Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Świat

PiS przekombinował, czyli trefny zjazd skrajnej prawicy w Warszawie

Viktor Orban i Marine Le Pen w Warszawie na zjeździe zorganizowanym przez PiS Viktor Orban i Marine Le Pen w Warszawie na zjeździe zorganizowanym przez PiS Adam Chełstowski / Forum
Na słynnym „szczycie warszawskim” nie pojawili się Włosi: ani Matteo Salvini, ani Giorgia Meloni, kierująca międzynarodówką, do której należy PiS. Także premier Czech trzyma się z daleka od eksperymentów Polaków ze skrajną prawicą.

„Szczyt warszawski”, który w ostatni weekend zgromadził na pisowskich salonach skrajną prawicę łącznie z Marine Le Pen, przypieczętował fiasko zabiegów o poważne przesunięcia klubowe w Parlamencie Europejskim tej kadencji, które miały wzmocnić PiS. Zdaje się, że Viktor Orbán niemal do ostatniej chwili próbował intryg, które postawiłyby Polaków czy Włochów wobec faktów dokonanych, czyli ogłoszenia projektu jakiejś nowej frakcji.

Węgrowi nic z tego nie wyszło, a PiS ma teraz nadwerężone relacje nawet z postfaszystowską partią Fratelli d’Italia (FdL). Jej szefowa Giorgia Meloni stoi na czele europejskiej międzynarodówki „konserwatystów”, do której PiS należy.

Czytaj też: Kto bił brawo Morawieckiemu? Z kim PiS przyjaźni się w Europie

Kusiciel Viktor Orbán

O co chodzi w tych wszystkich międzynarodowo-partyjnych przepychankach? Otóż konserwatyści i reformatorzy (EKR), do których PiS należy, to druga od końca pod względem liczebności frakcja Parlamentu Europejskiego. Ma zaledwie 63 deputowanych, podczas gdy np. największy klub Europejskiej Partii Ludowej (EPL) liczy ich 178. W dodatku po odejściu torysów EKR nie tylko się skurczyła, lecz też straciła politycznie na wadze, której mimo brexitowych szaleństw dodawali jej Brytyjczycy.

Nieduży rozmiar w wewnątrzparlamentarnej dynamice przekłada się na mniejszą liczbę stanowisk (frakcje dzielą je według metody d’Hondta), sprawozdań, przemówień i pieniędzy, a oprócz względów ideowych oznacza to wielki, ambicjonalny napęd do starań na rzecz zwiększenia grupy.

Poza Brukselą i Strasburgiem może się to wydać wręcz zabawne, ale są europosłowie, którym rozpalają się oczy na myśl o awansie frakcji na czwarte albo trzecie miejsce pod względem liczebności (Jacek Saryusz-Wolski marzy na Twitterze nawet o pierwszym). Paliwa pod te ambicje dolewa wielki kusiciel Viktor Orbán, który po usunięciu Fideszu z EPL ma apetyt na „nową prawicę” europejską. W przeciwieństwie do Polaków (przynajmniej na razie) widziałby w niej nawet niemiecką AfD.

Szkopuł w tym, że Orbán aspirujący do roli głównego rozgrywającego nie ma ochoty na wprowadzanie Fideszu (12 europosłów) do frakcji EKR, zanadto dla niego zdominowanej przez Polaków (Zjednoczona Prawica to 27 na 63 eurodeputowanych klubu). Uparcie promuje pomysł powołania zupełnie nowej i większej frakcji, do której weszłoby wiele partii zarówno z EKR, jak i skrajnie prawicowego klubu Tożsamość i Demokracja (70 europosłów). Węgier uważa, że zyskałby dzięki temu szersze pole działania, a wielkość klubu dodałaby mu osobiście politycznego ciężaru w Brukseli.

Czytaj też: Polexit w mentalności PiS dawno się zaczął

Trefne zjazdy skrajnej prawicy

Tu zaczynają się trudności – część ludzi PiS, wprawdzie z zaciśniętymi zębami, milczy na temat „szczytu warszawskiego”, ale wizja sojuszu z proputinowską Marine Le Pen wywołuje tam pewne szemrania. Rezygnacja ze zdominowanego przez Polaków klubu EKR oznaczałaby też bolesną utratę posad, etatów (asystenci, eksperci etc.) i pieniędzy na działalność klubową.

Dlatego PiS pomimo nacisków i oporów Orbána od miesięcy promował nie nową frakcję, lecz poszerzanie klubu EKR. Jego częścią są teraz Włosi z FdL (Raffaele Fitto przewodzi klubem wraz z Ryszardem Legutką). Część Polaków – trudno stwierdzić, skąd ten ich optymizm – sądziła, że da się rychło doprosić także europosłów Ligi Matteo Salviniego. FdL ma obecnie tylko ośmiu europosłów, a Liga – aż 24, jednak we włoskich sondażach partie idą albo łeb w łeb z poparciem na poziomie ok. 20 proc., albo przeważa FdL. Nieopłacalna byłaby zatem zwykła podmiana Ligi na FdL, bo w następnej kadencji podział mandatów może być mniej korzystny dla Salviniego.

Z drugiej strony szefowa FdL Giorgia Meloni i lider Ligi Matteo Salvini rywalizują we Włoszech częściowo o podobny elektorat, więc ich współdziałanie w tej samej frakcji PE nie byłoby łatwe. Wyrosła z tradycji postfaszystowskich FdL nadal potrafi grać na takich nostalgiach (promowali w eurowyborach Caio Giulio Cesare Mussoliniego, prawnuka Duce), ale zasadniczo Meloni kreuje się teraz na umiarkowaną, z prawicowego głównego nurtu i choćby z tego względu sceptyczną wobec aliansów z Le Pen. I pragnącą pozostać w EKR.

Dlatego już w połowie listopada Meloni miała poinformować PiS, że na trefne zjazdy skrajnej prawicy do Warszawy się nie wybiera.

Danuta Hübner o tym, czy grozi nam polexit

Czesi też nie mają ochoty

A co z Salvinim? Szef Ligi miota się między swym „euronawróceniem” sprzed około roku a ciągotami do aliansów m.in. z Le Pen (partie są w tej samej frakcji europarlamentarnej). Dobrze to oddaje wewnętrzne tarcia w formacji, która współrządzi Włochami (Liga ma trzech ministrów w rządzie Maria Draghiego, w tym wpływowego szefa resortu rozwoju gospodarczego), a spora część jej aparatu i mieszczańskiego elektoratu jest znacznie bardziej centrowa niż linia, którą obecnie reprezentuje Salvini (w młodości był częścią środowiska „komunistów padańskich”).

Wydaje się, że nieobecność Salviniego w Warszawie to w jakiejś mierze efekt wewnątrzwłoskich konfliktów, rywalizacji na linii Liga–FdL, ale też oporów centrystów z Ligi przed ostentacyjnym zacieśnianiem sojuszu z Le Pen. W tych dylematach chodzi o Francuzkę i trochę o hiszpański Vox (Włosi słabo rozeznają się we wschodniej drobnicy w rodzaju nacjonalistycznej partii EKRE z Estonii, którą PiS również gościł na swym „szczycie”).

A zatem nieostrożne manewry Orbána z PiS, a także wewnątrzwłoskie konflikty sprawiły, że do Warszawy nie przyjechała żadna włoska partia.

I jeszcze jedno. Rangę unijnych międzynarodówek mierzy się – nawet bardziej niż wielkością frakcji – liczbą członków Rady Europejskiej (premierów lub prezydentów), a na pisowski szczyt nie przyjechał nowy czeski premier Petr Fiala. A przecież to drugi po Morawieckim premier EKR, jego partia ODS należy do pisowskiej frakcji. Czesi najwyraźniej nie mają ochoty na skrajnie prawicowe eksperymenty.

Czytaj też: Co przyniosło europejskie tournée Morawieckiego

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Testy antygenowe i omikron. Jak poprawnie zrobić wymaz?

Testy antygenowe na koronawirusa mają tę zaletę, że są szybkie i można je zrobić samodzielnie, ale wiele wskazuje, że w dobie omikronu będzie trzeba zmienić sposób ich wykonywania. Większa skuteczność wykrywania infekcji jest szczególnie istotna w kontekście ostatniego komunikatu WHO.

Piotr Rzymski
12.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną