Ks. Andrzej Draguła: czy wiara dzieli?

Kościół żeńsko-katolicki
Rozmowa z ks. Andrzejem Dragułą o tym, czy wiara dzieli i o języku współczesnego Kościoła.
Ks. dr hab. Andrzej Draguła
Leszek Zych/Polityka

Ks. dr hab. Andrzej Draguła

„Współczesna kultura nie jest już dominująco chrześcijańska. Jest może nie anty-, ale achrześcijańska, areligijna”.
Hilda Weges/PantherMedia

„Współczesna kultura nie jest już dominująco chrześcijańska. Jest może nie anty-, ale achrześcijańska, areligijna”.

„Nie tylko chrześcijaństwo i katolicyzm mają poczucie wyjątkowości i jedyności. Większość religii je ma, a może nawet wszystkie”.
Dieter Hawlan/PantherMedia

„Nie tylko chrześcijaństwo i katolicyzm mają poczucie wyjątkowości i jedyności. Większość religii je ma, a może nawet wszystkie”.

audio

AudioPolityka Joanna Podgórska - Kościół żeńsko-katolicki

Joanna Podgórska: – Wierzący powinni wiedzieć, w co wierzą, a niewierzący, w co nie wierzą. Te słowa ks. Bonieckiego znajdują się we wstępie do najnowszej książki księdza „Czy Bóg nas kusi”. W Polsce to chyba niewierzący lepiej wiedzą, w co nie wierzą. Z wierzącymi bywa gorzej.
Ks. Andrzej Draguła: – To zrozumiałe z komunikacyjnego punktu widzenia. W życiu łatwiej wyznaczać granice negatywne, prowadzić linię demarkacyjną przez „nie” niż przez „tak”. Łatwiej powiedzieć, co się odrzuca, niż co się akceptuje.

Mam na myśli poziom wiedzy religijnej, który – według badań socjologicznych – jest dość dramatyczny. Może niewierzący częściej czytają Pismo Święte?
Tego nie wiem. Jednak perspektywy osoby wierzącej i niewierzącej są inne. Niewierzący postrzegają wiarę przede wszystkim poprzez wiedzę. Wiedzą, w co nie wierzą. Dla osoby wierzącej element wiedzy nie musi być najistotniejszy. Ważniejsze jest doświadczenie, przeżycie religijne, które objawia się w rytuale i konsekwencjach życiowych. Akt wiary jest ważniejszy niż intelektualna nadbudowa. Zgadzam się z Leszkiem Kołakowskim, który w „Jezusie ośmieszonym” pisał, że dopóki człowiek żyje wewnątrz mitu, nie ma potrzeby, by to racjonalizować. Teologia rodzi się wtedy, gdy trzeba to wyjaśnić, uzasadnić wobec kogoś z zewnątrz. Ludzie wierzący nie pytają sami siebie, w co wierzą, dopóki niewierzący ich o to nie zapyta. Moja książka jest także o tym, że doświadczenie religijne należy poddać intelektualnej refleksji. Nie tylko żyć wiarą, ale ją rozumieć, bo to ważne w konfrontacji z dzisiejszym, pluralistycznym światem; trzeba odpowiadać na pytania: dlaczego wierzycie, co wam to daje, jak to rozumiecie?

Pisze ksiądz, że w polskim Kościele kaznodziejstwo jest skupione na moralnym pouczaniu. Ludzie wiedzą, co ich obowiązuje, ale nie zastanawiają się, dlaczego.
Bo to w dużej mierze prawda. Nurt etyczny w kaznodziejstwie jest bardzo silny, przeciwko czemu występują ostatni papieże. Benedykt XVI bardzo mocno podkreślał, że etyka jest w chrześcijaństwie czymś wtórnym. Ona wyrasta z doświadczenia religijnego, z wiary. Chrześcijaństwo to nie system etyczny, to przemieniające spotkanie z Bogiem. Franciszek z kolei mówi, że Słowo Boże jest bardziej darem niż wymaganiem.

Zbyt często skupiamy się na konsekwencjach etycznych, pomijając ich uwarunkowania. Może dlatego, że o etyce mówić łatwiej. Jest ona analogiczna do prawa. Daje się skonkretyzować do szczegółowych norm. O tajemnicy mówić trudniej. Musimy sobie jako Kościół uświadamiać, że etyka chrześcijańska, która nie jest uzasadniana poprzez wiarę i doświadczenie religijne, jest zawieszona w próżni. Ludzie wiedzą wtedy, jak mają postępować, ale nie wiedzą, dlaczego. A uzasadnienia są we współczesnym świecie coraz istotniejsze.

„Nie jest łatwo uwierzyć facetowi, który nawołuje do tego, by spożywać jego ciało i pić jego krew. Dziś też pewno wzięlibyśmy go za szaleńca” – mocne słowa w ustach księdza...
Nie jest łatwo. Wszystko jest do zrozumienia jedynie wewnątrz tego doświadczenia religijnego, o którym mówiliśmy. Eucharystia, zbawienie, łaska, grzech, a nawet samo słowo Bóg, dla człowieka, który stoi poza doświadczeniem religijnym, są kompletnie niezrozumiałe i absurdalne. Gdy niewierzący wchodzi do kościoła, może zastanawiać się, co oni tam robią. Dziwnie ubrany mężczyzna stoi przy jakimś meblu, trzyma w ręku krążek pieczywa, bo trudno na pierwszy rzut oka poznać, że to chleb, i mówi: to jest ciało moje. Powiedzmy szczerze, w zwykłej logice nie ma to sensu. To wszystko ma uzasadnienie tylko i wyłącznie, gdy mamy klucz w postaci doświadczenia religijnego.

Pewnie gdyby ktoś opowiadał mi o nirwanie, też nic bym z tego nie zrozumiał i zastanawiał się, o czym ten facet mówi, bo nie mam tego doświadczenia!

W książce stawia ksiądz pytania o najtrudniejsze cytaty z Pisma, jak choćby słowa Jezusa, że nie przynosi pokoju, ale miecz. Wiara dzieli?
Tak. Wiara może być źródłem podziału. Brzmi to boleśnie, bo wiemy, że Jezus chciał jednoczyć ludzi, i ciągle modlimy się o jedność. Kościół jest wspólnotą. Ale musimy mieć świadomość, że przyjęcie wiary może mieć daleko idące konsekwencje w życiu społecznym. Wiara różnicuje. Osoba, która ją przyjęła, odznacza się od reszty wyznającej inny światopogląd czy od niewierzących.

Pytanie tylko, jak daleko wiara może dzielić. Mam różnych przyjaciół, znam pary, w których jedno jest głęboko wierzące, a drugie – ateistą. Wiara ich różni, ale ich nie poróżniła. Potrafią wspólnie żyć. To ważne, bo takie różnice mogą prowadzić do wojen religijnych. Wybuchają wtedy, gdy ludzie postrzegają się jako różni i zaczynają waloryzować, kto lepszy, kto gorszy.

Czy niebezpieczeństwo nie tkwi w samej religii monoteistycznej, która wskazuje siebie jako jedyną słuszną drogę, jedyne źródło prawdy i dobra? Siłą rzeczy odmawia tego innym.
Nie tylko chrześcijaństwo i katolicyzm mają poczucie wyjątkowości i jedyności. Większość religii je ma, a może nawet wszystkie. Na pewno te, które podejmują działania misyjne. Mogę sobie także wyobrazić ateistę, który głosi, że to jedyny sensowny światopogląd. Są przecież ateiści misyjni, którzy usiłują nawrócić wszystkich wokół, by nie tkwili – w ich przekonaniu – w błędzie. Nie wyobrażam sobie społeczeństwa, w którym każdy twierdzi, że wszystkie drogi są równie dobre. Można by sensownie pytać: to czemu wybrałeś akurat tę? Tolerancja polega także na tym, by nie oczekiwać, że wszyscy pójdą moją drogą. Dopóki twój sposób życia nie wymusza na mnie czegoś, co jest przeciwne mojemu sumieniu, możemy obok siebie funkcjonować.

Tylko że u nas niewierzący bardzo często może usłyszeć z ust duchownych, że jest człowiekiem pozbawionym etyki i moralności.
Utożsamianie niewierzącego z istotą niemoralną niestety się zdarza, choć jest zupełnie nieuzasadnione. Słowo „bezbożnik” było kiedyś synonimem niewierzącego i niemoralnego. Dziś możemy wskazać mnóstwo osób niewierzących o najwyższych walorach etycznych, jak prof. Religa czy Stanisław Lem.

To skąd ten atak?
Myślę, że to bardzo głęboka pozostałość historyczna. Nie wynika z opisu rzeczywistości, ale zadawnionych przekonań. W moim pokoleniu funkcjonowały zbitki: niewierzący, komunista, bezbożnik walczący z Kościołem. I one nadal są żywe, choć już w dużej mierze nieprawdziwe. Być może osoby wierzące nie bardzo potrafią sobie uświadomić, na czym opiera się system etyczny niewierzących, gdzie jest jego źródło. My wiemy, że nasze normy moralne pochodzą od Boga przez głos sumienia.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną