Społeczeństwo

Resort rodziny wywraca do góry nogami prawo adopcyjne. Na szkodę dzieci

Resort rodziny wywraca do góry nogami prawo adopcyjne. Na szkodę dzieci

Zdarza się, że rodzina biologiczna nie rokuje, ale mimo wszystko trwają różne działania: wnoszenie apelacji, walka o dzieci z różnych powodów przez rodziców biologicznych jest podejmowana. Zdarza się, że rodzina biologiczna nie rokuje, ale mimo wszystko trwają różne działania: wnoszenie apelacji, walka o dzieci z różnych powodów przez rodziców biologicznych jest podejmowana. Andrew Seaman / Unsplash
Ministerstwo chce wydłużyć okres zrzeczenia się dziecka przez kobiety z 6 do 14 tygodni. I płacić gminom za szybki powrót dzieci do biologicznych rodzin.

AGATA SZCZERBIAK: – Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że Ministerstwo Rodziny planuje wydłużyć okres zrzeczenia się praw do dziecka z 6 do 14 tygodni. Czyli o ponad 100 proc. Jak to zmieni sytuację dzieci?
MARTA GÓRNA: – To niebezpieczna sytuacja. Dzieci tuż po narodzinach będą w szpitalach albo ośrodkach preadopcyjnych prawie do czwartego miesiąca życia. Dziecko teoretycznie może pozostać w ośrodku z matką, ale w praktyce zdarza się to rzadko. Nieważne, jak cudowne byłoby to miejsce i jak fantastyczni wolontariusze by tam nie pracowali, to wciąż tylko ośrodek opieki, który nie zastąpi prawdziwego domu. System opieki jest zmianowy. Nie mamy wolontariuszy, którzy pracują 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu i opiekują się tylko konkretnym dzieckiem. A to powoduje, że w późniejszym okresie może mieć ono problemy z budowaniem więzi. Często nie da się tego odpracować.

I jeszcze jeden aspekt: od wielu lat w Polsce to nie dzieci czekają na rodziców, ale to rodzice czekają na dzieci. Te ostatnie trafiają do rodzin adopcyjnych błyskawicznie. Jeśli nowelizacja wejdzie w życie, bezpowrotnie pozbawimy najmniejsze dzieci możliwości bycia od najwcześniejszych chwil z rodziną adopcyjną.

Czym w takim razie Ministerstwo Rodziny tłumaczy konieczność zmian, skoro mogą one dzieciom zaszkodzić?
Argumentacja resortu jest taka: chcemy dać kobietom więcej czasu na podjęcie decyzji i poświęcić go na intensywną pracę z matką biologiczną. W jaki sposób – tego ministerstwo nie precyzuje. Diagnozy społecznej, która byłaby podstawą do przeformułowania przepisów w ten sposób, nie ma. Jest wiele organizacji, które sprzeciwiają się temu zapisowi. Obyśmy mieli szansę porozmawiać o tym w czasie konsultacji społecznych.

Czytaj także: Rząd zamyka Krajowy Ośrodek Adopcyjny TPD. To szatański pomysł

Jak dziś wygląda proces adopcyjny?
Niech najlepszą ilustracją tego będzie fakt, że dziś na dziecko rodziny adopcyjne, które są przygotowane na przyjście tego dziecka i wykwalifikowane, czekają ok. trzech lat. Ale są sytuacje, że ten okres wydłuża się do czterech lub więcej lat.

Co należałoby zrobić, żeby ten system rozszczelnić?
Odpowiedź jest bardzo złożona. Jest wiele odpowiedzi, które byłyby dobre w różnych sytuacjach. Mamy coraz więcej par niepłodnych. Par, które decydują się na to, żeby starać się o adopcję, jest coraz więcej.

Zwłaszcza po likwidacji programu refundującego in vitro.
To sprawia, że kolejka automatycznie się wydłuża. Ale z drugiej strony są dzieci, które bardzo często zbyt długo czekają na to, żeby uwolnić je do adopcji ze względu na utrudnioną sytuację prawną. Czasami jest to w pełni zrozumiałe, czasami rodzina biologiczna naprawdę rokuje i robi się wszystko, żeby była gotowa na powrót przyjąć dziecko. Ale zdarza się, że rodzina biologiczna nie rokuje, a mimo wszystko trwają różne działania, np. wnoszenie apelacji. Rodzice biologiczni podejmują walkę z różnych powodów. Sprawy sądowe się przeciągają. To trwa. I powoduje, że dzieci pozostają w rodzinie zastępczej, która powinna być na chwilę. A one tam czekają w zawieszeniu czasem nawet kilka lat, aż ich sytuacja prawna się rozwiąże. To na pewno powoduje, że mniej dzieci trafia do adopcji, niż mogłoby.

A co z kobietami? Czy wydłużenie okresu zrzeczenia się praw do dziecka jest potrzebne?
Istnienie takiego okresu jest na pewno potrzebne. To nie tak, że kobieta, decydując po porodzie o tym, że oddaje dziecko do adopcji, nie mogłaby zmienić tej decyzji. Ale ten czas musi być sensownie zagospodarowany. Nie chodzi o to, żeby kobietę zostawić samą sobie. Powinna mieć dostęp do psychologa, otrzymać fachową pomoc. Mieć kogoś, kto szanuje jej decyzję. Zdarza się, że kobiety są od swoich decyzji odciągane. Mówi im się, że na pewno sobie poradzą, bo przecież „ktoś” im pomoże. Nie powinno to tak wyglądać.

Mieszkamy w państwie, w którym leży edukacja seksualna, nie ma możliwości usunięcia ciąży, która jest nieplanowana, nie ma szans na anonimowy poród. Kobieta, która jest w ciąży i nie chce wychowywać dziecka z powodów ekonomicznych, związanych z przemocą, z różnymi innymi sytuacjami, dorasta do tej decyzji od dawna, ma ją przepracowaną. Zostawianie jej z zawieszeniem na kolejne 14 tygodni niczego nie zmieni. Jest dla niej dodatkowym obciążeniem. Przeciąganiem tego niejednokrotnie najtrudniejszego momentu życia do maksimum wytrzymałości.

Co zamiast tego? Okna życia?
Tak faktycznie może być. My jako stowarzyszenie nie zgadzamy się z tą instytucją. Uważamy, że jest bardzo niefortunnym rozwiązaniem. I to jest mało powiedziane.

Czytaj także: Ustawa 500+ odbierze (niektórym) dzieciom szanse na adopcję?

Dlaczego?
Bo odrywa dziecko od korzeni. Przeczy prawu dziecka do poznania swego pochodzenia. W związku z niejasną sytuacją prawną dzieci są dłużej przetrzymywane w niepewności i statystycznie później trafiają do adopcji niż te, wobec których rodzice zrzekają się praw. A także dlatego, że nie wiemy, dlaczego dziecko się w oknie życia znalazło. Czy dlatego, że kobieta tak zdecydowała, czy dlatego, że ktoś ją do tego zmusił?

Ale też żeby zostawić dziecko w oknie życia, żeby być zupełnie anonimowym, najpierw nikt nie może się dowiedzieć, że konkretna kobieta urodziła to dziecko. A to znaczy, że dziecko nie rodzi się w szpitalu, ale w warunkach domowych lub trudniejszych. Następuje tutaj cały szereg niebezpieczeństw: dla matki, dziecka, rodziny. Kontrargument, który bardzo często podnosi opinia społeczna – o tym, że lepiej do okna życia niż do śmietnika – został wielokrotnie podważony. Kobiety, które zostawiają dzieci w oknach życia, są psychologicznie zupełnie inne niż te, które odbierają im życie. I jeszcze jedno: od kiedy funkcjonują w Polsce okna życia, czyli od 2006 roku, nie zmieniły się statystyki dotyczące dzieciobójstw. Jest ich tyle co dziesięć lat temu.

Czytaj także: Okna życia – porażka państwa

Pewnym kontekstem dla zmian, które omawiamy, jest jeszcze jeden zapis w nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny. Chodzi o nagrody gmin za powrót dzieci do rodzin biologicznych w ciągu roku od czasu interwencji, kiedy nie ma jeszcze pewności, czy rodzina uporała się z problemami. Terminy „kara” oraz „nagroda” zostały użyte expressis verbis w uzasadnieniu do ustawy.
To jest oburzający zapis. Ideą ustawodawcy jest reintegracja rodziny, co ma oczywiście wartość, ale za nią stoi przekonanie, że zawsze najlepszym miejscem dla dziecka jest jego biologiczna rodzina. Ale nie chcę być zrozumiana źle: to nie znaczy, że sprzeciwiamy się reintegracji. Jeżeli są przesłanki, że rodzina rokuje, że się stara, zrobiła wszystko, żeby dzieciom zapewnić bezpieczne warunki, to świetnie. Ale ktoś powinien czuwać nad bezpieczeństwem dziecka, które jest w trakcie integracji. Niestety statystyki są nieubłagane i większość reintegracji kończy się ponownym odebraniem dziecka z rodziny, ponieważ przemoc i inne formy krzywdzenia w wielu przypadkach wcale nie ustają.

Co jeszcze nas oburza: w nowelizacji nie ma słowa o monitorowaniu dzieci powracających do rodzin biologicznych. Jako stowarzyszenie bardzo mocno wierzymy, że rodzina to nie tylko geny. Dla dobrego funkcjonowania rodziny, bezpiecznego życia i wzrastania dziecka ważnych jest bardzo wiele czynników. I to nie geny są najważniejsze.

Mam nadzieję, że ten zapis nie wejdzie pod taką postacią w życie. Niewyobrażalne jest też stawianie kryterium finansowego ponad kryterium dobra dziecka. Myślmy o bezpieczeństwie dziecka, a nie tylko o poprawie tabelek w Excelu.

ROZMAWIAŁA AGATA SZCZERBIAK

***

Marta Górna – przewodnicząca Zarządu Stowarzyszenia Na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama