Były morderstwa, nie ma ciał, jest proces

Jakby zapadli się pod ziemię
Zamordował cztery osoby, nie zostawiając przy tym żadnych śladów, czy nie zamordował żadnej? Nie znaleziono ciał, czyli dowodu na śmierć. Sąd wyda werdykt w styczniu.
Mariusz B. oskarżony o dokonanie czterech zabójstw w ciągu trzech lat.
Tomasz Radzik/SE/EAST NEWS

Mariusz B. oskarżony o dokonanie czterech zabójstw w ciągu trzech lat.

Mirosław Gryń/Polityka

Prokuratura zdecydowała się oskarżyć młodego menedżera Mariusza B. o dokonanie czterech zabójstw w ciągu trzech lat. Dowody to jedno – szybko odwołane – przyznanie się do winy i szereg poszlak wiążących się w całość. W styczniu mowy końcowe i wyrok. – I będzie on najważniejszym wydarzeniem w całej powojennej kazuistyce – uważa prof. Ewa Gruza, kryminolog, prodziekan Wydziału Prawa UW.

1.

Oskarżony: Mariusz B., rocznik 1980. Blondynek zaczesany krótko na bok. Były ministrant, szef pielgrzymek, chwalony menedżer w dużej firmie, który zaocznie studiował psychologię kliniczną. Teraz – żwawo maszerujący w eskorcie policjantów sądowym korytarzem, jakby właśnie szedł na górską wycieczkę. Buty w sam raz do wędrówek, ocieplane spodnie, ciepła szara sportowa kurtka i plecak, a w nim notatki przygotowane do własnej obrony przed wyrokiem dożywocia.

Na liście przypisanych mu ofiar pierwszą jest Zbigniew D., 40-letni właściciel kilku stoisk ze sztuczną biżuterią w warszawskich centrach handlowych. Zniknął 11 kwietnia 2006 r. Policję zawiadomił pięć dni później jeden z przyjaciół. Zaniepokojony, bo na kilka dni przed zniknięciem Zbigniew, cały roztrzęsiony, opowiadał, jak został porwany i torturowany przez Mariusza B., partnera swojej żony Małgorzaty. Zbigniew pokazywał przyjaciołom ślady po kleju, zaczerwienienie na czole i czerwoną bruzdę na szyi. Mówił, że Mariusz kazał mu zawrzeć polisę na życie na 2 mln zł i zrzec się ojcostwa młodszej córki.

O pokręconych relacjach w tej rodzinie opowiadał policjantom sam Mariusz, gdy kilka dni później został zatrzymany. Mariusz i Zbigniew poznali się w przykościelnym chórze. Pierwszy – jeszcze chłopiec, drugi – mężczyzna. Dużo rozmawiali. Zbigniew zapraszał czternastolatka na towarzyskie spotkania i herbatę do księdza Piotra, który prowadził chór, a potem do swojego domu. Tam Mariusz poznał żonę Zbigniewa. – Aż raz – zeznał policjantom – Zbyszek zaczął mnie całować. Dałem mu do zrozumienia, że tego nie chcę i na tym się skończyło. Ale gdy Mariusz skończył 18 lat, Zbigniew zaproponował, żeby chłopak zamieszkał z jego rodziną – żoną i nastoletnią córką. Rok później urodziła się dziewczynka. W następnym roku żona Zbigniewa poinformowała go, że córka jest Mariusza. Wyprowadziła się z dziećmi do matki, a potem do wynajętego dla niej przez męża mieszkania. Dołączył do niej Mariusz.

2.

Ola, córka Zbigniewa i Małgorzaty, jest druga na liście ofiar. Zniknęła tego samego dnia co ojciec. Poszła z ojcem i Mariuszem na kolację – jako ktoś w rodzaju obstawy. Mieli finalnie załatwić ze sobą sprawy. Nad ranem Mariusz przywiózł Olę pod dom jej chłopaka na warszawskim Bródnie. Była roztrzęsiona. Rano dodała, że Mariusz z kuzynem Krzysztofem wywieźli ich na jakąś działkę pod Pułtuskiem, że straszyli jej ojca i że w związku z tym ona musi tam jeszcze wrócić – bo na działce z Krzysztofem został tata. Dzwoniła do Mariusza, pytała, czy naprawdę musi z nim jechać tam z powrotem, i usłyszała, że tak – zrelacjonował chłopak, który podwiózł ją pod blok, gdzie mieszkał Mariusz z Małgorzatą, jej mamą. To był ostatni raz, kiedy widział Olę.

Mariusz przyznał potem, że przyszła do nich, ale tylko podrzucił ją gdzieś na Bródno. I że jeszcze swoją torbę u niego w samochodzie zostawiła. Nawet esemesowali w tej sprawie – ma więc dowód, mówił. Pisał do Oli, że w jego samochodzie została jej torba, Ola odpowiadała, że odbierze ją później. O godzinie 22.41 chłopak Oli dostał od niej esemes, że będzie u niego o północy. Nie pojawiła się. Telefon został wyłączony.

3.

Prawie rok później zniknął 55-letni inżynier Henryk S. Partner taneczny Małgorzaty – czyli żony Zbigniewa i konkubiny Mariusza – z klubu salsy. 7 marca 2007 r. o godz. 18.00 wyszedł z domu na zajęcia klubu na Ochocie. Po zajęciach odprowadził Małgorzatę do jej auta i sam odjechał do domu na Żoliborz. Była 23.00, gdy wjechał na parking strzeżony pod domem. Zamienił słowo z parkingowymi. Jeden z nich widział, jak Henryk doszedł po schodach do góry, do wejścia do klatki zostały mu trzy metry.

Jeszcze tej samej nocy, koło 1.00, ktoś próbował wybrać pieniądze z jego kont za pomocą kart bankomatowych. Z monitoringu przy bankomatach nie dało się ustalić, kto wypłacał. A dwa dni później, 9 marca, na jego telefon, który został w domu, przyszedł wieczorem esemes adresowany do córki: „Iwonko ze mną wszystko dobrze. Muszę załatwić pewne sprawy i nie będzie mnie przez ok. 2 tygodnie. Nie martwcie się i nie gniewajcie, że odzywam się dopiero teraz. Całuję tata”.

– Mój tato nigdy tak się do mnie nie zwracał. To nie on – mówiła jego córka policji.

Następnie przychodziły jeszcze esemesy, żeby przelać pieniądze na długi. Córka i żona pod kontrolą policji pisały esem­esy z pytaniami, na które odpowiedzi znał tylko Henryk S., by sprawdzić, czy choć żyje, ale pozostawały bez odpowiedzi.

Ostatnia wiadomość została wysłana 13 marca tuż przed północą. Że mija ostateczny termin spłaty długów. Numer był prepaidowy. Policji udało się jednak po numerze IMEI namierzyć sam aparat. Został w dniu zaginięcia Henryka kupiony przez kogoś w komisie w Pułtusku. Pracownik doskonale pamiętał, komu sprzedał aparat. Kumplowi – Krzysztofowi R., kuzynowi Mariusza. Temu samemu, który miał pilnować Zbigniewa wedle opowieści zaginionej Oli.

Pierwszy esemes do rodziny Henryka S. został wysłany o 20.45 z trasy między Pułtuskiem a Warszawą. Krzysztof R. zeznał jednak, że zgubił telefon zaraz po zakupie.

Przy okazji policjanci wyśledzili, że także telefony Oli i Mariusza logowały się do sieci blisko siebie, pod Pułtuskiem, gdy Mariusz pisał do Oli, że zostawiła torbę w jego samochodzie. Drobiazg, ale ważny: odpowiedź od Oli na swój esemes dostał, zanim go wysłał.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną