Społeczeństwo

Polacy nie chcą w kraju chrześcijanina z Egiptu

Egipcjanin Mina Safwat od trzech lat mieszka w Krasnymstawie. Egipcjanin Mina Safwat od trzech lat mieszka w Krasnymstawie. Polityka
Egipcjanin Mina Safwat od trzech lat mieszka w Krasnymstawie. Ma tu żonę, trzyletnią córeczkę, przyjaciół, znajomych i... ludzi, którzy go chcą stąd wypędzić.
Rysunek Miny: Święty JustusMina Safwat/Polityka Rysunek Miny: Święty Justus
Rysunek Miny: Papież Shenouda IIIMina Safwat/Polityka Rysunek Miny: Papież Shenouda III

– Miałem 13 lat, kiedy zacząłem szkicować, byłem samoukiem. Zobaczyłem wtedy maleńki obrazek pewnego świętego… Chciałem mu dać większą twarz, większy wizerunek – mówi całkiem poprawna polszczyzną Egipcjanin, który w wolnych chwilach, za pomocą węgla i kartki papieru, pokazuje różne oblicza świętych. Trzy lata temu postanowił, że Polska będzie dla niego nowym domem.

Mina Safwat w Egipcie studiował gastronomię. Po studiach rozpoczął pracę w biurze turystycznym nad Morzem Czarnym, gdzie spotkał miłość swojego życia – Nelę, Polkę z Krasnegostawu. Jeszcze w Egipcie młodzi zdecydowali się na ślub w Kościele koptyjskim, ponieważ Mina jest chrześcijaninem. Przyjechali do Polski. Żeby mieć z czego żyć, Mina otworzył bar. Jakoś się układało. Ale któregoś wrześniowego dnia w jego barze pojawili się klienci, którzy zamiast zapłacić za kebaba, zaatakowali Egipcjanina i jego pracownika, obrzucając ich wyzwiskami i robiąc bałagan.

– „Islamista, terrorysta, ciapaty, musisz zamykać ten lokal! Jeśli tego nie zrobisz, to będziesz mieć kłopoty”. Pokazuję mu mój krzyż i mówię, że jestem chrześcijaninem. Odpowiedział, że jest satanistą, nie wierzy w Boga – mówi właściciel baru w Krasnymstawie. Po interwencji policji okazało się, że wśród agresywnych klientów baru znalazł się Sylwester Ś., karany już za znieważanie, oraz Leszek K., który miał już na swoim koncie pobyt w więzieniu, za rozboje oraz stosowanie gróźb pod adresem innych osób. Mężczyźni usłyszeli kolejne zarzuty, nie mogą zbliżać się do lokalu oraz pokrzywdzonych.

– Z taką agresją spotkałam się pierwszy raz w życiu. Krzyczeli, przeklinali... I nagle usłyszałam ogromny hałas. Zobaczyłam, jak właściciel baru wybiega przez zaplecze w kierunku posterunku policji. Jego kolega próbował sam się bronić – mówi kobieta, która była świadkiem napaści na lokal. Swojej tożsamości nie chce ujawniać, bo wie, do czego zdolni są oskarżeni.

Z ziemi egipskiej do Polski

Mina na prawym nadgarstku ma wytatuowany krzyż – to symbol dość charakterystyczny dla egipskich chrześcijan. Nosi także krzyżyk na szyi, ten akurat kupił podczas ostatnich wakacji w Egipcie. Dla niego, jak i dla wielu Polaków, to ważny symbol. Jego imiennik wśród świętych Kościoła koptyjskiego to między innymi patron osób fałszywie oskarżonych. Święty Mina był pustelnikiem, który zginął śmiercią męczeńską, ponieważ przyznał się do swojej wiary. W Kościele katolickim jest wspominany w listopadzie – w dniu, kiedy na naszych ulicach rozwieszamy biało-czerwone flagi, organizujemy marsze, cieszymy się z wolności naszej ojczyzny.

Polska kultura nie była obca Egipcjaninowi. – Przez dziesięć lat współpracowałem z Polakami w Egipcie. Zawsze było bardzo miło, wspólnie żartowaliśmy. Nasze relacje były normalne – podkreśla Mina Safwat. W 2000 r. Kair odwiedził Jan Paweł II. Spotkanie z nim na stadionie było jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu Miny. Dziś portret tego papieża wisi u niego lokalu.

19-tysięczny Krasnystaw to rodzinne miasto Neli. Na co dzień jest tu spokojnie. Ale raz do roku, na trzy dni sierpnia miasto zmienia się w polski Oktoberfest, czyli Ogólnopolskie Święto Chmielarzy i Piwowarów. Są tłumy zwiedzających, dużo straganów, koncerty... Małe miasteczko tętni życiem.

Polska tradycja i zwyczaje w błyskawicznym tempie skradły serce obcokrajowca.

– Wasze wesele trwa długo, u nas w Egipcie od dwóch do trzech godzin. Za to u nas są dłuższe msze święte i odbywają się codziennie. Kiedy byłem w Egipcie, każdego dnia odwiedzałem kościół. Łączą nas podobne słowa wypowiadane podczas mszy. U was jest tak rodzinnie, macie dużo świąt i bardzo liczycie się z tradycją – opowiada.

– Uwielbiam wasze gołąbki, barszcz biały, rosół i pierogi – mówi Mina. Przyznaje, że Polska kuchnia różni się diametralnie od jego rodzimej. Egipska jest kojarzona z wieloma przyprawami, mocnym aromatem i wyrazistym smakiem, niekiedy dla nas zbyt ostrym. Obok jego lokalu jest kolejny bar, należący do Polaków. – To nie jest konkurencja. Ci ludzie, którzy tam pracują, są jak rodzina. Zawsze z nami rozmawiają i pytają, czy nie potrzebujemy pomocy. Mam do nich wielki szacunek – podkreśla Egipcjanin.

Czytaj także: Czy da się zmienić postawy Polaków wobec uchodźców?

Obraz siły

– W rysowaniu odnajduję spokój, to jest jak modlitwa. Ale jest jeden warunek, muszę być wtedy sam. Mam obok siebie tylko kubek herbaty – to mi zupełnie wystarczy – opowiada.

Nie jest jedyną osobą w rodzinie z takimi zdolnościami – jego siostra, ciocia oraz wujek też tworzą. Talent ma we krwi. Zazwyczaj rysuje wizerunki świętych, ale niedawno, z okazji imienin teściowej, zrobił wyjątek. – Namalował jej portret. Od razu dodała go na Facebooka, chciała pochwalić się tym, jakie zięć ma zdolności – mówi Nela.

Swoich obrazów nie sprzedaje, nie tworzy na zamówienie. Nie jest nawet gotowy na to, by to, co tworzy, podziwiali wierni kościoła, do którego sam należy – chociaż o udostępnienie jego dzieł prosił go sam duchowny. Oprócz wizerunków świętego Justusa i świętego Karasa ma też obraz Matki Boskiej. W dziejach historii Polski to właśnie do niej najczęściej modlili się Polacy. Teraz ona jest ucieczką dla obrzucanego ostrymi słowami Miny.

Raz w miesiącu Mina przyjeżdża z rodziną do stolicy na mszę w obrządku koptyjskim. To dla niego zawsze szczególny dzień. W gronie obecnych ma wielu przyjaciół i znajomych – ma wtedy dobrą okazję, by porozmawiać z bliskim, dzielić z nimi radość, smutek... Na schodach już czuć zapach kadzidła. Z oddali słychać głos duchownego, który modli się po egipsku. Znajomo brzmią jedynie słowa „Kyrie Elejson”. Większość obecnych na mszy to obcokrajowcy, głównie Egipcjanie. Przed pomieszczeniem, w którym trwa ceremonia stoją buty – to, że wierni wchodzą bez nich do pomieszczenia, w którym odbywa się msza, jest oznaką szacunku. Kobiety dodatkowo nakładają na głowę chustę. Podobnie jak u nas, przy mszy mogą asystować jedynie chłopcy. Liturgia jest dłuższa od naszej, trwa aż trzy godziny. Po błogosławieństwie wierni wychodzą z pomieszczenia. „Dzień dobry”, „Jak masz na imię?”, „Co słychać?” – większość z nich mówi świetnie w języku polskim. Nie widać w nich agresji i wzburzenia, że ktoś „obcy” śmiał naruszyć ich spokój i zobaczyć, jak wygląda wycinek ich życia na emigracji.

Po spotkaniu z rodakami zostaje jeszcze czas na rodzinny spacer po Starówce.

Agresja kontra ciekawość

Incydent, do którego doszło na początku września, nie był pierwszą sytuacją, kiedy Mina został obrzucony obelgami. Takie zdarzenia spotykały go już na samym początku pobytu w naszym kraju. – Był taki chłopak, który zawołał do mnie: „Ciapaty, Polska dla Polaków!”. Zapytałem żonę, co oznacza słowo „ciapaty”. Nela nie chciała mi sprawiać przykrości... I powiedziała tylko, że to brzydkie słowo – wspomina. Właściciel lokalu na ostre słowa rzucane pod swoim adresem stara się nie reagować. Chociaż sam żartuje, że nasze przekleństwa są już mu znane. – Często słyszę te „brzydkie słowa” u was na ulicy. Są śmieszne, ale wiem, że nie można ich powtarzać. Poza tym, rozmawiam teraz z panią i wiem, że tak nie wypada mówić w obecności kobiety – podkreśla. To, że w życiu spotykamy na swojej drodze dobrych i złych ludzi, jest dla Miny oczywiste. Mimo że w Polsce usłyszał wiele gorzkich słów, to nie chce wracać do swojej ojczyzny. Poza tym większość osób, jakie poznaje, jest zaciekawiona jego kulturą. – Kiedy spotykam nowe osoby, dostaję zazwyczaj dużo pytań. Ludzie pytają mnie, co jest najważniejsze w naszym kraju. Podczas lata byli nawet ciekawi, ile kosztują tam wakacje... – dodaje.

Ich trzyletniej córki Weroniki agresja wobec obcych jeszcze nie dosięga. Mina zawsze się uśmiecha, gdy o niej opowiada. Ale pojawia się obawa o przyszłość... – Oczywiście, że się boję, co będzie, kiedy moja córka dorośnie i pójdzie do szkoły... Chociaż staram się teraz o tym nie myśleć. Nie wiem, co może przynieść przyszłość. Żyję tu i teraz, zobaczymy, co przyniesie los – mówi Mina. Imię, jakie wybrali razem z żoną dla córki, nie było przypadkowe. Święta Weronika to postać znana Egipcjaninowi z Ewangelii.

Nie ma mowy o rasizmie...

Głos w sprawie ataku na lokal Miny zabrał nawet wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. Z tej okazji został zorganizowany specjalny briefing prasowy w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie. Wojewoda, by pokazać swoją solidarność z właścicielem lokalu, spotkał się z nim w Krasnymstawie, gdzie zjadł też falafel. Czarnek zdecydowanie podkreśla jednak, że takie incydenty to wina polskiego systemu sądownictwa. Według wojewody lubelskiego, fakt, że napastnicy byli już skazani za rozboje, a dziś odpowiadają z tzw. wolnej stopy, to kolejny dowód na to, że polskie prawo karne potrzebuje pilnej nowelizacji.

W województwie lubelskim od stycznia do czerwca tego roku odnotowano 22 przestępstwa, które były motywowane nienawiścią. Pośród nich są też takie na tle religijnym i etnicznym. Należy jednak pamiętać, że często takie ataki pozostają niezgłoszone przez obcokrajowców. Przykład właściciela lokalu w Krasnymstawie pokazuje, że jednak warto alarmować policję, gdy dochodzi do takich incydentów. Mina podkreśla, że na pomoc krasnostawskiej policji może zawsze liczyć. – Miejscowa policja bardzo nam pomaga. Wystarczy, że tylko zadzwonię i już są od razu na miejscu po kilku minutach – mówi.

To, że policja nie bagatelizuje zgłoszeń obcokrajowcy, jest z pewnością pocieszającym faktem w tej całej przykrej historii. Pojawia się jednak pytanie, dlaczego dręczyciele Egipcjanina nie widzą na naszym „polskim obrazku” miejsca dla człowieka, który ma tu rodzinę, pracę i przyjechał do Polski, by w niej po prostu żyć, nikomu nie robiąc krzywdy?

Czytaj także: Polska broni się przed uchodźcami z byłych republik radzieckich

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama