Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1529. dzień wojny. Drona cień, czyli dialektyka nowego pola walki. Czy wojna manewrowa jest jeszcze możliwa?

Ukraińscy żołnierze z 93. Brygady trenują z dronami sterowanymi przez światłowód w obwodzie donieckim. Ukraińscy żołnierze z 93. Brygady trenują z dronami sterowanymi przez światłowód w obwodzie donieckim. AA / ABACA / Abaca Press / Forum
Rewolucja dronowa w Ukrainie wybuchła w zaskakującym momencie. Nowe, pełne bezpilotowców pole walki zostało ukształtowane dopiero, gdy wojna manewrowa zamieniła się w pozycyjną. Czy w świecie „efpefałek” działania manewrowe są jeszcze w ogóle możliwe?

Szefostwo ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR oficjalnie potwierdziło kolejne, czwarte już uderzenie na Tuapse w nocy z 30 kwietnia na 1 maja. Trafiona została rafineria i stacja pomp obsługująca terminal portowy. Zdaje się, że mieszkańcy Tuapse na długo będą pamiętać Święto Pracy.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy potwierdził przeprowadzenie skutecznych ataków na rosyjskie bazy lotnicze, w wyniku których uszkodzono wiele maszyn. Skala operacji jest bezprecedensowa – cele znajdowały się w odległości nawet 1680 km od granicy państwowej Ukrainy. Według oficjalnego komunikatu z 1 maja jednostki ukraińskie 25 kwietnia zaatakowały lotnisko Szagoł w obwodzie czelabińskim. Celem były m.in. myśliwce Su-57 oraz bombowce taktyczne Su-34.

Opublikowane 1 maja zdjęcia satelitarne dokumentują uszkodzenia wielu maszyn. Baza Szagoł stanowi stałe miejsce stacjonowania 2. Mieszanego Pułku Lotniczego Gwardii ze składu 21. Mieszanej Dywizji Lotniczej. Formacje „mieszane” w rosyjskiej strukturze organizacyjnej składają się z eskadr o różnym przeznaczeniu (np. myśliwskich, bombowych czy rozpoznawczych). Szczególne czekamy na doniesienia o trwałym wyeliminowaniu Su-57, najnowocześniejszych rosyjskich maszyn wielozadaniowych.

Dodatkowo w nocy z 29 na 30 kwietnia ukraińskie siły przeprowadziły uderzenie na lotnisko w pobliżu miejscowości Babki w obwodzie woroneskim (oddalone o ok. 150 km od linii frontu). Atak był wymierzony w zgrupowanie śmigłowców bojowych Mi-28 oraz transportowych Mi-17.

W północnej części obwodu sumskiego Rosjanie posuwają się bardzo powoli. Po miesiącu walk w rejonie Korczakiwki, zakończonych zajęciem tej wsi, udało im się wkroczyć do lasu na południe od miejscowości. Zapewne minie kolejny miesiąc, zanim z niego wyjdą. Z kolei po wschodniej stronie obwodu wojska ukraińskie skontratakowały, odrzucając przeciwnika z niedawno zdobytych skrawków terenu.

Na północ od Charkowa rosyjska 71. Dywizja Zmechanizowana Gwardii po ciężkich starciach zajęła wieś Pokaliane. Walki w tym rejonie toczą się już kolejny rok, a droga Rosjan do Charkowa wciąż daleka. Ciężkie boje trwają także na północ od Pokrowska.

Na froncie południowym Rosjanie starają się infiltrować ukraińskie pozycje. Rozproszona obrona, wymuszona aktywnością dronów, pozwala przeciwnikowi na wbijanie się między ukraińskie placówki. Dzięki urzutowaniu obrony w głąb, w pewnym momencie to „rumakowanie” się kończy. Bywają jednak chwile, gdy wojska obu stron są ze sobą wymieszane „jak groch z kapustą”, co z reguły kończy się likwidacją jednego z oddziałów.

Rewolucja małych aparacików

Rewolucja, jaka dokonała się na naszych oczach, zaczęła się latem 2022 r., gdy manewrowa faza konfliktu przeszła w krwawy zastój. To wtedy podjęto próby zastosowania małych, komercyjnych dronów do obserwacji pola walki. Aparaty kupowane, by filmować wesela czy wakacje, nagle stały się świetnym narzędziem pozwalającym podejrzeć, co robi przeciwnik. Te tanie urządzania okazały się również niezwykle trudne do zestrzelenia – stanowią cel zbyt mały dla rakiet przeciwlotniczych, których systemy naprowadzania często ich nie widzą, a koszt zużycia pocisku jest absurdalny.

By ograniczyć użycie dronów, zaczęto z czasem stosować zakłócenia systemów łączności. Odpowiedzią na te zakłócenia stała się z kolei odpowiednia przebudowa systemów, zmiana częstotliwości i szyfrowanie transmisji. Pewnym rozwiązaniem stały się także urządzenia sterowane światłowodem, choć mają one ograniczenia, głównie co do zasięgu rozwijanego przewodu. Tak czy owak – to nieustanne ulepszanie systemów łączności oraz ich oprogramowania trwa do dziś.

Stosowane na szeroką skalę od 2022 r. drony uderzeniowe mają mały ładunek, niewielki zasięg, a w nocy, mgle czy marznącym deszczu radzą sobie słabo lub wcale. Co więcej, ze względu na ograniczenia łączności operatorzy muszą znajdować się blisko linii frontu, przez co stają się celem priorytetowym. Na „droniarzy” urządza się polowania, a to zmusza ich do ciągłego, umiejętnego zmieniania pozycji w skrajnym stresie. Wiele z tych niedoskonałości rekompensuje jednak ich masowość.

Śmiesznie niska cena sprawia, że drony FPV kupuje się milionami – w liczbach większych niż pociski artyleryjskie. Warto jednak spojrzeć na twardą matematykę: trzy czy cztery miliony „efpefałek” nie przekładają się na miliony ofiar. Część niszczy porzucony już sprzęt, by uniemożliwić jego ewakuację, inne uderzają w opancerzone pojazdy, z których załoga wychodzi „wstrząśnięta, ale nie zmieszana”. Statystycznie na wyeliminowanie jednego żołnierza zużywa się 7–15 dronów. Skuteczność przypomina więc ogień artyleryjski strzelający „powierzchniowo”. Dopiero przy precyzyjnym korygowaniu ognia dział przez drony efektywność ich działań rośnie wielokrotnie. I tu objawia się chyba jedyna z zasad dialektyki, w którą wierzymy: ilość przechodzi w jakość. Wynikająca z niewielkich kosztów i prostoty produkcji masowość użycia dronów sprawia, że skumulowany efekt ich działania na polu walki jest niewiarygodnie znaczący.

Manewr w cieniu roju

Wojna manewrowa polega na niszczeniu wroga nie samym ogniem, lecz ruchem, manewrem właśnie. Jeśli otoczymy zgrupowanie wrogich wojsk, odetniemy je od zaopatrzenia i zmusimy do zużycia posiadanej amunicji, przeciwnikowi pozostanie jedynie się poddać. Przecież nie będzie walczył saperkami ani rzucał kamieniami. Aby jednak przejść do działań manewrowych, trzeba przełamać obronę. Na terenie zaskoczonego atakiem państwa wojska posuwają się tak szybko, na ile starczy paliwa, a punkty oporu się obchodzi, ich likwidację zostawiając idącym z tyłu. Jeśli jednak obrona jest rozbudowana, trzeba się przez nią przebić.

I tu zaczynają się schody. Przełamanie wymaga rzucenia na wąskim odcinku masy wojsk i środków ogniowych (dział, wyrzutni rakietowych, czołgów). Jak je jednak zgromadzić przy obecnym „zadronowaniu” pola walki? Operatorzy wroga wykorzystają taką koncentrację sił do zrobienia „jesieni średniowiecza”. Rozwiązaniem mogłoby być wprowadzanie kolejnych rzutów sił z głębi własnego ugrupowania, na pełnej prędkości, bez zatrzymywania się. Musi nastąpić głęboka infiltracja obrony, która – choć rozrzedzona ze względu na działalność dronów – jest mocno rozciągnięta w głąb. Straty będą wielkie, ale utrzymanie tempa może pozwolić na przebicie się przez całe urzutowanie przeciwnika i wyjście na jego tyły.

Wnioski dla naszej obronności:

  • Przełamanie jest możliwe tylko przy dużej prędkości i rezygnacji z zatrzymywania się sił uderzeniowych.

  • W fazie manewrowej zagrożenie ze strony dronów spada, są skuteczne niemal wyłącznie w warunkach wojny pozycyjnej. Grupy operatorów dronów wraz z logistyką (ładowanie baterii, warsztaty, łączność) podczas manewrów same muszą być w ruchu, co drastycznie obniża ich skuteczność. Jeśli jednak uda się nas spowolnić, rola dronów znów wzrośnie.

  • Wysokie zurbanizowanie Polski wzmocni obronę, a rozwinięta sieć dróg ułatwi ofensywę.

Będziemy toczyć wojnę, jakiej jeszcze nikt nie ćwiczył; inną od tych, jakie znamy, ale też inną od tej, która toczy się w Ukrainie. Drony z nami zostaną, a kluczowa będzie zdolność do adaptacji i wykorzystanie przewag, których Ukraina nie ma – przede wszystkim nowoczesnego lotnictwa. Doświadczeń właściwie brak, wszystko zależy od pomysłowości i determinacji w obronie kraju.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat na zakręcie

Aleksander Kwaśniewski dla „Polityki”: Pracowałem z Clintonem i Bushem. Polityka Trumpa jest bezrozumna

Czy Polska powinna bezgranicznie wierzyć w amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa? Czy Rosja może kiedyś przestać zagrażać Europie? Jaka powinna być nasza polityka zagraniczna? Mówi o tym Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz i Mateuszem Mazzinim w najnowszym odcinku „Świata na zakręcie”.

Agnieszka Lichnerowicz, Mateusz Mazzini
20.04.2026
Reklama