś rodzic poszedł do aresztu z powodu niewydania dziecka.

W 2008 r. Sąd Najwyższy postanowił, że jeśli zawiedzie propozycja terapii i mediacji, sąd może nakazać kuratorowi doprowadzanie dziecka do kontaktów. Gdy i to nie skutkuje – oporny rodzic może stracić dziecko. Martuszewicz: – Do sądu rodzinnego składa się wniosek o zmianę pobytu dziecka. Rodzic poszkodowany mówi: skoro się stale utrudnia widzenia z córką, chcę, żeby mieszkała u mnie. Zobowiązuję się, że mój były małżonek będzie mógł widywać dziecko. Wtedy zdesperowany sąd może wydać nakaz odebrania dziecka. I już się nie można dogadywać. Kurator sądowy musi wykonać wyrok.

Mamy z tym nakazem kłopot – przyznają sędziowie. Zwykle rodzic oporny dobrze się opiekuje dzieckiem, szwankują tylko jego relacje z byłym małżonkiem. Cierpi dziecko, które przestawiane jest jak mebel z jednego mieszkania do drugiego.

Co może radzić sędzia rodzinny rodzicowi, który stracił dziecko? Żeby natychmiast złożył do sądu wniosek o uregulowanie kontaktów. Bo zaraz sam może stać się ofiarą, na przykład kiedy były współmałżonek, odzyskawszy dziecko, wyjedzie za granicę. – Jeśli rodzic nie złoży wniosku, może nie zobaczyć dzieciaka. Jeśli złoży, wtedy zgodnie z konwencją haską zaczną się poszukiwania – tłumaczy Bukowska.

Trzeba przyznać, że powyższy scenariusz jest udziałem najbardziej zapiekłych rodziców. Zwykle sama groźba utraty dziecka jest dla opornych straszakiem.

Kurator to nie terapeuta

Ta groźba nie zadziałała w przypadku rodziców Piotrusia w głośnej niedawno sprawie z Gdańska. Rodzice chłopca, doświadczeni psychologowie, od ponad trzech lat prowadzili ze sobą wojnę. Matka uznała, że ojciec, mimo chęci i prawa do odwiedzin, nie powinien spotykać się z dzieckiem. Ojciec nie odpuszczał, choć syn coraz gorzej znosił jego widok. Sędziowie rodzinni i kuratorzy, obecni w życiu tej rodziny już od 2009 r., usiłowali pomóc rozwiązać konflikt. Nieskutecznie. W końcu wybrali rozwiązanie siłowe. Akcja przekazania Piotrusia przypominała wejście antyterrorystów. Chłopczyk w piżamie, matka w spazmach. Na filmiku pokazującym jedną z wizyt taty w asyście kuratora oburzał widok obojętnej kuratorki palącej papierosa.

Kiedy posypały się gromy na kuratorów, Andrzej Martuszewicz zadzwonił do Biura Rzecznika Praw Dziecka, który też się oburzał na przebieg akcji, i zapytał: „Co do diabła mieliśmy zrobić?”. Nie dostał odpowiedzi. Czy widząc rozpacz dziecka, kurator mógł odstąpić od egzekucji? – Niezgodne z przepisami – obrusza się Martuszewicz. – W Częstochowie kurator odstąpił od wyważenia drzwi mieszkania, czego życzył sobie ojciec dziecka. Ojciec natychmiast złożył skargę. Nieskutecznego kuratora odsunięto od sprawy, następny wyważył, żeby nie stracić pracy.

Obojętność kuratorki z papierosem przewodniczący tłumaczy twardymi przepisami. Powiedziałaby ojcu: panie, daj pan spokój – i następnego dnia na biurku jej przełożonego leżałoby zażalenie na jej stronniczość.

Dlatego Krajowa Izba Kuratorów pisze listy do komisji sejmowej, która pracuje nad nowelizacją kodeksu postępowania cywilnego w sprawach nieletnich. Zwraca w tych listach uwagę, że siłowe doprowadzanie zrozpaczonego dziecka do rodzica nie sprzyja zdrowiu psychicznemu dziecka ani łagodzeniu konfliktu. Jeśli kurator ma autorytet u rodzica, to powinien go użyć. Mediować z rodzicem opornym bez zagrożenia naganą. I móc chwilowo odstąpić od wykonania wyroku bez strachu, że straci pracę.

Powszechne oburzenie na sposób, w jaki kurator sądowy w towarzystwie policji wyrwał szlochającego Piotrusia z rąk rozedrganej matki, przesłoniło całkowicie praprzyczynę tego smutnego zdarzenia. Sędzia rodzinny z Wrocławia apeluje więc przede wszystkim do rodziców, żeby starali się brać odpowiedzialność za swoje dzieci, nauczyli się myśleć o nich, a nie tylko o sobie. – Sędzia to nie psycholog, a kurator nie terapeuta. Sąd to bezduszna machina, która prowadzi i zamyka kolejne sprawy.

Szkoła rodziców

Nora Grochowska, warszawska psycholog z doświadczeniem amerykańskim, nie ceni wysoko kompetencji rodzicielskich Polaków. Właśnie do jej poradni przyszła mama, która rozwiodła się z ojcem dziecka, kiedy miało ono trzy lata. Teraz ma 9 lat i mówi tatusiu do partnera mamy. Mama pyta, czy tak jest w porządku. Była też babcia wychowująca 5-letniego wnuczka, którego porzuciła jej córka. Wnuczek mówi do babci mamo, a do jednego z wujów tato. Babcia właśnie się zorientowała, że warto pójść do psychologa.

Nora Grochowska tęskni za praktyką w USA, gdzie rodzice, którzy nie mogą się porozumieć co do opieki nad dzieckiem, wysyłani są sądowym nakazem do tzw. szkoły rodziców. Tam w indywidualnie dobranych grupach odbywają obowiązkowe treningi rodzicielskie. Uczą się np. panowania nad gniewem, słuchania i rozmawiania, wspierania dziecka bez ubezwłasnowolniania, formułowania celów i poszczególnych działań – tam to rutyna, u nas niedosiężna. Jeśli zaliczą tę szkołę – odzyskują dziecko i przez mniej więcej miesiąc rodzina ma superwizora; jeśli trzy razy z rzędu nie zaliczą – mogą stracić dziecko. Ten system nie jest idealny, ale zazwyczaj działa.

Beata Bukowska, sędzia z Poznania, zapewne zgodziłaby się z psycholog Grochowską, bo sama stara się namawiać rodziców na terapię rodzinną. Ale stoi pod ścianą, bo nie ma gdzie ich wysłać. W państwowej służbie zdrowia terminy są odległe, podobnie w stowarzyszonej fundacji. A jeśli rodzice odmówią, może im tylko pogrozić palcem. A potem do ich domu zajrzy policja z kuratorem.

Czy małe dziecko, któremu dorośli zafundowali piekło, ma szansę na zdrowy rozwój? Tomasz Polkowski, szef Stowarzyszenia Nasz Dom, zajmującego się dziećmi z trudnych rodzin, uważa, że wszystko zależy od dalszego zachowania rodziców. – Nawet straszny błąd można naprawić, jeśli się dziecku wytłumaczy, co się stało, a ono w dłuższym czasie poczuje, że może znów ufać rodzicom. Ale czy poczuje?

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną