Z życia sfer

Różańcowe perspektywy
Władza obrała kurs na brutalną konfrontację z narodem, o czym świadczy zapowiedź zakłócenia przyszłorocznego Marszu Niepodległości przez prezydenta Komorowskiego.

Prezydent nie kryje, że przy wsparciu różnej maści autorytetów gotów jest stanąć na czele marszu i poprowadzić go w określonym kierunku. Organizatorzy marszu ostro protestują. Mają nadzieję, że policja i władze miasta nie wydadzą prezydentowi zgody na tego rodzaju demonstrację i ochronią przed nim uczestników marszu.

Prezydent zapewnia, że marsz odbędzie się ponad partyjnymi podziałami, w związku z czym ludzie „od pana Romana” i ludzie „od marszałka” będą mogli złożyć kwiaty pod pomnikami Dmowskiego, Piłsudskiego, Witosa i Paderewskiego. Niestety, są obawy, że może dojść do próby złożenia kwiatów także pod pomnikiem Prusa, co dla niektórych Polaków byłoby nie do przyjęcia. Nie jest tajemnicą, że środowiska propruskie w naszym kraju niebezpiecznie rosną w siłę, o czym świadczy niedawne berlińskie wystąpienie ministra Sikorskiego, w którym polityk ten ujawnił, że bardziej niż potęgi Niemiec boi się ich bezczynności. Trzeba to uznać za bezprecedensowy atak na polski patriotyzm, którego istotą jest tradycyjna, pielęgnowana od wieków niechęć wobec podstępnego zachodniego sąsiada.

Publiczne przyznanie się, że Polacy potęgi Niemiec już się nie boją, może wywołać wśród wielu patriotów zamęt i dezorientację. Niewykluczone, że niektórzy z nich przestaną widzieć sens w dalszym byciu patriotami, a nawet Polakami. Prawdę mówiąc, już dziś wielu z nich chciałoby być Węgrami.

Zwolennikiem pójścia w tym kierunku jest m.in. PiS, a także inicjatorzy Krucjaty Różańcowej, w szeregi której – jak donosi „Gazeta Wyborcza” – wstąpiło już 41 906 osób z całej Polski. Z apelu jej liderów wynika jasno, że Węgry, które podobną krucjatę mają już za sobą, kwitną, podczas gdy Polska wciąż stoi nad przepaścią. „Weźmy przykład z Węgrów. Przemiany, które podziwiamy w ich ojczyźnie, nie wydarzyły się same. Oni je sobie wymodlili” – nawołuje ksiądz Makowski, kapelan obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia.

Czy Polacy także zdołają wymodlić sobie swoje przemiany, pozostaje kwestią otwartą. Według obliczeń cytowanego przez „GW” abp. Dzięgi, aby to się udało, w krucjacie musi wziąć udział 10 proc. Polaków (łącznie z mieszkającymi za granicą). „Sześć milionów różańców wzdłuż granic prawie dokładnie opasuje Polskę” – szacuje arcybiskup, który liczy średnio 60 cm na jeden różaniec. „Jeśli będzie sześć milionów, to praktycznie Polskę (...) otaczamy i parasol ochronny modlitwy nad Polską przerzucamy” – konkluduje.

Plan jest śmiały i jeśli tylko nie zabraknie różańców, może wypalić. Obecna sytuacja Węgier pokazuje, jak wielka jest siła modlitwy różańcowej. Jeśli modlitwa ta ujawni swoją siłę także w Polsce, przyszłość naszego kraju przestanie się rysować w ciemnych barwach, a zacznie się rysować w barwach bardzo różańcowych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj