Społeczeństwo

Dieta na zdrowy rozsądek

Co powinny jeść matki karmiące? Fakty i mity

Gotowość matek do karmienia piersią jest tylko z początku bezwarunkowa. Gotowość matek do karmienia piersią jest tylko z początku bezwarunkowa. evgenyataman / PantherMedia
Nie ma chyba innej dziedziny, która wzbudzałaby tyle kontrowersji, co żywienie. A jeszcze gdy dotyczy noworodków, potrafi napsuć krwi całym rodzinom.
Zapalenie piersi, obolałe brodawki, powrót do pracy – tym najczęściej tłumaczą Polki decyzje o zaprzestaniu karmienia naturalnym mlekiem.Isabella Perez/Photononstop/EAST NEWS Zapalenie piersi, obolałe brodawki, powrót do pracy – tym najczęściej tłumaczą Polki decyzje o zaprzestaniu karmienia naturalnym mlekiem.

Pierwszą rzeczą, którą Marta zrobiła po nakarmieniu córeczki, gdy przywiozła ją ze szpitala do domu, było przyczepienie do lodówki wielkiej kartki, jaką otrzymała od położnych. „Dieta dla mamy karmiącej piersią” – ktoś się musiał nieźle natrudzić na oddziale położniczym Szpitala im. prof. Orłowskiego w Warszawie, by przygotować tak dokładny spis produktów spożywczych, z podziałem na dozwolone i zabronione. Przybiła ją informacja, że jeśli chce karmić Karolinkę własnym mlekiem, przez co najmniej pół roku musi zrezygnować z jajecznicy, jajek sadzonych, gorącego pieczywa, truskawek, brzoskwiń i owoców cytrusowych, nadto z czekolady, miodu i cukierków, musztardy oraz napojów gazowanych.

Lista zawiera 45 niedozwolonych artykułów, ale dowcipny mąż Marty jeszcze ją rozszerzył, dopisując przy zakazanej gęsinie – kebab, a przy zdyskwalifikowanych smażonych rybach – kiełbasę z grilla. – Bądźmy konsekwentni – ironizuje pan Wojtek. – Jeśli wręcza się bez słowa wyjaśnienia taki wykaz, to dlaczego nie ujęto w nim fast foodów, dużo niezdrowszych od wymienionych rzodkiewek, szczypiorku czy ogórków?

Prof. Hannie Szajewskiej, współautorce ostatniego poradnika karmienia piersią według zaleceń Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, wcale nie jest do śmiechu: – Zupełnie nie wiem, skąd się biorą takie restrykcje. Te wszystkie mity i fałszywe przesądy. Matka powinna się odżywiać zdrowo – to ma nie być katorga, która ją od naturalnego karmienia odstraszy.

Mitologia karmienia

Aleksandra Przeździecka-Kujałowicz, mama dwojga dzieci, pracę muzealniczki łączy z prowadzeniem bloga „Koralowa Mama” oraz działalnością w Fundacji Promocji Karmienia Piersią. Ona też nie rozumie, dlaczego młode matki w Polsce skazane są na tyle bzdur związanych z macierzyństwem, wbrew zaleceniom przeróżnych gremiów, a nawet wbrew współczesnej wiedzy medycznej. – Często czytam maile od kobiet, którym lekarze lub położne sugerowali całkowite odstawienie dzieci od piersi w szóstym miesiącu. Albo wprowadzenie restrykcyjnej diety, która rzekomo chroni przed alergiami. Nie mogłam uwierzyć, że kobiety przez karmienie piersią nie jedzą jajek na twardo, przekonane, że im nie wolno.

Nie ma chyba innej dziedziny, która wzbudzałaby tyle kontrowersji, co żywienie. A jeśli dzieci są małe i zgodnie ze standardami powinny otrzymywać matczyne mleko – spory i napięcia przenoszą się na całą rodzinę, która bacznie podgląda, jak radzi sobie z tym młoda mama. W Światowym Tygodniu Karmienia Piersią, organizowanym między 1 a 7 sierpnia, może uda się obalić choć kilka mitów. Tylko czy sami zainteresowani naprawdę chcą się ich pozbyć? – Mój ulubiony przesąd dotyczy bawarki, która w żaden sposób nie stymuluje produkcji mleka, choć karmiące kobiety piją ją w tym celu litrami – mówi prof. Szajewska. Ewa Janiuk jest położną z Opola, ale mit matki męczennicy spotyka w wielu zakątkach kraju. – Wmawia się im, że w czasie karmienia powinny jeść kromkę chleba z masłem, okraszaną łzami, zakrapianą wodą mineralną i to koniecznie niegazowaną. Skąd ten pogląd, że dziecko wymaga tylu poświęceń?

O zdrowy rozsądek upomina się też Elżbieta Łodykowska, kierująca Poradnią Laktacyjną i Regionalnym Bankiem Mleka Kobiecego ze Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie: – Młode mamy mają mnóstwo wątpliwości, gdyż nie ufają samym sobie. Szukają porad w wielu źródłach, co niestety wprowadza zamęt, bo spójności w przekazywanych informacjach nie ma żadnej.

Co robią świeżo upieczeni rodzice, gdy staje przed nimi problem związany z opieką nad dzieckiem? Pytają znajomych lub wertują gazety poradnicze i siadają do komputera, zadając pytania na forum internetowym. – Po godzinie otrzymuję kilkadziesiąt odpowiedzi od bardziej doświadczonych matek – opowiada Iwona, dodając, że zebrane opinie są na ogół sprzeczne. Bardzo często pierwszymi doradczyniami są babcie, które uważają, że w kwestii odżywiania wnucząt są ekspertkami. Ewa Janiuk: – Według nich dziecko powinno jeść, jeść i jeść. A że same karmiły butelką, bo taka obowiązywała kiedyś praktyka, nie widzą nic złego w tym, by od córek wymagać tego samego.

Czarek, ojciec 4-miesięcznej Julii, stale obserwuje, jak jego żona musi się konfrontować z mitami, które z jednej strony serwują ich rodzice, a z drugiej internet: – Wszystko się wyklucza: musisz dopajać – nie dopajać, dokarmiać – nie dokarmiać… Mam nadzieję, że moja córka ma instynkt przeżycia!

Aleksandra Przeździecka-Kujałowicz po pierwszym porodzie zapytała lekarza w szpitalu, co ma teraz jeść, skoro zamierza karmić piersią. – Nie wiedział, co odpowiedzieć. No wie pani, wydukał: jogurty, kefiry… Moja żona tak jadła.

Położnicy wolą odsyłać do pielęgniarek lub pediatrów, co jednak wcale nie gwarantuje jednomyślności i poglądów zbieżnych ze standardami. Marta po porodzie została obsztorcowana na sali, że je banana, ale gdy prosiła o sprawdzenie, czy córka ssie pokarm prawidłowo – nie otrzymała pomocy. – Nie mam żadnego wpływu na porady udzielane przez położne. Każdy sobie rzepkę skrobie – odpowiada Leokadia Jędrzejewska, krajowa konsultant ds. pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego.

Polityka karmienia

Czy promowanie karmienia piersią wymaga takiego wysiłku? Odkąd zalecenie pediatrów brzmi, by dzieci otrzymywały pokarm matki przez co najmniej sześć pierwszych miesięcy życia, nikt przytomny nie robi wyłomu w tej słusznej idei. Nawet gdy osiem lat temu matczyne mleko urosło – jak to w Polsce – do rangi politycznej, ponieważ członkinie Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią wciągnęły ministra zdrowia do sprzeciwu wobec ekspertów, którzy poluzowali ścisłą mleczną dietę dziecka w piątym miesiącu o 2 gramy glutenu dodawanego do kaszek – nikt nie mówił o rezygnacji z karmienia piersią.

Ono było i jest dla dziecka najważniejsze – podkreśla prof. Hanna Szajewska, która nieprzekonanym w kółko powtarza: – W naturalnym pokarmie znajdują się białka, mikroelementy, enzymy, hormony, liczne czynniki przeciwzapalne, a nade wszystko aż 200 rodzajów oligosacharydów, które nie mają właściwości odżywczych, ale są niezastępowalnymi pogromcami bakterii i wirusów. Żaden producent mleka modyfikowanego nie potrafi ich wyprodukować!

Ale gotowość matek do karmienia piersią jest tylko z początku bezwarunkowa. Ponad 90 proc. karmi w ten sposób zaraz po porodzie, lecz po pół roku ten odsetek spada do 43 proc. A przecież zalecenie brzmi, aby podawać naturalne mleko nawet do dwóch lat, włączając w tym czasie również inne pokarmy, najlepiej po ukończeniu 17. tygodnia życia i nie później niż w 26. tygodniu (wynika to z rosnącego zapotrzebowania dziecka na składniki odżywcze, których samo mleko nie może zaspokoić).

Z sondaży wynika, że 77 proc. kobiet przerywa karmienie piersią z winy różnych mitów na temat laktacji – skarży się dr hab. Andrea Horvath z Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Więc mamy, co mamy: w szóstym miesiącu po porodzie własnym mlekiem karmi wyłącznie tylko 5 proc. kobiet, a reszta uzupełnia je sztucznymi mieszankami lub całkowicie rezygnuje z piersi. Zapalenie piersi, obolałe brodawki, powrót do pracy – tym najczęściej tłumaczą Polki decyzje o zaprzestaniu karmienia naturalnym mlekiem. Złe doświadczenia z połogu rzutują na przyszłość. Co trzecia matka do czwartego miesiąca i blisko połowa tych, których dzieci skończyły pół roku, deklaruje, że powodem zaprzestania karmienia piersią było przekonanie o za małej ilości pokarmu lub że dziecko się nie najada. – Po to są porady laktacyjne, by wspólnie z matką znaleźć rozwiązanie problemu. Czasem jest to kłopot natury technicznej, a nieraz zdrowotnej – mówi Elżbieta Łodykowska. Niestety porady są odpłatne (80–150 zł), gdyż nigdzie w Polsce nie refunduje ich NFZ. W Warszawie młoda mama bez trudu umówi się na taką wizytę, nawet będzie ją stać na przyjazd doradcy do domu. Ale w mniejszych miastach bywa z tym spory kłopot. Nie wszystkie położne mają przeszkolenie laktacyjne, bo nie jest ono dla nich obowiązkowe.

Kultura karmienia

Zdaniem młodego ojca z Trójmiasta kultura karmienia piersią jest u nas wciąż w powijakach. Obserwuje to na przykładzie swojej żony, która nie chcąc wypaść z wprawy, karmi ich Julkę w każdym miejscu, kiedy tylko zażąda piersi. – To mało komfortowe czuć na sobie karcący wzrok innych podróżnych w pociągu lub bywalców galerii handlowych – żali się pan Czarek. Dlatego spokojny azyl znajdują w toaletach… – Dla inwalidów! Bo czyste, kameralne, możemy wejść tam oboje i wózek mieści się w drzwiach – tłumaczy. – W wielu miejscach publicznych brakuje udogodnień, więc butelka rozwiązuje problem.

Ewa Janiuk zna nawet restauracje, gdzie kobiety nie mogą nakarmić swojego dziecka, choć według niej wstydliwe powinno być raczej obnoszenie się z butelką. Do zniechęcania matek do karmienia przykłada rękę również personel medyczny. – Czasem nawet stomatolodzy nie chcą leczyć im zębów albo odmawiają zrobienia zdjęcia RTG – opowiada Aleksandra Przeździecka-Kujałowicz. – A kiedy sama karmiłam i z bólem głowy zapytałam w aptece, jaki mam zrobić odstęp między lekiem a karmieniem, farmaceutki po naradzie na zapleczu orzekły, że 48 godzin. Okazało się, że wystarczy sześć.

Na stronie Ministerstwa Zdrowia znajduje się przydatny wykaz leków niewskazanych podczas karmienia piersią i jest to lista dużo krótsza od tej, która funkcjonuje w świadomości wielu lekarzy i położnych. Alina Rumowska, kierownik ds. położnych na oddziale, gdzie listę produktów zakazanych dostała Marta, jest zaskoczona, że pacjentki przywiązują do niej aż taką wagę: – Dieta powinna być lekkostrawna, to jest tylko nasza wskazówka. Zbyt restrykcyjna? Może rzeczywiście rubrykę artykułów niedozwolonych powinniśmy zastąpić łagodniej: „niepreferowanymi”.

Szlaban na cytrusy i czekoladę, tak na wszelki wypadek, by uchronić niemowlę przed rozwojem alergii, to medycyna jak za króla Ćwieczka, ponieważ wszelkie diety profilaktyczne już dawno straciły rację bytu. Ewa Janiuk, która od niedawna jest wiceprezesem Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, nie ukrywa, że piętą achillesową naszej służby zdrowia jest brak aktualizacji wiedzy. Inna sprawa to dziurawy system opieki. Gdyby kobiety już podczas ciąży miały dostęp do właściwej edukacji ze strony wykształconych położnych i wytłumaczono im zawczasu, co jeść i czym się leczyć podczas karmienia, nie byłyby potrzebne żadne wyrywkowe listy. A kontakt w pierwszej dobie po porodzie z położną, która była przy niej wcześniej, zastąpiłby przypadkowych doradców.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Destrukcyjne relacje w rodzinie

Poradnik dla skrzywdzonych przez rodziców.

Anna Tylikowska
13.11.2018
Reklama