Adam Szostkiewicz
8 lutego 2012

Ranking biskupów według "Polityki"

Hierarchia hierarchów

Kościoła nie można redukować do biskupów. Ale wciąż są oni jego kręgosłupem. W 2011 r. Watykan powołał dziewięciu polskich biskupów. W tym roku można się spodziewać sześciu nowych nominacji. Kto w Episkopacie gra dziś pierwsze skrzypce?

Episkopat rzymskokatolicki w Polsce liczy obecnie 135 biskupów (w tym dwóch unickich). Kierują 41 diecezjami oraz dwoma diecezjami greckokatolickimi (unickimi) i dwoma ordynariatami: wojskowym i  dla katolików obrządku ormiańskiego oraz bizantyjskiego. W 2009 r. statystyczny biskup miał 65 lat, doktorat z teologii i pochodzenie chłopskie. Z  wypowiedziami hierarchów liczą się wierni, media, politycy. Pokazały to dwa ostatnie burzliwe lata: katastrofy smoleńskiej i wyborów. W Polsce biskupi wciąż mają znaczenie nie tylko kościelne. Współtworzą atmosferę społeczną, w jakiej żyjemy. Raz na dobre, raz na złe.

Kto tu rządzi?

– Rozdającym karty pozostaje abp Józef Michalik – uważa publicysta Jarosław Makowski – nie tylko dlatego, że jest szefem episkopatu. Jest też liderem środowisk konserwatywnych. Co więcej, nauczył się od ojca Tadeusza Rydzyka, jak korzystać z mediów, oczywiście przede wszystkim katolickich, a wie, że media głównego nurtu i tak nagłośnią jego wypowiedzi. Opinię Makowskiego potwierdza zainteresowanie mediów świeckich wywiadem rzeką z Michalikiem opublikowanym w ubiegłym roku w postaci książkowej (POLITYKA 50/11).

Kiedy na wokandę za sprawą prawicy wróciła kwestia kary śmierci, Michalik występował nawet w mediach liberalnych, nie odcinając się jednoznacznie od postulatu stosowania tej kary. Ale rzecznik Konferencji Episkopatu Polski (KEP) ks. dr Józef Kloch uciął dyskusje na ten temat. W komunikacie z 1 grudnia 2011 r: pisze, że „biskupi nauczają jasno – karę śmierci należy eliminować, a nie ją przywracać”. Przypomniał, że kropkę nad i postawił niedawno Benedykt XVI, wzywając w Rzymie do eliminacji tej kary.

Czołową pozycję abp. Michalika potwierdza ks. Kazimierz Sowa, szef Religia.tv: – Mimo porażki swojej wizji politycznej – a nazywam ją „katolickim państwem narodu polskiego” – zachował duży wpływ na tę część biskupów i ludu polskiego, która ceni sobie przede wszystkim spokój, brak zmian. Tradycyjny, ale wyrazisty, a przy tym krytyczny na wewnętrzny użytek kościelny. Porażka wyborcza PiS nie była jego problemem, bo jego politycznym faworytem jest od dawna Marek Jurek. I ani nie podcięła mu skrzydeł, ani go w episkopacie nie osłabiła.

Abp. Michalik zaprzecza energicznie, że istnieje coś takiego jak „Kościół toruński” (propisowski) albo „łagiewnicki” (proplatformiany). To wymysły publicystów szukających dziury w całym, czyli podziałów w episkopacie. Jednak Jacek Moskwa, wytrawny dziennikarz i watykanista, zauważa w episkopacie dwa skrzydła: pragmatyczne i fundamentalistyczne. Do tego drugiego zalicza właśnie Michalika. Symbolem pierwszego jest kardynał Stanisław Dziwisz. Przez fundamentalistów Moskwa rozumie tych, którzy „marzą po staremu, by katolik głosował na katolika, choć wyznaniowa partia polityczna nie może już u nas liczyć na sukces, podobnie jak forsowanie stopu wartości religijnych z narodowymi”.

Kim są pragmatycy?

To ci, którzy gotowi są współpracować z partią rządzącą, byle nie agresywnie antyklerykalną i niedążącą do uszczuplenia realnego lub symbolicznego stanu posiadania (w tym akurat są podobni do fundamentalistów). – Sęk w tym – zauważa Moskwa – że klimat wojny kultur sprzyja raczej skrzydłu fundamentalistów. Niuansować wypowiedzi na temat krzyża sejmowego czy Nergala diabelskiego – na to może sobie pozwolić ks. Adam Boniecki, ale nie oni.

Na marginesie sprawy Bonieckiego Moskwa przywołuje pogłoskę, że zakaz nałożony na redaktora seniora „Tygodnika Powszechnego” jest rodzajem parasola ochronnego dla uniknięcia gorszych sankcji. Innymi słowy, aby księdza chronić, trzeba mu było zamknąć usta. Ta plotka, jeśli prawdziwa, dobrze ilustruje klimat panujący w kościelnych elitach. Moskwa dopowiada: – Pragmatycy nabrali wody w usta i nie reagują na prowokacje. Muszą się liczyć z opinią dominującą wśród kleru i w mediach katolickich, które w ostatnich utarczkach bardzo się zradykalizowały.

Pod względem wpływu czołówkę episkopatu tworzą Michalik, kard. Stanisław Dziwisz z Krakowa i abp Leszek Sławoj Głódź z Gdańska. Dwaj z nich sprzyjają politycznej prawicy i nurtowi radiomaryjnemu. Wszyscy trzej należą do „egzekutywy” KEP, czyli Rady Stałej. Z tytułu pełnionych funkcji wchodzą do niej: abp Michalik jako szef KEP, abp Stanisław Gądecki jako jego zastępca, prymas Polski abp Józef Kowalczyk, kardynałowie Stanisław Dziwisz i Kazimierz Nycz oraz bp Wojciech Polak, sekretarz generalny. Z wyboru zaś: arcybiskupi Antoni Dzięga, Sławoj Leszek Głódź, Marian Gołębiewski i biskupi Edward Dajczak, Kazimierz Ryczan, Andrzej Suski, Marek Jędraszewski. Rada kieruje na co dzień pracami KEP. Decyzje podejmuje większością głosów. Ale jej skład nie całkiem pokrywa się z kościelną rzeczywistością. Nie wszyscy wymienieni mają tę samą wagę.

Zwłaszcza pozycja lidera to rzecz zniuansowana. Można nim być na jednym polu, a nie być na innym. – Kardynała Dziwisza ludzie kochają jako kustosza pamięci o Janie Pawle II – twierdzi ks. Sowa – ale nie widzą w nim lidera i przewodnika w trudnych czasach. Z kolei dla abp. Głódzia, kiedyś uosobienia wpływów i siły Kościoła, Gdańsk okazał się zesłaniem. Zaszkodziło mu angażowanie się po stronie PiS i czasami wręcz otwarta niechęć do PO, a to politycy PO rządzą Polską, natomiast Głódź tylko małą, choć symboliczną diecezją.

Dominika Kozłowska, redaktor naczelna krakowskiego katolickiego miesięcznika „Znak”, uważa, że można zastanawiać się, kto ma jaką pozycję, ale „trudno wskazać kogoś, kto byłby niekwestionowanym autorytetem dla wszystkich katolików, i tych konserwatywnych, i liberalnych czy liberalno-lewicowych”. Bo jeśli Mariusz Kamiński z PiS, były szef CBA, oświadcza, że kard. Nycz myli się w kwestii kary śmierci, to przecież oznacza, że hierarcha nie jest dla niego kościelnym autorytetem.

Kto jest w pierwszej lidze?

Zdaniem Makowskiego, kardynał Nycz to rzeczywiście kościelna pierwsza liga. Tylko że wciąż „nie umie on lub nie wie, jak użyć swej dużej siły i władzy w Kościele”. Według Jacka Moskwy, Nycz „wydaje się ciągle onieśmielony problemami, jakie zastał w archidiecezji warszawskiej”. To aluzja do faktu, że Nycz przez 16 lat pracował w Krakowie, a przecież w Polsce zawsze istniały dwa Kościoły: warszawski i krakowski, o różnych historiach i doświadczeniach. Na dodatek „w cieniu Nycza aż pali się do prawdziwego startu bp Piotr Jarecki, który mógłby być ważnym ogniwem w kościelnej koalicji pragmatyków”. Jarecki, doktor nauk społecznych, wspiera świecką Akcję Katolicką i udziela się m.in. w brukselskiej Komisji Konferencji Biskupów Wspólnoty Europejskiej.

– Kardynał Nycz może jest za mało odważny w wyrażaniu własnego stanowiska – przyznaje ks. Sowa – ale zarazem jest do przyjęcia dla rządzących polityków, bo nie jest przeciwko PO. Lubią go media, bo ich nie unika i nie mówi kościelną nowomową. A boją się

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną