Państwo czy rodzina: ideologiczny spór o najmłodszych Polaków

Czyje są dzieci?
Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się oczywista: rodziców. Rodziny, w której przyszły na świat. Na pewno? A może także szkoły? Kościoła? Narodu? Państwa? Ideologiczny spór o dzieci trwa w Polsce od lat. Teraz się zaostrzy.
Wizji nowoczesnej, partnerskiej rodziny nikt z powagi swego urzędu czy pozycji politycznej nie broni, nie lansuje.
vvvita/PantherMedia

Wizji nowoczesnej, partnerskiej rodziny nikt z powagi swego urzędu czy pozycji politycznej nie broni, nie lansuje.

Zbigniew Ziobro jeszcze zimą ogłosił, że w 2015 r. stwierdzono 61 przypadków odebrania rodzicom dzieci z powodu biedy. Prezes Stowarzyszenia Sądów Rodzinnych, broni się, że nie było ani jednego takiego incydentu.
halfpoint/PantherMedia

Zbigniew Ziobro jeszcze zimą ogłosił, że w 2015 r. stwierdzono 61 przypadków odebrania rodzicom dzieci z powodu biedy. Prezes Stowarzyszenia Sądów Rodzinnych, broni się, że nie było ani jednego takiego incydentu.

Rządzący nie ukrywają ani intelektualnego, ani ideologicznego celu, jakiemu ma służyć szkoła. Ma wychować Prawdziwego Polaka.
Markus Brunner/Getty Images

Rządzący nie ukrywają ani intelektualnego, ani ideologicznego celu, jakiemu ma służyć szkoła. Ma wychować Prawdziwego Polaka.

audio

AudioPolityka Ewa Wilk - Czyje są dzieci

Wokół rodziny i dzieci rozgrywa się jeden z fundamentalnych konfliktów współczesności: między konserwatywną i liberalną wizją świata. Po którejkolwiek ze stron światopoglądowych człowiek się sytuuje, przyznać musi, że dzieci są nasze – rodziców, ale i po trosze społeczne, a nawet państwowe. Chcąc nie chcąc, dzieli się bowiem rodzic tym specyficznym rodzajem posiadania, podporządkowując się regułom prawnym i obyczajom swej epoki i środowiska, przyjmując pewne sposoby postępowania za normy wychowawcze. Nawet rodzicielskie ambicje i oczekiwania wobec dzieci są przycinane do tego, co uznawane jest za porządne życie albo pożądany model życiowego sukcesu. Tyle że każda strona tę prywatno-państwową naturę rodzicielstwa rozumie inaczej, czasem wręcz odmiennie.

Mieć? Bić?

W Polsce postępuje polaryzacja modelu rodziny, poglądów na jej temat – mówi dr Małgorzata Sikorska z UW. – Kiedy kilka lat temu pisałam książkę „Nowa matka, nowy ojciec, nowe dziecko”, wyciągałam dość naiwny wniosek, że partnerskie wzory nowej rodziny z młodej klasy wielkomiejskiej powoli będą rozprzestrzeniać się na całe społeczeństwo. Teraz powiedziałabym: istnieje klasa wielkomiejska i istnieje cała reszta. Ta „reszta” w życiu stosuje przeważnie tzw. model mieszany: kobieta pracuje zawodowo i ciągnie cały domowy kram z pieluchami, garami, praniem, szorowaniem itd. (tylko zakupy stają się męskim zajęciem). Wieloletnia konfrontacja opcji liberalnej i konserwatywnej właśnie tę konserwatywną, patriarchalną umocniła.

W minionych latach polami najgorętszych konfliktów były dwie kwestie: przerywania ciąży i bicia dzieci. Dr Małgorzata Sikorska przebieg tych starć oraz zmian w opinii społecznej, jakie następowały pod ich wpływem, wnikliwie zanalizowała w eseju „Czyje są dzieci” („Socjologia uspołecznienia”, praca zbiorowa, dedykowana prof. Mirosławie Marody, Scholar 2015; dziękujemy za użyczenie tytułu). Charakterystyczne, że identyfikując głównych aktorów owego dyskursu, autorka ze stroną konserwatywną nie miała najmniejszych problemów: to politycy PiS, część posłów PSL i PO, niemal jednogłośnie przedstawiciele Kościoła katolickiego, działacze niektórych organizacji zajmujących się sprawami rodzin (np. Fundacji Rzecznik Praw Rodziców Elbanowskich) czy Związku Dużych Rodzin Trzy Plus.

A strona liberalna? Na pewno nie sposób utożsamiać jej z liberałami w sensie politycznym czy ekonomicznym, z rządzącą przez osiem lat koalicją – tam nigdy nie było ani determinacji, ani jednomyślności w sprawach społeczno-obyczajowych. To rozsypana i w gruncie rzeczy niewielka siła: garstka feministek, trochę organizacji pozarządowych w rodzaju Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, okazjonalnie Kongres Kobiet, Rzecznik Praw Dziecka (wtedy gdy funkcję sprawował liberał), eksperci ze środowisk naukowych: psycholodzy, pedagodzy, socjolodzy, rozmaite internetowe fora zwane parentingowymi.

Na czym owo zderzenie racji polega? Najkrócej: to, co dla liberałów powinno być najbardziej prywatną, intymną decyzją – mieć czy nie mieć dziecka, dla konserwatywnej jest kwestią, w którą państwo powinno wejść z całą stanowczością. To, co dla konserwatystów jest normą wychowawczą – klaps, a nawet lanie, dla liberałów – podłym nadużyciem władzy, wymagającym niezwłocznej interwencji państwowej.

Jak owo zderzenie przebiegało? Choć jeszcze w 1993 r. udało się przyjąć tzw. kompromisową ustawę aborcyjną (jedną z najbardziej restrykcyjnych na świecie), a w 2010 r. ustawowo zakazać katowania dzieci, to cały czas strona konserwatywna utrzymywała miażdżącą przewagę retoryczną. Posłowie PiS i ugrupowań prawicowych strzelali z najcięższych dział moralnych. Przerywanie ciąży po prostu nazwano zbrodnią. A zakaz bicia dzieci? „Wprowadzeniem konia trojańskiego między rodziców i dzieci” (Tadeusz Cymański). Darto narodowe szaty: „Rodzina to jest świętość i ręce precz od świętej rodziny polskiej!” (Stanisław Kogut); „Ja sobie nie życzę, żeby ktokolwiek mnie wyzwalał z mojej tradycji, i z mojej kultury, i z historii mojego narodu” (Marzena Wróbel). No i straszono: „Możliwa będzie konfiskata potomstwa” (Anna Sobecka). Jakże słabo wobec tych zaklęć i histerii brzmiała liberalna defensywa Marka Michalaka, rzecznika praw dziecka, że jeśli dojdzie do interwencji, to przecież tylko przeciw domowym oprawcom i katom, a nie porządnym obywatelom.

Społeczne efekty tych starć? „Od 1993 r. – pisze dr Sikorska – systematycznie zmniejsza się społeczne przyzwolenie na przerywanie ciąży i w społecznej percepcji zaostrzeniu ulegają warunki, w których aborcja powinna być dopuszczalna”. Np. między 1992 a 2012 r. o 31 proc. spadła akceptacja dla przerywania ciąży z powodów złej sytuacji materialnej kobiety. Dziś co piąty Polak nie dopuszcza tego zabiegu z powodu stwierdzonego upośledzenia płodu, choć (jeszcze) jest to dozwolone. Co do bicia – też niewiele się zmienia. Ćwierć wieku temu 60 proc. Polaków akceptowało klapsy, 36 proc. lanie. Teraz 61 proc. wciąż uważa za normę klapsy, 28 proc. rości sobie prawo do sprawienia dziecku regularnego łomotu. Prawie jedna trzecia Polaków nie wie, że jest to ustawowo zakazane (badania CBOS). Sądy wiele takich spraw umarzają, posługując się zręczną formułą „pozaustawowego kontratypu dozwolonego karcenia małoletnich”.

Jak powiada dr Sikorska, dziecko w Polsce należy do rodziny, ale określonej: – Rodziny sprywatyzowanej, ale nie zindywidualizowanej. Rodziny dobrej, bo polskiej. Na tym tle widać kolejne oddawane stopniowo przez liberałów pola.

Komu odbierać

Jedną z najświeższych batalii jest ta wokół „odbierania dzieci z biedy”. Jeśli rzeczywiście coś takiego miewa miejsce, jest skrajną bezdusznością, przejawem nie tyle nadaktywności, ile biurokratycznej patologii państwa. Ale konserwatyści sprowadzili znów stronę liberalną do defensywy. Zbigniew Ziobro jeszcze zimą ogłosił, że w 2015 r. stwierdzono 61 takich przypadków. Monitowany o konkrety milczy. Dorota Hildenbrad-Mrowiec, prezes Stowarzyszenia Sądów Rodzinnych, broni się, że nie było ani jednego takiego incydentu. RPD informuje, że nie dostał ani jednej tego typu skargi. NIK i RPD skontrolowali 341 przypadków, gdy dzieci z rodziny trafiały do tzw. opieki instytucjonalnej – ani jednego z samej biedy. Owszem, bieda materialna wchodzi w grę niemal zawsze jako nieodłączna towarzyszka nieudolności i tzw. wyuczonej bezradności rodziców, nierzadko przemocy, zwykłego głodu i brudu.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną