Przełom w leczeniu SM czy zwykły blef?

Rozsiewanie nadziei
Czy sensacyjna metoda leczenia stwardnienia rozsianego komórkami macierzystymi rzeczywiście jest skuteczna? W sprawie pojawiają się wątpliwości, spekulacje, no i duże pieniądze.
Sensacja na miarę Nobla? Ale gdzie są dowody?
Don Bayley/RapidEye/Vetta/Getty Images

Sensacja na miarę Nobla? Ale gdzie są dowody?

Barwne obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego mózgu ze stwardnieniem rozsianym.
dr P, Marazzi/Science Photo Library/EAST NEWS

Barwne obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego mózgu ze stwardnieniem rozsianym.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Rozsiewanie nadziei

Wiadomość, jaką usłyszeli dziennikarze podczas konferencji w Polskiej Agencji Prasowej, powinna zelektryzować cały świat. A przynajmniej kilkaset tysięcy młodych ludzi, którzy wyczekują iskierki nadziei na poprawę swojego losu. By nie myśleć o nadchodzącym inwalidztwie, móc płynnie mówić, nie cierpieć z powodu niedowładów ani bolesnych skurczów.

Konferencja dotyczyła SM, Sclerosis Multiplex, czyli stwardnienia rozsianego. Do tej pory nikt nie odkrył skutecznej terapii w tym schorzeniu wyniszczającym układ nerwowy, choć coraz lepsze leki spowalniają jego przebieg i – jeśli tylko zadziałają – nie doprowadzają do nawrotów. Ale z Polskiej Agencji Prasowej popłynęła sensacyjna nowina: w szerzej nieznanej firmie Luna Laboratory z Łodzi opracowano pierwszą na świecie skuteczną terapię polegającą na jednorazowym podaniu wyizolowanych komórek macierzystych z własnego szpiku kostnego pacjenta.

Sensacja na miarę Nobla. A dowody? Obecne na konferencji dwie pacjentki, które na sobie wypróbowały kurację. Dwie ze wszystkich czterech osób, które do tej pory się jej poddały. Na sali nie ma lekarza, który przeprowadził kurację i opracował technologię. Jest natomiast aktor celebryta Jacek Rozenek oraz prof. Andrzej Klimek, emerytowany neurolog, który chore do zabiegu zakwalifikował i obserwował efekty: – Nie wystąpiły żadne skutki uboczne! U wszystkich nastąpiła zdecydowana poprawa!

Hurraoptymizmu profesora nie podzielają eksperci. Zwłaszcza ci, którzy pamiętają, jak kilkanaście lat temu, kiedy kierował oddziałem neurologii w szpitalu im. Kopernika w Łodzi, prof. Klimek wsławił się naświetlaniem pacjentów ze stwardnieniem rozsianym laserami biostymulującymi. Też miało być skutecznie, a media relacjonowały, że pod wpływem zabiegów chorzy odzyskiwali zdolność poruszania się, zupełnie jak na ewangeliczne wezwanie „wstań i idź”.

Jakoś nikt dziś o laserach w leczeniu SM nie wspomina ani nigdzie nie uzdrawia nimi chorych. – Przeminęła też moda na poszerzanie żył szyjnych, na którą dało się nabrać wielu pacjentów – dodaje prof. Marcin Mycko z Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Nic mnie już nie zdziwi: w tej chorobie co rusz pojawia się jakaś moda na oryginalną terapię, chorzy łapią się jej z nadzieją, a potem wszystko przycicha i wraca na utarte tory.

Byli na wózku, teraz chodzą

Tym razem nadzieje zostały rozbudzone ponad miarę. Do dr. hab. Waldemara Broli, kierującego Oddziałem Neurologicznym w Szpitalu Specjalistycznym w Końskich, pacjenci zaczęli przychodzić z wydrukami z portali internetowych: – Dlaczego nic pan nie mówił o takiej metodzie, jak się dostać na przeszczep? Trudno się bronić przed tego typu pretensjami, jeśli chory pokazuje wycinek: „Polscy badacze opracowali terapię na stwardnienie rozsiane, które można cofnąć. Ci ludzie byli na wózku inwalidzkim i teraz chodzą”.

W zarządzie Polskiego Towarzystwa Neurologicznego na temat sukcesu, którym należałoby się pochwalić na niejednym międzynarodowym kongresie, nic nie wiedzą. Doc. dr hab. Monika Adamczyk-Sowa, prezes elekt Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii PTN: – Nie otrzymaliśmy żadnej pracy ani analizy przeprowadzonego eksperymentu. Dlatego informacje z konferencji prasowej nie mają dla mnie żadnej wartości naukowej.

Prof. Andrzej Klimek, zapytany o brak publikacji i niezależny komentarz wiarygodnego grona ekspertów, odparł niewzruszony, że żaden periodyk nie wydrukowałby artykułu z omówieniem wyników leczenia czterech ochotników, a organizatorzy zjazdu naukowego nie dopuścili go nigdy do głosu. – Dziwna argumentacja – zaprzecza doc. Adamczyk-Sowa. – Na zjazdach omawiane są przecież pojedyncze przypadki, zwłaszcza gdy metoda ma tak obiecujące efekty.

Zastosowanie komórek macierzystych w leczeniu SM było już zresztą wielokrotnie przedmiotem analiz na sympozjach lekarskich. W Katowicach, na Oddziale Hematologii i Transplantacji Szpiku, podobne przeszczepy u tej grupy chorych przeprowadza się od 2011 r. – ale nie trwa to tak jak w Łodzi jeden dzień i zabieg obciążony jest ryzykiem powikłań związanych z koniecznością całkowitego zniszczenia układu odporności. – To reset niezbędny do tego, aby tzw. macierzyste komórki hematopoetyczne odbudowały nowy system immunologiczny pacjenta z SM – wyjaśnia szef ośrodka prof. Grzegorz Helbig. Do 2016 r. zabieg przeprowadzono u 86 osób, ale ostatnio chętnych jest dużo mniej i ich liczba spadła do 10 rocznie. – Nie wiadomo, czy poprawa to efekt działania komórek macierzystych, czy raczej zasługa leków cytotoksycznych podawanych przy tym zabiegu – zwraca uwagę doc. Monika Adamczyk-Sowa. Wtóruje jej dr Jacek Zaborski, ordynator oddziału neurologicznego z Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie: – Nigdy nie dostałem z Katowic informacji, jaką chemię otrzymywali chorzy. Neurolog, który oceniał wyniki, nie miał doświadczenia w SM. Gros pacjentów nie miało również wykonanego rezonansu przed zabiegiem, więc nawet nie wiadomo, czy mieli aktywną formę choroby.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną