Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Związki partnerskie to nie przywilej

. . mat. pr.
Za kilka miesięcy do Sejmu trafi projekt ustawy o związkach partnerskich. – To wywoła burzę – podejrzewa pisarz Jakub Bączykowski.

Nie rozumiem tych kontrowersji – przyznaje autor, gdy rozmawiamy o przyszłości związków partnerskich w Polsce. A rozmawiamy między innymi z powodu dwóch jego pierwszych książek. „Stanie się coś złego” i „Nie mogę ci powiedzieć” to trzymające w napięciu kryminały czy wręcz thrillery, ale mają też silne wątki obyczajowe, gdzie pierwsze skrzypce grają związki jednopłciowe. Drugi powód jest taki, że po 15 października temat wrócił do debaty publicznej. Przez ostatnie osiem lat oczywiście istniał, ale zapchnięty na dalszy plan. Teraz dyskusja staje się coraz głośniejsza, bo i głośniej jest o konkretnych już pracach nad ustawą porządkującą te kwestie.

Dajcie wybór

Kiedy byłem młodszy, myślałem, że wszystko jest zero-jedynkowe: tak albo nie. Teraz, obserwując różnego rodzaju związki, jestem dużo bardziej za tym, żeby Polska krok po kroku dorównywała w tej kwestii do Zachodu – mówi Bączykowski.

Jego zdaniem Polacy potrzebują instytucji związku partnerskiego. Choćby dlatego, że obecne rozwiązania prawne nie nadążają za rzeczywistością. – Przede wszystkim nie każdy potrzebuje małżeństwa – tłumaczy pisarz. – Nawet pary heteroseksualne coraz częściej decydują się nie brać ślubu, nie tylko kościelnego. Luźno funkcjonujące związki już nie są anomalią.

Kolejne powody? Jakub Bączykowski często słyszy: „Nie chcą brać ślubu? To niech zawrą umowę albo uwzględnią tę drugą osobę w testamencie”. – Ale to za mało. Jeśli związek trwa długo i para nie tylko buduje wspólne życie, ale też się czegoś dorabia, po śmierci jednego z partnerów wiele się może skomplikować. Także przy spółce cywilnej ten, kto zostaje, nie ma możliwości dziedziczenia na takich warunkach jak wdowa czy wdowiec. A jeśli został uwzględniony w testamencie, rodzina może go podważyć – tłumaczy.

I pyta: – Z jakiego powodu małżeństwo ma prawa, a związek partnerski nie? Dlaczego jedni są przez prawo uważani za osobę „w związku”, a inni nie, niezależnie od tego, jak głęboka i wypielęgnowana jest ta relacja? I dlaczego na koniec po jednych zostaje prawny ślad, a po innych nie? To nie jest uczciwe. Taka kwestia powinna być jak najszybciej usankcjonowana. Jak? Przez danie wyboru: małżeństwo (cywilne lub konkordatowe) czy cywilny związek partnerski.

.mat. pr..

Wstrzymajcie rewolucję

W dyskusji nad związkami partnerskimi pojawia się też, choć znacznie cichszy, wątek adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Jakub Bączykowski wielokrotnie spotkał się w internecie z komentarzami: „Związki tak, dzieci nie”. Jak uważa, ich autorzy to ludzie chcący uchodzić za tolerancyjnych i otwartych. – Łatwo się rzuca takie stanowcze deklaracje, a to chyba bardziej skomplikowany temat i wymagałby większego podparcia danymi – komentuje pisarz. – Nie do końca rozumiem, na czym polega tak wielka obawa. Tak jak nie rozumiem, skąd myślenie: „Homoseksualista równa się pedofil”, którego na szczęście ostatnio jest jakby mniej – dodaje.

Sam ma w tej kwestii umiarkowane poglądy. – Tu rewolucyjne zmiany nie będą dobrym rozwiązaniem – podkreśla. – Myślę, że dyskusję o tym, czy geje i lesbijki mogą adoptować dzieci, można będzie zacząć, kiedy związki partnerskie wejdą do polskiego prawa, a ludzie zobaczą, że to działa. Dużo łatwiej rozmawia się o czymś, co choć w części wolno. Wsparcie ze strony tych, którzy stanowią prawo, może zmienić też warstwę obyczajową, czyli stopień akceptacji. Dopiero za tym powinno pójść poszerzanie praw związków partnerskich.

To na pewno podzieli

Bączykowskiego cieszy to, co Katarzyna Kotula, ministra do spraw równości, mówi o pracach nad ustawą o związkach partnerskich. W styczniu wystartowały konsultacje z udziałem między innymi organizacji równościowych i zajmujących się prawami człowieka. Punktem wyjścia były projekty ustaw Lewicy, przygotowany wspólnie z organizacją Miłość Nie Wyklucza w kampanii prezydenckiej Roberta Biedronia, oraz drugi, złożony przez Nowoczesną. Szefowa resortu jako termin skierowania sprawy do Sejmu wskazywała wiosnę tego roku. Pisarz trochę bardziej realistycznie mówi o końcu pierwszego półrocza.

Przewiduje też, że kiedy projekt trafi do posłów, może rozpętać się burza. – Bądźmy szczerzy, prawie na pewno temat związków partnerskich stanie się narzędziem politycznym, które zostanie użyte do pogłębiania polaryzacji. Bo ludzie się coraz bardziej dzielą, nie tylko w Polsce. Wystarczy zobaczyć, co się dzieje we Francji czy Stanach Zjednoczonych. Boję się też jeszcze jednego: wszystkie negatywne emocje w związku z wprowadzaniem ustawy o związkach partnerskich skupią się na środowisku LGBT.

.mat. pr..

Utknąłem w dysonansie

Nie rozumiem tych kontrowersji – powtarza Bączykowski. – O co w ogóle całe zamieszanie? Czy temat związków partnerskich naprawdę musi wzbudzać tyle emocji? Czy musi być kojarzony tylko z parami jednopłciowymi? Czy życie osób homo- i hetero- w związkach jednopłciowych nie jest identyczne?

Pisarza dziwi, że ta kwestia jest stawiana na równi z tematami faktycznie związanymi z dyskusjami etycznymi, jak aborcja czy eutanazja:–- Przecież ona nawet nie ociera się o religię. To kwestia prywatna, która nie wpływa na innych. Bo nie kupuję argumentu, że związki partnerskie to „demoralizacja”.

Jestem bezradny w dyskusji na ten temat – wzdycha Jakub Bączykowski. – Nie mam kontrargumentów przeciwko przekonaniom, zwykle sprowadzającym się do: „Bo tak”, „To jest złe, bo jest złe” czy „Bo Bóg tak chciał”, od których boli mnie głowa. Kiedy coś takiego słyszę, nie ma we mnie złości. Rozumiem, że ktoś broni swoich poglądów, ale często nie rozumiem samych tych poglądów. To dysonans, w którym utknąłem.

Rozmawiał Bartosz Szumowski

Książki Jakuba Bączykowskiego są dostępne pod tym adresem.

Materiał przygotowany przez Wydawnictwo Mięta.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łomot, wrzaski i deskorolkowcy. Czasem pijani. Hałas może zrujnować życie

Hałas z plenerowych obiektów sportowych może zrujnować życie ludzi mieszkających obok. Sprawom sądowym, kończącym się likwidacją boiska czy skateparku, mogłaby zapobiec wcześniejsza analiza akustyczna planowanych inwestycji.

Agnieszka Kantaruk
23.04.2024
Reklama