Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Sebastian M. skazany za tragedię na autostradzie A1. „Nie szybko jechał, a nisko leciał”

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Sebastian M. Sebastian M. Dariusz Kucharski / East News
Osiem lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów, 2,5 mln zł zadośćuczynienia dla rodzin ofiar – taki wyrok wydał sąd w Piotrkowie Trybunalskim, uznając Sebastiana M. winnym tragedii na autostradzie A1.

Żadnych okoliczności łagodzących nie dopatrzyła się sędzia Renata Folkman, przed którą na stole było rozłożonych aż 30 tomów akt. Sebastiana M. uznała za jedynego winnego dramatu.

Obciążała go przede wszystkim karkołomna prędkość, z jaką 16 września 2023 r. jechał po autostradzie A1 w okolicach Piotrkowa. Tuż przed uderzeniem w osobową Kię miał na liczniku od 315 do 328 km/h. „Nie szybko jechał, tylko nisko leciał” – powiedział jeden z ekspertów, bo to prędkość startowa odrzutowych samolotów. „Wbił pedał gazu w podłogę, rozpoczynając rosyjską ruletkę z innymi użytkownikami ruchu” – podkreślał w mowie końcowej prokurator Aleksander Duda. Sędzia Folkman w uzasadnieniu wyroku podkreśliła, że sekundę przed zderzeniem M. zwolnił pedał gazu o połowę, a całkiem go puścił dopiero pół sekundy przed zderzeniem. Auto miało wtedy na liczniku ponad 250 km/h.

Siła uderzenia była tak duża, że prawidłowo jadąca (poniżej 140 km/h) Kia przyspieszyła o ok. 10 km/h, zapaliła się, po czym uderzyła w balustradę i zamieniła się w kulę ognia. Żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina ze Śląska: 37-letnia Martyna, jej mąż, 40-letni Patryk, i ich synek, 5-letni Oliwier.

Prokuratura wykazała, że prędkość nie wzięła się znikąd. BMW Sebastiana M. było podrasowane, zniesiono blokady prędkości, przez to parametry silnika przekraczały limity ze świadectwa homologacji. Gdy firmowy serwis przywrócił fabryczne ustawienia auta, Sebastian M. zmienił je ponownie, na dodatek na stałe zamontował antyradar. „Jadąc po drodze publicznej z prędkością wyścigową, a nie autostradową, nie zdołał opanować pojazdu” – mówiła sędzia, ogłaszając wyrok.

Sebastian M. nie przyznał się do winy

Sebastian M. zrobił wiele, aby uniknąć sprawiedliwości, i do końca nie okazał szczerej skruchy. Po wypadku wyjechał z granicę. Gdy był już poszukiwany listem gończym i tzw. czerwoną notą Interpolu, ukrywał się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a kiedy został tam zatrzymany, przeciągał proces ekstradycji. Gdy wreszcie trafił do Polski i rozpoczął się proces, M. proponował mediacje, ale szybko się okazało, że to tylko wybieg taktyczny.

Do końca nie przyznał się do winy. Twierdził, że jechał z prędkością 170 km/h i to kierowca Kii zajechał mu drogę. Przedstawił nawet stosowną ekspertyzę, ale biegli ją podważyli z powodu rażących błędów metodologicznych. Krewni ofiar nie byli w stanie spokojnie słuchać jego wyjaśnień, a później przeprosin, po których winę i tak zrzucał na ofiary. Matka Martyny, która zginęła na A1, wyszła z sali rozpraw, niektórzy płakali.

Na korzyść Sebastiana M. przemówiło to, że to był jego pierwszy wypadek (brak recydywy), był trzeźwy i – wbrew potocznym przekonaniom – nie uciekł z miejsca tragedii. To zresztą jeden z najbardziej wątpliwych elementów całej sprawy: policja nie zatrzymała Sebastiana M. ani tuż po wypadku (został tylko zbadany na okoliczność zawartości alkoholu we krwi), ani w ciągu kolejnych niemal dwóch tygodni. Początkowo traktowano go wręcz jako świadka wypadku albo takiego uczestnika jak jego ofiara.

Do bardziej stanowczych działań skłoniło policję dopiero śledztwo internautów, którzy już kilka godzin po tragedii prezentowali dokumentujące ją filmiki. Gdy ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił, że prokuratura postawi Sebastianowi M. zarzuty, ten był już za granicą i postanowił nie wracać. – Równie dobrze można było zapukać do jego drzwi i powiedzieć: uciekaj! – mówił nam wtedy jeden z ekspertów. W późniejszym postępowaniu nie dopatrzono się jednak błędów w działaniach policji czy prokuratury.

Będzie apelacja

Mimo przymiarek nie udało się też postawić Sebastianowi M. zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym, za które grozi nawet dożywocie. – W tym celu trzeba udowodnić nie tylko to, że kierowca przewidywał możliwość śmierci człowieka. Trzeba wykazać, że na taką możliwość się godził. Praktyka orzecznicza polskich sądów wskazuje, że to niezwykle trudne – mówiła nam prokurator Izabela Knapik z Prokuratury Okręgowej.

Sebastian M. został skazany na maksymalny wymiar kary z art. 177 par. 2 kodeksu karnego, który dotyczy nieumyślnego spowodowania śmierci w wypadku. Na poczet kary sąd zaliczył mu tymczasowe aresztowanie i okres izolacji poza granicami Polski, czyli łącznie ponad półtora roku. O tyle zostanie zmniejszony wyrok ośmiu lat więzienia, a po odbyciu trzech czwartych kary będzie mógł ubiegać się o warunkowe wyjście na wolność. Wyrok jest nieprawomocny. Obrona podtrzymuje, że Sebastian M. jest niewinny, i zapowiedziała apelację.

Reklama

Czytaj także

Świat

Przełomowe sondaże? Niebieska fala wzbiera, by zatopić Trumpa. Biały Dom próbuje się ratować

Na trzy tygodnie przed wyborami połówkowymi do Kongresu sondaże i prognozy zapowiadają zdecydowane zwycięstwo Demokratów. Mają duże szanse na odzyskanie większości w Izbie Reprezentantów, a być może także na przejęcie kontroli nad Senatem. Dla Donalda Trumpa byłaby to dotkliwa porażka.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
12.10.2026

Subskrybuj, by korzystać bez ograniczeń.
5 zł / tydzień przez miesiąc rok.

Kup dostęp
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną