Reportaż: Pianista i geniusz, wieczorami pilot

Plan lotu
Mail od Gietka Edyta. Wysłano: przed północą. Do: Drzewiecki Stanisław: „Przypadkiem dowiedziałam się, że jest Pan wirtualnym pilotem z 11-letnim stażem, równie zdolnym jak pianistą. Czy przyjąłby Pan zaproszenie na wspólny lot?” - reportaż.
Najgłupszy błąd wirtualny Stanisława? Start z Budapesztu bez zatankowania, o czym zorientował się po 5 minutach lotu.
Anna Musiałówna/mat. pr.

Najgłupszy błąd wirtualny Stanisława? Start z Budapesztu bez zatankowania, o czym zorientował się po 5 minutach lotu.

Stanisław z żoną Jekateriną. To ze względu na nią lot dookoła świata został przerwany.
Anna Musiałówna/Polityka

Stanisław z żoną Jekateriną. To ze względu na nią lot dookoła świata został przerwany.

Filozofia Jekateriny jest taka: małą łyżką, ale do przodu, żeby nie zachłysnąć się.
Anna Musiałówna/Polityka

Filozofia Jekateriny jest taka: małą łyżką, ale do przodu, żeby nie zachłysnąć się.

Z rozmowy telefonicznej: Stanisław Drzewiecki obecnie wraca z podróży dookoła świata. Podróż zaczął dwa lata temu, niestety została przerwana na półtora roku w Australii (opowie o przyczynach w trakcie wspólnego lotu). Leci już w kierunku Europy. Jego samolot zacumuje na lotnisku w Lukli na dwa dni, gdyż ma coś do załatwienia w realu. Tak, to wbrew przepisom, gdyż w prawdziwym porcie lotniczym można stać dwie godziny, ale latający w sieci VATSIM (Virtual Air Traffic Simulation Network), najwierniej oddającej prawdziwe latanie, mu wybaczą. W Lukli nie ma przeciążenia, to malutkie lotnisko położone najbliżej Mount Everestu.

Możemy wylecieć 29 czerwca o 11.30. W mailu wyśle szczegóły lotu.

1

Z realu: Staś Drzewiecki już na starcie był przysposabiany do wysokich lotów. Mama Tatiana Szebanowa, wybitna pianistka, i tato Jarosław Drzewiecki, wybitny pianista. Z takiego melanżu musiał urodzić się wunderkind. I się urodził, co utrwalają liczne afisze i pochwały w złotych ramkach, rozwieszone na ścianach domu w Radości: Stas Drzewiecki, 17-years old sensational pianist from Poland, Carnegie Hall, January 2003. Stas Drzewiecki, Young Polish Talent, Piano Recital, Orchestra Hall, Chicago, October 2004. Albo zdjęcie z sesji dla Sony: 14-letni Staś pozuje na dachu warszawskiego wieżowca PZU Tower (na dach wciągnięto nawet fortepian). Albo dyplom od Jana Pawła II: Ojciec Święty udziela całym sercem apostolskiego błogosławieństwa Stanisławowi Drzewieckiemu, laureatowi Złotego Serduszka Świętej Rodziny 2003. Albo Paszport POLITYKI dla najmłodszego (13 lat) laureata.

Życie Stasia kolekcjonuje tato, pedagog Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Jest zamknięte w kilkunastu segregatorach. Z recenzji: „cud natury”, „narodowy skarb”, „Olimp muzyczny”. I na dziesiątkach kaset wideo, na których Staś rozbawia publiczność powagą pianisty połączoną z niepowagą dziecięcą, na przykład gdy w trakcie koncertu zdejmuje marynarkę, bo go uwiera, albo spóźnia się na koncert, bo chciał pojeździć windą. Lub, pytany o marzenia, mówi, że chciałby jako pierwszy człowiek zagrać na Księżycu.

2

Mail od Drzewiecki: „Witam, przesyłam plan naszego lotu. Wylot: lotnisko Lukla (Nepal), jedno z najbardziej niebezpiecznych lotnisk świata, położone w Himalajach. Przylot: cywilno-wojskowe lotnisko w Islamabadzie (Pakistan). Okolice Islamabadu są uważane za jedno z pierwszych miejsc w Azji, gdzie pojawił się człowiek (wykopaliska sprzed 500 tys. lat). Trasa w załączniku. Kontrola ATC obiecana na obszarze Pakistanu. Liczę, że pokażę fragment standardowego dialogu z kontrolerem”. Dzień przed odlotem. Z rozmowy telefonicznej: wystartujemy z półtoragodzinnym opóźnieniem. Kontroler z Pakistanu musi zostać dłużej w prawdziwej pracy. Na świecie w VATSIM lata ok. 100 tys. użytkowników, kontrolerów jest 10 tys., więc trudno obsadzić wszystkie lotniska. To elitarne hobby. Kontrolerzy uczą się do licencji kilkanaście miesięcy, piloci wprawdzie nie zdają egzaminów, ale żeby nie robić zamieszania na wirtualnym niebie VATSIM, kilkadziesiąt godzin latają offline, są wtedy niewidoczni.

Tak, można to porównać do muzyki klasycznej: jedno i drugie nie jest dla mas. Zwiększenie frekwencji na niebie czy na sali koncertowej powoduje zniżenie poziomu. Zawsze. Trzeba jednak iść na kompromisy: bez innych pilotów starty i lądowania byłyby nudne, a misją muzyki jest wychodzenie na zwykłą publiczność. Ale w jednym i drugim należy mieć taką porcję wiedzy, żeby nie zepsuć zabawy profesjonalistom. Najgłupszy błąd wirtualny Stanisława? Start z Budapesztu bez zatankowania, o czym zorientował się po 5 minutach lotu.

Ma przelatanych wirtualnie 1000 godzin. Nagrane płyty rodziny Drzewieckich: 100.

3

Więc wirtualnie startujemy z lotniska w Nepalu. Realnie – z warszawskiej Radości. Z pokoju na poddaszu. Okno na suficie jest zalepione folią aluminiową, co daje poczucie zamkniętej przestrzeni kokpitu i dobrą widoczność na monitorach za dnia. Stanisław Drzewiecki ma na sobie mundur w randze kapitana pilota, na głowie czapkę adekwatną do rangi. Zasada VATSIM brzmi – tak realnie, jak to tylko możliwe. Przed wejściem do kokpitu pisemne ostrzeżenie: „Osoby nietrzeźwe, cierpiące na klaustrofobię, zaburzenia równowagi oraz silne objawy choroby morskiej nie powinny przebywać w kabinie”.

Przy nodze stawia czarny neseser. W środku są mapy i instruktaże lotu.

Pierwsza procedura – checklista. Można ją porównać do zapisu nutowego utworu, który zostawił kompozytor, gdzie każdy mały znak jest ważny, żeby nie improwizować. Zasada VATSIM: nie rozumiesz czegoś, nie próbuj się domyślić. W muzyce Stanisław też nie lubi improwizacji. Nie po to kompozytor zostawił znaki.

Monitor główny – on, dwa boczne – on, od lewej: prędkościomierz, sztuczny horyzont, wysokościomierz, wariometr, HSI (Horizontal Situation Indicator, pomaga w nawigacji na radiolatarnie), ciśnieniomierz, kompas, przepustnice... Wszystkie drzwi zamknięte, hamulce sprawne, opływ paliwa ze zbiorników do systemu paliwowego – on, silniki wypchane, prawy silnik – on, lewy – on (w kokpicie zaczyna się warkot). System odlodzania – on. Światła kołowania i startu – on. GPS – on.

Startujemy o 12.15 według uniwersalnego czasu zulu (w Nepalu jest 17.00, w Radości – 14.00). Planowany czas podróży: 4 godziny.

Na monitorach rozbijają się krople. W Nepalu aktualnie pada. Lata się w pogodzie realnej, VATSIM korzysta z danych stacji meteorologicznych na całym świecie.

Więc mamy deszcz. Kołujemy. To trudny start. Pas w Lukli ma tylko 400 m. Jest otoczony górami i zakończony przepaścią. Jak nie zdążymy się wzbić na odpowiednią wysokość przed uskokiem, wirtualnie zginiemy.

To jest to. Uczucie fizycznej kontroli, sprawowanej za pomocą dżojstika (wolant). Rodzaj władzy nad cudzymi emocjami, odczuwany podczas koncertów w dużych filharmoniach. Bisy, kompletna cisza, czasem piski.

Lecimy dwuśmigłowym Beechcraft B60. To zaawansowana awionetka, można powiedzieć biznesowa, oryginalna wersja z lat 70., kameralna, na sześć osób. Wcześniej latał dużym Boeingiem 737, ale to – poza startem i lądowaniem – nie wymagało myślenia, tylko autopilota. Przerzucił się na samolot bardziej analogowy, sterowany za pomocą wolanta, z wykorzystaniem sygnałów z radiolatarni.

Podniosły się koła.

4

Jesteśmy na wysokości 5,5 km. Na monitorach po lewej i prawej stronie – skrzydła. Na przednim – oddalająca się linia Himalajów.

Lecimy w kierunku radiolatarni w Kathmandu. Będziemy tam za 22,30 minuty.

Jekaterina Drzewiecka, z domu Sarajewa, leci z nami. To Jekaterina przerwała lot dookoła świata. Samolot męża stał w Australii, kiedy pobierali się przed rokiem. Była ostatnią studentką Tatiany Szebanowej, która odkryła Jekaterinę trzy lata temu, gdy przyjechała z Łotwy na warsztaty pianistyczne do Dusznik-Zdroju.

Zjawiskowa. Tym bardziej że niepochodząca z rodziny pianistów; tato – inżynier, mama – nauczycielka. Nawet fortepianu w domu nie było.

Poza tym, zupełnie jak syn Stanisław: dojrzała nad wyraz, też nie interesowało jej marnowanie życia na telewizor, płytkie rozmowy, jakie teraz prowadzi ze sobą młodzież, w stylu – kto z kim spotyka się. Typ melancholijny, jak z muzyki Rachmaninowa.

Kiedy samolot stał w Australii, Stanisław oprócz ślubu załatwił jeszcze kilka prawdziwych spraw: obronił się na celująco u prof. Andrzeja Jasińskiego, najwybitniejszego pedagoga z Katowic, wyjechał na miesiąc miodowy na Kretę oraz na dwumiesięczne tournée do Japonii w związku z Rokiem Chopinowskim.

A gdy już osiedli w Radości i urządzali się razem w jego pokoju na poddaszu, on myślał o przeniesieniu kokpitu, ona poprosiła, żeby zostawił, chciała mieć męża blisko, kiedy będzie zasypiać, podczas gdy on będzie wracał ze swojej podróży.

Z Australii wystartował niepewnie. Wychodzi się z wprawy. To tak, jakby nie grać półtora roku. Kiedy się długo nie lata lub nie gra, sny są podobne. Pianista mający poczucie winy śni, że jest na scenie, wie, jaki repertuar ma grać, ale zapomniał jak. Pilot śni, że siada w kokpicie, ale nie pamięta fizyki lotu.

Minęliśmy Kathmandu. Za 59 min powinniśmy dolecieć do radiolatarni w Nepalgunj. Słońce robi się coraz bardziej pomarańczowe. Stanisław włącza autopilota. Można zejść na kawę do salonu.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną