Społeczeństwo

Kolejny rok bez skutecznej ochrony dla ofiar przemocy

Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej twierdzi, że pracuje nad nowelizacją ustawy o przemocy w rodzinie. Efektów nie widać. Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej twierdzi, że pracuje nad nowelizacją ustawy o przemocy w rodzinie. Efektów nie widać. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Na konieczność implementacji konwencji stambulskiej cyklicznie zwracają uwagę kolejni rzecznicy praw obywatelskich, organizacje pozarządowe, a w 2018 r. przeanalizowało polski system prawny pod tym kątem Amnesty International. I co? I nic.

Kiedy Karolina trafiła na komisariat policji, miała 18 szwów na głowie. Dopiero wtedy zdecydowała się złożyć zeznania. Bił ją wiele razy, ale w głowę uderzył ją po raz pierwszy. Pomyślała o dzieciach – że jak ją zabije, nie będzie komu patrzeć, jak dorastają. Do domu policja przychodziła wiele razy – sąsiedzi wzywali. Przychodziła i wychodziła, zabierali go i wypuszczali. Za każdym razem Karolina mówiła, że wszystko jest w porządku. Bo gdzie miałaby pójść. Mieszkanie należało do męża, rodziny nie miała. Raz złamał jej rękę – powiedziała, że spadła ze schodów. Kiedy syn próbował jej bronić – dostał pasem.

Pomocy osobom takim jak Karolina służyć miała konwencja stambulska, czyli Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, uchwalona w 2011 r. Polska podpisała dokument w 2012 r. jako 26. państwo, ratyfikowała ją natomiast w 2015. Spośród 47 państw będących członkami Rady Europy jedynie dwa nie podpisały konwencji – Rosja i Azerbejdżan.

Konwencja stambulska – dokument kompleksowy

Kiedy w Polsce trwała ważna, ale spychająca na dalszy plan inne ważne kwestie związane z podpisaniem konwencji dyskusja o gender, wielu specjalistów wspierających ofiary przemocy widziało w tej sytuacji przede wszystkim szansę zbudowania kompleksowego systemu pomocy. Bo taki cel miał zespół, który konwencję tworzył – jej autorzy przeanalizowali systemy prawne różnych krajów, sprawdzili, jak odpowiadają one na potrzeby osób krzywdzonych, i swoje zalecenia zapisali w formie konwencji. Polscy „pomagacze” znaleźli więc w akcie prawnym to, czego sami od dawna się domagali. System zarysowany w konwencji w znacznym stopniu po prostu odpowiadał temu, co od dawna postuluje się w Polsce, jeżeli chodzi o tworzenie mechanizmów efektywnego przeciwdziałania przemocy.

Konwencja nakazuje myślenie o problemie przemocy kompleksowo. Stanowi, jakie zachowania powinny zostać uznane za przestępstwa, zachęca do zbierania danych i prowadzenia badań, podkreśla rolę edukacji. Nakazuje organizację różnych form pomocy dla ofiar – poradni, hosteli, całodobowych telefonów zaufania, ale także programów terapii sprawców. Zwraca uwagę, że ofiarami przemocy częściej padają kobiety, ale stanowi, że może być ona stosowana także do mężczyzn.

Polski system prawny oparty jest na hierarchii aktów prawnych – akty niższego rzędu muszą być zgodne z aktami wyższego rzędu. Dlatego przyjęcie umów międzynarodowych zawsze oznacza konieczność zmian w ustawach krajowych, które się z nimi nie zgadzają. Implementacja konwencji to nie tylko zmiany w przepisach, ale także praktyczne stosowanie jej uregulowań. I o ile to drugie trudniejsze jest do diagnozy (np. czy pomoc jest wystarczająco dostępna), o tyle to pierwsze ocenić jest już znacznie łatwiej.

Czego w polskim prawie nie ma?

Emila robiła zakupy dla całej rodziny. Mąż pracował i zarabiał niemało. Emila nie pracowała – Edek miał dopiero rok, a Marian trzy. Jędrzej powiedział, że nie będzie płacił za opiekunki do dzieci, a sugestie, że może powinna jednak do pracy wrócić, traktował jak fanaberie. Emila nie miała więc w portfelu żadnych pieniędzy. Dostawała 20 zł na dwa dni, kolejne mogła dostać dopiero po tym, jak przy pomocy rachunków i wyjaśnień rozliczyła poprzednie 20. Na duże zakupy mąż przelewał jej pieniądze na konto, kiedy niczym mu nie podpadła. Jak np. wtedy, gdy stała przy kasie hipermarketu z wielkim wózkiem, płaczącym na ręku Edkiem i marudzącym Mariankiem i okazało się, że ich na koncie nie ma. Jędrzej zrobił to celowo – miała się przekonać, jak to jest, kiedy pieniędzy w ogóle nie ma.

Polskie prawo nie zawiera definicji tego, czego ofiarą padła Emila – przemocy ekonomicznej. Konwencja rozróżnia tymczasem cztery rodzaje przemocy: fizyczną, psychiczną, seksualną i ekonomiczną. Polska ustawa tylko trzy pierwsze. Rząd od lat tłumaczy, że przemoc ekonomiczna może być traktowana jak przemoc psychiczna, ale w praktyce niestety tak nie jest. Gdyby Emilia poszła na komisariat i powiedziała, że mąż daje jej pieniądze partiami albo że nie przelał jej pieniędzy na zakupy na konto, raczej odmówiono by jej wszczęcia postępowania w sprawie przemocy.

Polskie prawo nie rozwiązuje też problemu Karoliny – nie przewiduje skutecznych metod szybkiej izolacji ofiary od sprawcy. Według konwencji przepisy powinny umożliwiać wydanie szybkiego nakazu opuszczenia wspólnego miejsca zamieszkania oraz zakazu kontaktów. Właściwszym rozwiązaniem jest nałożenie obowiązku opuszczenia domu na sprawcę. W Polsce brakuje takich rozwiązań, a te, które są, nie są odpowiednio stosowane. Wydanie nakazów jest możliwe dopiero w momencie wszczęcia postępowania karnego – a nie są one zbyt często wydawane.

Wiele do życzenia pozostawia cała organizacja systemu wsparcia dla osób doznających przemocy. W wielu miejscach Polski brakuje miejsc, w których można uzyskać specjalistyczną pomoc psychologiczną czy prawną. Prosty test polegający na próbie znalezienia miejsca w hostelu dla kobiety ofiary przemocy w trzech dużych miastach, gdzie teoretycznie pomoc jest najbardziej dostępna – w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu – wypada negatywnie. Mimo optymistycznych wyników badań MRPiPS – 80 proc. osób dobrze ocenia dostępność pomocy – próba znalezienia bezpłatnej pomocy prawnej czy psychologicznej w tym samym tygodniu w dużych miastach wypada podobnie co na wsi, w wielu miejscach w ogóle nie jest to możliwe.

Walka z przemocą. Co wydarzyło się w 2018 r.?

Jeżeli chodzi o implementację konwencji – w 2018 3. wydarzyło się niewiele. Od początku 2016 r. Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej twierdzi, że pracuje nad nowelizacją ustawy o przemocy w rodzinie. Problem w tym, że nikt tego projektu nie widział. Z informacji, które fragmentarycznie przedostają się do mediów, nie wynika, aby celem tych prac było dostosowanie naszego systemu prawnego do wymagań konwencji. Wręcz przeciwnie, wielu specjalistów obawia się, że możemy zrobić krok wstecz, jeśli chodzi o interwencję w sprawie przemocy domowej w ogóle.

W ostatnich latach wprowadzono jednak do ustawy kilka przepisów mających na celu ochronę ofiar, którym konserwatywni politycy byli przeciwni. Jest to np. zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci czy pewna odmiana procedury zabrania z domu dziecka, które jest ofiarą przemocy (nie bardziej inwazyjna od tego, co można było zrobić już wcześniej). Ale to środki niepozwalające na radykalne interwencje i kompletnie niewystarczające.

„Przemoc w rodzinie” stygmatyzuje rodzinę?

Niepokojące jest to, że od dwóch lat nowa ustawa o przemocy w rodzinie to dokument widmo – wszyscy o niej słyszeli, wszyscy o nią pytają, wszyscy trochę się boją i dalej nikt nie wie, co rząd planuje.

W sierpniu 2018 r. o prace nad ustawą zapytało nas Amnesty International. W odpowiedzi ministerstwo potwierdziło, że pracuje nad nowelizacją, i wyjaśniło, że zmiany dotyczyć będą procedury Niebieska Karta oraz zespołów interdyscyplinarnych, a także obowiązującego nazewnictwa. W piśmie nie znalazło się nic, co wskazywałoby na zmiany w przepisach prawnych w kierunku wyznaczanym przez konwencję.

Zastanawia przy tym kwestia nazewnictwa; już wcześniej przedstawiciele rządu wyrażali zaniepokojenie, że termin „przemoc w rodzinie” stygmatyzuje rodzinę i zasadna byłaby zmiana tego określenia na mniej stygmatyzujące. Ministerstwo wyjaśniło Amnesty, że prace nad nowelizacją mają charakter wewnętrzny i z tego powodu nie jest możliwe przedstawienie szczegółów dotyczących projektowanych zmian.

W 2018 r. o ustawę pytali też posłowie. W odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich pełnomocnik rządu do spraw społeczeństwa obywatelskiego wyjaśnił, iż zmiany mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa osób doznających przemocy oraz zwrócenie uwagi na potrzebę ochrony autonomii rodziny. Przypomina to odpowiedź udzieloną Rzecznikowi Praw Obywatelskich, kiedy to w 2015 r. zwrócił uwagę MRPiPS na brak skutecznie działających metod na odseparowanie ofiary od sprawcy. W odpowiedzi ministerstwo przyznało, że są̨ niewystarczające, i wyjaśniło, że resort rozważa „wprowadzenie do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie rozwiązań́, które zagwarantują̨ podmiotowość́ i autonomię rodziny oraz będą̨ skuteczniej oddziaływać́ na osoby stosujące przemoc – już wtedy pojawiło się więc wyżej wskazane pojęcie »autonomii«”.

Wskazana „autonomia” podobnie jak „stygmatyzacja” musi budzić pewien niepokój. O przemocy w rodzinie i tak bowiem milczą wszyscy – ofiary milczą, bo się wstydzą, sąsiedzi milczą, bo się boją, ale też boją się ingerować (w sprawy rodziny), wielu policjantów boi się zatrzymywać sprawców przemocy (lepiej się nie wtrącać), a organy ścigania traktują ich znacznie łagodniej niż sprawców pobić na ulicy – właśnie dlatego, że są sprawcami pobić w rodzinie. Założenie, że przemoc jest prywatną sprawą rodziny, odcina osoby doznające przemocy od możliwości uzyskania wsparcia, potęguje ich samotność, obciąża odpowiedzialnością, zdejmuje odpowiedzialność ze sprawców i pozwala zapomnieć, że przemoc jest problemem całego społeczeństwa. Jeżeli w kontekście przeciwdziałania przemocy podejmiemy teraz pracę na rzecz ochrony „autonomii” rodziny, istnieje duże ryzyko, że do interwencji policji będzie dochodziło jeszcze rzadziej. A co do tego, że przemoc nie służy żadnej rodzinie, nikt chyba nie ma wątpliwości.

Przemoc ekonomiczna nie istnieje?

Z wypowiedzi członków rządu jasno wynika, że nie są oni również zwolennikami wprowadzania do systemu prawnego terminu przemocy ekonomicznej. W lutym 2018 r. projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy złożyła Nowoczesna. Dotyczył on głównie wprowadzenia do ustawy właśnie zasad ochrony osób doznających przemocy ekonomicznej. Autorzy ustawy konieczność jej uchwalenia uzasadnili nakazem wykonania jeszcze nie w pełni zrealizowanych postanowień konwencji oraz ogólną potrzebą. Rada Ministrów negatywnie oceniła ten projekt, a ministerstwo odpowiedziało, iż nie widzi powodu, by wprowadzać do naszego prawa definicji przemocy ekonomicznej, bo w przypadku wystąpienia przemocy ekonomicznej stosuje się takie same działania jak w przypadku innych form przemocy.

Nie wiadomo właściwie, dlaczego kolejne rządy – bo przecież rząd Platformy Obywatelskiej także miał czas na wprowadzenie stosownych zmian prawnych – tak bardzo nie chcą dopisać do definicji przemocy ekonomicznej. Nie chodzi raczej o to, że „mieści się” ona w „przemocy psychicznej”, ani o to, że naprawdę jest ścigana (bo skoro się mieści, to czemu dla świętego spokoju jej nie dopisać?). Chodzi raczej o pewną obawę przed jej zauważeniem i wyraźnym nazwaniem.

Problem przemocy w rodzinie pada ofiarą wojny politycznej

Pod koniec 2018 r. o dostosowanie polskiego prawa do standardów międzynarodowych ponownie zaapelował RPO. Zwrócił uwagę, że pojęcie przemocy w rodzinie powinno uwzględniać relacje osób, które nie są w stałym związku i nie mieszkają razem, ale dochodzi pomiędzy nimi do przemocy – w tym byłych małżonków lub partnerów. Zauważył też, że powinno obejmować przemoc ekonomiczną.

Pod koniec listopada 2018 r. wiceminister Elżbieta Bojanowska zapowiedziała, iż projekt ustawy wkrótce zostanie skierowany do konsultacji zewnętrznych – do momentu publikacji tego tekstu projektu nie ma jednak w BIP ministerstwa. Pozostaje mieć nadzieję, że problematyka przemocy w rodzinie nie padnie ofiarą wojny politycznej.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Leociak: Kościół jako instytucję należy odrzucić

To już nie są czasy zdobywania nowego świata i nawracania siłą wszystkich „dzikusów”, czy tego chcą, czy nie – mówi prof. Jacek Leociak z Instytutu Badań Literackich PAN, autor „Młynów Bożych” i wydanego właśnie „Wiecznego strapienia. O kłamstwie, historii i Kościele”.

Katarzyna Czarnecka
30.11.2020
Reklama