Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Więcej wojny? Płyną ostrzeżenia. Putinowi sytuacja się nie klei. Może absurdalnie uznać, że „teraz albo nigdy”

Preferuj w Google
Do baśni należą rosyjskie przechwałki o możliwym zajęciu Rygi w 48 godz., ale geografia jest nieubłagana. Do baśni należą rosyjskie przechwałki o możliwym zajęciu Rygi w 48 godz., ale geografia jest nieubłagana. president.gov.by / mat. pr.
Czy Rosja szykuje atak na NATO? Obecnie kropki nie łączą się Putinowi w korzystny dla niego obraz. Może chcieć dorysować swoje.

Jak donosi brytyjski dziennik „Guardian”, dwa państwa na wschodniej flance NATO ostrzegły Zachód, że Rosja przygotowuje prowokację zbrojną przeciwko państwom bałtyckim lub Polsce – by przetestować spójność zachodniego sojuszu wojskowego i wywalczyć ustępstwa wojskowe w swoim sąsiedztwie. Cel ten nie jest niczym nowym – został zapowiedziany oficjalnie przez Moskwę w ultymatywnym tonie w grudniu 2021 r. przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny z Ukrainą. Nie skłonił Zachodu do ustępstw.

Od czasu tej porażki Kreml co jakiś czas wysyłał sygnały, że teraz to już na serio zaatakuje NATO, które w oczach Władimira Putina jest „całym złem” u podstaw niekorzystnej dla Rosji geopolitycznej zmiany w Europie oraz sponsorem antyrosyjskiego zwrotu Ukrainy. Najskuteczniej groźby te zadziałały jesienią 2022 r. na administrację Joe Bidena, która – co dziś jest bardziej jasne – wystraszyła się nuklearnych pogróżek Kremla do takiego stopnia, że zablokowała wiele przygotowywanych do uruchomienia dostaw kluczowego uzbrojenia. To doprowadziło do porażki ukraińskiej kontrofensywy z 2023 r. i zastygnięcia frontu w walce pozycyjnej.

Czytaj także: Smętny happy end. A gdyby Putin oszalał? Ameryka wraca do domu, musimy liczyć na siebie

Nie jest to pierwsze ostrzeżenie

Źródła zachodnie obawiają się, że Kreml znalazł się pod presją ukraińskiej kampanii uderzeń dalekiego zasięgu na cele w Moskwie i Petersburgu, więc Rosja może wymierzyć cios w któryś kraj NATO, by podkreślić zdolność do strategicznego rozdawania kart w regionie. Uznaje go za strefę wpływów.

Reklama