PiS nie chce Marszu Równości w Lublinie. Uznaje go za prowokację
Zaplanowany na 13 października, w rocznicę Objawień Fatimskich, Marsz Równości stanowi według PiS profanację kultu, zamach na świętości religii i prowokację wymierzoną w katolicką większość mieszkańców miasta.
Protest w obronie Marszu Równości w Lublinie
Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta

Protest w obronie Marszu Równości w Lublinie

13 października każdego roku cały świat katolicki cichnie w uroczystym skupieniu, oddając się rocznicowej kontemplacji Objawień Fatimskich.

Jak słusznie twierdzą radni klubu PiS w Radzie Miasta Lublina, nieprzypadkowo określone koła wybrały sobie ten dzień na tzw. marsz równości. Ich celem bowiem nie jest nic innego, jak poniżanie i obrażanie katolików w tym szczególnym dniu, w którym – przypomnijmy – katolicy dają Matce Bożej zadośćuczynienie za bluźnierstwa przeciwko jej niepokalanemu poczęciu i dziewictwu. Obsceniczne i dewiacyjne zachowania uczestników bezbożnej parady wpisują się w diaboliczną tradycję urągania Niepokalanemu Sercu Maryi i wyszydzania jej czystości. Krótko mówiąc, marsz równości stanowi profanację kultu, zamach na świętości religii katolickiej i prowokację wymierzoną w katolicką większość mieszkańców miasta.

PiS: Marsz pogłębi podziały społeczne

Ponadto radni PiS utrzymują, że marsz równości pogłębi podziały społeczne oraz stworzy zagrożenie dla bezpieczeństwa i ładu publicznego. „Ze względu na domniemanie naruszenia prawa oraz zgorszenie publiczne domagamy się od pana prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka wydania decyzji o zakazie zgromadzenia nazwanego marszem równości” – oświadczyli na konferencji prasowej nabożni rajcy. Z tego samego oświadczenia można się było jeszcze dowiedzieć, że marsze równości znane są z tego, że aktywiści z kraju i zagranicy w ich trakcie „podejmują działania zmierzające do wywoływania zamieszek ulicznych”.

Uzbrojony w te argumenty klub radnych PiS zażądał zwołania nadzwyczajnej sesji rady miasta, co też wedle prawa zostało uczynione – ze skutkiem łatwym do przewidzenia. Na posiedzenie stawili się wyłącznie wnioskodawcy. Niezrażeni zapowiedzieli zwołanie kolejnej sesji nadzwyczajnej, licząc zapewne na to, że Duch Święty nareszcie natchnie zbłąkanych radnych PO i Wspólnego Lublina, którzy stawią się w komplecie, by czynić swą powinność wobec Boga i Ojczyzny. A nawet gdyby tak się nie nie stało, wszyscy obywatele dowiedzą się, że PiS zawsze z Bogiem trzyma, wobec czego warto trzymać z PiS.

Przesłanek do zakazu zgromadzenia nie ma

W sukurs radnym przyszedł wojewoda Przemysław Czarnek, który w wulgarnych mailach, jakie otrzymywał jego urząd od antyklerykałów, dopatrzył się dowodu na agresywne zamiary organizatorów marszu równości, nie siląc się zresztą na jakiekolwiek uprawdopodobnienie swojej tezy. Za to prezydent Żuk cierpliwie i profesjonalnie wyjaśnił wojewodzie, że nie zachodzi żadna z przesłanek prawnych umożliwiających zakazania zgromadzenia, jednocześnie informując, że zgłoszono w tym samym terminie, w trybie uproszczonym, inne zgromadzenie – jak się domyślamy, kontrmanifestację.

Jest bardzo mało prawdopodobne, by PiS wierzył w kalumnie i oszczerstwa, które wygłasza na temat marszów równości. Nie o wiarę bowiem chodzi – jest wszak równie mało prawdopodobne, by wierzył, że ryba połknęła Jonasza. Nie zadają sobie nawet takich pytań.

Czytaj także: Pierwszy Marsz Równości w Częstochowie. A Kościół judzi dalej

Problem nie polega jednakże na tym, że ktoś wierzy w coś fałszywie, a nawet i nie na tym, że ktoś wcale nie liczy się z prawdą, gdy trzeba prowadzić wojnę ideologiczną. To nie zakłamanie jest problemem, który stwarzają religijni fundamentaliści, a nawet nie załganie w swe racje i zaślepienie. Sądzę, że ludzie zdolni do opowiadania bredni o marszach równości w ogóle nie stawiają sobie pytań, „jak jest naprawdę z marszami równości?”, „Czemu one służą?”, „O co chodzi z tą równością?”. Funkcjonują bowiem poza reżimem prawdy i fałszu, kierując się wyłącznie plemienną identyfikacją: kto z nami (i z naszym Bogiem), a kto przeciwko nam. Nie muszą nawet w nic wierzyć, a nawet nie mogą wierzyć, bo wierzy się przecież, że „prawdą jest, że...”. W relacjach z przeciwnikiem nie liczy się dla nich racja (oparta na prawdzie) ani prawo, lecz wyłącznie siła. „Oni” swym marszem prowokują nas i pokazują nam swoją siłę, a my mamy władzę i jeśli uda nam się marszu zakazać, nasza siła okaże się większa.

Lud (i jego Bóg) stoją ponad prawem?

To, że decyzje administracyjne muszą mieć podstawę prawną, dla zaciekłych fundamentalistów nie ma żadnego znaczenia – w obliczu dostojeństwa religii żadne świeckie przepisy nie mogą być, w ich odczuciu, traktowane serio. Gdyby jednak ktoś próbował zakazywać procesji religijnej w przewidywaniu, że będą w jej trakcie obrażani geje i lesbijki albo osoby o lewicowych poglądach, radni PiS z pewnością przypomnieliby sobie o prawie. Przestrzeganie prawa leży im bowiem na sercu, jak najbardziej. Tyle tylko, że w ich najszczerszym pojęciu prawo powinno chronić lud katolicki i Kościół i tylko wtedy powinno (i musi) być przestrzegane, gdy celowi temu służy. Co do zasady jednak lud (i jego Bóg) stoją ponad prawem, podobnie jak Partia, będąca politycznym ramieniem ludu/Kościoła.

Jestem przekonany, że radni lubelskiego PiS naprawdę i jak najszczerzej tak właśnie myślą. W ich świecie są katolicy i „bezbożnicy”, a wszelkie świeckie pojęcia moralne, jak właśnie równość, a także wolność czy praworządność konstytucyjna, to tylko maski skrywające nawałę bezbożnictwa. To jest po prostu średniowiecze. Z akcentem na „po prostu”. W bardzo prostych ludziach nie ma potrzeby doszukiwać się komplikacji, jak to się czasami humanistom zdarza.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj