Społeczeństwo

Kto im dał skrzydła?

Husaria znów atakuje

Husaria jest jak najbardziej żywą inspiracją dla coraz liczniejszych grup rekonstrukcji historycznych. Husaria jest jak najbardziej żywą inspiracją dla coraz liczniejszych grup rekonstrukcji historycznych. Andrzej Wiktor
W ostatnich latach mamy prawdziwy wysyp pomysłów na manifestowanie uczuć patriotycznych. Dość nieoczekiwanie na czoło tej symbolicznej ofensywy wysuwa się motyw husarii.
Ławy z motywem husarskich skrzydeł w licheńskim Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej PolskiMichał Kość/Agencja Wschód/Reporter Ławy z motywem husarskich skrzydeł w licheńskim Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski

Właściwie nie ma się co dziwić, ciężkozbrojni jeźdźcy z piórami na plecach to coś nader malowniczego, a poza tym oryginalnie polskiego, no i wzbudzającego respekt. Przypomnijmy sobie choćby ten kanoniczny opis:

„Spojrzymy: husaria już rozpuściła konie. Boże, co za impet! Wpadli w dym... znikli (...). Aż zagrzmiało coś i dźwięk się uczynił, jakby w tysiącu kuźni kowale młotami bili. Spojrzymy: Jezus Maria! Elektorscy mostem już leżą jako żyto, przez które burza przejdzie, a oni już hen za nimi! jeno proporce migocą! Idą na Szwedów! Uderzyli na rajtarię – rajtaria mostem! Uderzyli na drugi regiment – mostem! (...) Wszystko pierzcha, wszystko się wali, rozstępuje, idą jakby ulicą... bez mała przez całą armię już przeszli! Zderzą się z pułkiem konnej gwardii, wśród którego Carolus stoi... i gwardię jakoby wicher rozegnał!”.

Tyle Sienkiewicz w „Potopie”. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że sienkiewiczowski opis szarży husarskiej pozostaje li tylko obrazkiem zamierzchłych dziejów polskiego oręża. Otóż bynajmniej. W październiku zeszłego roku w Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej minister Antoni Macierewicz, aktualizując przesłanie autora Trylogii, mówił, że „naród polski działa zgodnie z zasadą słomianego ognia”, zaś ów ogień „jest krótkotrwały, ale nieprawdopodobnie silny – tak, jak silnym było uderzanie najnowocześniejszej i najskuteczniejszej broni, która Polsce dała 150 lat dominacji na teatrze bitewnym w całej Europie – husarii. Jej pierwsze uderzenie było nie do odparcia”.

Zafascynowany husarią jako depozytariuszką słomianego ognia minister powtórzył te słowa w grudniu na zjeździe Klubów Gazety Polskiej. Notabene były już minister zwykł był często traktować husarię w charakterze poręcznej metafory, czy to wskazując, że Wojska Obrony Terytorialnej mają być spadkobiercą zarówno żołnierzy wyklętych, jak i husarii właśnie, czy to porównując do husarii współczesne polskie lotnictwo wojskowe, wciąż daremnie wyczekujące na dostawę nowych śmigłowców. Nic dziwnego, że na jednej ze swoich okładek tygodnik „Do Rzeczy” uwiecznił Macierewicza jako husarza broniącego chrześcijańskiej Europy.

Antoni Macierewicz nie jest rzecz jasna osamotniony w swojej husarskiej zapalczywości, eksponowanej na politycznej scenie. W listopadzie odbyła się zaszczycona przez wicepremiera Morawieckiego, a zorganizowana przez Fundację Reduta Dobrego Imienia, konferencja „Support Poland! Wspieraj Polskę!”, poświęcona walce ze szkalującymi nasz kraj informacjami podawanymi przez zagraniczne media. Prezes Fundacji Mira Wszelaka opowiadała potem w radiu, że w tym celu uruchomiono dostosowaną do urządzeń mobilnych aplikację internetową „Rycerz”, dzięki czemu powstanie kilkumilionowa sieć wolontariuszy-patriotów zgłaszających za pomocą swoich smartfonów oszczerstwa. Prezes Wszelaka nazwała ową sieć „współczesną internetową husarią” i objaśniła: „Można powiedzieć, że stąd nazwa aplikacji »Rycerz«. Takie działanie na zasadzie dobrze zorganizowanego pospolitego ruszenia jest bardzo ważne. Nie mamy jeszcze na koncie ani jednej sprawy, którą wygraliśmy. Dzieje się tak, ponieważ polskie sądy są opieszałe. Problem »polskich obozów koncentracyjnych« to efekt polityki Niemiec, które chciały wybielić swój udział w II wojnie światowej”.

Szarża smoleńska

Husaria jest też jak najbardziej żywą inspiracją dla coraz liczniejszych grup rekonstrukcji historycznych. Te największe i najstarsze zajmujące się „odtwarzaniem husarii” pochodzą z Zawiercia, Gniewu, Sandomierza i Ogrodzieńca, ale jest jeszcze Warszawa i Śląsk, a od niedawna także Kraków i Białystok. Na stronach internetowych nasi współcześni husarze deklarują się nie tylko jako patrioci, ale także jako kontynuatorzy tradycji staroszlacheckich – na zdjęciach pozują w kontuszach, polski strój szlachecki zdaje się też obowiązywać na ceremoniach ślubnych, balach czy innych szczególnie uroczystych przyjęciach. Od razu przekonujemy się, że dzisiejsi husarze nie są li tylko przebierańcami, bo bycie husarzem-patriotą jest dla nich ważnym elementem osobistej tożsamości.

Współczesna polska zrekonstruowana husaria chętnie bierze udział w inscenizacjach bitewnych. Nie udało się co prawda w naturalnej scenerii odtworzyć bitwy pod Kircholmem, ale do dziś wspomina się pokaz odtworzeniowy urządzony na 400-lecie bitwy pod Kłuszynem w kwietniu 2010 r. Mocno niefortunny okazał się, niestety, termin rekonstrukcji bitwy, bo zorganizowano ów show tuż po katastrofie smoleńskiej. Ale że wcześniej patronatem objął imprezę śp. prezydent Lech Kaczyński, to mimo wycofania się części sponsorów jednak się odbyła i – jak relacjonowali organizatorzy – „było to wydarzenie dziejowe z największą liczbą husarzy współcześnie, z najbardziej niezwykłymi szarżami i paroma setkami odtwórców z Białorusi, Czech (Moraw), Polski, Rosji, Ukrainy i USA”.

Husarscy rekonstruktorzy mają zatem kontakty międzynarodowe i chętnie je kultywują nie tylko na polach bitewnych. Z przyjacielskimi wizytami jeżdżą do Budapesztu, Siedmiogrodu, a nawet do Smoleńska, gdzie w 2011 r. wespół z Rosjanami uczcili 400. rocznicę przesławnego oblężenia. W późniejszych relacjach podkreślano wzajemne zrozumienie i podobną wrażliwość historyczną. Swoją drogą interesujące, jak silny w tych środowiskach jest duch panslawizmu, od zawsze kultywowany intensywnie przez nacjonalistów rosyjskich, czeskich czy słowackich.

Podziw dla tradycji bojowych da się bez trudu połączyć z walką o dobro rodziny jako fundamentalnej wartości konserwatywnej i patriotycznej. Przykładem może być zorganizowany 16 i 17 września ubiegłego roku na terenie Fortu Bema w Warszawie piknik rodzinny pod nazwą „Polska – Skrzydła Chwały. Razem chrońmy rodzinę”. Jak można było przeczytać w stosownym anonsie, na czas pikniku „warszawski Fort Bema zmieni się w pole potyczek i utarczek zbrojnych. Czy szarża husarii rozbije blok pikinierów i muszkieterów? Będzie można odwiedzić towarzysza husarskiego i zerknąć, jak mieszka w swojej polowej stancyji. Zobaczyć, jak obozuje rajtaria i piechota cudzoziemska, jak manewruje na placu ćwiczeń oraz buduje swój obóz. Odbędą się pokazy kunsztu władania kopią husarską, sprawności piechoty hajduckiej, muszkieterskiej i pikinierskiej, egzercerunków pancernych i rajtarów oraz szarże Husarii! Ale nie samą wojaczką człowiek żyje, zatem obok obozowiska znajdą się kramy rzemieślnicze i kupieckie z rękodziełem oraz warsztatami pracy. Do tego prezentacje współczesnych jednostek Wojska Polskiego i Żandarmerii Wojskowej”.

Husarze odtwarzają bitwy, ale i uświetniają rozmaite ceremonie. Np. w kościele Bernardynów w Łęczycy w czasie świąt wielkanocnych husaria pełni wartę u Grobu Pańskiego wespół z kontuszową szlachtą i powstańcami warszawskimi. Husarzy można też zobaczyć w różnych miejscach (także na Wawelu) przy okazji obchodów 3 maja, maszerują na paradach z okazji święta Trzech Króli, są też obecni na innych świętach kościelnych i państwowych. Niedawno pojawiła się informacja, że w Jerozolimie, w Bazylice Grobu Świętego, widziano husarzy w grupie polskich pielgrzymów. Można zatem bez ryzyka błędu założyć, że będą licznie obecni również przy obchodach stulecia odzyskania niepodległości.

Husarz na klacie

W masowej wyobraźni Polaków husaria zawsze zajmowała miejsce szczególne. Kojarzyła się z odwagą, brawurą, ale też ze zmysłem taktycznym i militarną potęgą. Wzmocnił to jeszcze Jerzy Hoffman w swoich ekranizacjach Trylogii, pokazując husarzy dokładnie po sienkiewiczowsku, co w czasach PRL, kiedy na ekrany kin trafił „Pan Wołodyjowski”, a potem „Potop”, rzeczywiście krzepiło serca. W początkach III RP narodowe mity heroiczne zdawały się tracić na znaczeniu i ostatnia część filmowej Trylogii – „Ogniem i mieczem” – też nie wzbudziła przesadnego entuzjazmu. Zmiana przyszła za pierwszych rządów PiS, wraz z polityką historyczną jako sferą priorytetową i wraz ze wzmagającą się w młodym pokoleniu modą na patriotyzm.

Niebywale patriotyczni okazali się szczególnie kibice piłkarscy, co roku stanowiący jedną z najliczniejszych grup na Marszu Niepodległości. Nic dziwnego, że obraz husarza bywa motywem tzw. oprawy meczowej, a że kibice są arcyważnym targetem sklepów z odzieżą patriotyczną, wyobrażenia husarii, koniecznie w szarży i ze skrzydłami, coraz częściej uobecniają się na T-shirtach i bluzach obok emblematów klubów piłkarskich. Mało tego – są też chętnie wybieranym motywem tatuażu. Goły tors z husarią na piersi to zaprawdę świetna autoprezentacja patriotyczna na trybunach stadionu!

Chyba podobnie myślał polonus z Kanady Artur Binkowski, bokser o ksywie Polish Warrior, który na konferencji prasowej z okazji podpisania kontraktu na kolejną walkę w starej ojczyźnie paradował w białym T-shircie z husarią z przodu i orłem z tyłu. Wiemy o tym z zamieszczonego na portalu Wirtualnej Polski wywiadu, podczas którego trochę rozkojarzony i podenerwowany bokser co chwila krzyczał na ekipę sprzątającą w tle, że mu przeszkadza, a potem, nieprzerwanie posługując się bluzgami, tłumaczył, że gdyby to nie byli Polacy, to on nie byłby tak łagodny.

Husaria trafiła też – jakżeby inaczej – do muzyki popularnej. Nawet nie tylko polskiej, bo o husarzach (vide: piosenka „Winged Hussars”) śpiewa hołubiony przez polską młodzież patriotyczną szwedzki zespół metalowy Sabaton, wsławiony już wcześniej utworami na cześć Wehrmachtu oraz pieśnią oddającą hołd powstańcom warszawskim. Motyw husarii pojawia się również w klipie węgierskiej grupy Hungarica do śpiewanej po węgiersku i po polsku piosenki „Ojczyzna i wierność”. Nie trzeba dodawać, że piosenka jest o przyjaźni między dwoma narodami i o wspólnej historii (stąd motyw generała Bema, z przemilczaną wszelako informacją o jego konwersji na islam).

Nic to jednak przy rodzimej kapeli Husaria. Grupa powstała w 2008 r. i od razu trafiła na eksponowane miejsce na scenie rocka patriotycznego, nazywanego inaczej rockiem tożsamościowym lub nacjonalistycznym. Publiczności przedstawili się tak: „Jesteśmy młodymi ludźmi, patriotami. Uważając, że muzyka przepełniona być powinna ideą i nieść ze sobą przesłanie, stawiając czoła wszechobecnej dekadencji, pragniemy tworzyć utwory, które rozpalać będą w młodych sercach naszych rówieśników umiłowanie do najcenniejszych wartości: Bóg, Honor i Ojczyzna!”. I rzeczywiście, ich pierwszym przebojem był właśnie „Bóg Honor Ojczyzna”, zaczynający się słowami: „W górę sztandar z orłem wznieś,/Niech nie spotka nas już żadna klęska”, zaś teledysk do niej to kompozycja slajdów z obrazami husarii na polach bitwy. Notabene podobną estetykę ma klip do utworu „Polonez husarii” Krzesimira Dębskiego.

Patriotyczni pielgrzymi

W zasadzie do dziś socjologowie nie wyjaśnili do końca owego zwrotu patriotycznego i nacjonalistycznego, który połączył w zwartym szyku młodocianych kiboli, wąsatych rekonstruktorów, fanów ojca dyrektora z reprezentantami naszej rodzimej wersji konserwatyzmu i politykami PiS. Tak czy inaczej zwrot się dokonał i dziś możemy obserwować różne tego konsekwencje.

Przede wszystkim mamy do czynienia z osobliwą ewolucją oraz zróżnicowaniem form wyrażania uczuć patriotycznych i tożsamości narodowej. Zwróćmy uwagę: 10 lat temu narracja patriotyczna odwoływała się do heroizmu Armii Krajowej i uczestników powstania warszawskiego. Potem Armię Krajową zastąpił kult żołnierzy wyklętych i Narodowych Sił Zbrojnych. Podczas ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu Paweł Kukiz występował w T-shircie z emblematami Związku Jaszczurczego, a nowy Sejm przyjął uchwałę oddającą cześć eneszetowskiej Brygadzie Świętokrzyskiej, która – podobnie jak Związek Jaszczurczy – wywodziła się politycznie ze środowisk rodzimego faszyzmu, a do tego kolaborowała z gestapo. No cóż, najwyraźniej miłość do haseł narodowych bywa ślepa.

Warto wszak zwrócić uwagę, że polskie patriotyczne imaginarium jest dziś niebywale pojemne, mieści rozmaite, często obce sobie historycznie symbole i odniesienia do bardzo różnych tradycji. Tak jak w grupach rekonstrukcyjnych zwoływanych na oficjalne ceremonie – husarz stoi obok powstańca warszawskiego, żołnierz armii napoleońskiej maszeruje razem z konfederatem barskim, a legionista Piłsudskiego towarzyszy składaniu kwiatów przed pomnikiem Romana Dmowskiego. A patriotyczni ekstremiści łączą bez trudu miecz Chrobrego, symbole falangi i krzyża celtyckiego z czarną flagą Huzarów Śmierci, a także – co po emisji programu TVN zszokowało Polskę – ze swastyką.

Socjolożka prof. Barbara Fatyga nazwała kiedyś takie pomieszanie śmietnikiem symbolicznym, tyle że odnosiła to do nie zawsze patriotycznych i niekoniecznie ważnych politycznie subkultur młodzieżowych. Teraz ten łańcuch splątanych symboli ciągnie za sobą rządowa polityka historyczna. Ale nie ma się czemu dziwić, skoro władza czyni z kibiców w patriotycznych ciuchach swoje całkiem oficjalne zaplecze, a Kościół organizuje im pielgrzymki na Jasną Górę, gdzie bez obaw mogą uczyć patriotycznego moresu przeciwników PiS.

Polityka 5.2018 (3146) z dnia 30.01.2018; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Kto im dał skrzydła?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną