Tygrys ściga smoka
Nowy Świat leży dziś w Azji. Dwie najludniejsze potęgi dawno już przestały być takie biedne, a rozwijają się szybciej niż Ameryka i Europa. Gdyby powstał twór o nazwie Chindie, rządziłby niepodzielnie na naszym globie.

Chiny górują w dziedzinie infrastruktury twardej – drogi,lotniska, siły zbrojne. W Szanghaju jest więcej wieżowców niż w całychUSA. Indie mają przewagę w software – szkolnictwo, system prawny, wolna prasa (choć wojska też nie brakuje), słowem free market democracy.

Problem indyjsko-chiński określony został w języku hindustani hasłem Hindi Ćini bhai bhai (Hindus i Chińczyk są braćmi). Łatwiejporównać pojedynczego Indusa do Chińczyka niż społeczność Indusów doChińczyków, bo Chińczycy to naród, a Indusi – narody. W Chinach mieszkaponad 40 mniejszości etnicznych, ale są to rzeczywiście mniejszości.Główna składowa społeczności chińskiej to Hanowie. W Indiach trudnoznaleźć główną składową, jakiś dominujący naród.

Hasło o chińsko-hinduskim braterstwie wymyślono w czasach socjalizmuindyjskiego (lata 50.), kiedy obydwa molochy budziły się do nowegożycia. Chiny po wiekach feudalizmu, Indie po półtorawieczu zależnościkolonialnej. Obudzone Indie sympatyzowały z komunizmem radzieckimi chińskim, ponieważ sympatyzowały z wszelkim komunizmem, w tym takżeswoim własnym, istniejącym i rządzącym do dziś w Bengalu Zachodnim,czyli w Kalkucie. Mocarstwa te nigdy ze sobą nie walczyły, jeśli nieliczyć krótkiej kampanii w czasach króla Kaniszki około 2 tys. lat temuoraz kilkudniowej wojny z powodu oddania Chinom przez Pakistanindyjskiej części Aksai Chin w Kaszmirze w 1962 r. W pierwszej wojniezginęło trochę słoni i zamarzło trochę ludzi, bo na wojnę trzeba byłoiść przez Himalaje. W drugiej wojnie zginęło pięć osób, lecz Indiedługo leczyły rany.

Prawdziwych wojen nie było, za to dziś rywalizacja gospodarcza narastaw każdej dziedzinie. Gospodarczą stolicą Chin jest Szanghaj. Finansowąstolicą Indii – Bombaj. Dwa magiczne miasta. Dwa różne porty lotnicze.Nowoczesny szanghajski Pudong i stary, z lat 50., ciasny, położony kołonajwiększych slumsów w Azji bombajski port lotniczy, który przyjmujewiększość rejsów ze świata do Indii. Czyste korytarze w Pudongui typowo indyjskie, z oblegającymi pasażera niechcianymi tragarzamiwalizek w Bombaju. Z lotniska do centrum Szanghaju (30 km) jedzie się 8minut kupioną od Niemców najszybszą i najdroższą koleją magnetyczną naświecie. Z portu bombajskiego taksówką do najlepszego hotelu Taj Palacejedzie się – przez tłum żebraków i matek z nagimi dziećmi, którestukają do okien samochodu – półtorej godziny.

Ale to pierwsze powierzchowne wrażenia. Bombaj niczego nie udaje,podczas gdy Szanghaj – tak. Wnętrza obydwu krajów są takie same. Biedaw Chinach może nawet i większa w interiorze, a podejście do higienyi środowiska naturalnego – takie samo.

Indus jest śniady albo popielato-czarny, często siwy. Chińczyk – białyz kruczoczarną fryzurą. Obydwaj są umundurowani – Indus w dhoti, czylisztukę pieluchowej bawełny na biodrach, serdak ze stójką i furażerką.Chińczyk – w garnitur. Obydwaj wierzą: Indus w 300 mln bogów. Chińczykw Konfucjusza, Mao i supermocarstwową pozycję swego kraju. Induspotrafi narzucić sobie surową dyscyplinę wewnętrzną. Chińczyk potrafiżyć w narzuconej siłą dyscyplinie zewnętrznej, organizacyjnej. W kuchniindyjskiej prawie wszystko jest zakazane ze względów religijnych.W kuchni chińskiej dopuszczalne jest absolutnie wszystko z powodówpraktycznych. Dlatego kuchnia indyjska jest monotonna, a chińska –bogata. Mentalność Indusa wiąże się z filozofią i medytacją. MentalnośćChińczyka to pozytywny stosunek do pragmatyzmu.

Indus i Chińczyk to przekonanie do dwu najstarszych w świecie racji stanu. I dwu największych megalomanii.

Świat do Chin, Indie na świat

Indie chcą być najludniejszym krajem świata i Chiny im w tym pomogą, bochcą przestać być najludniejsze. Chiny mają dziś 1,3 mld ludności, a toza dużo jak na kraj chcący cieszyć się wreszcie wzrostem gospodarczym.Indie już dziś liczą ponad miliard ludności i za osiem lat wyprzedząChińczyków. W Indiach uprawia się dzikie planowanie rodziny, usuwającpłody żeńskie, żeby w przyszłości nie płacić posagów. NatomiastChińczycy przeważnie nie chcą mieć więcej dzieci, bo za to grożąwysokie podatki. Indie są dzięki temu społeczeństwem młodym – średniawieku statystycznego Indusa to 30 lat, a Chiny – starzejącym się.Średnia wieku Chińczyka to 40–50 lat. Za to w przemyśle chińskimpracuje wiele wykształconych kobiet – a w Indiach ich brak.

Na statystykach demograficznego sukcesu Indii cieniem kładzie się AIDS.Indie są najbardziej – jeśli idzie o liczbę chorych – dotkniętym przezHIV krajem świata, mają około 10 mln nosicieli. Co się tyczy Chin –danych brak, lecz na alarm nikt z tej przyczyny nie bije. Indie mimowielu kultur są bardziej zhomogenizowane niż monokulturowe Chiny, stądHIV w Indiach rozpowszechnia się demokratycznie, podczas gdy w Chinachkontrolowany jest komunistycznie. O stanie zdrowia obydwu społeczeństwświadczą osiągnięcia sportowe: Chiny są potęgą i prawdopodobnie wygrająolimpiadę pekińską w przyszłym roku. Indie zdobędą może jeden brązowymedal.

Jeśli idzie o wskaźnik mówiący o rozwoju społecznym i poziomie życia(HDI), to Indie i Chiny w 1950 r. znajdowały się w tym samym miejscu(odpowiednio: 0,160 i 0,163). Obecnie Chiny są daleko przed Indiami –odpowiednio 0,726 oraz 0,577. Indie ze swoim wskaźnikiem znajdują sięna 127 miejscu w świecie, dwa miejsca przed Birmą (Myanmarem) i 70miejsc za Kubą.

Dziś w gospodarce światowej Indie i Chiny razem wzięte znaczą tyle, ilepołowa Japonii. Jeśli wszystko potoczy się jak dotychczas, bezkataklizmów, za 30 lat wśród potęg gospodarczych Indie zajmą miejsceNiemiec – na trzeciej pozycji w świecie, a Chiny miejsce USA – napierwszej. Są komplementarne. Gdyby powstał twór o nazwie Chindie,rządziłby niepodzielnie światem. Wielonarodowe koncerny budują przemysłelektroniczny i samochodowy w Chinach, korzystając z oprogramowaniai zarządzania indyjskiego. To potencjalnie dwie największe potęgi narynku elektroniki przyszłości. W Indiach działa 55 mln telefonówkomórkowych. W Chinach baza dla tej telefonii to – bagatela – 350 mlnużytkowników.

Reformy chińskie są skutkiem starannego programowania rządowego, zaśreformy indyjskie odwrotnie – skutkiem odstąpienia od planów i odcentralnego sterowania gospodarką. Chiny bogacą się przez ostatnie 15lat. Indie krócej, bo przez ostatnią dekadę i to pod nieformalnymirządami Włoszki i katoliczki Soni Gandhi oraz premiera ManmohanaSingha, kiedyś eksperta Banku Światowego. PKB Chin wzrasta dziękibezpośrednim inwestycjom zagranicznym, a Indii – dzięki inwestycjomwielkich firm miejscowych. Słowem – świat bardziej wchodzi do Chin,a Indie wychodzą bardziej na świat.

Bogatsze w biedniejszych

To wyścig w dwóch kierunkach na drodze dwupasmowej. Chińskie laptopyLenovo nie ustępują pod względem jakości produktom światowym tejbranży, ale nikt ich nie kupuje poza Chinami, bo nikt ich nie zna.Tymczasem Indusi, tacy jak Lakshmi Mittal, Swaraj Paul i Tata rządząświatowym rynkiem stali, natomiast takie firmy jak Motorola, CiscoSystems, Google, City Bank bez zatrudnionych tam na kierowniczychstanowiskach Indusów – nie istnieją...

Indie ciągle plasują same siebie na jednym z pierwszych miejsc listynajwiększych potęg gospodarczych świata. Według własnych ocen (takpodaje wiceminister spraw zagranicznych pani Shashi Tripati), podwzględem siły nabywczej ludności są liderem światowym. Jeśli idzieo produkt globalny brutto widzą się tuż za USA i Japonią. Nigdy zaChinami. W propagandowych statystykach Indii Unia Europejska jakonajwiększa potęga gospodarcza świata nie istnieje, bo nie jestpaństwem. Z kolei Niemcy, Anglia, Francja etc. nie liczą się jakorywale Indii, bo należą do Unii Europejskiej. A więc rywalami Indii sątylko USA i Japonia. Tymczasem nawet Brazylia, która plasuje się naósmym miejscu, jest pod tym względem przed Indiami. Ale potęgigospodarczej Indii nie ma co bagatelizować, zwłaszcza że rośnie.Natomiast nie ma co nią straszyć, jak straszy się Chinami, bo Indie nieaspirują do roli supermocarstwa, które dąży do nowego podziału świata.A Chiny – tak, przynajmniej jeśli idzie o dwubiegunowy ład globalnyz ich własnym udziałem.

Kiedy na początku ubiegłego wieku obydwa kraje wkraczaływ nowoczesność, ich dochód per capita był porównywalny: po około 600dol. Obecnie Chiny mają dochód dwa razy wyższy od Indii – 6,8 tys.dol., a Indie „tylko” 3,4 tys. Ale według danych KonfederacjiPrzemysłowców Indyjskich CII (publikacja na 50-lecie niepodległościkraju), w Indiach istnieje najgrubsza w świecie warstwa ponadśrednia,to znaczy ludzi bogatych. Jest ich 10 proc. W USA według tego samegoźródła tylko 7 proc. (CII porównuje bezpośrednio wartość majątków).

Zatem 100 milionów Indusów to ludzie bardzo zamożni. W Indiachnaliczymy więcej milionerów niż w Chinach, ale aż 81 proc. mieszkańcówżyje za równowartość 2 dol. dziennie, podczas gdy w Chinach jest toniecałe 50 proc. ludności.

W listopadzie ub.r. przewodniczący ChRL Hu Jintao złożył czterodniowąwizytę w Indiach, pierwszą tego typu od 10 lat. W okresie tych 10 latwymiana handlowa między obydwoma gigantami wzrosła z 300 mln do 17 mlddol., a za kilka lat ma osiągnąć 40 mld. To ciągle mało. Indieimportują z Chin towary przetworzone, a wysyłają surowce. Deficyt Indiiw handlu z Chinami zwiększa się. Zresztą jak w przypadku większościkrajów świata, bo Chiny przy swojej technologii dysponują najtańsząsiłą roboczą. Indie są w podobnej sytuacji, ale konsumują więcej niżChiny. Dlatego import indyjski przewyższa eksport. Podstawą dalszegorozwoju musi być reforma systemów bankowych w obydwu krajach. Chinymają dwa rynki kredytowe – normalny dla przedsiębiorstw prywatnychi subsydiowany dla molochów państwowych. Obecny przywódca Hu Jintaojest za ostrożnym podtrzymywaniem status quo, ponieważ boi sięniepokojów społecznych. W Indiach nie ma tego problemu.

Indusi mają duże doświadczenie giełdowe (na giełdzie bombajskiej jest6 tys. firm, dwa razy tyle co w Nowym Jorku), którego brak Chińczykomspoza Hongkongu. Indusi mają dostateczną liczbę prawników, audytorówi księgowych, w związku z tym operacje są tam bardziej przejrzyste niżw Chinach, gdzie tych specjalistów ciągle brakuje.

Chińczycy są genialnymi kopistami, podobnie jak Japończycy. Dlategopodróbki chińskie trudno odróżnić od oryginału. W Indiach też siękopiuje, ale znacznie mniej, bo Indie to kraj prawa postbrytyjskiego,gdzie sądownictwo, choć nieporadne, jest niezależne, a poszanowanieprawa większe niż w kraju komunistycznym. To nieprawda, że politycy nieoczekują czy nie wymuszają faworów na biznesie indyjskim. Korupcja jestw Indiach problemem. Wymiar sprawiedliwości nie radzi sobie z aferamina styku biznesu i polityki. W Chinach natomiast korupcja ma postać guanxi.Chodzi o formalne związki społeczno-towarzyskie biznesu z elitamipolitycznymi, gdzie wymiana faworów (niekoniecznie pieniędzy) jesttradycyjna, uprawniona i etyczna.

O przyszłości wyścigu gospodarczego zdecyduje szybkość, z jakąChińczycy staną się konkurentami dla Indusów w zakresie informatyki.Jeżeli Indusi będą budowali swoją infrastrukturę (lotniska, drogi)w takim tempie jak dotychczas, Chiny ten wyścig wygrają.

Rakiety i reaktory

Idzie o zajęcie miejsca po Rosji. Chiny mają broń jądrową i brońekonomiczną. Indie są na tych polach za słabe. Rakiety chińskie mogązaatakować dowolny punkt w Indiach, bo są to dobre rakiety, a Indie niedysponują skutecznym systemem ochrony przeciwrakietowej. Indie coprawda mają flotę wód błękitnych (oceanicznych), a Chiny tylkozielonych (przybrzeżnych), ale ta różnica nie odbiera ogólnej przewagimilitarnej Chinom.

Chiny czeka jeszcze ogromna rewolucja gospodarcza, której Indie jużprzechodzić nie muszą. W Chinach państwo monopartyjne zarządzagospodarką wolnorynkową, której ważnym sektorem są molochy produkującedeficyt w przemyśle ciężkim. Restrukturyzacja przemysłu ciężkiegow Chinach wywołać może zamieszanie porównywalne z rewolucją kulturalną,po której nastał Deng Xiaoping – likwidator głodu i inicjator reform.Takiego zamieszania w Indiach nie będzie. Charakter protestów w jednymi drugim kraju różni się tak jak hinduizm i buddyzm od komunizmu. BoChiny są komunistycznym krajem bez komunistycznej ideologii. Kiedyzdarzył się protest studentów na placu Niebiańskiego Spokoju, wojskomusiało użyć czołgów. Kiedy w Indiach zdarza się taka demonstracja –wystarczą policjanci i trochę gazu łzawiącego. Ale też studenci chińscydomagali się demokracji, czyli czegoś, co studenci indyjscy mają już oddawna.

Indyjska demokracja to system państwa miękkiego – chińska dyktatura topaństwo mocne. Rozwój gospodarczy Indii niczego nie musi wymuszać, boomchiński może przynieść demokrację.

Chiny są stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa, a Indie uważają, że imteż należy się tam miejsce, choćby ze względu na wkład w zwycięstwo nadfaszyzmem podczas II wojny światowej. Indii co prawda wtedy jeszcze niebyło, ale ponad milion żołnierzy indyjskich walczyło wtedy w Birmieprzeciwko Japończykom oraz w Afryce i we Włoszech (pod Monte Cassino)przeciwko Niemcom. Brak poparcia Chin dla walki Indii o stałe miejscew Radzie Bezpieczeństwa komentowany jest w Delhi jako niechęć Chin dozaakceptowania wielobiegunowej Azji. Ale nawet Chiny nie kwestionująjuż dzisiaj wielkomocarstwowej pozycji Indii na tym kontynencie.

Polityka indyjska to jeden z niewielu sukcesów prezydentaGeorge’a Busha w polityce zagranicznej USA. Chociaż Indie nie podpisałyukładu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i zrobiły własnąbombę wbrew Wielkiej Piątce, to Waszyngton – w ubiegłym roku – poszedłna szeroko zakrojoną współpracę z Delhi w zakresie energetyki jądrowej.Była to chyba największa współczesna zmiana kursu w całej amerykańskiejpolityce: USA będą dostarczały Indiom zarówno „wrażliwą” technologię,jak i paliwa. Indie obiecały tylko, że oddadzą 65 proc. swoich urządzeńpod kontrolę Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, ale osiemreaktorów pozostawiły poza tą kontrolą. Ale już wcześniej organizowanowspólne ćwiczenia trzech rodzajów sił zbrojnych. Linie Air India kupiły68 Boeingów za 11 mld dol. Izrael stał się dla Indii państwemzaprzyjaźnionym i drugim po Rosji dostawcą broni. Bush zaproponowałIndiom samoloty F-16 i F-18. USA poprawiają stosunki z Indiami dlazrównoważenia roli Chin, choć nic nie zapowiada, że Indie będą gotowedo takiej współpracy przeciwko Pekinowi. USA są pierwszym partneremhandlowym Indii i największym inwestorem w Indiach. Natomiastbezpośrednie inwestycje amerykańskie w Chinach to zaledwie jednaczwarta tego, co USA inwestują w Belgii.

Dwie diaspory

Oba giganty od 5 tys. lat istnieją mniej więcej w tych samychgranicach. Ani Chiny, ani Indie nie ekspandowały i nie starały siętworzyć imperiów. Ale zarówno Chińczycy jak i Indusi ruszali w świat,żeby się tam urządzić lepiej. Nie miało to nic wspólnego z kolonizacją.Chińczycy opanowali handel w Indonezji i utworzyli swoje enklawy, chinatowns, w wielu metropoliach światowych.

Indusi są aktywni w Afryce Wschodniej, Londynie, Kanadzie i Kalifornii.Należą często do grupy liderów tamtejszego życia gospodarczego. W USAmieszka 2 mln Indusów. Ich średni dochód roczny wynosi 60 tys. dol.,kiedy średnie zarobki Amerykanów nie przekraczają 40 tys. 75 proc.amerykańskich Indusów ma wyższe wykształcenie.

Stare ojczyzny-matki zawsze mogły liczyć na rozrzuconych po świecieChińczyków i Indusów, bo w kanonie wartości azjatyckich liczy sięposzanowanie głowy rodziny (plemienia, narodu) i poszanowanie państwa.Dlatego na apel Deng Xiaopinga Chińczycy z diaspory przybyli do Chin,żeby inwestować w małe i średnie przedsiębiorstwa, które wrazz prywatnym rolnictwem dały początek imponującym zmianom gospodarczym.I dlatego Indusi z diaspory zaproponowali Indirze Gandhi w 1983 r., żespłacą zagraniczne długi Indii, wynoszące wtedy prawie 100 mld dol.Zaciąganie pożyczek u diaspory idzie Chinom lepiej niż Indiom. Chinymają z tego źródła 180 dol. na mieszkańca, a Indie tylko 14. Wynika tow Indiach ciągle z mitręgi biurokratycznej i braku strefsupernowoczesnego handlu na poziomie światowym, takich jak Hongkong czySzanghaj. A stref nie ma, bo nie ma terenów pod zabudowę, to znaczy są,ale Indusi przerazili się spekulacjami w Chinach, gdzie przedsiębiorcykupili pod strefy ogromne obszary i odsprzedają je teraz po strasznychcenach. Ale z kolei Indie zmierzają szybciej ku pełnej wymienialnościswojej waluty niż Chiny.

Wyścig do gwiazd

Około 80 najtęższych głów z całych Indii zebrało się w listopadzieub.r. w Bangalore i uradziło, że jeśli idzie o lot załogowy na Księżyc,to dla Indii datą właściwą będzie rok 2020. Trzeba tam szukać zasobówmineralnych i helu 3, który może rozwiązać problemy energetyczne kraju.Inną przyczyną pośpiechu indyjskiego jest program kosmiczny Chin, któreniedługo ustawią stację na powierzchni Księżyca. Na ten sam czasplanują swoje wyprawy okołoziemskie Pakistan i Malezja, więc nad AzjąPołudniową zrobi się w kosmosie tłok. Ale data 2020 r. pozwoli pobićChiny. Na razie Indusi prowadzą w wyścigu komputerowym. A bez tego niema mowy o Księżycu. Indusi opatentowali w ciągu ostatnich dwóch lat 110wynalazków w tej dziedzinie. Przewodniczący Indyjskiej OrganizacjiBadań Kosmicznych Madhavan Nair powiedział na koniec, aby ostudzićumysły: co w kosmosie może zrobić człowiek – może i maszyna.

Zanim giganci spotkają się na Księżycu, dbają o to, żeby odpowiednialiczba wykształconych młodych ludzi mogła stanąć przy komputerach.Indie są światową potęgą w dziedzinie informatyki, ale fachowców,zwłaszcza nadających się do zatrudnienia w zachodnich firmachinformatycznych, brakuje. W Chinach jest jeszcze gorzej. Tam brakujewszelkich fachowców, zwłaszcza w zakresie kierowania i zarządzania.W Chinach nie wystartuje żaden samolot bez pilota obcokrajowca zasterami. W Indiach pod tym względem jest znacznie lepiej. Za steramisiadają też kobiety. Chińczycy kształcą 600 tys. inżynierów rocznie. Dopracy w firmach międzynarodowych nadaje się tylko 150 tys. W Indiachdyplomy otrzymuje rocznie 300 tys. inżynierów, ale tylko co czwartynadaje się do pracy zgodnie ze standardami międzynarodowymi. Jak takdalej pójdzie, sektor informatyki będzie potrzebował w obu krajach półmiliona fachowców, których nie ma skąd wziąć. Dlatego Chiny planująkształcenie 200 tys. informatyków rocznie (przy dzisiejszych 100 tys.indyjskich), a Indie otwierają nowe uczelnie, bo na 250 miejscw Indyjskim Instytucie Zarządzania w Ahmedabadzie napłynęło w zeszłymroku 250 tys. zgłoszeń. Jest to chyba rekord świata – nie ma uczelni,która by miała tysiąc kandydatów na jedno miejsce.

Przewaga Indii w sferze oświaty polega na tym, że formalnewykształcenie techniczne i inżynieryjne, w tym także informatyczne,odbiera się tam w języku angielskim, który jest jednym z 14 oficjalnychjęzyków kraju. Jedni eksperci oceniają liczbę Indusów mówiących bieglepo angielsku na 40–60 mln, inni natomiast zajmują się zdolnościąmówienia po angielsku, którą posiada w Indiach więcej osób niż w USAi Wielkiej Brytanii łącznie. Nic takiego nie występuje w Chinach.Biznesmeni chińscy nie muszą się uczyć angielskiego, odwrotnie,cudzoziemcy, jeśli chcą uprawiać biznes w Chinach lub z Chińczykami,muszą się uczyć chińskiego. Jest gdzie – Chiny utworzyły już 64 OśrodkiKonfucjusza na całym świecie. Jeden z nich niedługo powstaniew Krakowie.

Kto podbije świat?

Chociaż giganci nie spierają się w brutalnej formie, to granicaindyjsko-chińska na wielu odcinkach jest przedmiotem sporu. Odzyskaniedawnych terytoriów, które nawzajem sobie zabrano albo którychprzynależność jest kwestionowana, nie wydaje się możliwe. ArunaczalPradesz to stan indyjski w północno-wschodniej części kraju zaludnionygłównie przez sikhów, zalfabetyzowany w stu procentach. A na mapachchińskich widnieje jako część ChRL. (Tuż przed listopadową wizytą HuJintao w Delhi ambasador Chin powiedział, że to terytorium chińskie,w związku z czym premier Manmohan Siongh nie wyjechał po chińskiegogościa na lotnisko). Sikkim jest stanem indyjskim, a na mapachchińskich figuruje jako niepodległe cesarstwo. Na mapach indyjskichAksai Chin figuruje jako części Kaszmiru, a w istocie jest niemal odpoczątku częścią Pakistanu oddaną Pekinowi w zamian za pomocgospodarczą i polityczną.

Rozmowy graniczne trwają już kilka dziesięcioleci i przeciągną się nanastępne dziesiątki lat, bo żadnej stronie się nie spieszy. Naniektórych odcinkach nikt nie jest w stanie wyznaczyć granicy, bopotrzeba do tego himalaistów, a ani Chińczycy, ani Indusi nie lubią sięwspinać. Najlepszym wyjściem byłoby uznanie status quo. Ale Indie niemogą pozwolić sobie na precedens, bo mają problem granicznyz Pakistanem w podzielonym Kaszmirze. Prędzej już byłyby skłonneporozumieć się z Chinami. Zresztą wytyczenie granic w Azji to jedno,a upilnowanie ich to drugie, niewykonalne zadanie.

Indyjska emigracja nigdzie nie starała się o przyłączanie do Indiizasiedlanych terytoriów. Ale wchodziła głęboko w miejscowy grunti w drugim czy trzecim pokoleniu korzystała już z pełni prawpolitycznych i wyborczych. W rezultacie Indusi wchodzą w skład elitkilkunastu krajów świata: m.in. Trynidadu-Tobago, Singapuru, Malezji,Fidżi. Chińczycy w obcych krajach, w których się osiedlili, trzymająsię raczej na uboczu głównych nurtów miejscowej polityki. Ale ostatnioprzypomnieli sobie o Afryce. Indusi są tam od zawsze, zwłaszczaw Tanzanii, RPA i na Mauritiusie. Chińczycy byli tam w czasach MaoDzedonga i prowadzili walkę z Moskwą o podział wpływów ideologicznych.Jeśli jakiś nurt partyzantki narodowo-wyzwoleńczej popierany był przezZSRR czy Kubę, Chińczycy znajdowali konkurentów i im udzielaliwsparcia. Takim długoletnim klientem ChRL oraz KRLD jest na przykładdyktator Zimbabwe Robert Mugabe.

W listopadzie ub.r. Chińczycy przypomnieli sobie o Afryce i zwołaliw Pekinie szczyt chińsko-afrykański, na który przybyło 48 przywódców 53krajów Czarnego Lądu. Zrezygnowano z akcentów politycznych. Naciskzostał położony na wymianę gospodarczą. Angola zastąpiła już ArabięSaudyjską na miejscu pierwszego eksportera ropy do Chin. Chińczycypotrzebują afrykańskich surowców: miedzi, żelaza i kobaltu. Zredukowalizadłużenie krajów afrykańskich o 10 mld dol. Obroty z Afryką sięgająteraz wartości 40 mld dol., podczas gdy indyjskie tylko 9 mld. Prasaindyjska w komentarzach pisze: uczmy się od Chińczyków. Nie dosyć, żesą stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa, to jeszcze zadomowili sięw Afryce, natomiast my, mając potężną diasporę, tego nie robimy. Czasodrzucić przestarzałe hasła Ruchu Niezaangażowanych (negatywny stosunekdo sojuszów wojskowych i obcych baz na swoim terytorium) i pora wejśćwszędzie tam, gdzie nie szkodzi to Chinom.

Indusi mówią o sobie: „15 lat, sześć rządów, pięciu premierów, jedenkierunek, osiem procent wzrostu PKB”. A więc coś innego niż kraj słonii zaklinaczy wężów. Natomiast Chiny nie mówią wiele, za to wiele robią:Igrzyska Olimpijskie i EXPO, niemal w tym samym czasie, zapowiadają sięna hit całej Azji. Obydwa kraje być może jutro będą bardzo bogate. Aleani w jednym, ani w drugim nie odczuje tego większość społeczeństwa.W dającej się przewidzieć przyszłości nastąpi jedynie zrównoważeniepotencjałów Chin, Indii, USA, Unii Europejskiej i Japonii. Będzie tozatem gospodarcza Rada Bezpieczeństwa świata według nowego porządku.

Chindie to umowna nazwa przestrzeni, która nie przekształci się w jedenorganizm, bo kraje te rywalizują ze sobą i każdy czeka na własne 5minut. Nawet jeśli mają podobne cele, to są to cele niepodzielne. Celemjest stworzenie drugiego bieguna, aby Wschód mógł być przeciwwagą dlaUSA. Ale Chiny nie podzielą się na tym biegunie miejscem z Indiami. AniIndie, jeśli to one wcześniej zdobędą drugi biegun, nie zaproszą tamChin. Najważniejsze jednak, i to jest optymistyczne, że nie będą onetoczyć o to ze sobą wojny, choć są jedynymi państwami świata, któremogą zaabsorbować skutki każdej katastrofy, z katastrofą jądrowąwłącznie.



Indie

• Stolica: Delhi

• Obszar: 3 287 590 km2

• Liczba ludności: 1,09 mld

• Współczynnik dzietności: 2,73 (2006)

• PKB na jednego mieszkańca (biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej): 3,4 tys. dol.

• Wzrost gospodarczy (2005–2006): 8,4 proc.

• Bezrobocie: 8,9 proc.

• Indie są nadal w przeważającej mierze krajem wiejskim. Rolnictwo daje 30 proc. PKB, a pracuje w nim aż połowa ludności kraju. Jest przy tym rozdrobnione, nieefektywne.

• Liczba ludności żyjącej poniżej progu ubóstwa: 26 proc.

• Współczynnik Gini’ego, czyli miara nierównomiernego rozkładu dochodów w społeczeństwie: 32,5. Dochód na osobę w najbogatszym mieście Chandigarh jest dziewięciokrotnie wyższy niż w ubogim stanie Bihar.

• Bilans handlowy (od I do XI 2006 r.): – 48,8 mld dol.

• Wskaźnik korupcji: 3,3 pkt. 70 miejsce w rankingu Transparency International (w 2005 r.Indie zajęły 88 miejsce).

• Największy potencjał Indii kryje się w przemyśle informatycznym. Jeszcze 15 lat temu branża ta praktycznie nie istniała, a dziś odpowiada za czwartą część eksportu. W ciągu ostatniej dekady w południowoindyjskim Bangalore wyrosło komputerowe centrum świata. Zatrudnionych jest tam 150 tys. informatyków – więcej niż w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej. To w Indiach powstają produkty takich firm jak: Microsoft, Oracle czy Adobe.

• Inwestycje w badania plasują Indie w pierwszej dziesiątce na świecie, a rezultatem jest 15 tys. patentów każdego roku.

• Na początku br. Indie umieściły na orbicie cztery własne satelity. Lot załogowy planują około 2014 r.




Chiny

• Stolica: Pekin

• Obszar: 9 596 960 km2

• Liczba ludności: 1,3 mld

• Współczynnik dzietności: 1,73 (2006)

• PKB na jednego mieszkańca (biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej): 6,8 tys. dol.

• Wzrost gospodarczy (2005–2006): 10,2 proc.

• Bezrobocie: według oficjalnych danych, w miastach sięga około 10 proc., a całkowite to 20 proc. (brak danych nt. bezrobocia ukrytego).

• Liczba ludności żyjącej poniżej progu ubóstwa (oficjalne dane za 2001 r.): 10 proc.

• Współczynnik Gini’ego, czyli miara nierównomiernego rozkładu dochodów w społeczeństwie: 44,7 (dochód na osobę w najbogatszym regionie Chin Szanghaju jest trzynastokrotnie wyższy niż w najbiedniejszej prowincji Guizhou).

• Wskaźnik korupcji: 3,3 pkt. 70 miejsce w rankingu Transparency International (w 2005 r. Chiny były na 78 miejscu).

• Blisko 800 mln Chińczyków utrzymuje się z maleńkich gospodarstw wiejskich lub drobnych zajęć w miasteczkach.

• Bilans handlowy (za 2006 r.): 177,5 mld dol.

• Chiny nie są krajem gospodarki rynkowej. Państwo całkowicie kontroluje sektor bankowy i prywatne oszczędności obywateli; Krajowa Komisja Reformy Rozwojowej (centralny organ planowania) ustala ceny najważniejszych surowców, towarów i usług.

• Pod koniec 2003 r. Chiny dołączyły do klubu zdobywców kosmosu. Z bazy na pustyni Gobi wystrzelono statek kosmiczny „Shenzhou 5” i był to pierwszy lot załogowy.

* Źródła: The World Factbook, „The Economist”, Gini Index 2006, Transparency International, archiwum „Polityki”.



Dobrzy i źli sąsiedzi


Z najbliższymi sąsiadami Indii – Pakistanem, Nepalem, Bangladeszem, Bhutanem i Sri Lanką, a także z Birmą i Malediwami – Chiny ułożyły sobie poprawne stosunki. Powoduje to irytację Delhi, zresztą podobną reakcję Pekinu budzą dobre stosunki Indii z Japonią, Koreą Południową, Tajwanem i przede wszystkim USA. Chińczycy porozumieli się z Rosjanami, dawna wrogość ustąpiła miejsca pragmatyzmowi. Na Japonii Pekin wymógł przeprosiny za przeszłość, a i z Koreą (Północną) droga do porozumienia jest otwarta. Z Kazachstanem i Kirgistanem zawarto porozumienie o współpracy dobrosąsiedzkiej, ale Chińczycy muszą uważać na zachowanie Ujgurów w zachodniej części kraju. Słychać tam o  Wielkim Ujguristanie, czyli połowie Chin (zachodnich, muzułmańskich i całym Kazachstanie). Największym problemem jest Tajwan. Chiny kontynentalne nigdy nie uznały niepodległości tego kraju – nieustannie iskrzy na tym tle, także w stosunkach z USA. Ale prędzej czy później Tajwan, podobnie jak Hongkong, zostanie wchłonięty.


Tybet

Tybet tkwi pomiędzy Chinami a Indiami. I chociaż władająca kolonią indyjską Wielka Brytania była zainteresowana Tybetem, to jednak w 1951 r. to ChRL zajęła ten uzależniony od Chin, ale samodzielny kraj. Jawaharlal Nehru, pierwszy premier Indii, próbował wówczas zażegnać konflikt koreański i dlatego swoim krajem nie miał czasu się zajmować. ChRL bez słowa sprzeciwu ze strony Indii zajęła Tybet. Aneksję uznał cały świat. ChRL nazywa to wyzwoleniem Tybetu spod dyktatury feudałów i kleru. Jest to raczej jednak sinizacja Tybetu. Chińczycy łamią ustalenia, jakie miały gwarantować autonomię i rozwój kulturalny społeczeństwa tybetańskiego. Dlatego Dalajlama uciekł w 1959 r., jak setki tysięcy innych Tybetańczyków, do Indii. Jego rząd na uchodźstwie rezyduje w pobliżu granicy z Chinami, w indyjskiej Dharamsali. Chińczycy mają o to do Indii pretensje. Indie nie uznają rządu Dalajlamy, ale nie przeszkadzają mu funkcjonować.

Indusi wiedzą, że młodzi Tybetańczycy coraz bardziej buntują się przeciwko władzy Dalajlamy, który chce zachować autonomię Tybetu w ramach suwerenności Chin, ale nawet tego nie może osiągnąć. Tybetańczycy powstaną przeciwko niemu i Chinom. Dla Indii będzie to ogromny problem. Udzielać pomocy buntownikom czy zgodzić się na wchłonięcie Tybetu przez Chiny na zawsze? Indie mają dosyć swoich problemów z Pakistanem i Kaszmirem, więc otwarty konflikt z Chinami nie jest im potrzebny. Ale żałują, że Nehru nie zajmował się Tybetem, tylko Koreą, w której Indie nie mają dziś nic do powiedzenia, a Chińczycy z Amerykanami – wprost przeciwnie.


Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj