Społeczeństwo

Nasto-dziadki

Seniorzy jak nastolatki, czyli kiedy zaczyna się starość

Gdy przyjąć miarę biologiczną, wychodzi na to, że ze wszystkich faz życia najbardziej wydłuża się starość. Gdy przyjąć miarę biologiczną, wychodzi na to, że ze wszystkich faz życia najbardziej wydłuża się starość. iakovenko123 / Polityka
„Sześćdziesiątka to nowa trzydziestka, a trzydziestka to dawna osiemnastka” – przewija się przez internetowe blogi, poradnikowe gazety i programy telewizyjne. Prawda to czy mydlenie oczu?
Ludziom dziś znacznie bardziej niż kilkadziesiąt lat temu zależy na wygodzie, bez względu na wiek.Getty Images Ludziom dziś znacznie bardziej niż kilkadziesiąt lat temu zależy na wygodzie, bez względu na wiek.
Zdaniem Tatiany Hrechorowicz normy i konwenanse – co wypada, co nie – coraz mniej dotyczą wieku, częściej sytuacji, kontekstu.evgenyataman/PantherMedia Zdaniem Tatiany Hrechorowicz normy i konwenanse – co wypada, co nie – coraz mniej dotyczą wieku, częściej sytuacji, kontekstu.

Artykuł w wersji audio

Gdy Marta przegląda album rodzinny, bez ustanku się dziwi, patrząc na zdjęcia swojej babci, gdy miała 40 lat – tyle, ile Marta ma teraz. Z upozowanych fotografii uśmiecha się nobliwa pani z fryzurą na baranka, w butach na kwadratowych obcasach i sukienkach z lakierowanym paskiem. Jeszcze bardziej Marta (sama ubrana w dżinsy, T-shirt i klapki) dziwi się, gdy patrzy na prababcię w wieku lat 65 – starowinkę (siwe włosy zwinięte na czubku głowy), w bluzce i spódnicy do pół łydki. Mama Marty Halina, lat 65, krótka fryzura blond, latem po domu krząta się w szortach do pół uda i koszulce na ramiączkach. Na zewnątrz wychodzi w bermudach i bluzkach ledwo zakrywających ramiona. Spodnie i koszulki kupują z Martą w tych samych sieciowych sklepach (przy wieszakach obok kręcą się licealistki). Potem idą razem na basen. A mama koleżanki – też z włosami do ramion, w modnych butach i spódnicach z oficjalnie młodzieżowej sieciówki – w wieku lat 60 kupiła pierwszy samochód. I twierdzi, że wtedy właśnie zaczęło się jej życie.

Więc Marta nad tymi zdjęciami zastanawia się, jaka była kolejność: czy najpierw zmienił się wygląd czy mentalność? Czy przeczucie dłużej dostępnych szans, wyborów, zmian w coraz dłuższym życiu, pozwala dojrzałym nosić kostiumy tych, co wszystko mają przed sobą? Czy kopiowanie swobodnych strojów i fryzur 60-letniej Sharon Stone, 66-letniego Stinga i im podobnych otworzyło umysły, pozwoliło tym dojrzałym poczuć się wciąż w nurcie?

Tatiana Hrechorowicz, specjalistka od kreowania wizerunku, jest pewna, że wszystko zaczyna się od głowy. Nawet kopiując wzorce z mediów, przepuszcza się je przez siebie. – Można włączyć filtr: „Nie, to nie dla mnie. Jestem za stara”, ale można też: „OK, wolno mi, mogę”. Czy wzorce z mediów zmuszają do jakichś wyborów? Nie wiem, czy gdybym faktycznie sama nie czuła się żywa, atrakcyjna i energiczna, potrafiłabym za tymi wzorcami podążać.

Granica 120 lat

Zachodni publicyści dostrzegli wyraźną zmianę w biologii. W niedawnym dodatku do magazynu „The Economist” pod wiele mówiącym tytułem „The new old” (nowi starzy) piszą: „Na początku poprzedniej dekady stan zdrowia amerykańskich mężczyzn w wieku lat 69, według ich własnej oceny, był tak dobry jak stan zdrowia sześćdziesięciolatków w latach 70. Dzisiejsza siedemdziesiątka to faktycznie dawna sześćdziesiątka” – konkludują.

W potocznych dyskusjach w Polsce ludzie idą dużo dalej. Sześćdziesiątka to raczej nowa czterdziestka, ba! trzydziestka – przewija się w rozmowach. W sensie medycznym – Polska dopiero zbiera się jednak do takiego skoku. – W bogatych społeczeństwach Zachodu odczuwanie dolegliwości związanych ze starością przesunęło się o 10 lat, ale u nas jeszcze nie ma aż takich efektów – wyjaśnia dr Jarosław Derejczyk, dyrektor Szpitala Geriatrycznego im. Jana Pawła II w Katowicach. I kontynuuje: Amerykanie chętnie stosują terapie hormonalne, co faktycznie poprawia kondycję i jakość życia. Udało im się skutecznie zapanować nad chorobami naczyń, zwłaszcza wśród zamożnych i wykształconych. My mamy ewidentny postęp w leczeniu chorób układu krążenia, ale głównie tych ostrych.

Programy finansowane przez kolejne resorty zdrowia wywindowały kardiologię zabiegową i leczenie ostrych incydentów naczyniowych na bardzo wysoki poziom. Wszczepia się rozruszniki, sprawnie odtyka przytkane naczynia i zmniejsza krzepliwość krwi. Są leki na nadciśnienie i choroby zakaźne, szczepienia, antybiotyki. Jak pisze dr Ewelina Szpak, jeszcze na początku lat 60. w woj. lubelskim sześć na sto kobiet w wieku 30–40 lat nie miało już ani jednego zęba. Dziś czterdziestki z protezami to zjawisko rzadkie, a w pewnych środowiskach wręcz niemożliwe do wyobrażenia. Wstawia się implanty. – To wszystko prawda, ale wciąż fatalnie jest, jeśli chodzi o styl życia – podkreśla dr Derejczyk. – Najlepiej widać to w sobotę na działkach. Roznosi się dym grillowania, a kilka godzin wcześniej z supermarketów wyjeżdżają koszyki wypchane kaloriami. I to zabiera nam lekko licząc 10–15 późnych lat, przysparzając zdrowotnych kłopotów.

Życie, jak na Zachodzie, tak i w Polsce, wydłuża się (ostatnio do 82 lat u kobiet i 74 u mężczyzn), ale jego jakość mogłaby poprawiać się bardziej. Ogółowi Polaków przeszkadza też nieruchawość. Przez ostatnie 10 lat w tej dziedzinie trochę się zmieniło. Przybyło siwowłosych biegaczy i rolkarzy, parkowych siłowni i zajęć sportowych dla dorosłych. Na hasło „fitness dla seniora” internetowa wyszukiwarka wyrzuca 6,2 mln wyników. W coraz liczniejszych klubach panie po sześćdziesiątce ćwiczą Total Body Condition, jogę czy interwały razem z 20-latkami i prawie nie odstają kondycją. Jednak przy tym senior wciąż opisywany jest jako klient 60 plus, czasem 55 plus, a czasem 50 plus.

Geriatry to ostatnie akurat nie dziwi, bo nie żywi złudzeń, że biologicznie pojmowane starzenie się przesuwa. Początek okresu przedstarczego to nieubłaganie mniej więcej 45. rok życia. Jedyna zmiana, jaką widzi doktor, to ta, że dziś owa informacja denerwuje lub śmieszy jego rozmówców. – A jednak właśnie ok. 45. roku życia w tkankach zaczynają się zmiany degeneracyjne. Organizm przestaje o nas dbać. Przez 10 następnych lat wydolność narządów – począwszy od mózgu, przez wątrobę, a skończywszy na stawach – spada, najpierw od 0,3 proc. do 0,5 proc. rocznie. W kolejnych latach ten spadek przyspiesza, choć po sześćdziesiątce jego tempo wyraźnie się rozjeżdża – dalej rośnie, ale u jednych bardziej, u innych mniej. Gdyby się jeszcze udało zaradzić chorobom neurodegeneracyjnym (parkinsonizm, otępienie, depresja), życie można by wydłużyć o kolejne 10 lat. Ale nie da się w nieskończoność. 120 lat to ostateczny limit egzystencji człowieka. Komórki więcej nie są w stanie się dzielić.

Jednak ten próg coraz szybciej staje się osiągalny dla coraz liczniejszych. Demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego zwraca uwagę, że pod koniec 2016 r. żyło w Polsce prawie 5 tys. stu- i stukilkulatków, choć jeszcze dwa lata wcześniej GUS spodziewał się, że będzie ich 1,5 tys. mniej. Gdy więc przyjąć miarę biologiczną, wychodzi, że ze wszystkich faz życia najbardziej wydłuża się starość. Nawet jeśli jest ona nieco lepsza niż dawniej.

Dłuższe etapy

Ale gdy przyjąć miarę ról społecznych, obraz zaczyna się gmatwać. Bo przede wszystkim: dłużej się uczymy, dłużej trwa faza zastanawiania się, szukania, eksperymentów czy podróży. Później się pobieramy i decydujemy na dzieci. Według GUS przeciętny polski pan młody ma dziś 29 lat, o pięć lat więcej niż na początku lat 90. Pierwsze dziecko rodzą kobiety przeciętnie 27-letnie, trzy lata starsze niż na początku stulecia i o pięć lat starsze niż w pokoleniu matek. Nie brakuje też już w Polsce pierworódek po pięćdziesiątce, czterdziestki nikogo nie dziwią. W pokoleniu ich matek to byłby eksces nie do wyobrażenia. Przedłuża się więc życie bez obciążeń, z nieograniczoną możliwością wyborów – a tak najczęściej rozumie się młodość.

Dr Radosław Kaczan, który na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia na kierunku Psychologia dla magistrów, widzi, że jego studentów – po 25., 30., a czasem i 50. roku życia – temat o tym, kiedy zaczyna się dorosłość, niezwykle emocjonuje. Dziś mało kto naprawdę czuje się dorosły przed trzydziestką. Ale dr Kaczan nie jest skłonny do narzekań na powszechną niedojrzałość. – Bo co to właściwie znaczy? Jak nabiera się gotowości do życia w stałym związku, do brania odpowiedzialności za innych? Obiektywnie rzecz biorąc, coraz dłużej trwa edukacja (40 proc. absolwentów studiuje – to cztery razy więcej niż w 1990 r.), dłużej niż kiedyś trzeba czekać na stałą pracę, na awans. A przecież, zanim ktoś nie przejmie nowych zadań, trudno rozstrzygnąć, czy jest do nich gotowy. – Do bycia rodzicem można dojrzeć dopiero wraz z pojawieniem się dzieci, do bycia szefem – wraz z objęciem zespołu. Czasem, dopóki jakiś impuls nie sprawi, że trzeba w coś wejść, człowiek nie jest w stanie rozpoznać swojej gotowości – ocenia dr Kaczan.

Te impulsy działają dziś później, bo mało jest zewnętrznych nacisków. Można na przykład wiele lat żyć bez formalizowania związków, choć związki te mogą być autentyczne i dynamiczne. Do urzędowej legalizacji nieraz pchnie ludzi ciąża, hurtowe załatwianie formalności przy braniu kredytu. Coraz częściej – nic ich jednak nie pcha. Z analiz prof. Piotra Szukalskiego wynika, że aż 40 proc. mężczyzn, którym dzieci rodzą się po pięćdziesiątce, nie ma ślubu z ich matkami.

Prof. dr hab. Krystyna Slany z UJ zwraca uwagę, że dla socjologów to powód do niepokoju. Pisze: dzisiaj wiele dzieci ma wielu ojców/matek/opiekunów/opiekunek. Doświadczają tzw. „seryjnych ojczymów” czy „seryjnych macoch”, wielu miejsc życia, za którymi stoją decyzje podejmowane poza ich uczuciami i wyborami, przemieszczania się pomiędzy nowymi rodzinami ojca/matki. „Niejednokrotnie życie w kilku domach (czasami jednocześnie) jest trudnym doświadczeniem ich dzieciństwa i młodości” – podkreśla badaczka. Czy taka „niedojrzałość rodzicielska” i związane z nią ciągłe zmiany i perturbacje jest większym obciążeniem dla dziecka niż życie z ojcem i matką, którzy się nienawidzą, ale „dla dziecka i dobra rodziny są razem” – trudno jednak rozstrzygnąć.

Tymczasem w ostatnich latach socjolodzy i demografowie wypatrzyli w Polsce inną charakterystyczną prawidłowość: coraz częściej rozpadają się małżeństwa z dłuższym, ponad 15-letnim stażem. Takie, które zdołały wspólnie odchować dzieci i bez poczucia winy wyglądają nowych perspektyw. Co zresztą daje kolejne wyjaśnienie zmian w urodzie, m.in. zaniku „baranka” na głowie, powszechnego jeszcze nie tak dawno wśród pań „w pewnym wieku”. Krótka trwała ondulacja, jak peruka nakładana po ślubie przez kobiety w tradycyjnych społecznościach żydowskich, niosła przekaz: „Skończyło się wabienie i seksapil, ma być schludnie i bez kłopotu”. Ten komunikat stracił aktualność. A nowe otwarcia czasem pozwalają pisać własną historię dorosłego życia całkiem od początku, na czysto.

Kate Moss za nastolatkę

Przez szkiełko seksualności, zwłaszcza kobiet, najostrzej widać przesunięcie w mentalno-emocjonalnych miarach wieku. – 30 lat temu pacjentki po pięćdziesiątce do gabinetu ginekologicznego przychodziły ze względu na choroby – wspomina prof. dr hab. Tomasz Pertyński, łódzki ginekolog i położnik. – Dziś panie w wieku 50–60 proszą o poprawienie stanu ich narządów rodnych, by mogły efektywniej współżyć. I profesor zapewnia, że można im pomóc. Najpowszechniejsza metoda utrzymywania seksualności na poziomie 30-latki to obok ruchu i wysiłku fizycznego terapia hormonalna. Pod uważną kontrolą lekarza można utrzymać kondycję intymną, pacyfikować nocne poty, wahania nastroju, kłopoty z pamięcią. Są i metody bardziej radykalne: laserowe odmładzanie krocza lub lifting pochwy. Pacjentkom zwykle obce jest zażenowanie, które mogłoby wiązać się z wiekiem.

Zdaniem Tatiany Hrechorowicz normy i konwenanse – co wypada, co nie – w ogóle coraz mniej dotyczą wieku, częściej sytuacji, kontekstu. – Różnica polega na tym, że gdy 20-latek nie zrozumiał, że okoliczności wymagają założenia marynarki, to łatwiej na to przymknąć oko: „Nie wiedział, bo młody”. Od doświadczonego 40-latka oczekujemy sprawniejszego dostosowania się do sytuacji – mówi Tatiana Hrechorowicz.

Dobrze też, gdy z wiekiem człowiek zyskuje większe rozeznanie, kim jest i co może. Kiedy świadomie wybiera, co jest dobre dla niego (ale też: na co go stać, na co ma jeszcze siły, bo tych z wiekiem ubywa niezależnie od dbałości o kondycję), a nie upiera się, że jest 20-latkiem. Jeśli się uprze, że jest 20-latkiem z czasów własnej młodości, wciąż kupując takie same trampki, jakie noszono w jego liceum, popada w karykaturalność. – Dla mnie hasło o czterdziestce jako nowej dwudziestce, sześćdziesiątce jako nowej czterdziestce jest budujące, gdy oznacza dynamizm: bycie współczesnym człowiekiem, który widzi, co dzieje się w świecie – mówi Tatiana Hrechorowicz. – Widzi nie tylko, co się nosi, co ogląda, czyta, ale też, co się wydaje ważne ludziom z młodszych pokoleń i wybiera z tego coś dla siebie – albo świadomie nie wybiera.

Bo na przykład ludziom dziś znacznie bardziej niż kilkadziesiąt lat temu zależy na wygodzie, bez względu na wiek. Dlatego w sieciówce dla młodych wybierze coś dla siebie i matka, i córka, i wnuczka. A sieciówki, dostrzegając to, poszerzyły rozmiarówkę – do nieosiągalnego kilka lat temu rozmiaru 44. Jeden z największych polskich producentów ubrań, firma LPP, właściciel sklepów Reserved, właśnie zatrudnił do kampanii 43-letnią Kate Moss. Na reklamowych zdjęciach tu i ówdzie pokazują się nawet (zjawiskowe) modelki po osiemdziesiątce. Upozowane w luźnych, zaczepnych pozach kobiet, które same o sobie decydują.

Do roboty!

Tym, co szczególnie przeszkadza czuć się młodziej, jest brak pracy. Jeśli za starość uznać stan umysłu, mówiący, że wszystkie drzwi są zamknięte i nic nie może się zdarzyć, niezamierzona utrata pracy jak mało co pcha człowieka w starość. W Polsce między 60. a 64. rokiem życia zatrudnienie ma mniej niż co trzeci Polak. Po 65. urodzinach – co dwudziesty. Wraz z obniżeniem wieku emerytalnego będzie ich jeszcze mniej. Z badań prof. Pertyńskiego w środowisku łódzkim wynika, że utrata pracy jest najczęstszym powodem depresji kobiet w wieku okołomenopauzalnym.

Jedyna aktywność okołozawodowa, która się wydłuża także w Polsce, to aktywność polityczna (szerzej o tym w POLITYCE 25). 40-latek kilkanaście lat temu mógł uchodzić za męża stanu. Dziś, gdy przepchnie się w szeregi światowych przywódców, jak ostatnio francuski prezydent Emmanuel Macron, rocznik 1977, budzi zdumienie, niczym cudowne dziecko biegłe w zadaniach dorosłych. Ci z wcześniejszych pokoleń nie są skłonni, by oddawać pole, gdy dekady życia wciąż przed nimi. Chętni młodsi mogą się za to do 35. roku życia ćwiczyć w niektórych młodzieżówkach. A w Forum of Young Global Leaders – międzynarodowej prestiżowej organizacji pozarządowej, która ma „reprezentować głos przyszłości i nadzieje następnego pokolenia” – spełniać się nawet do 46. urodzin.

Badacze rozwoju konkludują, że to, która część życia najbardziej się rozciąga– starość, młodość, wiek średni – na poziomie psychologicznym w dużej mierze pozostaje kwestią osobistego wyboru. Choć jest on ograniczony – przez biologię, różnie wyznaczającą tempo starzenia, zdrowie, ale też warunki życia, kulturę czy płeć. Kobiety żyją dłużej i są zdrowsze, ale mimo to mężczyźni wciąż mogą więcej. W sensie najbardziej trywialnym. Najstarszy, który spłodził dziecko, miał 94 lata. Tabloidy gratulują i kibicują sędziwym ojcom – celebrytom. Gdy dwa lata temu 60-letnia polska aktorka urodziła bliźniaki z in vitro, oskarżano ją o egoizm i nieodpowiedzialność.

Na samopoczucie człowieka w kolejnych latach życia, jak pokazują od dawna badania, rzutuje nawet higiena ciąży matki – jej bieda lub dostatek, stres, zwłaszcza wojenny. Rzutuje wykształcenie. Według danych OECD sprzed kilku lat 25-letni mężczyzna z wyższym wykształceniem w Polsce będzie żył ok. 80 lat. Z wykształceniem podstawowym – ledwie 66.

Ale i w nierównych warunkach wciąż można ulec pokusie infantylizacji albo coraz lepiej czuć swoją tożsamość. Wiedzieć, co brać, a z czego rezygnować, gdy koszt staje się zbyt wysoki. To jeden z pomysłów na to, co jest celem rozwoju. Dr Radosław Kaczan byłby ostrożny z rozsądzaniem, że każda próba oszukiwania metryki, sięgnięcia po coś dla młodszych – rolę życiową, rozrywkę, strój – jest niewybaczalnym grzechem, szkodliwie zaprzeczającym prawdzie. Niewątpliwie współczesne wzorce, nakazy popkultury formułowane wciąż, by sprzedać różne dobra, bywają zakłamane, rozwijają narcyzm, koncentrację na ciele, przesadny kult młodości. Ale z drugiej strony, czy pokazowy uśmiech i dobry wygląd, mobilizacja, choć coś boli i mało jest siły, zasługują na krytykę?

Polityka 30.2017 (3120) z dnia 25.07.2017; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Nasto-dziadki"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną