Tomasz Wojtkiewicz o tym, czy Polacy przekonali się do rowerów

Jak wzmacniała się stal
Rozmowa z Tomaszem Wojtkiewiczem, prezesem firmy z rowerami na wynajem, działającej w 30 największych miastach, o tym, jak rowery zmieniają Polskę, a Polacy wymieniają rowery.
„Polska jest cały czas w ogonie pod względem liczby posiadanych rowerów na jednego mieszkańca. Niemcy mają prawie dwa razy wyższy współczynnik. Z Holendrami czy Duńczykami nie ma nas co porównywać”.
Horacio Villalobos/Getty Images

„Polska jest cały czas w ogonie pod względem liczby posiadanych rowerów na jednego mieszkańca. Niemcy mają prawie dwa razy wyższy współczynnik. Z Holendrami czy Duńczykami nie ma nas co porównywać”.

„Miasta coraz częściej odśnieżają ścieżki rowerowe. Jestem przekonany, że w ciągu kilku lat rowery miejskie będzie można wypożyczać również zimą”.
Agencja Wschód/Forum

„Miasta coraz częściej odśnieżają ścieżki rowerowe. Jestem przekonany, że w ciągu kilku lat rowery miejskie będzie można wypożyczać również zimą”.

Tomasz Wojtkiewicz
J. Kamiński

Tomasz Wojtkiewicz

audio

Juliusz Ćwieluch - Jak wzmacniała się stal

Juliusz Ćwieluch: – Co pan sprzedaje?
Tomasz Wojtkiewicz: – Ja nie sprzedaję, ja wypożyczam.

Coś pan jednak sprzedaje, skoro stać pana na takie biuro.
Powiedzmy, że sprzedaję nową filozofię życia.

A co w niej nowego?
Kapitalizm opierał się na posiadaniu. Ja jestem kapitalistą nowego typu. Przekonuję, że nie trzeba czegoś posiadać, żeby móc tego używać. To się nazywa ekonomią współdzielenia.

Komuniści też namawiali do ekonomii współdzielenia i pamięta pan, jak wyszło.
Nie wyszło, bo nie bardzo było czym się dzielić. My nie namawiamy, żeby wszystko było wspólne. Pokazujemy, że przedmioty są narzędziami, których można używać wtedy, kiedy są nam potrzebne, i nie zawsze trzeba je posiadać.

I udało się wam przekonać Polaków, że tak można?
Nie od razu.

A jak wprowadza się ekonomię współdzielenia w społeczeństwie, które cierpi na permanentny brak zaufania?
Ciężko.

Bo?
Jak już pan powiedział, po drodze mieliśmy komunizm, który zdemolował ludziom obraz świata. Jedną z głównych barier, na jakie się natknęliśmy, było podejście do posiadania i wizerunek naszej usługi.

Jaki był stosunek do posiadania?
Kompulsywny to za dużo powiedziane, ale Polacy, wyposzczeni latami ekonomii niedoborów, bardzo chcieli posiadać. Co jest zresztą zrozumiałe. Przez lata patrzyliśmy przez szybę na świat konsumpcji, a nagle wpuszczono nas do środka i się zachłysnęliśmy. Ilość i jakość posiadanych przedmiotów zaczęła być wyznacznikiem życiowego sukcesu. Każdemu marzył się dom. Pod domem samochód. Tak miało wyglądać szczęście. W takim społeczeństwie ciężko wprowadza się ideę współdzielenia. Po ponad 25 latach takiego intensywnego konsumpcjonizmu widać, że tendencja się odwraca.

Zapraszam pana w weekend do pierwszego lepszego centrum handlowego. Jeśli istnieje przedsionek do piekła, to właśnie tam.
Nie twierdzę, że konsumpcja spada i za chwilę w sklepach zrobi się pusto. Polacy mają do nadrobienia spore zaległości w posiadaniu. Ale trend się zmienia. W dużym stopniu za sprawą młodych. Oni nie przywiązują takiej wagi do posiadania czegoś na stałe jak ich rodzice.

Dlaczego?
Po pierwsze, bo wszystko jest. Ma swoją cenę, ale jest. Po drugie, patrzą na posiadanie nie poprzez pryzmat prestiżu, jak ich rodzice, ale z perspektywy zobowiązania. Nauczeni doświadczeniem poprzedniego pokolenia, własne mieszkanie kojarzą przede wszystkim z kredytem, który jak pętla na szyi wisi nad człowiekiem przez 30 lat. Wiedzą też, że żeby taki kredyt spłacać, trzeba mieć stabilną pracę, w której nie można się wychylać, żeby jej nie stracić. Ponadto podobnie jak ich zachodni koledzy inaczej ustawiają hierarchię wartości. Ich priorytetem nie jest inwestowanie w rzeczy, tylko w siebie. Inwestują w siebie więcej niż ich rodzice, bo są ciekawsi świata, który stoi przed nimi otworem. Ale też trudniej im wybrać własną drogę życiową.

Za dużo opcji?
Świat daje im poczucie, a może iluzję, że mogą być właściwie każdym. Pod wpływem impulsu są w stanie rzucić wszystko i wyjechać na rok za granicę, szukając tam swojej szansy. Kupno mieszkania powoduje, że osiada się w jakimś miejscu. Im więcej rzeczy, tym trudniej się oderwać od miejsca. Dlatego my postanowiliśmy zaproponować jedną rzecz mniej. Nie muszą posiadać roweru. Biuro już mają w kawiarni. Za chwilę nie będą musieli mieć samochodu. Z badań wynika, że większości użytkowników posiadanie własnego samochodu się po prostu nie opłaca. Prywatny samochód jest wykorzystywany średnio przez 7 proc. czasu jego posiadania. Resztę czasu samochód stoi niewykorzystany.

Statystycznie pies i człowiek mają po trzy nogi.
W Warszawie samochodem jedzie się do pracy dłużej niż komunikacją miejską.

Pan jeździ komunikacją miejską?
Mało, ale ufam w badania, w których to wszystko skrzętnie policzono. Ze względu na rodzaj mojej pracy dużo poruszam się po kraju, jeżdżę więc autem i wiem, że jest to droższe, bo dochodzi koszt parkowania i utrzymania auta. No i niezwykle stresujące, bo w dużych miastach jeździ się trudno. Przy wzrastających cenach za ubezpieczenie posiadanie auta po prostu się nie opłaca. Znaczniej taniej można je współdzielić.

Pan współdzieli auto czy ma na własność?
Nie jestem modelowym przykładem. Pracuję w Warszawie, ale mieszkam we Wrocławiu. Upieram się, że współdzielenie ma przed sobą wielką przyszłość. Proszę zobaczyć, jak obniżyło, żeby nie powiedzieć zdemolowało, ceny hoteli w Warszawie. Coraz więcej osób decyduje się na krótki wynajem własnych mieszkań. Sieci hoteli nie mogą tego lekceważyć.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną