Z życia sfer

Eksplozja śladów trotylu
Nagły wybuch sprawy śladów trotylu, odkrytych przez publicystę „Rzeczpospolitej” na pokładzie rozbitego Tupolewa, nie powinien nikogo dziwić.

Wiadomo, że gdy w jakiejś sprawie pojawiają się ślady trotylu, to one w końcu wybuchną. Chociaż ilości trotylu odkryte w jego śladach są mikroskopijne i nie wiadomo nawet, czy jest to trotyl, zdaniem specjalistów odkrycie to może się okazać przełomowe. Za granicą już wywołało zrozumiałą sensację. Jak wiadomo, rozwinięte kraje Zachodu jakiś czas temu odeszły od stosowania trotylu w polityce, uważając, że swoje najlepsze czasy ma on już za sobą. W krajach tych brak dziś śladów trotylu, a tamtejsze partie polityczne opierają swoją politykę na substancjach mniej wybuchowych i bardziej przyjaznych środowisku.

Można powiedzieć, że po artykule w „Rz” Polska wkroczyła w erę trotylu. Dla wielu Polaków to spory szok, bo jeszcze niedawno wydawało się, że materiałem, dzięki któremu Polska będzie się rozwijała, będą łupki. Z tym że rozwój z wykorzystaniem łupków wymaga istnienia łupków, podczas gdy eksploatacja trotylu nie wymaga istnienia trotylu, a jedynie istnienia jego śladów, ewentualnie śladów czegoś, co do złudzenia przypomina te ślady. Ślady te, jak się okazuje, występują praktycznie wszędzie, nawet w kosmetykach, dlatego łatwo wyczuje je każdy niepokorny publicysta, i to bez wychodzenia z redakcji.

Podstawowa zaleta śladów trotylu polega na tym, że są one łatwe w eksploatacji i posiadają dużą wartość energetyczną. Uruchomiony za pomocą śladowych ilości trotylu prezes Kaczyński przez kilka dni działał energicznie i bez przerwy. Nic dziwnego, że w otoczeniu prezesa Kaczyńskiego z odkryciem śladów trotylu wiąże się duże nadzieje. Są już pomysły na zagospodarowanie tych śladów. Spekuluje się, że mogłyby nie tylko skutecznie ożywiać samego prezesa, ale także być paliwem dla dalszego rozwoju PiS i obalenia rządów Tuska.

Eksploatacja śladów trotylu ma jednak wielu przeciwników, którzy starają się je zamieść pod dywan. Redaktor naczelny „Rz” został nawet zmuszony przyznać, że to, co o obecności śladów trotylu napisała jego gazeta, było pomyłką. Prezes Kaczyński podkreśla jednak, że o żadnej pomyłce nie ma mowy, i daje do zrozumienia, że dysponuje własnymi zasobami informacji o śladach trotylu. Z jego słów wynika, że zasoby te są tak duże, że będą zaspokajać strategiczne potrzeby PiS jeszcze przez co najmniej kilka lat.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj